Kolejny wpis ks. prof. Zygmunta Zielińskiego nosi tytuł "Szkoła do tego dojrzewała...".
Ucieszył mnie bardzo, bo wreszcie ktoś z tytułem profesorskim i autorytetem, ocenił publicznie premiera Donalda Tuska zgodnie z moimi odczuciami.
Ja nie mam wątpliwości co do tuskowej inteligencji. Jestem pewna, że to wyrachowany, cwany, bezczelny typ bez żadnych zasad. Jego inteligencja jest dość duża, ale obejmuje realizację tylko najniższych instynktów. To inteligencja bandyty, który zrobi każde świństwo ze zbrodnią włącznie, żeby osiągnąć cel, najprawdopodobniej zadany przez zleceniodawców. W tej kadencji Tuska dokładnie widzimy duuużo tych celów.
Jeden podstawowy cel rządu Tuska - doprowadzenie Polski i Polaków do bankructwa i likwidacji - jest bardzo wyraźny. A to, że szkoła przestała pełnić funkcję wychowawczą i poznawczą (co zauważył ks. Prof.), i wychowuje Polaków na parobków, to tylko jeden z elementów tego programu.
Pełna zgoda. Smutne jest to, ze Polacy o tym wiedzą i na to przyzwalają. Dlatego "zabroniono" dyskusji na tematy dotyczące naszego kraju w gronie rodzinnym przy każdej okazji spotkania. Słyszy się wtedy od młodych ludzi - znowu zaczynasz, co cię obchodzi co się dzieje w kraju, grunt, że mogę w końcu zwiedzać świat. A na ulicy ludzie na narzekanie na drożyznę, na brak opieki zdrowotnej mówią - nic się nie da zrobić, takie mamy czasy. Zaczynam to powoli rozumieć, że garstka ludzi prawych, nie przeciwstawi się złu , które ogarnęło nasz kraj i ludziom, którzy tym sterują.
Myślę, że trafia Pani w sedno problemu Pani Zofio. Sam również obserwuję, że wielu ludzi narzeka na drożyznę, służbę zdrowia czy sytuację w kraju, ale kiedy rozmowa schodzi na przyczyny i odpowiedzialność, pojawia się zniecierpliwienie: „znowu o polityce”, „nic się nie da zrobić”. Tylko czy można się temu całkowicie dziwić? Ludzie są zmęczeni polityczną awanturą, wzajemnymi oskarżeniami i niekończącymi się sensacjami. Kiedy debata publiczna sprowadza się do kolejnego skandalu, kompromitującego nagrania czy absurdalnej historii, wielu po prostu przestaje słuchać. A przecież za tym medialnym hałasem kryją się sprawy, które naprawdę wpływają na nasze życie: stan finansów państwa, edukacja, ochrona zdrowia, energetyka czy przyszłość gospodarki. I tu widzę poważny problem. Nie wystarczy ludziom powiedzieć, że jest źle, że ktoś działa na szkodę Polski i że trzeba się obudzić. Trzeba jeszcze wyjaśnić co konkretnie się dzieje, jakie będą tego skutki i kto ponosi za to odpowiedzialność. Bez partyjnych zaklęć, bez straszenia i bez traktowania czytelników tak, jakby nie potrafili samodzielnie myśleć. Być może właśnie dlatego tak trudno dziś przebić się z poważnymi tematami. Sensacja przyciąga uwagę na chwilę, natomiast wyjaśnienie mechanizmu, który może zaważyć na naszej przyszłości, wymaga wysiłku. Łatwiej pokłócić się o kolejną aferę, niż zastanowić się, dlaczego szkoła nie przygotowuje młodych do odpowiedzialnego życia, skąd biorą się koszty polityki energetycznej albo jakie konsekwencje przyniosą decyzje podejmowane dzisiaj.
Nie zgadzam się jednak, że garstka ludzi prawych jest z góry skazana na bezsilność. Nie trzeba od razu przekonywać wszystkich. Wystarczy czasem skłonić jedną osobę do sprawdzenia faktów, drugą do zadania niewygodnego pytania, a trzecią do wyjścia poza to, co podsuwa jej ulubiona stacja telewizyjna. Człowiek, który przestaje pytać, dlaczego żyje mu się coraz trudniej, prędzej czy później uzna, że tak po prostu musi być. A to jest najwygodniejsza sytuacja dla władzy. Każdej władzy.