Premier Donald Tusk zamierza w Warszawie postawić drugi pomnik Tadeusza Mazowieckiego, premiera ostatniego rządu PRL i patrioty okrągłego stołu. A w rocznicę wyborów kontraktowych 4.06.1989 r. zorganizować wielki marsz miłośników kompromisu z komunistami. Jak zwykle polityk Donald Tusk usiłuje nas zbajerować jadąc na emocjach a pomijając fakty.
Zaleje nas znowu fala obrazów z tamtego czasu. Tadeusz Mazowiecki z dłońmi ułożonymi w literę V przy oklaskujących go posłach. I bardzo symbolicznym zasłabnięciem w czasie wygłaszania expose przez pierwszego niekomunistycznego premiera.
„Rząd, który utworzę nie ponosi odpowiedzialności za hipotekę, którą dziedziczy. Ma ona jednak wpływ na okoliczności, w których przyszło nam działać. Przeszłość odkreślamy gruba linią. Odpowiadać będziemy jedynie za to, co uczyniliśmy by wydobyć Polskę z obecnego stanu załamania”. – tak dokładnie brzmiał słynny cytat o grubej kresce z przemówienia Tadeusza Mazowieckiego.
Rząd Tadeusza Mazowieckiego według jego apologetów miał przeprowadzić wiele historycznych reform dla Polski – m.in. wprowadzenie zasad gospodarki rynkowej, zniesienie cenzury, potwierdzenie nienaruszalności granicy, przywrócić w Polsce samorząd terytorialny. Zarazem pojawiły się trzy miliony bezrobotnych, uwłaszczenie nomenklatury komunistycznej, fortuny o często podejrzanym rodowodzie. Nie przeprowadzono nacjonalizacji majątku PZPR i dekomunizacji - ale trudno było tego oczekiwać w sytuacji gdy funkcjonariusze PZPR zasiadali w tym rządzie. W czasie gdy rząd próbował realizować „plan Balcerowicza” mający wyprostować sytuację gospodarczą funkcjonariusze PZPR, SB czy MO palili akta i dokumenty, przejmowali państwowe przedsiębiorstwa czy zmieniali pracę. Ciekawym zjawiskiem był transfer kadr pracowników SB czy ich konfidentów do bankowości czy policji.
Rząd był tworem kompromisu zdezaktualizowanego już jesienią 1989 r. z powodu tzw. Jesieni Ludów – upadek komunizmu w Czechosłowacji (od 17.11.1989 „aksamitna rewolucja, grudzień 1989 r. Vaclav Havel prezydentem), NRD (9.11.1989 otwarcie granicy i spontaniczna rozbiórka Muru Berlińskiego), na Węgrzech (18.09.1989 r. zakończony obrady trójkątnego stołu i ogłoszono przeprowadzenie wolnych wyborów), Bułgarii (15.12.1989 r. amnestia dla więźniów politycznych i zapowiedź rozmów), Rumunia (16.12.1989 walki demonstrantów w Timisoarze, 22.12.1989 aresztowanie i rozstrzelanie Caucescu),
Rząd Tadeusza Mazowieckiego był efektem rozgrywek wewnętrznych pomiędzy obozem Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” a większością sejmową z Frontu Jedności Narodu (PZPR, ZSL, SD i tzw. formacje katolicko-społeczne). Już po wyborach czerwcowych Adam Michnik napisał artykuł w „Gazecie Wyborczej” pt. „Wasz prezydent, nasz premier”. Co bardzo charakterystyczne sceptyczny wobec takiego zwrotu akcji był sam Tadeusz Mazowiecki, wtedy redaktor naczelny „Tygodnika Solidarność”.
Powstanie rządu Mazowieckiego na bazie porozumienia OKP – ZSL – SD było efektem operacji Jarosława Kaczyńskiego blokującej „sojusz reformatorski „OKP-PZPR. Dzisiaj ta mitologię powtarza Donald Tusk wspominając „pierwszy niekomunistyczny rząd”. Wygląda na to, że szczytem marzeń Donalda Tuska (a kiedyś Tadeusza Mazowieckiego) było aby postkomuniści dopuścili ich na salony. A potem miano zamknąć drzwi i ten polski ciemnogród zostawić na polu. Generałowie WRON Florian Siwicki czy Czesław Kiszczak w „naszym rządzie” byli ok. Ale ci rewanżyści od rozliczeń już nie.
„Mazowiecki marnował szansę za szansą, poparcie społeczne i wyjątkową koniunkturę końca 1989 i całego 1990 roku. Nie umiał podjąć żadnej decyzji rząd obradował po 18 godzin bez jakichkolwiek rozstrzygnięć. Panował totalny bałagan.” – mówił Jarosław Kaczyński w „Lewym czerwcowym”. Dopiero kampania prezydencka 1990 r. wymusiła dymisję generałów Kiszczaka i Siwickiego.
Wybory 4.06.1989 r. dla wielu uczestników były emocjonalnym przeżyciem bo po raz pierwszy można było legalnie głosować przeciwko komunistom. Pamiętam moją babcię, która za kotarą skreśliła po kolei wszystkich członków tzw.listy krajowej do Sejmu RP (sami najważniejsi politycy PZPR i koalicji) i głośno komentowała ten fakt z ogromną radością. Tylko, że przed wyborami fotele w Sejmie PRL podzielono – 65% Front Jedności Narodu a 35 % do zdobycia dla kandydatów bezpartyjnych. Wybory do Senatu RP były wolne. Komitet Obywatelski zgarnął 35 % składu Sejmu RP i 99 % Senatu RP.
Tego entuzjazmu nie podzielali kandydaci z KPN czy innych odłamów opozycji, którym utrudniano kampanię wyborczą czasem także przy użyciu milicji. Nawet w telewizyjnym spocie wyborczym KO”S” puszczono film z mówiącym Wojciechem Kilarem ale bez głosu. Kandydaci antysystemowi nie odnieśli żadnego sukcesu. Symboliczna była porażka w okręgu Bytom znanego opozycjonisty Kazimierza Świtonia z kandydatem KO”S” Adamem Michnikiem. Część opozycji wybrała bojkot wyborów m.in. „Solidarność Walcząca czy Federacja Młodzieży Walczącej.
Po dziwnym wyborze Gen.Jaruzelskiego na Prezydenta PRL społeczeństwo zaczęło przejawiać umiarkowane zniecierpliwienie. Zaczęto rozumieć w obozie władzy, że te same twarze z PRL-u nikogo za sobą nie porwą. Pojawiło się sporo młodych ludzi na protestach przeciwko wyborowi gen.Jaruzelskiego. Na Akademii Ekonomicznej w Katowicach wszyscy kandydaci na studiach czy studenci otrzymali ulotkę krytykującą ten wybór Sejmu PRL.
Podczas wyborów prezydenckich 1990 r. tworzyłem w siedzibie NZS Akademii Ekonomicznej w Katowicach stworzyłem Młodzieżowy Komitet Wyborczy Lecha Wałęsy. Kandydaturę Tadeusza Mazowieckiego ocenili wyborcy – w wyborach prezydenckich uzyskał 17% i dopiero trzecie miejsce. Rok później w pierwszych wolnych wyborach do Sejmu RP Unia Demokratyczna uzyskała zaledwie 12 % głosów.
Paradoks historii polega na tym, że w 1990 r. Donald Tusk jak i cały Kongres Liberalno-Demokratyczny popierali Lecha Wałęsę czyli ówczesnego „przyspieszacza z siekierą”. Lech Wałęsa wygrał wybory prezydenckie pod hasłem „zerwania z gruba kreską”. Inna sprawa, że gdzieś później tą siekierę ze spotów wyborczych gdzieś zgubił – wiemy dlaczego. Czyli Tusk z 2026 r. kwestionuje Tuska z 1990 r. No ale to już nic nowego.
Świętowanie 4 czerwca 1989 r. w wydaniu Koalicji Obywatelskiej to pochwała niedemokratycznych wyborów i podziału władzy części opozycji z postkomunistami. Przynajmniej są szczerzy -nie udają, że są za Polską Niepodległą czy demokratyczną.
Można stawiać pomniki Mazowieckiemu, ale bardziej od niego dla komuny zasłużył się tow.Kiszczak.
Po co jednak takie półśrodki: niech Tusk stawia pomnik Stalinowi.
To nie półśrodek tylko dalekowzroczność naszego umiłowanego wodza. Pomnik Stalina przyda się jak nic przy zmianie wajchy.
"Świętowanie 4 czerwca 1989 r. w wydaniu Koalicji Obywatelskiej to pochwała niedemokratycznych wyborów i podziału władzy części opozycji z postkomunistami."
Czy aby na pewno można odwrócić przeszlość w przyszłość? Śmiem wątpić. Autor urodził się w roku 1971, 6 lat później niż ja. Ja byłem zadowolony, że komuna upada. Nie interesowało mnie, czy ten upadek był sprokurowany sztucznie, czy naturalnie. Kilku księży zabito. Nie rozumiałem tej antykatolickiej zaciekłości SB i tym podobnych służb. Wpadła w moje ręce książka ksiedza Killimuszko jeszcze w czasach PRL i zrozumiałem, że będzie dobrze. Co prawda czas próby nadchodzi. I to 7-mio milowymi butami :)