Prezydent Karol Nawrocki – to nie tylko prezydent, to żywiołowa katastrofa dla Tuska i jego wesołej kompani hunwejbinów
Pod koniec lipca Tusk wraz z całym swoim dworem mógł już spokojnie otwierać szampany. Rozłam w PiS-ie, Morawiecki gdzieś tam odchodzący z kilkudziesięcioma posłami, wzajemne obrzucanie się błotem na prawicy – marzenie każdego władcy, który bardzo chciałby zostać na stołku jeszcze trochę dłużej.
Szanse na kolejną kadencję nagle urosły, sondaże dla koalicji wyglądały znośniej, a w sztabach można było już planować, jak to się będzie dalej „rozliczać” i „naprawiać” Polskę.
Tylko że nagle, jak zwykle, pojawił się problem. Problem imieniem Karol Nawrocki
Bo okazuje się, że prezydent, którego Tusk i jego ludzie traktowali jak przejściową niedogodność, jak kogoś, kogo można będzie z czasem zneutralizować, zignorować albo przynajmniej regularnie opluwać, stał się dla nich śmiertelnym zagrożeniem.
Nie metaforą.
Śmiertelnym.
Dosłownie – w sensie politycznym, oczywiście, bo o inne śmiercionośne ambicje w tej ekipie lepiej nawet nie myśleć.Ponad połowa Polaków ocenia pozytywnie pierwszy rok prezydentury Nawrockiego. 56 procent w jednym z ostatnich badań. I to nie jest wynik, który można zbyć wzruszeniem ramion i kolejnym wpisem o „chamidle”. Bo prezydent robi coś, czego Tusk i jego najwierniejsi hunwejbini nienawidzą najbardziej na świecie: jednoczy prawicę. PiS, Rozwój Plus, Konfederacja (tą od Mentzena i tą od Bosaka), nawet Braun – wszyscy jakoś potrafią się o Nawrockim wypowiadać z szacunkiem.
Nie muszą się kochać, nie muszą się lubić, ale jakoś nie mogą się powstrzymać przed stwierdzeniem, że ten prezydent jest… no, ich. Wspólnym. Jednoczącym. Takim, wokół którego da się zbudować coś, co w 2027 może skończyć się bardzo nieprzyjemnie dla obecnej władzy.I właśnie dlatego dziś panuje panika. Histeria.
Ataki, które wyglądają, jakby ktoś w koalicji właśnie zobaczył w lustrze własną przyszłość i bardzo mu się to nie spodobało.
A kto stoi w pierwszym szeregu tej szlachetnej krucjaty?
Oczywiście Roman Giertych – najwybitniejszy hunwejbin Donalda Tuska, bulterier, którego się nie trzyma na smyczy, bo smycz by się zerwała, a i tak wszyscy wiedzą, że pan premier ma do niego słabość granicząca z politycznym uzależnieniem.
Giertych, który kiedyś był prawicowym radykałem, a dziś jest lewicowo-liberalnym radykałem, tylko że z tą samą żarliwością i tą samą zdolnością do produkowania fejków.
To on nazwał prezydenta „chamidłem”. To on pisał o „rokoszu Nawrockiego”, o „zbrodni stanu” i „uzurpowaniu władzy”, kiedy głowa państwa ośmieliła się nie zaprzysiąc wszystkich sędziów wybranych przez Sejm.
To on sugerował, że Nawrocki jest „ich prezydentem” – amerykańskim, rzecz jasna – i że rząd powinien raczej negocjować z ambasadą USA. To on regularnie wypuszcza kolejne oskarżenia, kolejne „ujawnienia”, kolejne sugestie, że wszystko się wyjaśni, panie Karolu.I Tusk milczy. Albo mówi, że Giertych „nie jest świętą krową”, ale jakoś tak, żeby nikt nie pomyślał, że naprawdę zamierza cokolwiek zrobić. Bo Giertych jest wygodny. Giertych gryzie. Giertych atakuje. Giertych robi brudną robotę, którą premier woli mieć z głowy. A że przy okazji kompromituje całą formację, że ciągnie za sobą bagaż afer, wątpliwych interesów, umorzonych spraw i reputacji człowieka, którego nikt w normalnej demokracji nie chciałby mieć w pierwszym szeregu – no to szczegóły.
Ważne, że gryzie.Bo w tym właśnie tkwi istota obecnej władzy. Nie chodzi o rządzenie. Nie chodzi o rozwiązywanie problemów. Chodzi o przetrwanie. A największą przeszkodą w przetrwaniu okazał się nie rozłam w PiS-ie (ten wręcz pomógł), nie słabnący partnerzy koalicyjni, nie drożyzna, nie ochrona zdrowia, nie wszystko to, na co ludzie narzekają codziennie. Największą przeszkodą stał się prezydent, który nie jest „ich”, który nie podpisuję wszystkiego, co mu podsuną, który nie boi się wetować i który – o zgrozo – potrafi zebrać wokół siebie tych, którzy jeszcze niedawno skakali sobie do gardeł.
Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby Nawrocki rzeczywiście zaanimował jakiś pakt senacki prawicy. Albo patronował wspólnym listom. Albo po prostu stał się naturalnym punktem odniesienia dla wszystkich, którzy mają dość Tuska.
Hasło „byle nie Tusk” już raz zadziałało. Może zadziałać znowu. I wtedy cała ta piękna konstrukcja – z Giertychem jako bulterierem, z hunwejbinami w mediach społecznościowych, z narracją o „obronie demokracji” przed „zagrożeniem” – runie jak domek z kart.
Dlatego dziś ataki są histeryczne. Dlatego Giertych pisze o „bufonadzie” i „lizusostwie”, kiedy ktoś ośmieli się powiedzieć coś pozytywnego o prezydencie. Dlatego cała machina rusza za każdym razem, gdy Nawrocki coś zrobi, coś powie, kogoś przyjmie albo po prostu istnieje. Bo oni już wiedzą. Wiedzą, że ten prezydent jest dla nich śmiertelnym zagrożeniem. Że jednoczy to, co oni chcieliby mieć trwałe podzielone. Że ma poparcie, którego oni nie potrafią zniszczyć samymi fejkami.
I co robią?
Robią to, co umieją najlepiej: atakują, opluwają, eskalują. Z Giertychem na czele – człowiekiem, który przeszedł drogę od LPR-u do roli najważniejszego strażnika „demokratycznych wartości” w obozie Tuska.
Ironia/cynizm aż kipi. Ale w tej ironii jest coś jeszcze: paniczny strach. Strach przed tym, że w 2027 może się okazać, iż cała tą wspaniała koalicja, z całym swoim bagażem, z całymi swoimi hunwejbinami i z całym swoim „rozliczaniem”, po prostu przegra. I że prezydent Nawrocki będzie miał z tym coś wspólnego. Szampany trzeba było schować z powrotem do lodówki.
Korki też.
Bo okazuje się, że największym wrogiem Donalda Tuska nie jest już PiS. Nie jest nawet Konfederacja. Jest nim prezydent Rzeczypospolitej, który – o zgrozo – cieszy się szacunkiem po prawej stronie i poparciem ponad 56% Polaków. I którego nie da się tak łatwo „rozliczyć” ani „zneutralizować”.
A Giertych?
Giertych będzie dalej gryzł. Bo to jego rola. Rola hunwejbina, który ma szczekać, żeby pan się nie musiał trudzić. Tylko że tym razem szczeka na kogoś, kto nie zamierza uciekać.
I to właśnie jest dla nich najgorsze
"jednoczy prawicę. PiS, Rozwój Plus, Konfederacja (tą od Mentzena i tą od Bosaka), nawet Braun – wszyscy jakoś potrafią się o Nawrockim wypowiadać z szacunkiem. "
Bez przesadyzmu, mnie PKN nie jednoczy z Braunem czy Mentzenem, przydupasami Tuska, niemieckiego ciecia :) Niemiecki cieć niemieckiego ciecia niemieckim cieciem po niemiecku cieciuje :)