za który mają zapłacić cale narody po to, aby wzbogacili się nieliczni — powoli zaczyna docierać do szerokiej opinii publicznej. Kapłani Oze-Sroze i czciciele Globcia znaleźli się w defensywie. Wyborcy widzą już, jakie dostają rachunki za elektryczność i ogrzewanie i rozumieją, że istnieją obiektywne przeszkody techniczne, które sprawiają, że nigdy nie będzie się dało napędzać nowoczesnych krajów wiatraczkami i panelkami.
Ale wśród czcicieli Oze-Sroze są jeszcze twardzi wyznawcy, którzy nie złożyli broni. Gdy wyborczy analizują swoje rachunki za prąd i klną: Miało być taniej, a nie jest — to starają się maluczkich strofować i wyprowadzać ich na właściwą linię ideologiczną:
Transformacja doprowadzi do spadku cen prądu, ale nie od razu
Aha. Będzie taniej — kiedyś tam w świetlanej przyszłości.
Nawet blisko trzy biliony złotych będzie kosztować transformacja energetyczna w Polsce w horyzoncie 2040 r. Skutkiem tych zmian mają być niższe ceny energii i większa niezależność surowcowa.
Czyli: wyskakujcie z kasy i bulcie nam pierdyliardy dzisiaj — a w zamian za to kiedyś tam, być może, jak się nie zmieni, będziecie mieli taniej. Albo i nie.
Komuna zawsze obiecuje raj w przyszłości w zamian za wyrzeczenia teraz — po czym ta przyszłość nigdy nie nadchodzi.
Czy jednak wyborcy rozliczą za rok polityków, którzy w sejmie, senacie, ministerstwach i pałacu prezydencki nadużyli uprawnień, nie dopełnili obowiązków i podżegali do niszczenia Polski poprzez szerzenie totalitaryzmu klimatycznego i niszczenie równowagi prowadząc do utraty suwerenności i konkurencyjności gospodarczej?
Są na to odpowiednie paragrafy KK, ale czy prokuratura pod kontrolą polityczną jest w stanie skierować do sądów odpowiednie oskarżenia wobec polityków?
Ich wskazanie jest proste na podstawie ich własnych decyzji.
Dla przypomnienia chronologia dochodzenia do nieopłacalności górnictwa węglowego i opłacalności klimatyzmu poprzez ETS:
naszeblogi.pl
80% Polaków stoi murem za Unią Europejską, więc i za klimatyzmem.
Nie mozna sprzeciwiać się Suwerenowi.
Z tymi 80 procentami stojącymi murem za Unią byłbym ostrożny Droga Mado, bo do tego grona właśnie dołącza… PiS. Przez długi czas słyszeliśmy, że rozwiązaniem problemu ETS jest wyjście z systemu. Tymczasem w najnowszym programie PiS pojawia się pomysł, żeby koszty ETS finansować z budżetu państwa. Czyli jednak nie likwidujemy ETS, tylko, ETS zostaje a rachunek zapłaci podatnik.
Jeżeli płacimy ETS w rachunku za prąd - widzimy koszt. Jeżeli płacimy go przez budżet - koszt jest mniej widoczny, ale pieniądze nadal wychodzą z tej samej kieszeni. I tu pojawia się pytanie, czy naprawdę wyszliśmy z ETS, czy tylko przenieśliśmy go z rachunku za energię do rachunku podatkowego? A kiedy do tego dołączy ETS2, rachunek może być jeszcze ciekawszy. Dlatego zamiast liczyć, ilu Polaków jest za Unią, proponuję policzyć coś prostszego:
Ile ETS kosztuje, kto za niego zapłaci i co dostaniemy w zamian, bo nawet jeżeli Suweren zagłosuje za Unią, rachunek za ETS nadal pozostaje.
Dlatego, że Suweren zagłosuje za UE rachunek za ETS pozostaje.
Jak pomyślę o suwerenie to ręce mi opadają.
Jak można było wyjść ze wschodniego bobrobytu i zaraz dać wepchać się w dobrobyt zachodni, dużo groźniejszy.
Proszę poczytać komentarze pod moimi wpisami, to Pani nie tylko ręce i nogi opadną.