Próby znalezienia „punktu zwrotnego” kampanii wyborczej a jeszcze bardziej zagnania do niego Kaczyńskiego zaczynają przybierać ciekawy (nie powiem, że groteskowy ale czas pokaże…) obrót. To taki przewidywalny w sposób oczywisty wynik niezaspokojonego a niezmiernie uciążliwego przez to niespełnienie chciejstwa. Tak to jest, że jak chcemy a nam nie wychodzi to nam rozum nieco płynie na emocjach.
Prawdą jest, że Prezes nie ułatwiał zadania. jak na złość uparł się nie być kompatybilnym z przekazem serwowanym konsekwentnie w coraz większych porcjach przez Tuska i jego podręcznych. Nie zjada niemowląt, nie ubił jeszcze żadnego Ruskiego, nikogo jeszcze nie wykluczył a nawet, o zgrozo łypie łaskawszym okiem na pana prezydenta.
Tak więc owa Angela czy tam nawet Andżela trafiła się tym chciejcom jak ślepej kurze ziarno. Nie trzeba było nawet zbytnio szukać by znaleźć opinie sugerujące, że owa „przejażdżka na Andżeli” może kosztować Kaczyńskiego przegrane wybory. Ja tam nie wiem jak będzie. Wiem tylko, że jeszcze nigdy (poza 2007) tak wielu nie zrobiło tak wiele by pogrążyć tak nielicznych. I przyszłe, prawdopodobne jak najbardziej, zwycięstwo pana Tuska jawi się w sensie logistycznym czyli zaangażowania sił i środków niczym budowa wielkiej piramidy w Gizie. I jeśli ktoś po tym hipotetycznym zwycięstwie powie, że z Tuska wybitny polityk to ośmielę się zauważyć że taka samo wybitny jak z Bena Johnsona wybitny sprinter.
Ale wróćmy do Angeli czy tam Andżeli. Z tych pohukiwań radości wynikających z faktu, ze „Kaczor” dał się złapać wynika to i owo. Prawda, że Kaczyński dał się podejść bo cała sprawę i pytania o nią mógł załatwić szybko i sprawnie. Pytając pana Lisa czy tam Sobieniowskiego „A pan uważa, że u naszego wielkiego i tak nam przyjaznego sąsiada stanowisko kanclerza obejmuje się z przypadku?”. I tyle. I wtedy piłka po drugiej stronie. Niewygodna piłka. Kaczyński skomplikował sprawę. jego rzecz.
Bo mi chodzi o cos zupełnie innego. O ten element owej radości, którym jest właśnie wybieganie o krok przed rozum. Ukryta pod oburzeniem radość ma bowiem dość specyficzny wydźwięk. Oto wychodzi na to, że w Polsce, w której na określenie Głowy Państwa ukuto i upubliczniono bez żadnych konsekwencji takie określenia jak „pijak”, „dureń”, „cham”, nietykalną świętością są głowy sąsiednich mocarstw. A nawet nie „głowy” bo ani Merkel ani Putin (za którego ściągano spod rosyjskiej ambasady do policyjnej suki) takiego statusu nie mają.
Zastanawia mnie ten brak refleksji nad publicznym kreowaniem pani Merkel na kogoś, kogo nie wolno tykać. Wniosek, jaki z całej sytuacji dałoby się wyciągnąć, mógłby być taki, że to właśnie pani Merkel, świadomie lub nie, kreuje u nas układ władzy. Ot tak, sama z siebie, wyszła naszym wrażliwcom z rządzącej partii i okolic oraz z „zaprzyjaźnionych mediów” taka spiskowa teoryjka. Wedle której pani Merkel to taka caryca w której jakieś tam nadzieje pokłada jedna z sejmowych „familii”. Najdobitniej, najszczerzej i najgłupiej sformułował to pan Michał „Misiek” Kamiński, któremu widmo pozostania w „politycznej pustce” zajrzało tak głęboko w oczy, że chyba z rozpędu uszkodziło nieco jego błyskotliwy dotąd umysł.
„Wywiad w "Newsweeku", w którym Kaczyński zaatakował Angelę Merkel, to może być punkt zwrotny kampanii. Polacy wiedzą, do kogo po pieniądze na ratowanie Grecji jeździli przywódcy europejscy - do Merkel. Skandaliczne słowa Kaczyńskiego każą się zastanowić, czy ten człowiek jako premier będzie umiał walczyć o pieniądze dla Polski?”
Taaa… Oto wykładnia polskiej polityki zagranicznej na najbliższe lata. A i wewnętrznej przy okazji. Pamiętamy sławną konferencję pana Tuska, na której miał on za plecami mapę z czerwoną Europą i dwiema zielonymi wyspami na tym morzu czerwieni- Polską i Grecją. Ze słów pana „Misia” wynika, że nie był to przypadek i najważniejszą obecnie racja stanu jest ćwiczyć ukłon przez caryca Angelą gdy się do niej po kasę pojedzie. Bo najwyraźniej jednak będzie trzeba. Nic to, że pan Tusk zapewnia, że z problemem uwinie się własnoręcznie.
Pan „Misiek” tak przy okazji ujawnia nam kuchnię europejską, w której, wbrew oficjalnym zapewnieniom i oficjalnym zapisom, jak w każdej kuchni jest szef, są jego podręczni i cała kupa pomywaczy co bez słowa szefa kroku nie zrobią a jak to słowo jest ostre, robią w gatki. Ujawnia też jaka role w tej kuchni my pełnimy. I za tę szczerość winniśmy mu wdzięczność.
I z tej wdzięczności za szczerość i ustrojową lekcję, ukazującą nam tak dobitnie role carycy Angeli, dedykuję panu „Miśkowi” i reszcie tej „rozsądnej” i pozbawionej złudzeń, ujawnionej opcji niemieckiej słowa „Kaczmara”:
„Tak, przy okazji - portret Waszej Wysokości
Tam wisi, gdzie powiesić poleciłem go,
Lecz z zachowania tam obecnych można wnosić
Że się nie cieszy wcale należytą czcią.”**
* http://wyborcza.pl/1,752…
** http://www.emuzyka.pl/Ja…
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
-
-
- Odsłony: 3572
Ci europosłowie i posłowie patrzą tylko z perspektywy własnej i swojej rodziny , jest dobrze , jest szmal, a że inni nie mają za co żyć , to gorzej dla tych innych.Kto by tam przejmował się losami własnej Ojczyzny i wszystkich rodaków.Gromadzą bogactwo i myślą , że ustawią swoje dzieci na pokolenia.Guzik prawda ,te nagromadzone dobra może szlag trafić w sekundzie w dzisiejszych czasach .Gorzej ,gdy się okaże , że nie ma majątku , ale i nie ma OJCZYZNY.
dzisiaj w jednej stacji telewizyjnej usłyszałam wiadomość,że PO będzie miała większość i najprawdopodobniej będzie mogła sama rządzić.Pytam skąd takie przekonania?Już dziś wpajają nam i przekonują ,że innej opcji -nie może być.
Tego przyznam szczerze spodziewałam się i te wybory naprawdę nie wiem/chciałabym się mylić/ale przypomną mi i innym uczciwym,oddanym Polsce i Polakom czasy PRL-u.
Może wygrana w 55%.Wszystko można.
Dla uczciwych Polaków liczy się :Bóg,Honor,Ojczyzna ponad wszystko.Dodam jeszcze uczciwość,sprawiedliwość i rzetelność we wszystkich komisjach wyborczych oraz w centrum zbierania danych również.
Ja się obawiam ,że będzie niska frekwencja , bo słyszę jak dużo ludzi mówi ;"wcale nie pójdę do głosowania"Obawiam się ,że moze sięgnąć zaledwie 40 procent głosujących. Ale jestem spokojna o nasz elektorat ,my idziemy wszyscy tzn. elektorat PiS-u. Wiem o pospolitym ruszeniu w Nowym Jorku , tam chcą wszyscy głosować ,tylko niektórzy nie mają ważnych polskich paszportów i Ci nie będą mogli. Na szczęście większość ma paszport ważny.I wiem ,że tam 82 procent będzie głosowało na PiS , jest ankieta na stronie NY .PL.
weźmy tę opcję pod uwagę !!!
"Prawda, że Kaczyński dał się podejść bo cała sprawę i pytania o nią mógł załatwić szybko i sprawnie. Pytając pana Lisa czy tam Sobieniowskiego „A pan uważa, że u naszego wielkiego i tak nam przyjaznego sąsiada stanowisko kanclerza obejmuje się z przypadku?”. I tyle. I wtedy piłka po drugiej stronie. Niewygodna piłka. "
czytuje pana blog i głęboko cenie za mądre i wyważone komentarze i rzeczowa ocenę. Ale dziś muszę się nie zgodzić z powyższym cytatem. J. Kaczyński nie dał się podejść. To co napisał jest prawdą i tylko prawdą. Wybór szefa rządu nie może i nie jest przypadkowy. Składają się na niego różne czynniki. I to wyjaśnił J.Kaczyński u Lisa. Powiedział mianowicie, że potrzebna była Niemcom Osi. Taki był układ polityczny w Niemczech. Natomiast imputowanie mu, ze twierdzi, iż Merkel była szpiegiem Stasi jest wytworem takich dziennikarzyn jak MO, Pański ulubiony Kwiatuszek, Lis czy Sobieniowski. To oni kreują taka interpretację, przypisują ja Kaczyńskiemu z wiadomych powodów i zakrzykują wyjaśnienia. W teorii dziennikarstwa powinni miec za to zagwarantowane , pewne miejsce jako antybohaterowie. Póki co brylują i kreują nieprawdziwy obraz rzeczywistości. A prawda ma się do tego tak jak Kwiatuszek do butów z Tesco.