Ogólnie Trybunał Konstytucyjny RP (TK) jest najważniejszym konstytucyjnym organem sądowym orzekającym o zgodności z Konstytucją RP wprowadzanych (stanowionych) praw (aktów normatywnych) do polskiego porządku prawnego oraz rozstrzyga spory kompetencyjne pomiędzy centralnymi konstytucyjnymi organami państwa. Jest niejako "strażnikiem" ładu demokratycznego w Polsce.
Wedle Konstytucji RP (rozdział VIII, art. 188-197) TK orzeka w sprawach [1]:
1. zgodności ustaw i umów międzynarodowych z Konstytucją,
2. zgodności ustaw z ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi, których ratyfikacja wymagała uprzedniej zgody wyrażonej w ustawie,
3. zgodności przepisów prawa, wydawanych przez centralne organy państwowe, z Konstytucją, ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi i ustawami,
4. zgodności z Konstytucją celów lub działalności partii politycznych,
5. skargi konstytucyjnej, o której mowa w art. 79 ust. 1,
6. sporów kompetencyjnych pomiędzy centralnymi konstytucyjnymi organami państwa,
a jego orzeczenia mają moc powszechnie obowiązującą, są ostateczne i podlegają niezwłocznemu ogłoszeniu w organie urzędowym, w którym akt normatywny był ogłoszony. Jeżeli akt nie był ogłoszony, orzeczenie ogłasza się w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej "Monitor Polski".
Powyższe naszkicowanie znaczenia TK w polskim systemie prawnym jest niezbędne dla zrozumienia faktu, że jest on sądową instytucją konstytucyjnie bardzo, ale to bardzo istotną.
Wielu rodaków niestety nie zdaje sobie z tego sprawy a powinno. Jednym z elementów odstraszających od TK jest pewnie fakt, że ogólnie niewielu z nas zna lub rozumie zawiłości prawno-ustrojowe państwa albo w ogóle nie zna prawa jako takiego. Kolejnym elementem jest też – uogólniając – prawny analfabetyzm wtórny spowodowany faktem, iż w miarę upływu czasu i niewykorzystywaniu na co dzień prawa powoli zapominamy wiadomości ze szkoły w ramach nauczania WoS (Wiedzy o społeczeństwie). A jeszcze bardziej uszczegółowiając, winą jest też radykalne w III RP obniżenie zakresu i jakości nauczania, co niestety jest pogłębiane przez obecne Ministerstwo Edukacji Narodowej (niedługo – zgodnie z lewacką ideologią – człon "narodowej" zniknie z nazwy tego ministerstwa - sic!).
A dlaczego Premier D. Tusk chce albo siłowo przejąć TK, albo wprowadzić tzw.: "swoich sędziów" do tegoż gremium, m.in. lansując swojego przybocznego, niedawnego i skrajnie upolitycznionego ministra Macieja Berka?
To głosowanie nad nową kandydaturą do TK ma odbyć się już w piątek 4 września rano, choć zarówno upolitycznienie jak i nie spełnianie przez niego warunków formalnych kandydowania [2] winno go wykluczyć z całego procesu wyboru na tegoż sędziego.
Odpowiedź na zadane w powyższym, przedostatnim akapicie pytanie oczywiście zna sam Premier, ale można chociaż trochę pospekulować na ten temat i wskazać cztery obszary implikujące D. Tuska do nielegalnego a nawet siłowego przejęcia TK:
1. Zwiększenie możliwości obalania wet Prezydenta RP K. Nawrockiego,
2. Zainicjowanie w jakikolwiek sposób procesu obalenia Prezydenta RP K. Nawrockiego,
3. Zapobieżenie przedterminowym wyborom parlamentarnym,
4. Pogłębienie ogólnego chaosu w Polsce jako wstępu do możliwości wprowadzenia jakiejś formy stanu nadzwyczajnego na terenie naszego kraju.
Odnośnie pierwszego obszaru to warto wiedzieć, że – de facto władając TK poprzez tzw. "swoich sędziów" (sens zdania wypowiedzianego przez Premiera (sic!) [3] – D. Tusk eliminuje TK z procesu stanowienia prawa w zakresie przyjmowanych ustaw. Wtedy Prezydentowi RP odcina się możliwość kierowania ustaw do sprawdzenia ich konstytucyjności przez TK i to niezależnie czy z jego podpisem (kontrola następcza ustawy) czy bez podpisu (kontrola prewencyjna ustawy).
Będąc też pewnym rozstrzygnięć w TK na swoją korzyść Premier RP może też "na granicy prawa" występować do TK o zgodność z Konstytucją RP zawetowanych przez Prezydenta RP ustaw bowiem do TK w sprawie konstytucyjności praw mogą się zwracać (rozdział VIII, art. 191 pkt 1): Prezydent Rzeczypospolitej, Marszałek Sejmu, Marszałek Senatu, Prezes Rady Ministrów, 50 posłów, 30 senatorów, Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, Prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego, Prokurator Generalny, Prezes Najwyższej Izby Kontroli, Rzecznik Praw Obywatelskich, Krajowa Rada Sądownictwa w zakresie, o którym mowa w art. 186 ust. 2, organy stanowiące jednostek samorządu terytorialnego, ogólnokrajowe organy związków zawodowych oraz ogólnokrajowe władze organizacji pracodawców i organizacji zawodowych, a nawet kościoły i inne związki wyznaniowe.
Hipotetycznie też rząd może w ogóle zrezygnować ze ścieżki legislacyjnej stanowionych praw (uchwalanie ustaw przez Sejm i Senat RP, podpis lub weto Prezydenta RP) i przyjmować – tam gdzie nie jest jasno napisane w Konstytucji RP o wymogu przyjmowania ustaw – po prostu uchwały oraz kierować je do TK w celu sprawdzenia ich zgodności z Konstytucją.
Powyższe postępowania rządu (w ramach pierwszego obszaru celów D. Tuska w opanowaniu przez niego TK) tworzyłyby jeszcze większy chaos prawny w Polsce. Mielibyśmy do czynienia wręcz z anarchią prawną i kryzysem konstytucyjnym a tym samym kryzysem istoty demokracji w Polsce.
W zakresie drugiego obszaru należy wskazać, że istnieje w Polsce prawna możliwość odsunięcia od władzy żyjącego i zdrowego Prezydenta RP, ale przede wszystkim tylko, jeżeli Trybunał Stanu (TS) orzeknie, iż Prezydent RP naruszył Konstytucję RP, przepisy ustaw lub popełnił przestępstwo. Aby jednak doszło do takiej sytuacji koniecznym jest postawienie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w stan oskarżenia w wyniku podjęcia uchwały Zgromadzenia Narodowego większością co najmniej 2/3 głosów ustawowej liczby członków Zgromadzenia Narodowego na wniosek co najmniej 140 członków Zgromadzenia Narodowego. Do podjęcia uchwały stawiającej Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w stan oskarżenia potrzebnych jest co najmniej 374 głosów członków Zgromadzenia Narodowego.
Natomiast TK może się w tej sprawie wypowiedzieć w przypadku, gdy mamy do czynienia z przejściową lub trwałą niemożnością sprawowania urzędu przez Prezydenta RP.
"Co do czasowej niemożności sprawowania urzędu, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej sam zawiadamia Marszałka Sejmu o tej okoliczności, gdzie w konsekwencji tenże przejmuje obowiązki Prezydenta. Nadal jednak urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej jest obsadzony przez dotychczasową osobę, zaś kadencja biegnie przez cały czas. To wybrana przez Naród osoba zdecyduje kiedy owa okoliczność uniemożliwiająca sprawowanie funkcji ustanie. Inaczej wygląda sytuacja, gdy Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nie jest w stanie powiadomić Marszałka Sejmu. Wtenczas o stwierdzeniu przeszkody w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej rozstrzyga Trybunał Konstytucyjny na wniosek Marszałka Sejmu. Tylko ten organ jest uprawniony do złożenia takiego wniosku [4]".
Dla uzupełnienia wiedzy. Ogólnie złożenie urzędu Prezydenta RP może nastąpić enumeratywnie w następujących przypadkach: 1-śmierci Prezydenta Rzeczypospolitej; 2-zrzeczenia się urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej; 3-stwierdzenia nieważności wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej lub innych przyczyn nieobjęcia urzędu po wyborze – enumeratywność przesłanek doznaje w tym przypadku wyjątku; 4-uznanie przez Zgromadzenie Narodowe trwałej niezdolności Prezydenta Rzeczypospolitej do sprawowania urzędu ze względu na stan zdrowia, uchwałą podjętą większością co najmniej 2/3 głosów ustawowej liczby członków Zgromadzenia Narodowego; 5-złożenie Prezydenta Rzeczypospolitej z urzędu orzeczeniem Trybunału Stanu.
Jak widać odsunięcie żyjącego oraz zdrowego Prezydenta RP od władzy jest prawnie bardzo trudne i skomplikowane, i nawet nie można go obalić przez ogólnokrajowe referendum. Tym niemniej obecny rząd kieruje się takim prawem, jakim go rozumie a przejęcie TK daje mu jakieś teoretyczne i iluzoryczne szanse na podjęcie próby odsunięcia Prezydenta RP K. Nawrockiego od pełnienia przez niego urzędu. Oczywiście doprowadziłoby to do ulicznych protestów, chaosu a nawet do czegoś podobnego do wojny domowej połączonej z rozlewem krwi.
Trzeci obszar obejmuje możliwość rozpisania przez Prezydenta RP nowych wyborów parlamentarnych w przypadku nieprzyjęcia budżetu w okresie czterech miesięcy od daty złożenia projektu do Sejmu.
W praktyce więc Prezydent RP de facto nie może rozpisać nowych wyborów nawet w sytuacji, gdy TK uzna ustawę budżetową za niekonstytucyjną. Oznacza to, że – po obligatoryjnym podpisaniu ustawy budżetowej i np. skierowaniu jej przez Prezydenta RP do TK – ewentualne uznanie ustawy budżetowej za niekonstytucyjną (co pewnie nastąpi, chociażby ze względu na nieuwzględnienie środków budżetowych na funkcjonowanie TK) nie uprawnia Prezydenta RP do skrócenia kadencji Parlamentu. W takim przypadku cały proces legislacyjny ustawy budżetowej zaczynałby się od początku a rząd działałby na podstawie projektu ustawy budżetowej lub tzw. prowizorium budżetowego.
Rodzi się więc pytanie: Czy okres powtórnego procesu legislacyjnego niekonstytucyjnej ustawy budżetowej wlicza się w okres 4 miesięcznego wymogu uchwalenia takiej ustawy od momentu pierwotnego złożenia tejże ustawy do Sejmu?
Otóż i tak i nie. Mamy tutaj przykład możliwości różnego interpretowania przepisów Konstytucji RP.
Z jednej strony bowiem prezentowany jest pogląd, że poprzedni czas legislacyjny nie jest wliczany do nowego cyklu, który rozpoczyna się od ponownego przedstawienia Sejmowi poprawionego projektu lub nowego projektu ustawy budżetowej a z drugiej strony pomysł "to wycofamy i złożymy jeszcze raz, żeby termin biegł od nowa” traktuje się jako obejście normy konstytucyjnej, bo skoro art. 225 Konstytucji RP ma wymusić zamknięcie procedury w czasie, to restartowanie w nieskończoność terminu przez zabiegi formalne byłoby sprzeczne z jego duchem i funkcją – dlatego w praktyce przyjmuje się raczej to, że istotny jest pierwszy moment przedłożenia projektu budżetu (na dany rok), a nie kolejne wersje.
Także istnieje teoretyczna możliwość, że Prezydent RP może skrócić kadencję Parlamentu RP i rozpisać nowe wybory w przypadku przedłużającego się okresu uchwalania ustawy budżetowej. Z pewnością mając "swój" TK rząd z D. Tuskiem na czele ten hipotetyczny wariant realnie i drastycznie redukuje.
Natomiast przypadek pogłębiania ogólnego chaosu w Polsce jako wstępu do możliwości wprowadzenia jakiejś formy stanu nadzwyczajnego na terenie naszego kraju może też służyć do wstrzymania procesu wyborczego w roku 2027, czyli tak naprawdę do przedłużenia (bez wyborów) czasu trwania obecnych rządów.
Wedle bowiem art. 228 Konstytucji RP: "w czasie stanu nadzwyczajnego oraz w ciągu 90 dni po jego zakończeniu nie może być skrócona kadencja Sejmu, przeprowadzone referendum ogólnokrajowe, nie mogą być przeprowadzone wybory do Sejmu, Senatu, organów samorządu terytorialnego oraz wybory Prezydenta Rzeczypospolitej, a kadencje tych organów ulegają odpowiedniemu przedłużeniu. Wybory do organów samorządu terytorialnego są możliwe tylko tam, gdzie nie został wprowadzony stan nadzwyczajny".
Reasumując.
Jak widać TK naprawdę pełni rolę jednej z najważniejszych instytucji w Polsce. Powinien być skrajnie apolityczny i w orzekaniu kierować się jedynie przepisami prawa, ze szczególnym uwzględnieniem zapisów Konstytucji RP.
Każdy sędzia takiego trybunału winien być osobą nieskazitelną i nie związaną z żadną partią czy organizacją społeczno-polityczną. Nikt tedy nie powinien – jak Premier D. Tusk – określać poszczególnych sędziów TK jako "swoich lub nie swoich", bo to jednoznacznie powinno ich dyskredytować jako sędziów tego gremium.
Niestety jednak rzeczywistość nie jest taka różowa i dla "koalicji 13 grudnia" TK stał się
polem politycznej walki o wpływy.
Ewentualne polityczne przejęcie TK należy traktować jako konstytucyjny zamach stanu. I to niezależnie, której opcji politycznej by to dotyczyło.
Przedstawiłem Państwu jakie mogą być cele przejęcia TK w Polsce. Skupiłem się na opcji obecnie rządzącej, bo to z tego kierunku zagraża nam konstytucyjny zamach stanu.
Nie wiem czy przedstawiłem cały ten obszerny temat wystarczająco. Nie jestem prawnikiem a tym bardziej prawnikiem-konstytucjonalistą więc mogłem gdzieś "coś prawnie pomylić lub niedopowiedzieć", ale ocenę tekstu pozostawiam Państwu i liczę na merytoryczne komentarze i takową dyskusję.
[1] https://trybunal.gov.pl/o-trybunale/akty-normatywne/konstytucja-rzeczypospolitej-polskiej
[2] https://wpolityce.pl/polityka/zwrot-w-sprawie-berka-nie-moze-byc-sedzia-tk,239743 oraz ze względu na art. 195 pkt 3 Konstytucji RP wskazujący, iż: "Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego w okresie zajmowania stanowiska nie mogą należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej nie dającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów".
[3] Pod koniec sierpnia na imprezie Campus Polska Przyszłości D. Tusk powiedział m.in.: "Nie będę pięknoduchem w tej sprawie. We wrześniu muszę mieć pewność, że nasi sędziowie wejdą do tego gmachu (TK), że to będzie wszystko zgodne z prawem". Pamiętajmy też, że gdy D. Tusk mówi coś o zgodności z prawem, to znaczy, że mówi: "zgodnie z prawem, tak jak ja je rozumiem".
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)

Na podstawie gry w Berka można uznać, że Tusk ma jakieś strategiczne plany, albo że jest ich wykonawcą. To jednak jest planowane na poziomie międzynarodowym i od bardzo dawna. Wśród kamieni milowych tego planu względem polskiego sadownictwa do świadomości przebiło się weto prezydenta Andrzeja Dudy, a już mniejszym echem zaakceptowanie przez prezydenta Karola Nawrockiego dwójki kandydatów,
prezydent.pl
którzy zaraz się odwinęli i zakwestionowali suwerenność polskiego wymiaru sprawiedliwości z Trybunałem Konstytucyjnym na czele.
wydarzenia.interia.pl
Zupełnie już nikt nie pamięta całej serii gierek. Wśród nich opowiedzenie się w sprawie 28 sędziów SN:
naszeblogi.pl
To postępuje i wymaga prostego cięcia, tylko brak ludzi zdolnych do podejmowania właściwych działań przywracający porządek. Pilnowanie pozycji przed kolejnymi "wolnymi wyborami" jest współsprawstwem w utrzymywaniu bezwładu państwa.
Marek Michalski
Też uważam, że D. Tusk i / lub jego szefowie mają jakieś strategiczne, antypolskie plany, w których chcą też wykorzystać TK. "Gra w Berka" jest im w tym niezbędna, bo Berek ma być ich "koniem" w TK.
Nie wiem co tam chodzi po głowie premierowi, ale jestem skłonny uwierzyć w każde jego antypolskie łajdactwo.
Natomiast cały obecny system prawny w Polsce jest po prostu chory, i to na różne choroby. Nie dokonaliśmy po 1989 roku dekomunizacji i lustracji różnych środowisk w Polsce, w tym środowiska prawniczego. Choćby chociaż takiej jak w Czechach. I teraz musimy się męczyć, bo na taką dekomunizację jest już za późno.
Co więc w obszarze prawnym można by zrobić? Trzeba zacząć od pełnego uwolnienia zawodów prawniczych oraz dać większe prawnicze uprawnienia absolwentom prawa na poziomie akademickim. Pomysł nie jest nowy, ale nawet próba uwolnienia tych zawodów napotkała ogromny opór i odpór tego środowiska. W. Cejrowski niegdyś słusznie opowiadał się za hasłem "wszyscy won", ale naprawdę teraz to już należy liczyć tylko na nowe pokolenia. Szkoda tylko, że i oni też zostają nasączeni dawną "nadzwyczajną kastą" prawniczą. I tak to przechodzi z pokolenia na pokolenie, jak w przypadku "ubeków".
Ale może i faktycznie należy spróbować "prostego cięcia". Nie martwiłbym się o ludzi do takiego cięcia gotowych. Jest ich wielu, natomiast konieczna jest wola polityczna. PiS zmarnował swoją szansę, gdy rządził przez 8 lat, bo jednak hołdował okrągłostołowej zasadzie: "my nie ruszamy waszych, a wy nie ruszacie naszych". Obecnie tą zasadę złamał D. Tusk więc jest szansa, że nowy rząd (szeroko prawicowy) takie cięcie przeprowadzi.
Pozdrawiam
A co mamy?Długaśne carpe diem Memento Mori, jednodniowy post pana Zbyszka,Just Done to serwis dla debili.....To kim my w ogóle jesteśmy? Nas już faktyczne nic nie obchodzi.Nie stać nas nawet na takiego prezydenta jak Karol Nawrocki na którego czekaliśmy. Wolimy bezczelnego komucha?
sake2020
Mnie najbardziej przeraziła pewna scena na Campusie R. Trzaskowskiego. Premierowi zadano pytanie o ulgi podatkowe dla młodych do 26 roku życia i czy jest szansa na ich rozszerzenie. Odpowiadając Premier D. Tusk wpierw zagaił, że widownia Campusu go wygwiżdże, ale potem powiedział, że nie przewiduje żadnych zmian, bo... czym się różni 26 latek od 58 latka? I co się wtedy stało? Młodzież z Campusu zaczęła... gremialnie klaskać (sic!).
Zobacz jak ci młodzi ludzie mają już kompletnie "zlasowane" mózgi. Mam nadzieję, że po naszej, prawej stronie aż tak źle nie jest, ale faktycznie wszyscy odczuwamy efekt obniżania poziomu nauczania przez całą III RP a teraz będzie jeszcze gorzej...
Pozdrawiam