Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

MS Reymont, czyli nie wypływa się w Święto - morskie tragedie

jazgdyni, 20.07.2026

Często to nie okrutne morze i paskudna pogoda powodują morskie tragedie. To ludzka głupota i system biurokratyczny, który zmusza do fatalnych zdarzeń. Tu brak rozsądku i ocena ryzyka władz morskich spowodowała nieszczęście. I na dodatek, do głupoty tych mających władzę, dołączył Izba Morska - sąd oceniający morskie zdarzenia. To było 23 lata temu. A teraz akurat kłopotów nie ma. Po prostu zlikwidowano naszą morską flotę. 

&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&&

MS Reymont, czyli nie wypływa się w Święto - morskie tragedie

jazgdyni - 6 Grudnia, 2013 - 09:23

Kontynuując temat zapomnianych morskich tragedii pragnę przypomnieć te, które nie były tylko związane z siłami natury, ale także spowodowane przez komunistyczny system.
Oto następna z nich.
***************************

To była tragedia, która nie miała tyle ofiar, co poprzednio opisana. Lecz była może nawet bardziej dramatyczna.

Poniedziałek Wielkanocny. 16 kwietnia 1979 roku. Podczas gdy ja wprowadzałem 3 letnią córeczkę w tajniki Śmigusa Dyngusa, skradając się z nią razem, by pokropić śpiącą mamę wodą i perfumami, w gdyńskim porcie szykowało się wyjście w morze, płynącego do Chin na długie miesiące statku MS Reymont.

Jeżeli ktoś myśli, że wszystko było dobrze i normalnie, powtarzając bzdury za oficjalną prasą, ten się grubo myli. Raczej wszyscy byli wściekli i złorzeczyli armatorowi, że przerwano im święto, tylko po to, by w poświąteczny wtorek zawinąć do Rostocku. Lecz komunistyczne władze nie za bardzo przejmowały się jakimiś świętami, tradycjami i odczuciami ludzi. I tu popełniły straszny błąd.

Według staropolskiej zasady „jakoś to będzie” wyrzucono na morze załogę z obolałymi głowami, a dodatkowo, żeby rozładować kiepski nastrój, raczono się tu i ówdzie alkoholem. Oficjalnie, na Izbie Morskiej stwierdzono, że załoga nie była pijana. Ale podano także, że dowództwo statku pożegnało służby lądowe szklaneczką wódki, a do uroczystego obiadu na statku podano szklankę wina dla każdego.A ile alkoholu przyniesiono na statek? Wierzcie mi, wiem co mówię.

Kac i klin to nie jest odpowiednia mieszanka do podjęcia pracy. No, ale cóż, bratni Związek Radziecki tak funkcjonuje dzień po dniu już od kilkudziesięciu lat.

Piątka marynarzy, w tym kapitan Zbigniew Kurowski (to najważniejsza postać tego dramatu) nie była taka nieszczęśliwa, bo w długą podróż zabrali swoje żony. Taki był kiedyś zwyczaj, że w miarę istnienia dostatecznej ilości środków ratunkowych (kamizelki i miejsca w szalupach) armator zezwalał, w uzgodnieniu z kapitanem, na zabieranie w podróż rodziny. To była swoista premia dla ciężko pracujących na długich trasach marynarzy (typowy chiński rejs trwał od 7 do 10 miesięcy).

Statek odcumował, władze portowe, celnicy i żegnające rodziny opuściły pokład. Holowniki pomogły wyjść za główki falochronu. Rozpoczęła się podróż, gdzie pierwszym etapem był Rostock, port w NRD. Statek obrał kurs na północny wschód, by po ominięciu Helu, przejść blisko Bornholmu i spokojnie dopłynąć do pierwszego portu.

Już od początku nie było najlepiej. W całym tym rozgardiaszu nie można się było doliczyć ludzi. W papierach wszystko się zgadzało, czyli najważniejsze, kapitan miał Książki Żeglarskie wszystkich członków załogi i pasażerów. Paszportów w tamtym czasie nie miał nikt. To był rzadki rarytas, który władza praktycznie nie udostępniała zwykłym obywatelom. Nikt nie miał prawa trzymać tego w domu, a jak się już dostało, to po powrocie, w przeciągu tygodnia, trzeba było zwrócić w Wydziale Paszportowym na milicji.

W południe, na uroczystym obiedzie, nie pojawił się starszy mechanik Beckiel. Nikogo to nie niepokoiło. O 16 na mostku wraz z oficerem miał objąć wachtę marynarz Swajda, ale także gdzieś zniknął. Kapitan już był bliski alarmu „Człowiek za burtą”, lecz na szczęście odnaleziono go śpiącego twardo w kabinie. Można powiedzieć – niezły rozgardiasz.

O 20 wachta zmienia się ponownie. W owych czasach, gdy praca ludzka była wyjątkowo tania, na statkach pływało ponad 40 osób załogi. I zazwyczaj trzymali 4 godzinne wachty; na mostku i w maszynowni. Obecnie, gdy załogi jest tylko 14 – 18 osób, trzyma się wachty 6 godzinne, a nawet czasmi 12 godzinne.

Wracający z pracy marynarze poczuli na korytarzu zapach spalenizny i dym. Zlokalizowali szybko kabinę, która była źródłem tego. I w tym momencie zaczyna się ciąg nieprawidłowych postępowań i wychodzą na jaw budowlane niedoróbki.

Napiszę najpierw, jak się w takich sytuacjach postępuje. W takiej właśnie kolejności: lokalizuje się źródło ognia, ogłasza się, bądź uruchamia alarm i przystępuje do natychmiastowego gaszenia, gdy ocena sytuacji wskazuje, że jest to możliwe podręcznymi środkami. W międzyczasie, desygnowani strażacy przygotowują się do akcji. Każdy członek załogi ma dokładnie rozpisaną rolę i zadania.

Tymczasem dwóch marynarzy, którzy zauważyli dym wydobywający się z kabiny, pobiegli po starszego oficera, który mieszkał nieopodal. Następnie wspólnie z nim usiłowali zagasić ogień mała podręczną gaśnicą pianową. Nie odniosło to żadnego skutku, gdyż po paru sekundach gaśnica się wyczerpała. Następnie zabrali się za rozwijanie węży strażackich, jeden marynarz został wysłany do maszynowni z poleceniem uruchomienia pompy pożarowej,a drugi na mostek z powiadomieniem o pożarze. Ciągle jeszcze cała załoga nie miała pojęcia, co się dzieje. Jeszcze nie ogłoszono alarmu. Dodatkowo manipulacje z drzwiami i oknem kajuty spowodowały, że ogień dostał więcej tlenu i tak naprawdę już wymknął się z pod kontroli.

Teraz wyszły na jaw budowlane mankamenty. Ściany między kabinami były z dosyć cienkiej płyty paździerzowej. Przeloty kabli i rur były nieodpowiednio zaizolowane. Ogień swobodnie mógł przeskakiwać z pomieszczenia do pomieszczenia. Jak się później okazało, w fatalnej kabinie marynarz dogrzewał się nieprawidłowo zainstalowanym i niedozwolonym grzejnikiem elektrycznym.

Gdy przystąpiono do właściwej akcji gaśniczej, po ogłoszonym w końcu alarmie pożarowym, ogień praktycznie był już nie do opanowania. Paliła się już cała nadbudówka. Marynarze odcięci w swoich kabinach, ratowali się, przeciskając przez małe okrągłe bulaje na pokład. Wkrótce nawet wysłanie sygnału SOS okazało się niemożliwe, gdy ogień i dym wpełzły do radiostacji. Zgromadzeni na mostku ludzie, w tym płynące z mężami kobiety, musieli się ratować, uciekając przez okno po podstawionej drabinie. Żar i dym były tak duże, że jedynym miejscem, gdzie ludzie mogli wytrzymać, mimo chłodu i fal, była dziobówka; jak najdalej od płonącej nadbudówki.

W milczeniu czekali na ratunek z zewnątrz. I można powiedzieć, że mieli szczęście.

W czasie gdy pożar na statku już szalał, jednostak płynęła blisko południowo zachodnich wybrzeży Bornholmu. Mieszkańcy wyspy ze zgrozą obserwowali tajemniczy statek z płomieniami na pokładzie. Dosłownie natychmiast skierowano tam pomoc w postaci holowników i helikopterów. Również z pobliskiej Szwecji skierowano helikopter ratunkowy. A gdy już statek zidentyfikowano, to radiostacja na wyspie nadała tzw. SOS relay, czyli poinformowała, że inna jednostka jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Wtedy właśnie dowiedzieliśmy się o pożarze w kraju, gdy Gdynia Radio odebrała sygnały. Wtedy, też, prawie natychmiast skierowano na miejsce wypadku dwa polskie okręty ratownictwa morskiego. Morskim zwyczajem również statki i łodzie rybackie będące w okolicy zmieniły kurs i rzuciły się na ratunek marynarzom w potrzebie.

Akcja zdejmowania załogi z płonącej ciągle jednostki trwała ponad dwie godziny. Przetransportowano ludzi na ląd. Brakowało dwóch, starszego mechanika Beckiela i marynarza Swajdy. Kapitan Kurowski zszedł ze statku ostatni. Później, zrobiono z tego kpinę. Także z tego, że w trakcie przesłuchania przed duńską policją, w stresie i zdenerwowaniu pomylił się co do liczby członków załogi.

Umieszczono wszystkich i przebadano w szpitalu. Jeden motorzysta, ciężko poparzony, został przetransportowany do Kopenhagi. Reszta, była co najwyżej lekko podtuta dymem. Nic niebezpiecznego. Na statku spaliło się dwóch ludzi. Ale to nie koniec ofiar Reymonta...

Wkrótce wszyscy byli ponownie w domu. Po trzech dniach przyholowano także wypalony wrak statku. Rozpoczęło się śledztwo i ekspertyzy celem poznania przebiegu zdarzeń i wyjaśnienia przyczyn katasrofy. Eksperci i straż pożarna badały wypaloną skorupę statku. Milicja przesłuchiwała członków załogi. Rozpoczęła również działanie Izba Morska, czyli swoisty sąd, upoważniony do badania wypadków na morzu.

Tak to już jest, że kapitan odpowiada za wszystko, co się na statku zdarzyło. Zazwyczaj Izba szacuje jego winę procentowo. Na przykład oficer wachtowy był winien kolizji w 60%, a wina kapitana wynosiła 40% bo nie dopilnował, bo nie przewidział, bo za bardzo zaufał. W tym konkretnym wypadku było widać, że za ten pożar, 100% winą Izba będzie się starała obwinić tylko kapitana. Nie szukano pośrednich przyczyn; nikt w tamtych czasach pewnie nie pomyślał, że winny jest sytem, bezmyślność i głupota urzędników armatora, presja władz i niewolnicze spełnianie poleceń. Kapitan też był przecież marionetką i robił tylko to, co mu kazano. Jego władza była czysto iluzoryczna. Jednakże co do odpowiedzialności, to zawsze był pierwszym chłopcem do bicia. Za swoje i nieswoje błędy.

Najtragiczniejsze w tamtych czasch, w tym komunistycznym systemie było to, że decyzje wydawali ludzie niekompetentni, aparatczycy. Oni także potem oceniali, rezultaty i błędy. Czy nie ma tu prostej analogii do III Rzeczpospolitej? Niekompetentnych nieudaczników powiązanych Systemem jest chyba jeszcze więcej, niż za komuny.

W lipcu 1979 sptawa Reymonta wchodzi na wokandę Izby Morskiej. Krok po kroku i minuta po minucie analizuje się sytuację na statku. Postawa prowadzącego sędziego jest co najmniej dziwna – ironizuje, kpi, stawia nieupoważnione twierdzenia. Daje się odczuć wyraźna wrogość w stosunku do kapitana Kurowskiego.

Kulminacja następuje 21 sierpnia, w dniu wydania wyroku. Szybko odczytano sentencję – kapitan traci prawo wykonywania zawodu na 1,5 roku. Winy także się dopatrzono w działaniach 1-go i 2-go oficera. I tu by mozna zakończyć. Lecz następuje podanie uzasadnienia wyroku. Sędzia ma swój moment. W kwiecistych słowach, pełnych jadu i ironii wygłasza przemówienie. Używa takich zwrotów jak „schronili się w altance na dziobie”, „dzielny kapitan schodzi ostatni”. Co słowo to obraża załogę, a kapitana w szczególności. To w żadnym wypadku nie jest sucha, sądowa przemowa, to jest deptanie człowieka.

W pewnym momencie, gdy sądzia ponownie ironizuje, że kapitan nie miał pojęcia ilu ludzi miał w załodze, Kurowski zrywa się z miejsca i wychodzi z Sali rozpraw.

Wzburzony udał się do domu i korzystając z chwilowej nieobecności żony, strzela do siebie ginąc na miejscu. Zdążył jeszcze tylko przedtem zadzwonić do kolegi kapitana, że właśnie podeptano jego godność, pozbawiono honoru. Wyśmiano.

W tym momencie stał się trzecią śmiertelną ofiarą pożaru na MS Reymont.

Sędziowie tak, jak i dzisiaj byli bezkarni. Wielu z nich, to ludzie nie nadający sie na to ważne stanowisko. Ludzie o watpliwym morale, bez kultury i etyki. Bezkarność ich degenruje. Czym od tego sędziego, który zrobił cyrk z tragicznej sprawy Reymonta i doprowadził do smierci człowieka, różni się inny gdyński sędzia, który stwierdza, że plucie na Biblię, świętą księgę chrześcijaństwa, przez Nergala, nie jest niczym złym. Albo ten warszawski sędzia, który stwierdził, że kopanie w głowę leżącego człowieka przez policjanta jest usprawiedliwione, bo był on silnie wzburzony.

Jak się dobrze zastanowić, to tak naprawdę my sami jesteśmy winni. Nie zdjęliśmy dotąd kajdanów niewolnika, które są założone na naszych mózgach. Które czynią z nas bezwolne owce, nie będące w stanie przeciwstawić się oprawcom. A lewacki permisiwizm dopełnia obraz.

Kiedy zaczniemy walczyć o sprawiedliwość i porządek? 70 lat to jeszcze mało?

  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 384
u2

u2

20.07.2026 19:12

"Kiedy zaczniemy walczyć o sprawiedliwość i porządek?"

W sądach nie ma sprawiedliwości. Liczy się tylko korzystny wyrok. Sądy lepiej omijać z daleka. 

PS. Nadzwyczajna kasta obłowiła się na złodziejskiej reprywatyzacji kamienic w Warszawie. I nikt nie został skazany prawomocnie, oprócz działacza społecznego Jana Śpiewaka, ktory tę aferę nagłośnił. Sądy są używane do walki z osobami nagłaśniajacymi przypadki korupcji. Łapówkarze śpią spokojnie, bo mają władzę sądowniczą w swoich rękach. Ba, paradują dumnie jak napuszone pawie w polskim Parlamencie :)

jazgdyni

jazgdyni

21.07.2026 04:06

Dodane przez u2 w odpowiedzi na "Kiedy zaczniemy walczyć o…

@u2

"obłowiła się na złodziejskiej reprywatyzacji kamienic w Warszawie". To prawda. ale to tylko czubek góry lodowej. Takie "obłowianie", to dzisiaj dla wielkiej grupy rodaków cel życia. Znaleźć taką "pracę", aby się nie napracować, a dużo zarobić. I pieprzyć jakąś moralność, uczciwość, tradycyjne reguły. Czyli kraść, czy oszukiwać, kłamać to właśnie powstaje modny styl życia. A największy cwaniak, oszust jest widziany jako dumny bohater. I czy sądy, czy szpitale, czy rady miasta, to dzisiejsze cele po maturze.

Kiedyś uczono - uczciwą pracą ludzie się bogacą. Dzisiaj z tego się śmieją nawet 10 latki.

Pozdrawiam

u2

u2

21.07.2026 13:28

Dodane przez jazgdyni w odpowiedzi na @u2"obłowiła się na…

"uczciwą pracą ludzie się bogacą. Dzisiaj z tego się śmieją nawet 10 latki."

To prawda, są nawet reklamy wyśmiewające stare przysłowie, że oszczędnością i pracą ludzie sie bogacą :) Stąd wielkie wałki na reprywatyzacji kamienic w Warszawie, bo jest przyzwolenie na to wśród warszawskich elit, choć nie szaraczków-roboli, którzy ledwie wiążą koniec z końcem :)

Imć Waszeć

Dark Regis

22.07.2026 22:02

Dodane przez jazgdyni w odpowiedzi na @u2"obłowiła się na…

To bardzo źle, że się śmieją. Bo niebawem może się okazać, że ludzie całkowicie pozbawieni humoru uznają, iż to nie są ich rodacy, tylko jakaś hałastra i zbieranina z pegieerów. I nie będzie miało już żadnego znaczenia jak się nazwą. Cwaniaczki uważają, że Ukraińcy to dzikusy, ale w tej konkurencji widać idą łeb w łeb z sovieticusami.

Pov gaming laptop be like

Tomaszek

Tomaszek

23.07.2026 11:26

Dodane przez jazgdyni w odpowiedzi na @u2"obłowiła się na…

Ciekawe co dawało wieksze profity , statek czy kamienica ? A swoją drogą to nie tlko Warszawka te kamienice łowiła . I nie tylko trójmiasto łowiło statki .

EsaurGappa

EsaurGappa

20.07.2026 20:44

Alkohol samotność paragraf,a każda fala może ostatnią być falą.Gniewnym wodom mogą się równać tylko szczyty Himalajów,pustynie wokół Gobi i  małe fale nad Kotliną Kongo.Stop, ale to człowiek zawinił...Dla ludzi żyjemy dla ludzi  cierpimy dla ludzi wspominamy...Rzeka to czy morze, proszę,szacunek okaż naturze, to jest Statek! A my jesteśmy załoga!Gdy płyniesz wraz z morska falą to jakbyś, ujarzmił cztery żywioły,a one cię gonią jak szalone,lecz morza dumni Rycerze nie uciekają przed walką z potęgą flory,oni uciekają od ludzkich głupich bitw i wojen.

jazgdyni

jazgdyni

21.07.2026 04:26

Dodane przez EsaurGappa w odpowiedzi na Alkohol samotność paragraf,a…

@EsaurGappa

Czołem

"...proszę,szacunek okaż naturze". Tylko szacunek? Ja się poważnie natury dzisiaj boję. Poczciwi ludzie jeszcze nie zdają sobie sprawy, ze lato 2026, gdzie z dnia na dzień temperatura potrafi spaść z 38 stopni do 18 to tysiąc razy gorsze od Tuska.

To co się dzieje, co już u specjalistów powoduje biegunkę, to potężne siły, które w naturze się obudziły, jak to Natura ma w zwyczaju co parę tysięcy lat. Wybiły dinozaury to człowieka nie mogą również zanihilować?

Wystarczy jeden wulkan w Yellowstone, albo któryś z prądów oceanicznych zmieni kurs, a my wtedy leżymy i kwiczymy.

Tuż obok wysp Indonezji naukowcy odkryli piękne budowle sprzed paru tysięcy lat znajdujące się na dnie morza. Co można bez wątpliwości rozumieć, że poziom oceanów podniósł się o około 100 metrów. Wtedy nasze pociski balistyczne i nawet rusko - chińskie atomówki będziemy mieli w d.

Pozdrawiam

Tomaszek

Tomaszek

23.07.2026 11:31

Dodane przez jazgdyni w odpowiedzi na @EsaurGappaCzołem"...proszę…

"poziom oceanów podniósł się o około 100 metrów". Tak , tak , wody dolali . Pewnie rurociągiem podwodnym . Teraz tylko pilnowac żeby ruskie nie puścil wody Nord Streamem . 

jazgdyni

jazgdyni

23.07.2026 12:42

Dodane przez Tomaszek w odpowiedzi na "poziom oceanów podniósł się…

@Tomaszek

Oj Tomcio. Tłumaczyć trzeba jak dziecku. Gdy zmniejszysz jakiekolwiek naczynie to widzisz, jak w tym naczyniu poziom płynu się podniesie. tak też się dzieje z powierzchnią Ziemi. Ruchy tektoniczne, a co gorsza, olbrzymie płyty stanowiące kontynenty i wyspy są w ciągłym ruchu. I co ważne, te skalne płyty też sobie "pływają"  w "cieczy" roztopionego, płynnego jądra. Niby idzie wszystko spokojnie przez całe tysiąclecia, lecz jest taki moment, że nagle ciśnienie, więc i siły są tak duże, że wywalają na powierzchnię rozpaloną magmę, która zastyga tworząc przeróżne skały. Czyli na powierzchni Ziemi jest  wtedy nieco więcej suchego lądu (takiego naczynia), a mniej miejsca dla mórz i oceanów. Więc podnoszą się do góry.

Może być?

r102

r102

20.07.2026 21:56

Jak już o alkoholu to może pan Marynarz opowie nam np o rejsach  z piwem Okocim czy wódką do USA ???

Jak chodził sprawdzać czy chłodzenie działa a koledzy z załogi pokładowej chodzili sprawdzać czy się ładunek nie obluzował...

jazgdyni

jazgdyni

21.07.2026 04:09

Dodane przez r102 w odpowiedzi na Jak już o alkoholu to może…

Coś gościu słyszałeś w maglu i tym się popisujesz pokazując, że ty wiesz.

Piwo przemycane do Ameryki? Co za bzdura ;)))  O lisach coś ci baby powiedziały?

r102

r102

21.07.2026 07:10

Dodane przez jazgdyni w odpowiedzi na Coś gościu słyszałeś w maglu…

Jakie przemycane?

Całe pociągi wagonów-chłodni z piwem  jeździły do Gdyni - takie dosyć charakterystyczne na biało pomalowane - z piwem na oficjalny export  skoro  się chętny znalazł...

jazgdyni

jazgdyni

21.07.2026 11:24

Dodane przez r102 w odpowiedzi na Jakie przemycane?Całe…

A wagony chłodnie z piwem przybywały z usa na statkach PLO. Albo panamskich, a nawet greckich.

Żebyś chociaż powiedział spirytus...

Es

Es

22.07.2026 19:41

Nie w święto się nie wypływa- bo to by był zabobon. Nie wypływa się na potężnym kacu lub w stanie niedopicia- a to już jest mądrość ludowa i prawidło. Ignorowanie tej zasady przynosi szkody , a czasem i katastrofy nie tylko na morzu, ale i wszędzie indziej. Ale skoro zwyczaj i tradycja nakazywały wejść do fabryki bramą by wyjść z drugiej strony przez dziurę w płocie- o której wiedzieli wszyscy od sprzątaczki do dyrektora- aby dzień pracy zacząć pod budką z piwem... .

wielkopolskizdzichu

wielkopolskizdzichu

23.07.2026 03:09

"plucie na Biblię, świętą księgę chrześcijaństwa, przez Nergala, nie jest niczym złym"

Co ma współnego Izba Morska z 1970/80 z decyzjami sądowymi po 1990?

Jazgotowi się w głowie miesza.

u2

u2

23.07.2026 09:38

Dodane przez wielkopolskizdzichu w odpowiedzi na "plucie na Biblię, świętą…

wielkopolskizdzichu 23.07.2026 03:09

"Co ma współnego Izba Morska z 1970/80 z decyzjami sądowymi po 1990?"

AI Overview

Izby morskie orzekające w latach 1970–1980 oraz sądy powszechne i organy rozstrzygające po 1990 roku dzielą wspólną podstawę prawną – działają w oparciu o niezmieniony, przedwojenny model instytucjonalny, oparty na ustawie z 1961 roku, która czerpała z dawnych niemieckich przepisów. To powiązanie wywołało istotne konsekwencje dla decyzji po 1990 roku: 

  • Pozbawienie prawa wykonywania zawodu: Izba Morska, jako organ quasi-sądowy, ma unikalne uprawnienia do piętnowania winnych i odbierania uprawnień (np. patentu kapitana). Te same uprawnienia stosowano w latach 70. i 80. oraz w nowszych orzeczeniach po 1990 r. 
  • Orzekanie w imieniu własnym: Wyroki i orzeczenia Izby Morskiej nie są wydawane w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, co odróżnia je od decyzji typowych sądów powszechnych. 
  • Krytyka po 1990 roku: Współczesne decyzje spotkały się z kontrowersjami, ponieważ ten sam, archaiczny system z epoki PRL nadal stosuje się do badania przyczyn wypadków i katastrof. 
  • Zarzuty braku bezstronności: W sprawach powypadkowych (w tym najgłośniejszej katastrofy morskiej MS Heweliusz i weryfikacji działań organów PRL przez sądownictwo po 1990 r.), postępowanie prowadzone w dawnym stylu spotkało się z zarzutami naruszenia prawa do rzetelnego procesu. 

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tym, jak orzecznictwo Izby Morskiej wpłynęło na sprawy cywilne, karne lub odszkodowawcze rozpatrywane przez sądy powszechne po 1990 roku, podaj konkretny aspekt sprawy (np. odpowiedzialność armatora, zatonięcie statku), a przygotuję dla Ciebie szczegółowe zestawienie.

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++

Opisz katastrofę MS Reymont

Katastrofa drobnicowca MS Reymont miała miejsce 16 kwietnia 1979 roku na Morzu Bałtyckim w pobliżu duńskiej wyspy Bornholm. Polski statek, należący do Polskich Linii Oceanicznych, uległ tragicznemu w skutkach pożarowi, który doprowadził do śmierci trzech osób oraz zniszczenia jednostki. [1, 2]

Przebieg i przyczyny katastrofy

  • Początek rejsu: Drobnicowiec wypłynął z Gdyni w rejs do Chin. Na pokładzie znajdowało się 40 członków załogi oraz 5 żon marynarzy. [1]
  • Wybuch ognia: Gdy statek znajdował się niedaleko Bornholmu, w jednej z kabin pasażerskich wybuchł gwałtowny pożar. Prawdopodobną przyczyną było pozostawienie włączonego grzejnika elektrycznego. [1]
  • Nieudana akcja gaśnicza: Załoga próbowała samodzielnie stłumić płomienie. Ogień rozprzestrzeniał się jednak błyskawicznie, a gęsty, toksyczny dym odciął drogi ucieczki i uniemożliwił dotarcie do źródła pożaru. [1]
  • Sygnał SOS i ewakuacja: Kapitan Zbigniew Kurowski nakazał zatrzymanie maszyn i nadanie sygnału ratunkowego SOS. Płonący statek dryfował na oczach mieszkańców Bornholmu, którzy wezwali duńskie służby ratunkowe. Ewakuacja odbywała się po burtowych siatkach i sznurach bezpośrednio do szalup i tratw ratunkowych. [1, 2, 3]

Ofiary i bilans tragedii

W wyniku pożaru bezpośrednio na morzu zginęło dwóch członków załogi: starszy mechanik Brunon Beckiel oraz marynarz Jan Swajda. Nie zdołali oni opuścić zadymionych pomieszczeń statku. Kapitan Kurowski opuścił pokład jako ostatni. [1, 2]

Sam statek płonął przez długi czas. Choć polskie i duńskie jednostki ratownicze ostatecznie ugasiły ogień i odholowały wrak do Gdyni, zniszczenia były tak duże, że remont okazał się nieopłacalny. Drobnicowiec został zezłomowany. [1, 2]

Drugi akt dramatu – wyrok Izby Morskiej

Najbardziej kontrowersyjny element katastrofy rozegrał się już na lądzie, przed Izbą Morską. Organ ten badał przyczyny wypadku i uznał kapitana Zbigniewa Kurowskiego za winnego uchybień w dowodzeniu akcją ratowniczą. Izba Morska wydała surowe orzeczenie, pozbawiając kapitana prawa do wykonywania zawodu (prowadzenia statków) na okres półtora roku. [1, 2]

Kapitan Kurowski głęboko przeżył wyrok, uznając go za niesprawiedliwe niszczenie jego dorobku zawodowego i honoru. Nie mogąc pogodzić się z decyzją Izby Morskiej, popełnił samobójstwo, stając się trzecią, pośrednią ofiarą tej katastrofy. [1, 2]

Jeśli interesują Cię szczegóły akcji ratowniczej prowadzonej przez Duńczyków lub chcesz dowiedzieć się więcej o kontrowersjach wokół orzeczenia Izby Morskiej, chętnie rozwinę te wątki.

jazgdyni

jazgdyni

23.07.2026 12:46

Dodane przez u2 w odpowiedzi na wielkopolskizdzichu 23.07…

@u2

Jak widzisz, pisałem to wtedy, gdy jeszcze nikt poza sci-fi nie przewidywał AI. Czyli ja miałem wiedzę u źródła. Nie cierpiałem Izby Morskiej. Czyli to się zgadza?

u2

u2

23.07.2026 13:33

Dodane przez jazgdyni w odpowiedzi na @u2Jak widzisz, pisałem to…

"Nie cierpiałem Izby Morskiej."

Zorganizowana na wzór sowiecki. Czyli zawsze wina kapitana i załogi. Przetrwała do naszych czasów w postaci "wolnych sądów". Wolnych od rozumu :)

jazgdyni
Nazwa bloga:
Żadnej bieżączki i propagandy
Zawód:
inżynier elektronik, oficer ETO (statki offshore), obecnie zasłużenie odpoczywa
Miasto:
Gdynia

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 1, 164
Liczba wyświetleń: 8,981,218
Liczba komentarzy: 32,797

Ostatnie wpisy blogera

  • ORKAN
  • Zawieszam tu moje pisanie. A może nie...?
  • Czy pozbędziemy się kiedyś naszego ciała?

Moje ostatnie komentarze

  • @u2Jak widzisz, pisałem to wtedy, gdy jeszcze nikt poza sci-fi nie przewidywał AI. Czyli ja miałem wiedzę u źródła. Nie cierpiałem Izby Morskiej. Czyli to się zgadza?
  • @TomaszekOj Tomcio. Tłumaczyć trzeba jak dziecku. Gdy zmniejszysz jakiekolwiek naczynie to widzisz, jak w tym naczyniu poziom płynu się podniesie. tak też się dzieje z powierzchnią Ziemi. Ruchy…
  • @Ciekaw jestem, czy Karol Nawrocki ma prawne, czy konstytucyjne uprawnienia by usunąć z Polski niby dyplomatę jako persona non grata. Fakt szkopy by się wściekli? I co? Usunęli by polskich dyplomatów…

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • PROWOKATOR
  • Czego my nie wiemy, choć powinniśmy wiedzieć.
  • Mafia powstała w Trójmieście. Tak, jak obecny rząd.

Ostatnio komentowane

  • u2, "Nie cierpiałem Izby Morskiej."Zorganizowana na wzór sowiecki. Czyli zawsze wina kapitana i załogi. Przetrwała do naszych czasów w postaci "wolnych sądów". Wolnych od rozumu :)
  • jazgdyni, @u2Jak widzisz, pisałem to wtedy, gdy jeszcze nikt poza sci-fi nie przewidywał AI. Czyli ja miałem wiedzę u źródła. Nie cierpiałem Izby Morskiej. Czyli to się zgadza?
  • jazgdyni, @TomaszekOj Tomcio. Tłumaczyć trzeba jak dziecku. Gdy zmniejszysz jakiekolwiek naczynie to widzisz, jak w tym naczyniu poziom płynu się podniesie. tak też się dzieje z powierzchnią Ziemi. Ruchy…

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności