Ameryka wybuchnęła entuzjazmem i długim koncertem, a właściwie 40 minutowym festiwalem ponad 850,000 sztucznych ogni upamiętniając 4 lipca 250-lecie własnej niepodległości. Główne uroczystości miały miejsce w Waszyngtonie z wspaniałą oprawą muzyczną i patriotycznym przemówieniem prezydenta Donalda J. Trumpa. Właściwie to uroczystości rozpoczęły się 25 czerwca i zakończą się 10 lipca. Patriotycznie rozkołysani Amerykanie biorą hucznie udział w obchodach rocznicy niepodległości w 56 stanach i terytoriach uczestnicząc w ich 150 wystawach (np. SpaceX, czy NASA) razem z lokalnymi i wielkimi organizacjami, artystami i biznesami. Wielki rozmach celebracji związany też jest z osobowością Trumpa wykorzystującego tę okazję, aby manifestować miłość do kraju, narodową dumę z własnej historii, osiągnięć technicznych, innowacji i umacniać patriotyzm, tradycyjne wartości i amerykańskiego ducha dzięki, któremu Ameryka jest wielka i wspaniała. Takim festiwalem dumy Trump przeciwstawia się krytykanctwu i negatywizmowi lewicy. Trump chce aby dzieci Ameryki dorastały dumne i entuzjastyczne wobec własnego kraju, a nie jak chciałaby lewica, by za niego się wstydziły. W swoim przemówieniu otwarcie wskazał na niebezpieczeństwo komunizmu i na zagrożenie jakim ta niszcząca wolność jednostki stwarza również w Ameryce.
Ameryka to kraj ludzi kochających wolność, której mieszkańcy zbuntowali się przeciwko angielskiemu królowi Jerzemu III i w 8 letniej wojnie (1775-1783) desperacko i uparcie wywalczyli niepodległość (1783 pokój paryski) dla 13 kolonii. 4 lipca w 1776 r. odnosi się do daty przyjęcia Deklaracji Niepodległości (podpisanej przez 56 buntowników) przez Drugi Kontynentalny Kongres, co oznaczało oderwanie się od Wielkiej Brytanii i stworzenia nowego państwa. Ojcem Deklaracji jest Thomas Jefferson, który korzystał z pomocy Benjamina Franklina i Johna Adamsa. Dokument określał prawa kolonii do ustanowienia własnych rządów, podkreślał niezbywalne prawa człowieka do życia w wolności i szczęściu. Oczywiście najpierw trzeba było te prawa obronić przed największą potęgą ówczesnego świata, która wysłała wojsko aby przywrócić w koloniach porządek, a zdrajców, rebeliantów powiesić i skonfiskować ich majątek. Populację 13 kolonii ocenia się na ok 2,5 mln (z czego ok. 20% to niewolnicy), w porównaniu z populacją ówczesnej Wielkiej Brytanii ok. 8 mln, której wojsko w Ameryce liczyło ok. 48,000 (z czego ok. 30,000 to najemnicy niemieccy, Hessians).
Tak więc Ameryka narodziła się z rebelii, w rewolucji przeciwko swojemu królowi. Rebelianci byli w większości chrześcijanami i ich argumentacja często pochodziła z Biblii. Nawet ci z Ojców Założycieli, którzy nie byli chrześcijanami (Jefferson, Madison, Franklin) używali pojęć wywodzących się z chrześcijaństwa. Jefferson zapożyczył od Franklina motto mówiące, że “Bunt przeciwko tyranom, jest posłuszeństwem wobec Boga” “Rebellion to Tyrants is Obedience to God”. Koloniści pochodzili z różnych krajów z Anglii, Niemiec, Francji, Holandii, różnili się też religią wyznając różne odmiany chrześcijaństwa, co nieraz prowadziło do konfliktów i dyskryminacji. Do tego jeszcze trzeba dodać czarnych niewolników i “czerwonoskórych” Indian. John Adams pisał, że sytuacja była bardzo skomplikowana ok. ⅓ populacji aktywnie popierała rebeliantów, ⅓ popierała angielskiego króla, a reszta była neutralna…
Trzeba przyznać, że Ojcowie Założyciele byli ludźmi o dużej wiedzy i dlatego też świadomymi historii i systemów ustrojowych przeszłości, od starożytnej Grecji (filozofia, demokracja, tyrania), przez starożytny Rzym (królestwo, republika, cesarstwo i prawo) i chrześcijaństwo. Twórcy Ameryki odrzucając dyktaturę, monarchię, oligarchię, wybrali republikę. Studiowali konfederację szwajcarską, republikę Niderlandów (The Dutch Republic) i grecką Amphictyonic League. Cenili wolnorynkowy kapitalizm i prawa i wolności obywatela zbalansowane osobistą odpowiedzialnością. W tamtym czasie większość krajów było monarchiami, dlatego nawet po wybraniu systemu republikańskiego, wielu obserwatorów sądziło, że prezydent George Waszyngton po pewnym czasie ogłosi się królem, bądź dyktatorem. Jednak Waszyngton po skończonej kadencji gładko ustąpił z urzędu pomagając w pokojowym transferze władzy. Amerykanie przypominają Polaków przez swój indywidualizm i umiłowanie wolności, jednak oni mają naturalną izolację w postaci dwóch oceanów, a Polacy historycznie graniczą z Niemcami i Rosją…
Nowe państwo składało się z niezależnych, suwerennych 13-tu organizmów połączonych porozumieniami w zakresie handlu i obrony, organizmy te czasem bywały w ostrym sporze szczególnie w sprawie granic i handlu. W 1787 r. delegaci Konwencji Konstytucyjnej zebrani w Filadelfii od 25 maja do 17 września uchwalili Konstytucję, która formułowała nowy system rządzenia krajem, która w następnych dekadach uzupełniana poprawkami obowiązuje do dziś. Za ojca Konstytucji uchodzi James Madison. Konwencja miała miejsce w tym samym budynku w którym 11 lat wcześniej podpisano Deklarację Niepodległości. Hucznie i bogato delegaci uczcili rocznicę 4 lipca. Szczęśliwie dla Ameryki i Amerykanów Ojcowie Założyciele byli bardziej mężami stanu, myślicielami niż bojownikami, rebeliantami. Ówczesna Francja nie miała takiego szczęścia i pogrążyła się w krwi i terrorze.
Oczywiście projekt wypracowanej wspólnie Konstytucji został skierowany do ratyfikacji przez 13 stanów, tam spotkał się czasem z ostrą krytyką. Duże, ludne stany oburzał projekt wybierania po 2 senatorów, również przez małe stany. Trwały spory dlatego Hamilton, Madison i Jay zabrali się za pisanie artykułów do gazet argumentując zalety i potrzebę przyjęcia Konstytucji. Niektóre stany odmówiły ratyfikowania Konstytucji jeśli jednocześnie nie przyjmie się Bill of Rights (Karta Praw), który byłby zabezpieczeniem przed samowolą federalnego rządu wobec stanów.
Świat z zainteresowaniem patrzył na Amerykę i jej eksperyment sądząc, że jej potencjalnie wybuchowa różnorodność wsparta wolnością wypowiedzi i prawem do posiadania broni szybko ją rozjedzie i przemieni w dyktaturę, a może i wojnę domową. Na tą ostatnią trzeba było czekać do 1860 r., ale ona tylko wzmocniła i uporządkowała priorytety Ameryki nie tracąc wolności słowa i prawa do posiadania broni. Co więcej, następnie Ameryka interweniowała dwa razy, aby uchronić Europę przed jej szaleństwami w I i II wojnie światowej, a następnie pozostała na starym kontynencie chroniąc go skutecznie przed sowieckim komunistycznym imperium.
W konsekwencji ogromnych zmian w technologiach i produkcji świat ogromnie się zmienił. Powstają nowe regionalne mocarstwa, ale też rolę mocarstw powoli przejmują wielkie ponadnarodowe korporacje z budżetami większymi niż wiele państw. Globalizm dzięki nowym technologiom, rozwojowi mediów, środków komunikacji oraz przez technikę zadłużania próbuje wyzuć narodowe państwa z ich suwerenności tworząc struktury międzynarodowe jak Unia Europejska, posługując się międzynarodowymi organizacjami jak ONZ, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, WHO, CFR, Bilderberg Group, City of London, Blackrock, czy WEF Davos.
Koordynujący zmiany na światowej scenie ośrodek znajduje się w sercu starego brytyjskiego imperium, w Londynie. Do niedawna na jego usługach był również rząd Stanów Zjednoczonych, podobnie jak i rządy wielu innych państw, jednak zwycięstwo Trumpa pomieszało globalistom szyki. Ciągle pod ich komendą jest Deep State, który jednak traci swoją moc wskutek reform dokonywanych przez Trumpa. Z tego powodu nasza chrześcijańska cywilizacja ma jeszcze szansę na przebudzenie się i zablokowanie zwycięskiego pochodu lewicowego globalizmu. Nie ma ludzi bez wad, ale dziś to właśnie zwalczany przez Głębokie Państwo Trump jest naszą nadzieją na obronę naszych narodowych, chrześcijańskich i rodzinnych tradycji i przy nim konserwatyści powinni stać.
Jacek K. Matysiak Kalifornia, 2026/07/07
"aby manifestować miłość do kraju, narodową dumę z własnej historii" - Jak można być dumnym z ludobójstwa rdzennych mieszkańców Ameryki, niewolnictwa, segregacji rasowej i nieustających wojen? USA tylko przez 5 lat swojej bandyckiej historii nie prowadziły jakiejś wojny. Ale w sumie słodziutka laureczka.
Wymień jakieś państwo z naszego regionu, które nie ma w swojej historii mordów w dorobku.
Polska.
@Mirosław Skalski.....No jakże tak? Przecież kilka dni temu Ariana Gic kanadyjska idiotka brylowała na konferencji Warszawskiego Forum Bezpieczeństwa jako ekspert od polskich zbrodni na Wołyniu. To nie żadni Ukraińcy mordowali siekierami,widłami i czym się dało.To polscy kolonizatorzy jak określiła olskie ofiary ludobójstwajak w swojej ,,pracy badawczej'' podała pani ,,ekspertka'' dokonali ludobójstwa. W połaczeniu z wypowiedziami idiotów oskarżających Polskę o zagładę Żydów i odczytanie z kartki o polskich nazistach budujących Auschwitz kolejnej ,,ekspertki'' Nowackiej obraz Polski jako krwiożerczego agresora rysuje się wyraźnie .
To pani koleżanki z partii?
@Mrosław Skalski...Usiłuje pan być dowcipny? W dyskusji z panem oczekiwałabym wyższych lotów.
Staram się dostosować do pani poziomu dowcipów. Pani przy każdej okazji próbuje mi wkręcić w brzuch Tuska i jego bandę.
Niech pan sobie sam wkręci do brzucha kolczyk wzorem idiotek celebrytek. I choć nie jestem w żadnej partii nie przypominam sobie aby PiS oskarżał Polskę o mordowanie Ukraińców na Wołyniu, budowanie Auschwitz,czy Holocaust Żydów co pan w idiotycznym swoim dowcipie zarzuca.
Ameryka to piękna i częściowo prawdziwa opowieść. Jednak owa częściowość powinna zwracać uwagę. A nie zwraca. Więc powstaje świat odklejony od rzeczywistości. Świat z pomieszanymi elementami. Świat, który jest trochę narracją, a trochę rzeczywistością. Ale na okazję jej święta, Amerykanom wypada życzyć wszystkiego najlepszego i czasem ich posłuchać...
youtu.be
Owszem Trump byl taką nadzieją, ale te nadzieje zostaly roztrwonione. Mozna zrozumieć ekscentryczny styl polityki, różne dziwactwa, ale nie deptanie własnych obietnic wyborczych uwiklaniem ameryki w bezsensowną wojnę. Mial Trump dobra pozycję i wystarczające poparcie, aby zrobic wiele nie tylko dla ameryki ale również dla dręczonej globalizmem reszty świata ale - trzeba to jasno powiedzieć- wszystko spartolił. Intetesy Izraela okazaly sie wazniejsze niz wszystko pozostałe. Wygląda, że odsetki od kredytu wygranych wyborow okazały się lichwiarskie.
Jaką obietnicę może w tej chwili złożyć reszcie swoich zwolenników? Że wyrwie świat z rąk globalistow i przekaże zarząd nad nim komisarzom z Jerozolimy? Bo w zasadzie do tego jego obecność na szczycie swiatowej polityki sie sprowadza. Świat dostaje do rozwazenia alternatywę. Z deszczu pod rynnę?
Po jesiennych wyborach -jak wszystko na to wskazuje- bedzie mógł pilnować żyrandoli" jak Duda i Nawrocki w Polsce. I nowej sali balowej oczywiscie.
Tak jak rozczarowaniem -ze wzgledu na pokładane nadzieje na gruntowna reformę państwa- były rządy " dobrej zmiany" w Polsce, tak czeka wszystkich takie samo zwiazane z Trumpem. Entuzjazm i emocje zostaly rozmyte bezpowrotnie.