Dlaczego tak trudno o rzetelną dyskusję o wolności?
Ilekroć stawiam fundamentalne pytanie etyczne: kto i na jakiej podstawie ma moralne prawo zmusić dorosłego człowieka, który nikomu nie wadzi, z nikim w konflikt nie wchodzi, nikomu nic złego nie zrobił i nikt nie ma do niego żadnych roszczeń, do czegokolwiek, na co ten się nie zgodził?, niemal nigdy nie otrzymuję prostej odpowiedzi. Zamiast niej pojawia się oburzenie („dziwne pytanie”, „uzurpacja”), odesłania do autorytetów, wykłady o ewolucji albo zawiłe konstrukcje socjologiczne. Nic z tego nie jest odpowiedzią. To klasyczny unik wynikający z pojęciowego chaosu w głowach obrońców przymusu państwowego. Warto zebrać i uporządkować najczęstsze błędy logiczne, o które rozbija się ta debata.
Wyjaśnienie to nie uzasadnienie
Często słyszę, że skoro normy społeczne wytworzyła ewolucja, to zajmowanie się samą ich oceną moralną jest odwracaniem kota ogonem. To elementarny błąd metodologiczny. Nawet jeśli ewolucja wyjaśnia, skąd dane normy się wzięły, nie rozstrzyga, które z nich są słuszne. Ewolucja równie dobrze wyjaśnia wojnę plemienną, dzieciobójstwo i niewolnictwo, a nikt rozsądny nie uzna ich z tego powodu za moralne. Z samej genezy zjawiska nie da się wyprowadzić jego ważności moralnej.
Dwa znaczenia słowa „przymus” (błąd ekwiwokacji)
Konieczność przyrodnicza lub ekonomiczna — czyli fakt, że natura i ewolucja wymuszają na ludziach współpracę dla przetrwania — to coś zupełnie innego niż fizyczna przemoc człowieka wobec człowieka. Problem polityczny dotyczy wyłącznie tego drugiego. Przeskakiwanie w dyskusji między prawami natury a pałką policjanta i twierdzenie, że przymus jest wszędzie, to zwykłe nadużycie językowe, czyli błąd ekwiwokacji.
Warunek to nie przemoc
Jako kontrargument przeciwko dobrowolności przywołuje się czasem fakt, że w chrześcijaństwie zbawienie jest obwarowane warunkiem przestrzegania przykazań. Dokładnie tak! Kościół stawia wymagania, naucza, a w razie ich odrzucenia odmawia sakramentów — ale nikogo nie bije, nie więzi i nie konfiskuje mu majątku. Tak właśnie działa wspólnota rygorystyczna, a zarazem w pełni dobrowolna. Stawianie warunków uczestnictwa to nie przemoc. Kościół katolicki (w przeciwieństwie do państwa, takiego jak III RP) to idealny przykład prawdziwej wspólnoty.
Chochoł wolności bez zasad
Przeciwnicy wolności uwielbiają przypisywać liberałom pogląd, jakoby wolność oznaczała relatywizm i odrzucenie wszelkich norm. To walka z poglądem, którego nie głoszę ja ani inni ideowi liberałowie. Wprost bronię obiektywnej prawdy, rygoru moralnego oraz nazywania fałszu fałszem, a grzechu grzechem. Wolność nie wyklucza tych wartości — przeciwnie, chroni je przed zastąpieniem ich obłudnym, wymuszonym posłuszeństwem.
Teza zakorzeniona w cywilizacji
Nie istnieje moralność zawieszona w próżni, neutralna światopoglądowo. Dlatego od zawsze piszę o etyce naszej cywilizacji — łacińskiej i chrześcijańskiej. Jej fundamentem jest dogmat o wolnej woli, którą ostatnio nawet nauka potwierdza, przecząc determinizmowi! Wiary, miłości i wierności nie da się wymusić siłą, bo przymus może wywołać co najwyżej zewnętrzną uległość. Z tej przesłanki wynika wprost, że na gruncie naszej cywilizacji wspólnota dobrowolna jest moralna, a podporządkowanie wymuszone przemocą nie jest.
Niestety, gdy obrońcom państwowego monopolu na przemoc kończą się argumenty, najczęściej sięgają po ataki ad personam, insynuacje i zwalczanie chochołów, które sami sobie wymyślili. Agresja i chamstwo w dyskusji to jednak niemal zawsze przejaw słabości intelektualnej i nieudolny sposób na zamaskowanie braku merytorycznych odpowiedzi.
Wszystkie te kwestie — czym różni się wspólnota od państwa, czym jest naród i ojczyzna, skąd bierze się indywidualizm cywilizacji łacińskiej i dlaczego wolność nie oznacza braku zasad — rozwinąłem szczegółowo w serii notek ze słowem kluczowym Liberalizm_GPS65 oraz w setkach innych tekstów (wystarczy poszukać po słowach: GPS65, liberalizm). Zachęcam do lektury każdego, kogo interesuje rzetelne podejście do tego tematu.
Grzegorz GPS Świderski
Twitter.com/gps65
t.me/KanalBlogeraGPS
PS. Wszystkie odcinki serii są na X: Liberalizm_GPS65
Jeżeli używasz sfomułowań, że NIKOMU nie wadzi, z NIKIM nie ma żadnego konfliktu, to izolujesz całkowicie człowieka, który służy jako przykład. Taki odludek "na środku pustyni" może sobie żyć całkiem nie niepokojony i rzeczywiście nikomu nie przeszkadzający. Nawet nie bedzie wiadomo czy on w ogóle jest.
Ale ten kuriozalny przykład nie może być podstawą do śmiałych ektrapolacji na innych, żyjących mniej izolowanie.
W Polsce żyje miliony osób, które nikomu nie wadzą i z nikim nie wchodzą w żaden konflikt, którzy z innymi tworzą bardzo różnorodne wspólnoty i pokojowo współpracują. Tak żyje większość z nas.
A to jest wrażenie tych milionów osób, czy ich sąsiadów, że nikomu nie wadzą? Bo może się okazać, że otoczenie ma zupełnie inne zdanie.
I co wtedy?