Wygląda na to, że zakończył się definitywnie festiwal pomysłów na to gdzie jest, była, będzie i gdzie być powinna Zyta Gilowska. Do tego jeszcze dalej wrócę ale chciałbym, wierny swej konserwatywnej naturze, sprawie przywrócić może i faktycznie staromodny porządek chronologiczny. I cofnąć się do dnia, w którym Premier Donald Tusk raczył przecież wyznaczyć do debat kogoś zupełnie innego niż jakaś tam Gilowska. Ten moment całej „komedii debatowej”, która bawiła nas przez wiele tygodni i pewnie jeszcze jakąś zabawna puentę nam podsunie. Tak więc Donald Tusk stwierdził, że do debaty, z ramienia PiS staną: Adamiak Adam, Adamiak Alojzy, Adamiak Anastazja… O żadnej Gilowskiej nie mówił! Dworuję sobie… Ale czy na pewno?
Przepychanki o to czy może czy nie może pani Gilowska stanąć w szranki z panem Rostowskim obrosły zarówno wieloma żartami, złośliwymi uwagami jak też licznymi, sprzecznymi niejednokrotnie analizami prawnymi. Niejako epilog dla tej dyskusji, już po rozwianiu wątpliwości przez panią Gilowską i, jak mniemam, po wielkim oddechu ulgi w sztabie Platformy, z którego przez ostatnie dni dochodziło w tej sprawia takie głośne i mało chwalebne gdakanie, napisał dziś pan profesor Winczorek, konstytucjonalista. Wypowiadający się zresztą w tej sprawie nie po raz pierwszy zaznacza przy tym, że „Co do mnie, zapewniam (choć być może niektórzy czytelnicy w to nie uwierzą), że chodzi mi nie o jakieś zagmatwane racje polityczne i ideowe lub towarzyskie antypatie, ale po prostu o prawo, które jest w tym przypadku na tyle jasne, tak co do swych intencji, jak i litery, że nie powinno budzić nadmiernych wątpliwości interpretacyjnych.”* Chcecie to wierzcie, nie, to nie wierzcie… To rzecz poboczna. Bo w tej, zamykającej spór prawny analizie Winczorka bardziej zainteresowało mnie coś znacznie innego niż motywy uczonego. Otóż odnosząc się do tego, jak należy odczytywać potencjalny udział Gilowskiej w debacie jako eksperta PiS, pan profesor pozwolił sobie na taką interpretację, która wszelkie „ale” w całej sprawie czyści niczym legendarny Pan Proper. Odwołując się do zapisów stosownego artykułu ustawy o NBP, wskazujących okoliczności mogące być uznanymi za przeszkodę dla dalszego sprawowania członkostwa w Radzie Polityki Pieniężnej niejako półgębkiem wypowiada się na temat zapewne trudnej w swej istocie interpretacji tego, czym jest a czym nie jest działalność publiczna. Ustawia sobie natomiast Gilowską w sposób, który ułatwia takie poważne przywalenie z samej profesorskiej bańki a równocześnie niemal do zera sprowadza możliwość obrony. Zakłada oto, że, ni mniej ni więcej, Gilowska wstępuje właśnie do PiS.
I proszę nie oburzać się na pana Winczorka wskazując, że chyba pani Gilowska wiedzieć o tym swoim kroku powinna wcześniej niż on. Otóż wcale nie. Nie musi. Pan profesor przyjmuje bowiem, że członkostwo w partii nie musi oznaczać ani złożenia deklaracji, ani otrzymania legitymacji ani żadnego tam wciągnięcia na listę członków i zapisania do stosownego koła, wieńca, rejonu czy co tam sobie partia wymyśli. Wedle niego „członkostwo można rozumieć też inaczej i szerzej. Członkiem partii staje się de facto ten, kto uczestniczy w jej pracach, wspiera ją jawnie i z zaangażowaniem w sytuacjach tak szczególnych jak kampania wyborcza. A to przekracza zwykłe granice politycznej sympatii, do której każdy ma prawo, nawet jeśli jest członkiem Rady Polityki Pieniężnej.”*
I tu możemy już zostawić w spokoju panią Gilowską i zająć się Adamiakiem Adamem, Adamiakiem Alojzym, Adamiak Anastazją… Bo przyjmując wykładnię pana Winczorka wszyscy jesteśmy w Platformie!
Kto nie wierzy albo, o zgrozo, nie za bardzo się czuje w PO, niech weźmie choćby którąś z broszurek o naszej „Polsce w budowie”. Wczoraj taką na ulicy dostałem i nieco się wkurzyłem bo dotyczyła mego województwa ale widać w nim za mało „Polski w budowie” bo połatano ją i lubelskim i małopolskim i nawet podkarpackim! Zaręczam, że każdy prawie znajdzie w niej coś, przy czym w jakimś stopniu uczestniczył. A więc, idąc za interpretacją pana Winczorka, „jawnie wsparł PO swym zaangażowaniem w sytuacji tak szczególnej jak choćby kampania wyborcza”. Ta „Polska w budowie”, co to ją budujemy wszyscy, a która okazała się wyborczym przedsięwzięciem rządzącej partii wszystkich nas, jak twierdzi konstytucjonalista (choć absolutnie nie wprost), umoczyła w polityce i uczyniła, de facto (taki mądry zwrot, mądrzejszy chyba nawet od „de jure”) członkami tej partii. Taki PZPR trochę wychodzi bo przecież wtedy też w zasadzie wszyscy w niej byliśmy. No bo kto, poza warchołami różnymi z Wybrzeża, Radomia, Poznania, „Wujka” czy Ursusa, nie wspierał jej swym zaangażowaniem?
Wracając do tej winczorkowej „interpretacji rozszerzającej” można więc stwierdzić, że „był w prawie” pan Premier, gdy raczył tych konkretnych „pisiaków” do debaty wyznaczyć. Tych wszystkich Adamiaków Alojzych i inne Kępy i Szydły. Bo czy oni „pisiaki” czy nie „pisiaki” to wszyscy, jak by nie patrzeć, są jednak przecież w tej globalnie zarysowanej winczorkową wykładnią Platformie. Ku chwale naszej socja… znaczy kochanej Ojczyzny. Tej granatowo-pomarańczowej „Polski w budowie”
* http://www.rp.pl/artykul…
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
-
-
- Odsłony: 2517
Polska kadlubowa suwerennosc,kadlubowa wolnosc poddanych,
kadlubowa demokracja,kadlubowa praworzadnosc i pseudopolska,
do bolu skorumpowana sitwa,zwana polskim rzadem. Na dodatek,
obrzydliwy defetyzm i serwilizm duzej czesci spoleczenstwa,
udzielajacego poparcia zlu i klamstwu wszarzy.W rezultacie,
przemieniamy sie w pariasow Europy i swiata, a nasze dzieci
i wnuki czeka podobny,a moze nawet jeszcze gorszy los.
Wszystko zas po to,by wlascicielom Polski, i ich spadkobiercom
zylo sie tu dostatniej.Tylko,co powiemy swoim dzieciom
oraz wnukom,kiedy w przyszlosci zapytaja nas"gdzie wy byliscie
i co robiliscie kiedy zagrabiano nasza Ojczyzne?"
Czy godnie przyznamy sie,ze swoja biernoscia,a nawet aktywnoscia
dobrowolnie przyczynilismy sie do upadku Jej niezaleznosci
i narodowej tozsamosci? Raczej,jak zwykle obciazymy odpowiedzialnoscia
innych i nieczyste moce,oraz uporczywie glosic bedziemy wyzszosc cudow nad
rozumnym dzialaniem i wola walki.Coz,na uklady nie ma innej rady.
To ja wole być clochardem niż budować z PO Polskę. A Winczorek może spokojnie awansować na Falandysza u Donalda Wspaniałego, Słońca Peru, Króla Bajeru, Posiadacza Kilku Dam ,Liczarza Głosów, Zasłużonego Budowniczego PRLu ( to nie pomyłka) Tuska. Brzmi jakbyśmy mieli za premiera hiszpańskiego granda.
okazuje się, że nie wypełniając żadnej deklaracji od lat jestem w Pisie. Nawet tego nie wiedziałem. Wielka ta partia Pisu. Licząc lekką ręką jest nas pare milionów. Nic dziwnego ,ze sie nas boją.
Na uklady tez sa rady POdobno jest demokracja w Polsce idzmy wszyscy glosowac na PIS i POzbadzmy sie oszustow,kretaczy,zlodzieji,hosztaplerow,manipulatorow,cwaniakow,pseudopolakow dla naszej pomyslnosci a szczegolnie dla przyszlych pokolen Polakow,by nie musieli za chlebem wyjezdzac na SAKSY