Tytułowe określenie urodziło się w głowach publicystów, których łączy bez wątpienia przypadłość taka, że na hasło „PiS” budzą się nocami z krzykiem i w kałuży własnego potu. Urodziło się gdy uświadomili sobie, że „faszyzm” nie przejdzie bo nie „kupi” go nawet „najciemniejszy lud” (nie licząc bandy kretynów produkujących się na internetowych forach oraz pani Rudeckiej co to nawet w Sycowie potrafiła znaleźć „partyjnych baronów”).
Myślę, że odejście od „promowania faszyzmu” pod postacią partii Kaczyńskiego wynikło również i z tego, że na faszyzm nie można reagować tylko publicystyką produkowaną hurtowo w różnych gazeta lub czasopismach i trzeba by zrobić coś więcej. No ale gdyby próbować „zrobić coś więcej” „ciemny lud” mógłby zrozumieć to inaczej niż by sobie szanowni „słowotwórcy” życzyli. Bo jednak nie taki on „ciemny” przecież. No a przecież „tego byśmy chyba nie chcieli”, szczególnie tuż przed wyborami.
Z tych samych przyczyn nie można było zrobić z PiS „partii antypaństwowej”. A nawet jeśli próbowano (nie śledzę rzeczonych publicystów zbyt sumiennie więc mogłem przeoczyć) to bez przekonania.
Tak narodził się PiS, „partia antysystemowa”. Na pierwszy rzut oka brzmi srogo. Ale jak się lepiej przyjrzeć, dość zabawnie. Choć nie. Zabawnie wychodzą w tym właśnie autorzy, którzy próbują tym swoim patentem straszyć. Ja widzę dwa powody by przyjąć ów koncept jako niezamierzony żart.
Powód pierwszy jest taki, że jakaś (może nawet większa) część tych, co tak o PiS zdecydowała się mówić albo też kiwa głową ze zrozumieniem na takie gadanie, sama kiedyś uznawana była za „antysystemową”. I mocno była dumna z tego faktu. Podobnie jak i z bycia „elementem antysocjalistycznym”.
Ale to tylko taki przytyk drobny, dotyczący konsekwencji niektórych. Nie pierwszy ani, jak mniemam, nie ostatni.
Powód drugi wygląda poważniej. I zdaje się być skrojony wprost na zamówienie partii opozycyjnej.
Imputowana PiS – owi „antysystemowość” sugeruje oczywiście przy okazji, że istnieje też jakiś „system”, przeciwko któremu PiS występuje. Czym jest ów „system”? Trudno powiedzieć… Można jednak śmiało wykluczyć, że chodzi o prawny (konstytucyjny) porządek. Jak już napisałem wyżej, w takiej sytuacji nie mogłoby się skończyć wyłącznie na jękach publicystów. Musiały by wkroczyć nasze „organy ochrony konstytucji”. I , sądząc z ich wizyty u pewnego internauty, zrobiłyby to z ochotą by nie rzec, z rozkoszą. Gdyby tylko miały pretekst…
Nie można więc „antysystemowości” utożsamiać ze wspomnianym porządkiem. Trudno twierdzić też, że jest to coś ogólnie „antydemokratycznego”. Demokrację mamy wpisaną w konstytucję i stwierdzenie takiego faktu wymagałoby również sugerowanej powyżej reakcji.
Zatem czym w końcu jest ów „system”? Ha! Dobre pytanie!
Nie mam pojęcia. Więcej! Sądzę, że nie mają go również ci, którym tak lekko przyszło wymyślenie go. Zatem pozostają nam tylko domysły.
Skoro „systemu” nie zapisano nam w konstytucji ani w ustawach, jest on czymś nieformalnym. Istniejącym bo ktoś z kimś się tak umówił i ktoś komuś na tę okoliczność „przybił piątkę”. Jeśli tak, to cóż, bycie „anty” nie jest żadnym konstytucyjnym deliktem i co najwyżej faktycznie może powodować gwałtowne nocne przebudzenia.
Cóż jednak jest zabawnego w tym, że ten i ów nie sypia po nocach i czasem budzi się z włosami stojącymi dęba? Kontekst, Państwo kochani! Kontekst, którego wielu pewnie nie pojmie. Jak choćby mój dobry ale młodszy kolega Marcin, co mi spod sceny w Jarocinie przysłał wczoraj entuzjastycznego sms-a.
Gdyby dało się cofnąć Marcinowi czas, to tam, w Jarocinie lat osiemdziesiątych mógłby przeczytać jedno z haseł, które do mojego pokolenia przemawiało tak, jak często wtedy spotykany symbol Polski walczącej. Odnajdowaliśmy na murach nawoływania „Je**ć system!”. I nie mieliśmy najmniejszych wątpliwości czym on, ten system godzien „pieszczot” był.
Wtedy też go nie zapisano w konstytucji choć na dobrą sprawę kto mógłby im zabronić? Widać jednak taka już natura „systemów” wszelkich że nie lubią się zbytnio pchać przed oczy. W każdym razie my wtedy wiedzieliśmy, choć faktycznie nie zapisywano tego w konstytucji, ustawach, dekretach ani aktach niższego rzędu, czym jest „system”. Widzieliśmy go w działaniach ubeków, w panoszeniu się aparatczyków wszelkich szczebli z sekretarzami, instruktorami i lektorami na czele , w systemie „talonowej” i „wczasowo- bułgarskiej” korupcji, w sieci „sklepów za żółtymi firankami”, w groteskowych „czynach partyjnych”, w stadach utytych pod pseudonimami „delatorów” a wreszcie w ofiarach „nieznanych sprawców”.
I jeśli wtedy ktoś nas zechciałby nazwać „antysystemowymi” popękalibyśmy z dumy. I to z takim wielkim hukiem!
Więc teraz, gdy słyszę, że mógłby istnieć jakiś „system” to z miejsca, pewnie wcale nie odosobniony, widzę go jako coś właśnie takiego (w wersji soft rzecz jasna) i oceniam jednoznacznie źle. I jeśli zastanawiam się co z nim, tym „systemem” należałoby robić, to bez dwóch zdań stawiam na to, co zalecali nam kiedyś „starsi koledzy z podziemia”. J***ć!
I jeszcze myślę sobie, że nawet dziś nazwanie kogoś „antysystemowym” to jest to bez wątpienia komplement.
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
-
-
- Odsłony: 1789
Autorowi wielkie dzięki za analizę i wskazanie niegodziwości, wielka szkoda jednak, że można przeczytaś i usłyszeć o tym tylko w internecie
z poważaniem
stokolesny
jestem karzeł moralny, obywatel drugiej kategorii, oszołom, moher, ciemnogród, bydło i co tam jeszcze wymyślą samozwańcze elity.
to umowocześniony odpowiednik dawnego,,zaplutego karła reakcji''.Niewyobrażalne cierpienia nocne:budzenie z krzykiem,w kałuży potu a może i czegoś innego przenoszone są natychmiast na ekran telewizyjny i mają na odbiorcach wymusić współczucie i odruch solidarności.Tylko co będzie jak wymusi odruch śmiechu ?
Czy ten system istnieje czy nie. Efemeryda jakaś cholerna.Za PiS-u był ale tylko wymyślony przez J.Kaczyńskiego et consortes, czyli go nie było, teraz się ujawnił,a właściwie został przez PO-spółkę (hi,hi!) ujawniony.Ale gdy PiS wygra znowu zniknie, czyli zejdzie do podziemia, krzycząc, że go nigdy nie było.
Zastanawianie się nad sensem tego co robią PRowcy PO i plota politycy tej partii nie ma chyba głębszego sensu. Generalnie kierunek jest jeden i ogranicza się do wyszukiwania negatywnych skojarzeń na PIS ze szczególnym wskazaniej jej szefa. Nieważne czy to co aktualnie wymyslają ma jakieś uzasadnienie choćby najcieńsze. Np. - "Kaczyński ma brodawki na nosie". I my się zastanawiamy jakie, gdzie, kto je widział i kiedy. A tu ważny jest przekaz- "Kaczyński jest odrazajacy".Dziesieciu bedzie się zastanwiać i negować sens takiej wypowiedzi, a brojlery łykną jak smiedzacą mączkę rybną i w kurzych rozumkach pozostanie ślad. Potem następny taki przekaz i nastepny. Sympatyczny Tusk contra niesympatyczny Kaczyński powtórzone milion razy.Pielęgnujemy opowieść o cudnym Tusku wszędzie i całodobowo. O Kaczyńskim dobrze tylko w żałobny szoku, do opamiętania się i rychło w starych koleinach znów tylko żle. Goebels byłby z nich dumny.