O kolejny odcinek serialu „Jak Zachlajewa ratuje świat przed prawdą”. Ta sama pani, która od lat opowiada, że Ukraińcy rozpętali wojnę, bo nie chcieli dzielić się barszczem (serio, było takie wystąpienie i wielu obserwatorów zastanawiało się, czy mikrofon nie stał za blisko kieliszka), teraz oburza się na „Moskala”. Ironia gruba jak warstwa tuszu na jej powiekach podczas kolejnego briefingu
Maria Zacharowa, znana też pod czułym pseudonimem „Zachlajewa” (bo jak nie z butelki, to z butelki, a najlepiej z tej samej co szef), znów dostała szału. Tym razem po przemówieniu Karola Nawrockiego, w którym prezydent Polski pozwolił sobie na coś tak niegrzecznego jak wspomnienie, że „tam gdzie biją Moskala, Polska pomaga”. Rzeczniczka kremlowskiego MSZ natychmiast wpadła w kliniczną rusofobię… przepraszam, w kliniczną histerię o „klinicznej rusofobii” polskiego prezydenta. Zarzuciła mu język nienawiści, pogardliwe „Moskal” i – klasycznie – przypomniała, że Polska powinna być wiecznie wdzięczna Stalinowi i Armii Czerwonej za granice oraz samo istnienie. Bo przecież bez Sowietów to byśmy pewnie wszyscy jeszcze siedzieli w piaskownicy i jedli barszcz z jednej miski.
Ale o co tu naprawdę chodzi?
O kolejny odcinek serialu „Jak Zachlajewa ratuje świat przed prawdą”. Ta sama pani, która od lat opowiada, że Ukraińcy rozpętali wojnę, bo nie chcieli dzielić się barszczem (serio, było takie wystąpienie i wielu obserwatorów zastanawiało się, czy mikrofon nie stał za blisko kieliszka), teraz oburza się na „Moskala”. Ironia gruba jak warstwa tuszu na jej powiekach podczas kolejnego briefingu.
Kariera?
Klasyczna droga kremlowskiej dyplomatki-celebrytki: z rodziny żydowskich dyplomatów (dzieciństwo w Pekinie, basen, chiński, MGIMO), przez redakcję „Diptomaticzeskiego Wiestnika”, ONZ w Nowym Jorku, aż do fotela dyrektorki departamentu informacji i prasy w 2015. Pierwsza kobieta na tym stanowisku – sukces feministyczny w kraju, gdzie feminizmem jest głównie umiejętność trzymania się stołu, przy którym piją mężczyźni.
A plotki?
O, te lecą jak wódka na bankiecie u Ławrowa. Sieć od lat pełna jest opowieści o „szmarze, która pije dużo”, o wspólnych flaszkach z szefem „na każdym rogu”, o tańcu Kalinki w Sochi na szpilkach 20 cm (trudno chodzić, nieprawdaż? Alkoholowe opary to tylko złośliwość Ukraińców i NATO-wskich kuluarów, jak sama tłumaczy). Nawet własny propagandysta, Jewgienij Satanowski, w uniesieniu nazwał ją „pijaną szmarą” – potem co prawda przepraszali, bo tak nie wypada o swojej, ale słowo padło.
Ona sama zresztą lubi żartować, że dla Ukraińców jest alkoholikiem i narkomanką. No i radzi innym, żeby przestali pić Klasyczna projekcja: sama wino (czy co tam) pije tylko do barszczu, a świat dookoła ma problemy z substancjami.
A kariera „przez łóżko”?
Plotki krążą, zdjęcia w wyzywających pozach, całowanie męża pod portretem Putina i godłem, seksualne aluzje w wypowiedziach… Ale oficjalnie wszystko czysto, mąż Andriej Makarow zamożny zyd, córka, zdrowy tryb życia (fitness, jazda konna, pływanie – jak nie po nocnym briefingu). Bo w rosyjskiej dyplomacji awanse zdobywa się wyłącznie talentem, wykształceniem i umiejętnością kłamania jak z nut. Bin Laden w Białym Domu? Proszę bardzo. Polska wdzięczna Stalinowi? Oczywiście. A alkohol? To tylko złośliwa propaganda tych, którzy nie umieją docenić prawdziwej sztuki dyplomatycznej – czyli mówienia bzdur z kamienną twarzą i lekkim rumieńcem na policzkach.
Więc gdy Zachlajewa znów dostaje szału na Nawrockiego, pamiętajmy: to nie jest zwykła rzeczniczka. To żywy pomnik kremlowskiej szkoły – gdzie prawda jest względna, historia do wynajęcia, a flaszka (jeśli w ogóle istnieje) zawsze stoi po stronie „my”. Niech biją Moskala, mówisz, panie prezydencie? Ona już gotowa bronić do ostatniej kropli… narracji. Albo czegoś innego.
Smacznego Maria.
I nie zapomnij o wodzie. Albo o czymkolwiek, co pomoże utrzymać ten poziom ironii na kolejnym briefingu.
Niedorzecznik rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa, mocno wstawiona, twierdziła 4 lata temu, że powodem wojenki z Ukrainą było to, że Ukraina nie chciała się z nią podzielić barszczem. Ale, ale, przecież Rosjanie mają swój barszcz. Barszcz Sosnowskiego :) :) :)
x.com
Z tym słynnym barszczem to było inaczej niż podaje autor.Zacharowa zaprotestowala przeciw nazwie-barszcz ukraiński i oskarżyla Ukrainę o przywłaszczenie receptury i zażadała zmiany nazwy na barszcz rosyjski w książkach kucharskich.