Ostatnie wydarzenia wokół Trybunału Konstytucyjnego i posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego pokazały coś, co powinno dać do myślenia każdemu, kto interesuje się przyszłością naszego państwa. Pokazały również, jak łatwo w polskiej polityce pomylić mocne słowa ze skutecznością, a demonstrację stanowczości z rzeczywistym osiągnięciem celu. Przed posiedzeniem RBN opozycja prześcigała się w zapowiedziach. Miało być twardo, zdecydowanie i bez taryfy ulgowej dla rządzących. Padały oskarżenia o zamach na Trybunał, łamanie Konstytucji, wykorzystywanie policji i służb do celów politycznych. Krzysztof Bosak mówił o konieczności odsunięcia rządu Tuska od władzy. Konfederacja przedstawiła pięć postulatów: wycofanie policji z terenu TK, przywrócenie możliwości pracy Trybunału, zaprzestanie wykorzystywania służb, rozliczenie odpowiedzialnych i dymisję rządu. Jarosław Kaczyński również nie przebierał w słowach, nazywając wydarzenia w Trybunale spotkaniem zorganizowanej grupy przestępczej.
Po stronie rządowej zaś panowała przed posiedzeniem znacznie większa powściągliwość. Można było odnieść wrażenie, że opozycja szykuje polityczną ofensywę, a rząd czeka na rozwój wydarzeń. I rzeczywiście, początek posiedzenia przyniósł mocne wystąpienie prezydenta Karola Nawrockiego. Nie pozostawił wątpliwości, kogo uważa za odpowiedzialnego za sytuację wokół Trybunału. Powiedział wprost, że pełną odpowiedzialność za policjantów przed TK, zawieszenie sędziów, nielegalne zarządzenia i wejście do Trybunału od strony Kancelarii Premiera ponosi jeden człowiek – Donald Tusk. Dodał, że nie rozumie jego działań, nie akceptuje ich i będzie przeciwko nim występował. Zażądał opamiętania, naprawy sytuacji i zaprzestania działań przedstawicieli rządu w Trybunale. Trudno uznać to za łagodne upomnienie. Prezydent postawił premierowi bardzo poważne zarzuty. Można było oczekiwać, że po tak mocnym początku nastąpi równie stanowcza kontynuacja.
Potem jednak zamknęły się drzwi i rozpoczęła się niejawna część obrad.
Co tam się wydarzyło? Nie wiem. Nie zamierzam udawać, że znam tajne rozmowy, ani powtarzać opowieści o tym, kto kogo przekrzyczał, kto wyszedł obrażony i kto komu postawił ultimatum. Jeżeli ktoś zna szczegóły, niech je przedstawi i bierze odpowiedzialność za swoje informacje. Ja oceniam to, co zobaczyłem po zakończeniu posiedzenia.
I tutaj zaczyna się dla mnie najciekawsza część całej historii. Po zakończeniu obrad nie wystąpił prezydent, który przed chwilą tak ostro postawił sprawę. Publiczny komentarz przedstawili przedstawiciele jego kancelarii. Nie usłyszeliśmy jasnego komunikatu o konkretnych ustaleniach, wymuszonych ustępstwach rządu czy przywróceniu porządku prawnego w Trybunale. Nie dowiedzieliśmy się, żeby premier wycofał się z któregokolwiek ze swoich stanowisk. Jarosław Kaczyński nie zwołał konferencji, a na wpis Donalda Tuska „Idzie ku dobremu” odpowiedział w serwisie X: „Niestety, nic nie idzie ku dobremu”. Krótko mówiąc, wielkie zapowiedzi przed posiedzeniem nie przełożyły się na równie mocny, wspólny komunikat opozycji po jego zakończeniu. Konfederacja również nie ogłosiła żadnego przełomu. Krzysztof Bosak i Grzegorz Płaczek mówili o braku zaufania i braku optymizmu co do współpracy politycznej.
A na końcu wyszedł Donald Tusk.
Oświadczył, że posiedzenie pomogło rozładować emocje, że sytuacja zmierza w dobrym kierunku i że jest gotowy spotkać się z prezydentem w cztery oczy, aby trwale obniżyć napięcie wokół Trybunału. Nie minęło wiele czasu, a przedstawiciele prezydenta potwierdzili, że Karol Nawrocki jest gotowy na takie spotkanie.
I teraz zadaję pytanie: kto właściwie osiągnął swój cel?
Jeszcze przed posiedzeniem opozycja zapowiadała twardą walkę, rozliczenia i przywrócenie porządku prawnego. Po posiedzeniu premier zaproponował rozmowę, a prezydent ją zaakceptował. Nie znamy żadnych warunków, jakie miałyby poprzedzać to spotkanie, ani żadnych konkretnych ustępstw, na które zgodził się Tusk.
Tymczasem część komentatorów ogłasza wielkie zwycięstwo prezydenta. Być może mają wiedzę, której ja nie posiadam. Na podstawie publicznie dostępnych informacji trudno mi jednak dostrzec, na czym to zwycięstwo miałoby polegać. Czy samo to, że premier zgodził się rozmawiać, oznacza, że zmienił swoje stanowisko? Czy zapowiedź spotkania oznacza, że Trybunał odzyskał niezależność? Czy ktoś wycofał kwestionowane zarządzenia? Czy przywrócono stan sprzed kryzysu?
Nie. Na razie mamy zapowiedź rozmowy.
I właśnie tutaj dochodzimy do sprawy najważniejszej. Nie chodzi już tylko o to, kto lepiej wypadł przed kamerami i kto komu mocniej odpowiedział. Chodzi o zasadę, na jakiej ma się odbyć ewentualne porozumienie.
To jest moja osobista opinia i nie oczekuję, że wszyscy się z nią zgodzą. Uważam, że jeżeli prezydent spotka się z premierem bez żadnych warunków wstępnych, bez określenia granic kompromisu i bez żądania naprawienia zakwestionowanych działań, może nieświadomie pomóc w utrwaleniu obecnego stanu rzeczy. Samo spotkanie oczywiście nie legalizuje żadnych działań, ale politycznie może zostać przedstawione jako uznanie, że sytuacja jest już na tyle normalna, iż można przejść nad nią do porządku dziennego. A to byłoby bardzo niebezpieczne.
Przypomina mi się historia z 1938 roku. W Monachium Neville Chamberlain wybrał porozumienie z Hitlerem, wierząc, że ustępstwa pozwolą zachować pokój. Winston Churchill należał do tych, którzy ostrzegali przed skutkami takiej polityki. Historia pokazała, że układ monachijski nie powstrzymał agresji, a wojna i tak wybuchła. Oczywiście nie twierdzę, że obecny spór w Polsce jest tym samym, czym była polityka Hitlera. Nie można mechanicznie przenosić historii na współczesność. Chodzi mi o samą zasadę: porozumienie zawarte za cenę zaakceptowania bezprawia nie przyiesie pokoju. Może jedynie dać silniejszej stronie czas i wygodną pozycję do dalszego działania. Dlatego nie przekonuje mnie argument, że trzeba po prostu zaufać prezydentowi. Zbigniew Bogucki mówił, żeby zaufać Karolowi Nawrockiemu. Oczywiście, każdy ma prawo tak zrobić. Ja jednak nie zamierzam zastępować analizy politycznej zaufaniem do konkretnej osoby. Prezydent również powinien wiedzieć, z kim konkretnie ma do czynienia i jakie są konsekwencje podejmowanych decyzji. Nie twierdzę, że znam przyszłe zamiary Donalda Tuska. Nie wiem, na co liczy prezydent ani jakie argumenty usłyszał od swoich doradców. Wiem natomiast, że premier dysponuje instrumentami władzy wykonawczej, w tym nadzorem nad policją i służbami podległymi rządowi. Wiem też, że spór o Trybunał nie został rozwiązany, a publiczne deklaracje stron nadal są sprzeczne.
Obawiam się, że jeżeli rozmowy nie będą oparte na konkretnych warunkach i gwarancjach, skończą się nie naprawą państwa, lecz politycznym utrwaleniem przewagi tej strony, która już dziś sprawuje władzę wykonawczą. Najpierw może dojść do dalszego ograniczania możliwości działania przeciwników politycznych, a później do kolejnych sporów o instytucje i kompetencje. To jest moje ostrzeżenie, nie stwierdzenie, że taki scenariusz został już przesądzony.
Nie można też zapominać, że władza nie kończy się na jednym Trybunale. Jeżeli raz przyjmiemy zasadę, że silniejszy może narzucić swoją interpretację prawa, a później zaprosić przeciwnika do rozmowy już z pozycji uzyskanej przewagi, to żadna instytucja nie będzie bezpieczna. Dzisiaj chodzi o TK, jutro może chodzić o kolejną instytucję, a pojutrze o samego prezydenta i zakres jego konstytucyjnych uprawnień.
Nie jestem przeciwnikiem rozmów. Jestem przeciwnikiem rozmów, które zastępują naprawę państwa i pozwalają uznać, że problem został rozwiązany, choć niczego nie naprawiono. Rozmowy mają sens, jeśli prowadzą do konkretnych ustaleń: przywrócenia legalnego porządku, jasnych zasad odpowiedzialności i zabezpieczeń, które uniemożliwią podobne działania w przyszłości.
Od miesięcy piszę o potrzebie naprawy państwa. Nie chodzi mi o to, żeby PiS odzyskał Trybunał, ani o to, żeby KO utrzymała nad nim kontrolę. Chodzi o to, żeby żadna partia nie mogła traktować konstytucyjnych instytucji jak własnego łupu. Jeżeli dzisiejszy kryzys ma się zakończyć tylko zmianą politycznego układu sił, to nie będzie żadnego resetu. Będzie jedynie przerwa przed następną odsłoną tej samej wojny.
I na koniec najważniejsze.
Prezydent nie może pomylić gotowości do rozmowy z obowiązkiem ustąpienia. Nie może też pozwolić, by jego mocne słowa z początku RBN stały się jedynie efektownym wstępem do zaakceptowania sytuacji, którą sam nazwał próbą wywrócenia porządku konstytucyjnego.
Jeśli po oskarżeniu o tak poważne naruszenia prawa jedynym konkretnym rezultatem będzie spotkanie przy zamkniętych drzwiach, a po nim komunikat o uspokojeniu sytuacji, to nie będzie to zwycięstwo prezydenta.
Będzie to zwycięstwo polityki faktów dokonanych. A państwo, w którym prawo ustępuje przed faktami dokonanymi, nie potrzebuje już zamachu na instytucje. Wystarczy, że ktoś nauczy się je skutecznie przejmować.
PS. Uprasza się osoby, które nie doczytały wpisu do końca, nie zrozumiały jego treści albo pomyliły dyskusję z konkursem na najbardziej efektowny komentarz, o chwilowe powstrzymanie się od zabierania głosu. Szczególnie tych, którym logika przeszkadza w wyrażaniu własnych przekonań, a czytanie ze zrozumieniem wydaje się niepotrzebnym luksusem. Dajmy szansę wypowiedzieć się tym nielicznym, którzy potrafią połączyć przeczytane zdania w całość i odróżnić polemikę od bezproduktywnego hałasu.
"Prezydent nie może pomylić gotowości do rozmowy z obowiązkiem ustąpienia"
Dzisiaj obejrzałem krótki fragment wywiadu z prof. Antonim Dudkiem na WP. Tam profesor Dudek ciągle określał Prezydenta negatywnymi epitetami i na końcu 5-minutowego fragmentu przedstawił rzekomo scenariusz Prezydenta. 11 listopada będzie Marsz Niepodległości, w którym wg prof. Dudka, na pewno weźmie udział Prezydent, ale skieruje się na Al. Szucha i Al. Ujazdowskie, gdzie siłowo opanuje KPRM. Po co i na co, pan profesor nie wytłumaczył :) :) :)
msn.com
Dudek to dziad galicyjski przeflancowany do Warszawy. Toczy swoją prywatną wojnę z Prezydentem, odgrywając się za IPN i pewnie licząc na jakieś frukta. Ale bystry to on nie jest. Kiedyś na S24, utrzymywał, że udział Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w wyprawie do Tbilisi, nie miał znaczenia bo Putin nie był zainteresowany zajęciem Gruzji. Zapytałem go, czy znał plany operacji wojennej sowietów, nie odpowiedział. Według Dudka, skoro Putin zatrzymał się 40 km od Tbilisi, to taki miał cel...
Profesor Dudek w wywiadzie chciał przemycić tezę o symetryzmie. Że jak premier Kieł dokonał zamachu, to i prezydent Now Rocky chce takiego zamachu dokonać. Ale fakty świadczą przeciwko takiej tezie. PKN działa na podstawie polskiego prawa i w jego granicach. PDT celowo i z premedytacją przekracza polskie prawo, aby zdobyć władzę absolutną i pozbyć się PKN, który dla niego jest tylko przeszkodą. Podobnie było z PLK, którego wyeliminowano na spółkę z VVP.
@u2...Dudek chyba dla śmiechu nazywany profesorem to śliska,zazdroszcząca prezydentowi stanowiska i z chęcią zapraszana tam gdzie można prezydenta opluć. Pasuje do naszej ,,kadry naukowej'' jak znalazł.Obrzydliwa figura.
Był recenzentem rozprawy doktorskiej PKN, więc trochę się jednak zna. Ale ma wypaczony system wartości. Albo się jest patriotą, albo komunistą. Trzeciej możliwości nie ma. Wykłada na UKSW, więc katolickiej uczelni, ale tam kosmopolitów od zatrzęsienia. Jedna absolwentka UKSW została u Tuska RPD i od razu wywołała kilka ogólnopolskich skandali. Jeden z lodami za darmo dla dzieci ze świadectwem z biało-czerwonym paskiem. I ponownie z dziećmi, które odebrała rodzicom za pomocą instytucjonalnej przemocy, tyle że okazało się, że bezpodstawnie, wykorzystując siłę swojego urzędu.
"Niedaleko Damaszku, siedział Dudek na daszku, w kapeluszu czerwonym, sierpem i młotem upstrzonym" - jakby nie czerwona kariera Dudka, to by profesorem nie był, jak ich większość, jak starał się o kierowanie IPN, to PiSowi wchodził bez mydła, jak nie wyszło, to zmienił optykę, to fałszywy i śliski człowiek. Zdaje się, że Dudek był promotorem doktoratu Prezydenta, podobnie było z prof.Staniszkis, o Kaczyńskich i PiSie same och, ach, jak PiS nie przyjął w swoje szeregi jej córeczki dla dalszej kariery, zmieniła poglądy- ludzie myszy.
Twojej legendy ciąg dalszy, przyjęcie propozycji rozmów z zamachowcem, to słabość Prezydenta, reszta tekstu to mowa trawa, bo jak to jest, był zamach, czy go nie ma, oto jest pytanie, na które nie ma odpowiedzi, zwycięzca proponuje negocjacje, to ewenement w historii świata.
Przypomnę Spike, że wyraźnie zaznaczyłem w swoim wpisie, iż przedstawiam własną teorię i ocenę możliwych konsekwencji spotkania prezydenta z premierem. Nie ogłaszam jej prawdą objawioną. Mam do niej prawo, podobnie jak Ty do własnej opinii.
Nazywanie reszty tekstu „mową trawą” nie jest argumentem. Jeżeli nie zgadzasz się z moją analizą, proszę wskazać konkretnie, gdzie popełniam błąd, zamiast zastępować polemikę etykietkami.
Pytasz, czy był zamach, czy go nie było. Właśnie dlatego uważam, że jeżeli prezydent i opozycja stawiają tak poważne zarzuty, rozmowy nie mogą odbywać się bez jasno określonych warunków. Samo spotkanie nie jest jeszcze zwycięstwem żadnej ze stron. Można przy stole negocjacyjnym wiele osiągnąć, ale można też oddać więcej, niż się uzyskało.
Po co więc teraz się kłócić? Poczekajmy na rezultaty. Być może prezydent postawi twarde warunki i zmieni jeszcze podejście do spotkania. Nie wykluczam tego. Jeśli tak się stanie, docenię to. Jeśli skończy się na uściskach dłoni i zapewnieniach, że wszystko idzie ku lepszemu, również będziemy mieli odpowiedź.
Nie rozstrzygajmy dzisiaj tego, co rozstrzygną najbliższe wydarzenia. Wtedy ocenimy, kto miał rację - nie na podstawie głośności komentarzy, lecz faktów.
RP ma obecnie taki stopień suwerenności, jaki miała PRL w swej końcowej fazie, przed przejęciem władzy przez juntę Jaruzelskiego. Wszystkie ważne decyzje muszą być uzgadniane z Ursulą von der Leyen i jej Biurem Politycznym, zwanym KE. Prezydent Nawrocki traktowany jest element antysystemowy, który musi zostać obezwładniony
Nie zgadzam się Kaczysto. Porównywanie dzisiejszej Polski z PRL-em jest niepoważne. W PRL najważniejsze decyzje zapadały w Moskwie, a Polska nie miała rzeczywistej swobody wyboru. Dzisiaj jesteśmy suwerennym państwem, członkiem UE i NATO, z własnym rządem, parlamentem i prezydentem. Uzgadnianie wspólnych decyzji z innymi państwami nie oznacza utraty suwerenności. To że jakaś "ciemna blondynka" twierdzi, że Komisja Europejska jest biurem politycznym Ursuli von der Leyen, bo to akurat znalazła w Internecie, nie oznacza, że tak jest w rzeczywistości.
Jest jeszcze jeden zasadniczy szczegół: za naszą wschodnią granicą nie stoi dziś dwadzieścia dywizji. Zagrożenie oczywiście nie zniknęło, ale właśnie dlatego potrzebujemy silnej armii, NATO i dobrych relacji z sojusznikami, a nie podważania tych relacji i wewnętrznej wojny politycznej. Suwerenność nie oznacza samotności. Oznacza zdolność do podejmowania decyzji we własnym interesie.
" correctio " Zgadzam się Kaczysto. Porównywanie dzisiejszej Polski z PRL-em jest poważne. W PRL najważniejsze decyzje zapadały w Moskwie, a Polska nie miała rzeczywistej swobody wyboru. Dzisiaj zapadają w Berlinie i nie jesteśmy suwerennym państwem a członkiem IV Rzeszy i NACO jak USA wyjdzie z Paktu. Ursula powoła cos innego, a nawet mamy własny rząd, parlament i tfu tfu,prezydenta. Uzgadnianie wspólnych decyzji z innymi państwami nie oznacza utraty suwerenności a zamierzona uległość co zaprocentuje w przyszłości dla Rzeszy. Prawa strona Wisły to nie jest jej bajka. To że ktoś twierdzi, że Komisja Europejska jest biurem politycznym Ursuli von der Leyen, to zna realia bo tak jest w rzeczywistości.
Jest jeszcze jeden zasadniczy szczegół : za naszą wschodnią granicą nie stoi dziś dwadzieścia dywizji a rakiety nuklearne i drony. Zresztą oni już prowadzą wojnę zastępczą. Zagrożenie wojna kontaktową oczywiście zniknęło, ale właśnie dlatego potrzebujemy nie nowoczesnej i drogiej silnej armii, bo mamy sojuszników i NACO. Podważania tych relacji, zamiast wierzyć i ufać jest priorytetem. Suwerenność nie oznacza samotności. Można zawołać "Ufajta mi, ufajta" jak to ongiś było. W razie czego mamy sąsiada gotowego pomóc a właściwie sąsiadów. Oznacza zdolność do podejmowania decyzji w ich interesie i oczywiście naszym. W zdrowie wasze w gardła nasze. Wasz MJK1.
MJK . Dziś niema potrzeby jakichś moskiewskich decyzji . "Nasza" władza sama czyta w myślach towarzyszy bruksesko berlińskich i wyprzedza je . Tu nie ma potrzeby kontroli . Jest gorzej niż autor napisał .
Przeróbka mjk1 wyżej.
@mkj1....Tak się pan tu reklamował jako wielki ekspert od gospodarki, finansów ,prowadził kursy i szkolenia,krytykował i ubliżał innym. Kiedy jednak dochodzi do rozmów poważnych i niestety świadczących źle o lekceważącym stosunku do unijnej pożyczki SAFE, Dlaczego nie ma dyskusji na temat rosnących kosztów obsługi SAFE? Dlaczgo tak bardzo rosnie dług?Przecież PiS ostrzegał przed takimi pułapkami na które nie poszła zresztą większość ,,pozyczkobiorców'' europejskich?Ukryto przed polską opinią publiczną prawdę ,pan zresztą też był zachwycony .No ale to był ..głupi PiS z niepoczytalnym Kaczyńskim a nie półgłówki z pana formacji. Teraz pan wymownie milczy, licząc emerytów pod TK czyżby problem nie jest dostatecznie ważny?
Temat kosztów obsługi SAFE pojawił się w necie kilkanaście godzin temu.
I to święte oburzenie teraz, właśnie teraz, zaraz po publikacji, jest naprawdę zabawne, bo daje dowód wprost na życie zależne od telewizora, od komputera, nie sobą.
@tricolour....Pan dopiero od kilkunastu godzin ma telewizor? Upłynęło już dostatecznie dużo godzin od rozmów na temat tej uzależniającej nas pożyczki łącznie z narzucaniem na co ma być przeznaczona,ile mamy dać w prezencie Ukrainie za niszczenie polskiej gospodarki i za miłościwe traktowanie nas przez ich skorumpowanego do cna prezydenta. Teraz to temat tabu? To widać oznacza,że jest jeszcze gorzej niż myślimy.
Jeżeli myślicie o sobie w liczbie mnogiej, to rzeczywiście jest gorzej niż myślicie. Zwracam tylko uwagę, że jeśli jest ciebie dwie, to pożyczka SAFE rośnie dwukrotnie, a jeśli jest więcej, to proporcjonalnie do ilości.
A sam fakt, jak jesteś napastliwa, jak się telepiesz przy wiekszości wypowiedzi, świadczy o braku balansu w życiu.
@Tricolour......Sama zadbam o swój balans, pan niech będzie dumny,że płaci na telewizję w likwidacji przeżerającej również i pana pieniądze z podatków,płaci na Ukrainę gdzie przekazana kwota natychmiast jest rozkradziona, a policjanci zamiast łapać złodziei tuptają nogami na zimnie za 3000zł dniówki.Niech pan sobie wyliczy a jak się nie da poprosi tę Piotrowską i pomnoży przez ilość dni.No ,chyba że pomysł brzydkiej ale za to bardzo mądrą Henning-Kloskę o reset Pałacu Prezydenckiego z kancelarii i pracowników. Dzieci pewnie też,bo Giertych już kazał sobie przedstawiać faktury za zakup konia dla małoletniej córki , stroje pani prezydentowej,a kucharza do zmniejszenia kulinarnych przysmaków do chleba i wody.
Zacznę od przypomnienia Droga Sake, że na końcu mojego wpisu wyraźnie prosiłem, aby osoby, które nie rozumieją jego treści, nie zaśmiecały dyskusji komentarzami nie na temat. Widzę, że prośba okazała się równie skuteczna jak apel o ciszę na dworcu centralnym w Mediolanie.
Po kolei jednak. Zaczęłaś od SAFE i kosztów obsługi pożyczki. To jest poważny temat, wart osobnego wpisu i rzeczowej dyskusji opartej na liczbach, który to temat ja poddałem krytyce już w trakcie zaciągania tej pożyczki. Wtedy jednak jedyne na co się zdobyłaś to stwierdzenie, że temat jest śmiertelnie nudny i nikogo nie interesuje. Jeżeli jednak zmieniłaś zdanie, to przedstaw konkretne wyliczenia, wskaż, jakie koszty kwestionujesz i z czym je porównujesz. Chętnie podejmę taką rozmowę. Możesz pod tamtym moim wpisem. Nie napiszesz bo jak zwykle nie ogarniasz. Jeżeli się mylę - udowodnij.
Co jednak SAFE ma wspólnego z moim wpisem o Trybunale, RBN i politycznych konsekwencjach rozmów prezydenta z premierem? Czy naprawdę uważasz, że każdy temat w Polsce musi kończyć się na Ukrainie, Tusku i rachunku za telewizję?
Dalej mamy już prawdziwy festiwal skojarzeń. Telewizja w likwidacji, pieniądze dla Ukrainy, rzekomo rozkradane dotacje, policjanci zarabiający trzy tysiące złotych dziennie, reset Pałacu Prezydenckiego, faktury za konia, stroje pierwszej damy i kucharz, któremu podobno należy odebrać kulinarne ambicje. Brakuje już tylko cen ziemniaków na targu i prognozy pogody, a mielibyśmy kompletny obraz państwa.
Wyjaśnij mi Droga Sake, jaki jest związek tych wszystkich rewelacji z moim wpisem, bo ja go nie widzę. Widzę za to doskonale znaną metodę: kiedy brakuje argumentu dotyczącego omawianej sprawy, należy dorzucić dziesięć innych oskarżeń, najlepiej jak najbardziej sensacyjnych. Wtedy można sprawiać wrażenie, że prowadzi się wielką debatę, choć w rzeczywistości nie odpowiedziało się na ani jedno postawione pytanie.
I tutaj przyznam rację Tri. Jego uwaga o życiu uzależnionym od telewizora i komputera była złośliwa, ale Twoja odpowiedź niestety to potwierdziła. Zamiast odnieść się do argumentu, otrzymaliśmy kolejną porcję politycznych haseł i osobistych wycieczek.
A teraz rada, której zapewne nie potrzebujesz, ale mimo wszystko ją przedstawię: zanim naciśniesz przycisk „opublikuj”, warto przeczytać jeszcze raz tekst, na który odpowiadasz. Najlepiej dwa razy. Jeżeli mimo to nie udaje się utrzymać jednego wątku i każda dyskusja zamienia się w gonitwę za kolejnymi sensacjami, czasem warto po prostu odłożyć klawiaturę. A jeśli takie napięcie i przymus reagowania na każdy temat zaczynają utrudniać codzienne funkcjonowanie, od tego są specjaliści, nie komentatorzy blogowi. To naprawdę da się wyleczyć
I na koniec: nie musisz zgadzać się ze mną, z Tri ani z kimkolwiek innym. Masz pełne prawo krytykować SAFE, rząd, prezydenta i każdą decyzję polityczną. Jednak prawo do własnego zdania nie jest jeszcze obowiązkiem innych czytania niekończącego się katalogu pretensji, które nie mają związku z tematem.
Prosiłem o dyskusję na argumenty. Nie o konkurs na to, kto zmieści więcej politycznych żalów w jednym komentarzu. W tej konkurencji rzeczywiście trudno odmówić Ci ambicji. Z argumentacją bywa już znacznie gorzej.
@sake
Wszystkie wymienione przez ciebie cudze sprawy finansowe, faktury i działki mnie nie interesują. To są nie moje sprawy, nie ma czym się interesować.
Ujawnianie zasad dalszej współpracy w formie warunkow wstępnych byłoby rozbrojeniem ładunku tuz przed jego planowaną detonacją . Tusk doskonale zdaje sobie sprawę, ze dysponuje cała siłą instytucjonalnego panstwa z jego resortami siłowymi włącznie, podczas gdy mozliwosci strony przeciwnej ograniczone sa do pokrzykiwania na ulicy.
Jaką " oferte" otrzyma Nawrocki od Tuska?
Albo zgoda na zaprzysiężenie uzurpatorów i oficjalne usankcjonowanie istniejącego stanu- czyli de facto oddanie Trybunału- z calymi tego konsekwencjami. No byc może z tymczasowym zawieszeniem skoku na NBP. Albo kontynuację obecnego stanu zawieszenia z postępujacym procesem demontażu instytucji panstwa z SN, NBP wlącznie. A następnie uderzenie w samego Prezydenta - chociaz niekoniecznie. Ubezwlasnowolniony do pozycj Straznika Żyrandola bedzie nieszkodliwy. Przy zupelnej bezradności calej opozycji, pozbawionej determinacji i odwagi na totalne zwarcie . A uważam, że tylko masowe protesty, strajk generalny i bierny opór w postaci chociazby nieplaconych podatkow sa w stanie do przesilenia doprowadzić.
W tej chwili, można sie jedynie zastanawiac kiedy warunki do niego moga nastąpic, i jakie zdarzenie może go wywołać. Dla wielu jakis tam Trybunal Konstytucyjny nie jest jeszcze powodem. Jestem pewien, ze takim powodem nie będzie rownież przejęcie SN. Bo kogo- tak jak i TK - on obchodzi. A NBP?
Wielu splacajacych kredyty mieszkaniowe, ze względu na zonglerkę stopami procentowymi i inflacją, jak słyszałem, wyrzuceniu Glapinskiego tylko by przyklasnęło. A zakładam, nie ze wzgledu na logikę, ale stan wlasnego portfela bylaby to calkiem spora grupa. Wiec jaki może byc i jaki musi byc impuls lub nagromadzenie czynnikow ktore moga doprowadzic do masowych protestow? Troche tracę nadzieję, ze bedzie to czynnik ekonomiczny, bo okazuje sie, ze Polacy sa skłonni kłaść po sobie uszy coraz bardziej.
Zgadzam się Esie, że przewaga instytucjonalna rządu jest ogromna, a możliwości opozycji ograniczone. Dlatego właśnie uważam, że prezydent nie może przystępować do rozmów z pozycji petenta ani godzić się na negocjowanie prawa.
Moim zdaniem kolejność musi być odwrotna: najpierw przywrócenie przestrzegania obowiązującego porządku prawnego i uznanie legalnych władz Trybunału, a dopiero potem rozmowy o rozwiązaniu sporu. Nie można negocjować, czy prawo ma obowiązywać, bo wtedy samo prawo staje się przedmiotem politycznego targu.
Jeżeli Nawrocki ugnie się i zaakceptuje stan faktyczny stworzony z naruszeniem prawa, przegra nie tylko sprawę Trybunału, ale prawdopodobnie znacznie więcej. Takie jest moje zdanie. Oczywiście cuda czasami się zdarzają, ale ja w cuda polityczne nie wierzę. Liczę na twardą postawę prezydenta, a nie na kolejne porozumienie, którego cenę zapłacimy wszyscy.
Dlaczego ekonomiczny?
Serio nie widzę powodów ekonomicznych.
@tri
Dzięki za wkład odrobiny sarkazmu
Myślę, że Pańskie post scriptum dotyczy także mnie, nie mam podobnie jak Pan specjalistycznej wiedzy w tej materii, zresztą tu nie ma za bardzo nic więcej do napisania gdyż wpis zasadniczo wyczerpuje temat i moje wątpliwości, Prezydent niestety zbyt wiele nie może wobec tej sytuacji, władza nie ugnie się przed protestującymi bo nie musi, koalicjanci nie oddadzą stanowisk bo nie po to szli do rządu by je dobrowolnie oddawać i stawiać się w roli podsądnych w procesie o siłowe przejęcie TK, policja nawet jeżeli funkcjonariusze mają indywidualnie inne poglądy będą wykonywać polecenia ew. dowódcy dobiorą sobie powolnych do tego rodzaju działań, przychylam się swoim rozeznaniem do medialnych tez gdzie może mieć to taki własnie cel, upodlenie prawa do tego stopnia że litościwa UE otoczy nas troskliwą opieką skoro sami sobie nie możemy poradzić z swoim ustrojem, wprowadzi ład i porządek ku uciesze "ludu". Opozycja nie ma narzędzi by cokolwiek zmienić - pozostaje liczenie na wybory i to że się odbędą a wynik będzie taki że pozostawi wątpliwości i możliwości matactw. "Przejęcie" innych istotnych z punktu widzenia procesu wyborczego jest jak najbardziej realne, do tego niezmiennie wysokie poparcie dla działań rządu u swojego elektoratu.
Może jako naród i kraj potrzebujemy tego choć to bardziej domorosłe filozofowanie niż naukowa analiza, do czego zresztą nie mam narzędzi. Bycie dobrej myśli to jedyne co pozostaje - rozmowy i paktowanie oraz kolejna gruba kreska - to już było efekty mamy do dziś a że nie jedyni po zmianach ustrojowych mieliśmy ten problem, choć na tle innych krajów z znacznym pływem sowieckim, wypadamy kiepsko.
Proszę być spokojnym Panie Romualdzie - moje post scriptum absolutnie Pana nie dotyczyło. Kierowałem je do osób, które zamiast dyskutować z argumentami, uciekają w personalne wycieczki, zmieniają temat i są przekonane, że sama pewność siebie zastępuje wiedzę. Pan robi coś zupełnie innego: przedstawia swoje stanowisko, uzasadnia je i nie udaje eksperta od wszystkiego. To zasadnicza różnica.
Co do meritum, rozumiem Pański pesymizm, ale nie podzielam przekonania, że prezydent nic nie może, a opozycji pozostaje już tylko czekać na wybory. Właśnie dlatego tak mocno podkreślam, że Nawrocki powinien postawić twarde warunki. Najpierw powrót do przestrzegania prawa i przywrócenie legalnych władz Trybunału, dopiero później negocjacje. Jeżeli zgodzi się na rozmowy, które w praktyce zaakceptują bezprawnie stworzony stan faktyczny, odda najważniejszy argument, jaki dziś posiada.
Nie wiem, czy dojdzie do przejęcia kolejnych instytucji, czy rzeczywiście ktoś liczy na polityczne przesilenie, ani czy Unia zechce wykorzystać nasz kryzys. To są możliwe scenariusze, ale nie przesądzajmy, że muszą się spełnić. Nie chciałbym też kolejnej grubej kreski, która zamiast naprawić państwo, tylko odłoży następny kryzys na później.
Może jestem zbyt dużym optymistą, ale uważam, że państwa nie naprawia się przez pogodzenie się z bezprawiem. Jeśli jednak prezydent ustąpi w sprawie zasad, to później trudno będzie mu bronić czegokolwiek innego.
@mjk
Prezydent ustąpi nie w imię czy sprawie zasad. Będzie zmuszony pod naciskiem ordynarnego szantażu. Tak jak ustąpił dobijając targu : wicepremierostwo Domańskiego za członków RPP. Tylko, że Domańskiego odwołać nie może , sytuacja NBP i RPP jest wciąż płynna i podlega targom. Tusk jest w tej chwili tak daleko, że może iść tylko naprzód. Nie ma w tej chwili siły, która mogłaby go powstrzymać. Jak słyszę polityka lub komentatora powtarzającego : on nie ma prawa, to ogarnia mnie śmiech.
Właśnie dlatego prezydent musi postawić twarde warunki i nie może ustępować pod presją Esie. Jeżeli raz zgodzi się na rozwiązanie wymuszone politycznym szantażem, pokaże, że wystarczy odpowiednio mocno naciskać, aby uzyskać kolejne ustępstwa. Wtedy przegra nie tylko tę sprawę, ale również swoją pozycję w dalszej rozgrywce.
Tusk może iść naprzód, ale nie oznacza to, że ma nieograniczone możliwości. Nie ma większości pozwalającej zmienić konstytucję, nie może dowolnie pozbawić prezydenta jego kompetencji ani rządzić bez oglądania się na konsekwencje. Może eskalować konflikt, ale za każdy kolejny krok będzie ponosił coraz większą odpowiedzialność.
Dlatego pytanie brzmi nie tylko, czy prezydent ustąpi, ale przede wszystkim: co zrobi Tusk, jeśli prezydent nie ustąpi? W państwie prawa siła polityczna nie daje prawa do wszystkiego. Jeżeli tę zasadę porzucimy, jutro żadna konstytucyjna gwarancja nie będzie miała znaczenia.
@mjk
Tusk "Może eskalować konflikt, ale za każdy kolejny krok będzie ponosił coraz większą odpowiedzialność."
"W państwie prawa siła polityczna nie daje prawa do wszystkiego"
No więc chyba nikt nie zauważa, że ta siła jednak ma znaczenie. I liczy się na tyle, że Trybunał funkcjonuje niezależnie w jak kadłubowej formie , a za chwilę jego orzeczenia będą respektowane i egzekwowane. Nikt nie będzie wnikał, czy są zgodne z prawem, czy nie. Skarga Swięczkowskiego właśnie została spuszczona do szamba przez SN. Tak na początek.
Odpowiedzialność Tuska za cokolwiek do czego został namaszczony przez Brukselę/Berlin?? Nawet zakładając rewolucję , która wybuchnie 11.11, to czysta fantastyka.
A jednak prezydent się tej siły nie wystraszył Esie. I co dalej?
Zapomniałem odpowiedzieć w sprawie skargi Świączkowskiego. Sędziowie postąpili zgodnie z prawem, oddalili wniosek, bo nie oni o tym decydują. Przewodniczący TK odpowiada tylko przed Konstytucją. . Chodzi o art. 195 ust. 1 Konstytucji RP, który mówi:
„Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji”.
Bez paniki Esie, Wszystko zgodnie z prawem. Tusk jeszcze nie opanował SN. Nie siej mi tu defetyzmu, jak Sake nasza ukochana.
@mjk
Zgadza się. SN nie ma tu nic do orzekania.A czemu Swięczkowski tę skargę do SN skierował? Nie wiedział o tym co sam piszesz? Na co niby miałby liczyć?
Widzisz, że to wszystko to tylko przedstawienie mające ukryć bezsilność. I prezydent, niestety również zaczyna brać w nim udział
Stąd też pozwalam sobie wbrew logice na na bycie dobrej myśli, choć raczej w dłuższej perspektywie, rządowi nic poza łamaniem prawa nie zostało poddanie się będzie przyznaniem do winy, a idąc w zaparte zawsze mogą coś dla siebie ugrać. Przystanie na zachowanie obecnego stanu rzeczy przez Prezydenta godzące w Jego sprawczość było by niedopuszczalne, a trwanie w niegodzeniu się na to i domaganie się respektowania prawa to podstawa Jego możliwych działań, czy coś ponadto może zrobić?
Czas pokaże. UE "ma" już w jakiś sposób Rumunię i Węgry, źle by było żeby mieli i nas, a czytając komentarze Esa poniżej nie wygląda to zbyt optymistycznie. Choć kto wie co wydarzy się w ciągu roku i jak zmieni się scena polityczna.
Wiem, że nikt ze sceptyków języka tutaj nie połknie, ale jednak wyszło na moje:
Zbigniew Bogucki na X
@BoguckiZbigniew
Rozmawiałem dziś w KPRP z ministrem Grabcem w sprawie spotkania Pana Prezydenta z Premierem. Powtórzyłem stanowisko Prezydenta RP, przedstawione podczas RBN: wychodzą z terenu TK kordony Policji, wchodzą do TK legalni sędziowie. Niech to będzie wyraz dobrej woli strony rządowej.
@mjk
To nie wygląda jak ultimatum, ale petycja. Do ewentualnego rozpatrzenia.
A co ona mówi w sprawie sędzów uzurpatorów? Mjk.Stawiam czapkę orzechów.
Mówi, że to są sędziowie uzurpatorzy i tyle. Możemy się tu przegadywać do rana. Ja jednak radzę poczekać na rozwój wydarzeń. Tak jak napisałem w tekście: postawienie tych warunków jest jedynym właściwym ruchem prezydenta i dobrze się stało, że prezydent zmienił zdanie. Musimy poczekać co zrobi Tusk, bo na teraz to on ma problem nie Nawrocki. Spokojnie.