Polska demokracja parlamentarno‑gabinetowa z listami partyjnymi to nie wypadek przy pracy, tylko fabryka plemiennej wojny obecna w wielu miejscach świata. Gdy jedyną realną drogą do parlamentu jest lojalność wobec wodza układającego listy, całe życie polityczne redukuje się do kibicowania własnej drużynie, a nie do sporu o rzeczywistość.
Ten model z natury faworyzuje wodzów, ludzi BMW i socjaldemokratyczny konsensus przeciwko obywatelowi — niezależnie od tego, co jest na szyldzie: KO, PiS czy jakakolwiek inna marka. Dopóki gra toczy się w ramach tych samych partyjnych karteli (najczęściej dwóch, a czasem kilku więcej), zmiana nazwisk na czubku nie zmienia mechanizmu, który nagradza wodzostwo, monopol i redystrybucję.
To jest partyjna dyktatura i częsty duopol, ale ważne jest wyciągnięcie z tego wniosków do końca. Zmienić to może tylko wolnorynkowy kapitalizm — system, w którym decydować będą konsumenci na rynku, a nie partyjne konwentykle. Więc rozpad PiS-u nic nie pomoże. Nic też nie zmieni to, że KO się sypie.
Każdy człowiek sam może zdecydować jak się zabezpieczać na starość. Jak chce się ubezpieczyć, to wykupi polisę emerytalną w najbardziej odpowiadającej mu firmie, albo zainwestuje w nieruchomości czy akcje, albo po prostu dobrze wychowa dzieci. Państwu i partii nic do tego. I dokładnie to samo jest ze służbą zdrowia, edukacją i każdą dziedziną życia. Polityka ją niszczy, a rynek uzdrawia.
System partyjny będzie zły nawet wtedy, gdy zostanie stworzony idealny system wybierania władzy — bo to nadal politycy będę decydować o tym, jak ludzie przymusowo muszą się zabezpieczać na starość, jak uczyć i leczyć, a nie sami ludzie.
Grzegorz GPS Świderski
Twitter.com/gps65
t.me/KanalBlogeraGPS
...................................................................................................
Co nawet dzieci, wychowane na memach, zaczynają rozumieć...
dakowski.pl
Wolnościowcy to powtarzają od dziesiątek lat, w szczególności Korwin-Mikke. Niestety Tusk z Kaczyńskim bardzo intensywnie realizują ideologię socjaldemokratyczną, która nas demograficznie wykańcza i nasz naród niedługo wymrze. To są największe szkodniki w dziejach naszego narodu.
To nie Tusk czy Kaczyński są odpowiedzialni za wymieranie narodu tylko lewacka ideologia sączona już od szkół. Płaczemy nad demografią,ale nie robimy nic by ją poprawić.Wolny rynek też niczego nie poprawi jeśli nie zmieni się świadomości że ,,mój brzuch to moja sprawa'', ,,aborcja jest okey'', czy ,,dziecko jest udręką'' a pani dr.Jagielska charyzmatycznym lekarzem w uśmiercaniu zastrzykiem w serce dziecko w łonie matki.
To Tusk i Kaczyński są odpowiedzialni za lewacką ideologię sączona już od szkół, bo są największymi entuzjastami i wykonawcami wszystkich postulatów tradycyjnej socjaldemokracji, która jest lewicowa. Hasła, że "mój brzuch to moja sprawa'', "aborcja jest okey", czy "dziecko jest udręką" wynikają przede wszystkim z tego, że państwo hoduje ludzi jak bydło, wymuszając zabezpieczanie się na starość w ZUS, co powoduje, że nie czują żadnej odpowiedzialności za siebie, za rodzinę, za dzieci, za rodziców, za przyszłe pokolenie. Zapaść demograficzna to efekt socjalizmu, a PiS z KO ten socjalizm ochoczo realizują.
Z zainteresowaniem czytam kolejne wyjaśnienia, że za wszystko odpowiada ZUS, socjalizm, Tusk, Kaczyński, Gomułka, Jaruzelski i zapewne jeszcze Mieszko I. Ja tymczasem miałem pecha żyć w czasach, gdy propaganda była jednak odrobinę bardziej nachalna niż dzisiaj. W telewizji jeden słuszny przekaz, w gazetach jeden słuszny przekaz, w szkole jeden słuszny przekaz. Mimo to jakoś nie uwierzyłem, że socjalizm jest szczytem rozwoju cywilizacji. Zamiast walczyć z rzeczywistością, skończyłem studia, pracowałem, płaciłem składki do tego strasznego ZUS-u i nie kombinowałem, jak mi wówczas radzili różni wyznawcy ekonomicznych cudaków, że państwo zaraz upadnie, ZUS zbankrutuje i nic z tego nie będzie.
No i rzeczywiście... zbankrutował tak skutecznie, że dziś wypłaca mi tę moją „nędzną” emeryturę. Na tyle nędzną, że w tym roku znowu wystarczyło na trzy tygodnie nad włoskim Adriatykiem, a na zakończenie jeszcze wyścigowy weekend na Monzy i spacer po Mediolanie. To oczywiście żadna fortuna. Ale jakoś nie zauważyłem, żebym z głodu zbierał puszki. Rozumiem, że zwolennicy wizji tysiąca Liechtensteinów woleliby świat bez podatków, bez ZUS-u i najlepiej bez państwa. Mają do tego pełne prawo. Tak samo jak inni mają prawo uznać, że teoria nie zawsze wygrywa z praktyką. A jeśli ktoś zamiast wyjazdu na wyścig Formuły I wybiera krajowe zawody żużlowe, to przecież też świetnie. Każdy wydaje własne pieniądze tak, jak lubi. Chcącemu naprawdę nie dzieje się krzywda. Tylko może nie opowiadajmy po raz setny, że wszyscy, którzy nie podzielają libertariańskiej utopii, są ofiarami propagandy. Ja przeżyłem propagandę znacznie cięższego kalibru i jakoś nadal potrafię samodzielnie myśleć.