W chwili, gdy piszę ten komentarz, policja twierdzi, że ujęła jednego ze sprawców fałszywych alarmów, które przez trzy dni destabilizowały prace naszych redakcji i życie naszych rodzin. Wiara w to, że zrobił to jeden człowiek, a służby i instytucje państwowe popełniły jedynie szereg błędów, jest jak przekonanie o szczerości Donalda Tuska. Gdybym miał dokonać własnej oceny tego, co się stało, to powiedziałbym, że uruchomiono „wolontariuszy” po to, żeby wdrożyć bardzo niebezpieczny wariant najść na redakcję i prywatne domy bez stosownych zezwoleń i nakazów. Cała Polska widziała napad dwóch osobników w mundurach policyjnych na moje biuro i jednocześnie mieszkanie w Warszawie.
Posługuję się swoim przykładem, bo jest on najlepiej udokumentowany – są nagrania i świadkowie. Ale brak natychmiastowych działań, już po pierwszej groźbie ataku, jest wyraźnym tropem co do sprawców. Fakt, że maile z groźbami pod moim adresem i całej Republiki, RCB rozsyłało do przypadkowych osób, a nie powiadomiło zainteresowanych, to kuriozum pokazujące, że działo się coś, co zrozumieć może tylko taki umysł jak Marcin Kierwiński. To, czy policja w moim domu działała, jak działała, bo miała rozkaz, czy też jest już w taki stanie, powinno spowodować natychmiastową dymisję szefa MSWiA.
Na wszelki wypadek krótka analiza tego jednego z kilkunastu napadów.Dlaczego w moim domu policja działała nielegalnie:
- Nie było powodu do interwencji, gdyż pojawiające się od kilkunastu godzin ostrzeżenia na temat „zagrożeń” w naszych mediach samo RCB uznało za niskiej wiarygodności i taki komunikat wśród instytucji państwowych rozsyłało razem z jednym z oryginalnych maili; co ciekawe, tego maila nie pokazano samym zainteresowanym.
- Była to druga interwencja tego typu pod tym samym adresem w ciągu doby, poprzednia została uznana za fałszywy alarm, co już obniżało wiarygodność. Poprzednią sprawdzono przez telefon i uznano to za dostateczne.
- Policjanci nie mieli imienników ani numerów, widać to na zdjęciach, a posiadanie jednego z nich na mundurze jest obowiązkowe.
- Mimo braku przewidzianych przez prawo oznaczeń policjanci do samego końca czynności odmawiali wylegitymowania się.
- Powodem użycia siły wobec mojej asystentki był fakt, że zażądała od nich przedstawienia się. Nie przeszkadzała im nawet w tych nielegalnych czynnościach.
- Jeżeli żądanie wylegitymowania się tak bardzo im przeszkadzało, to ja domagałem się tego dużo mocniej, a wobec mnie nie zastosowano takiego środka.
- Asystentkę skuto rękami do tyłu, co stosuje się tylko w przypadku kogoś wyjątkowo niebezpiecznego, i w taki sposób, że doszło do uszkodzenia ciała.
- Policja powiedziała, że uwolni moją asystentkę, jeżeli pokaże im ona dowód osobisty, co było niemożliwe, gdyż była skuta. Nosiło to cechy znęcania się.
- Analogicznie żądania pokazania dokumentów nie zastosowano wobec mnie, chociaż nie byłem skuty.
- Nie poproszono mnie do towarzyszenia przy oglądzie mieszkania. Policjant bez nakazu robił to sam.
- Nie sporządzono żadnej notki ani nawet nie poinstruowano, gdzie można uzyskać informacje o interwencji.
- Skutą asystentkę, przy dziesiątkach świadków, wyprowadzono na ulicę, a po zdjęciu kajdanek porzucono ją, mimo że była w szoku. Policjanci uciekli, do końca odmawiając podania swoich danych.
Tekst z aktualnego wydania tygodnika "Gazeta Polsdka"
pbs.twimg.com
Proponuję przez kontakty i informatorow sprawdzić na jakiej podstawie do interwencji wysłano policjantów spoza garnizonu stołecznego. Jaką dali im podkładkę i dotrzeć do tych ludzi.
No to wyobraźcie sobie takie coś w USA. Nie będę się słownie znęcał nad biednym krajem gdzie akceptowalne są zasady jak w krajach afrykańskich. Mógłbym przytoczyć kultowe słowa Hrabiego Żorża Ponimirskiego z kariery Nikodema Dyzmy" . A było 8 lat swobody w działaniu i najwyższe standardy demokracji na świecie co pogrzebały zmiany. Jak to Piłsudski mawiał ?
Za wszelkie bezprawie i kuglarstwa przyjdzie sprawcom srogo odpowiedzieć, a po referendum w Krakowie zegar przyspieszył