
Proszono mnie o "morskie opowieści". Dużo tego mam. Niestety, część zniknęła. Lecz przeglądając moje archiwa, natrafiłem również na opisy przeróżnych wydarzeń, o których czterdziestolatkowie i młodsi prawdopodobnie nie mają absolutnie wiedzy. A działo się dużo i ciekawe. I nie tylko na podwórku, ale w całej Polsce.
Kto może przywołać z pamięci, cóż takiego dziwnego zdarzyło się w PRLu przez ponad 10 lat?
A to był kawał historii. Dla wielu ludzi Trójka Polskiego Radia była wtedy czymś więcej niż stacją radiową. W południe biura, warsztaty i nawet niektóre urzędy na godzinę milkły. Kierownicy często udawali, że nie widzą, bo sami słuchali.
A „Rodzina Poszepszyńskich” była jednym z największych fenomenów radiowej satyry. Powstała jako inteligentna parodia poważnego słuchowiska „Matysiakowie” i była nadawana od lat 70. aż do jesieni 1981 roku, głównie w Programie III Polskiego Radia. Jej twórcami byli Jacek Janczarski i Maciej Zembaty.
W tych krótkich satyrach brali udział najlepsi w kraju twórcy satyry i aktorzy nie tylko komediowi.
Proszę bardzo – w ulubionej Rodzinie Poszepszyńskich grali najlepsi i najbardziej ulubieni:
I to właśnie obsada była jednym z sekretów sukcesu.
- Jacek Maria Poszepszyński – Jan Kobuszewski. Głowa rodziny. Człowiek przekonany o swojej genialności, choć zwykle wszystko kończyło się katastrofą.
- Grzegorz Poszepszyński – Piotr Fronczewski. Syn Jacka. Mistrz absurdalnej logiki i suchych komentarzy.
- Maryla Poszepszyńska – Hanna Okuniewicz. Żona Grzegorza, najbardziej rozsądna osoba w tym domu.
- Maurycy Poszepszyński – Maciej Zembaty. Jeden z najbardziej zwariowanych bohaterów, obdarzony charakterystycznym, niepowtarzalnym głosem.
A wiele barwnych postaci drugoplanowych grali m.in. Ewa Błaszczyk, Krystyna Sienkiewicz, Barbara Wrzesińska, Barbara Wrzesińska, Stefan Friedmann i Krzysztof Kowalewski .
Pamiętam też charakterystyczny humor tej audycji. Nie polegał na opowiadaniu dowcipów. To był humor sytuacyjny, absurd, gra słów i dialogi wypowiadane z całkowitą powagą. Właśnie dlatego po pięćdziesięciu latach nadal brzmią świeżo.
I jeszcze jedna ciekawostka – wielu słuchaczy do dziś wspomina dokładnie to samo: o określonej porze w zakładach pracy włączało się radio, a produkcja wyraźnie zwalniała. Nie było to oczywiście oficjalne zjawisko, ale tak silna była popularność tej audycji. To był prawdziwy fenomen PRL-u.
Cóż mogłem robić? Postanowiłem, że też sam stworzę taką scenkę z Poszepszyńskich. Oczywiście z niuansami z roku 2014. Klimat po ćwierćwieczu był już inny. I przyznacie – dużo gorszy.
Oto moja krotochwila.
*****
Gdy tylko pogotowie ratunkowe odjechało, a dziadek leżał porządnie przywiązany na ceratce, na łóżku, bo potrafił się złośliwie zmoczyć, a pieluchy nie były takie tanie, Grzegorz, widać, ze zły powiedział:
- Marylko, przecież tyle razy prosiłem, żeby pilnować dziadka i trzymać go z dala od komputera. Mało było, jak ostatnim razem prawie co wyskoczył przez okno, gdy Maurycy puścił na tej tubie "Mury" , a dziadek myślał, ze to zdradzeni stoczniowcy przyszli się mścić. Gdyby Murzyn nie złapał go za nogawkę, byłby na dole placek, a nie dziadek Jacek, ha, ha, ha.
- Och Grzegorzu, ty zawsze śmiejesz się z mojego taty. Nieładnie. A przecież on był wówczas w pewnym sensie bohaterski. Nie pomyślałeś, jak to było niebezpiecznie, tak niepostrzeżenie przemykać się do Komendy. Nie każdego wtedy było na to stać.
- Jasne – wtrącił się Maurycy, - o ile pamiętam płacili dziadkowi sto złotych od głowy. Latał, jak opętany, jak ojciec opowiadał.
- To prawda synu – odparł Grzegorz, - jednakże starszym należy się szacunek. Nawet kompletnie zdziecinniałym, jak twój dziadek Jacek.
- No to powiem wam, że dziadek Jacek zdobył skądś kabelek i podłączył w łóżku laptopa do sieci.
- Maurycy zamknij się – przerwała matka.
- A właśnie, że nie – zaparł się Maurycy – i wydaje się, że to właśnie mama dostarcza mu kable, bo jak siedzi pod kołdrą i gada z tym myszowatym, to w domu jest spokój i dziadek nie zakrada się do spiżarni.
- Maurycy ! Ostrzegam!
- Nieważne... I znowu bawili się w agentów; jeden był CIA a drugi chyba Mosad.
- Marylko, do cholery jasnej – Grzegorz poważnie się zdenerwował – przecież wiesz, że rozmowy dziadka z myszowatym zawsze kończą się wezwaniem karetki pogotowia. W końcu nas oskarżą, że bezprawnie wyłudzamy świadczenia z NFZ. Ja nie dam ani grosza jak przyjdzie znowu komornik.
- Komornik ostatnim razem przyszedł niesłusznie – wtrącił Maurycy – skąd mogliśmy wiedzieć, że dziadek zgromadził w piwnicy tysiąc butelek maksymalnie zgazowanej wody sodowej, w celach bliżej nam nie znanych i one eksplodowały, tak, ze wyleciały szyby na całej ulicy, ci starzy Beckerowie przez dwa dni szukali schronu pe-lot, a Murzyn do dzisiaj ma tik nerwowy i dziwnie porusza ogonem, nie na boki, tylko góra-dół.
Widocznie to przemówienie Maurycego rozbudziło jakąś iskrę świadomości dziadka Jacka, bo nagle zaczął wywrzaskiwać:
- Wysadzić stocznię! Wszyscy pod mur! Ja was urządzę!
- Marylko, natychmiast daj mu butelkę ze smoczkiem, bo oszaleję – w Grzegorzu jeszcze tliła się wątła nadzieja spokojnego popołudnia i odpoczynku w domu.
Przecież jutro czekał kolejny pracowity dzień.
PS youtu.be
Rodzina Poszepszyńskich szła w TrUjce zawsze po 22 godzinie.
Słuchaliśmy z żoną jak równiez zawsze Trójki w niedzielę o 9 rano...było "zapraszamy do Trójki"
i słuchowiska Marcina Wolskiego..."i właśnie wtedy nastąpil ciąg dalszy"...
Tylko 13 grudnia nie nastapil...
@NASZ_HENRY
Heniu! Ahoj!
W taki poranek są lepsze rzeczy do robienia niż słuchanie radia. Prawda?