Prawica od miesięcy opowiada swoim wyborcom prostą historię. Unia Europejska to w istocie polityczne narzędzie Niemiec, Donald Tusk realizuje interes Berlina, a program SAFE ma być kolejnym etapem podporządkowywania Polski zewnętrznym interesom. Narracja jest mocna, emocjonalna i bardzo wygodna, bo tłumaczy niemal wszystko. Problem polega na tym, że jeśli potraktować ją poważnie, to prowadzi do wniosków dokładnie odwrotnych niż te, które dziś dominują w prawicowych mediach i komentarzach. Bo trzeba sobie w końcu zadać pytanie fundamentalne:
Czy Niemcy i unijne elity są rzeczywiście tak przebiegłe i skuteczne, jak twierdzi prawica, czy może są kompletnymi nieudacznikami?
Jeżeli są nieudacznikami, to prawica może spać spokojnie. Pierwsze transze SAFE będą drogie, oprocentowanie wysokie, pieniądze szerokim strumieniem popłyną do niemieckich i francuskich koncernów, a Polacy zobaczą dokładnie to, o czym dziś opowiadają prawicowi publicyści. Wtedy narracja „mówiliśmy od początku” zadziała idealnie.
Ale jeśli, zgodnie z prawicową diagnozą, po drugiej stronie siedzą ludzie cyniczni, inteligentni i grający kilka ruchów do przodu, to zrobią dokładnie odwrotnie. I właśnie tego najwyraźniej wielu komentatorów kompletnie nie rozumie. Bo co się stanie, jeśli pierwsza transza SAFE będzie oprocentowana wyjątkowo korzystnie? Jeśli będzie tańsza niż wiele komercyjnych źródeł finansowania? Jeśli ogromna część środków trafi do polskich zakładów, polskich podwykonawców, polskich regionów? Jeśli ruszą inwestycje, zamówienia i miejsca pracy? Co wtedy powie prawica? Że to pułapka? Oczywiście. Tylko że przeciętny wyborca nie analizuje geopolitycznych traktatów przy świeczce i mapie Europy z 1938 roku. Przeciętny wyborca patrzy, czy w jego mieście powstała fabryka, czy firma dostała kontrakt i czy pensja wzrosła.
I właśnie dlatego cała obecna strategia prawicy może okazać się politycznym samobójstwem.
Od tygodni nie tylko pod moimi wpisami trwa histeryczna dyskusja o wszystkim - o „reżimie”, „Norymberdze”, „niemieckich agentach”, „gwałceniu konstytucji”, „bandach”, „ukrytych planach Berlina”, a nawet o technoimprezach, pizzach z Jagodna i klubach swingersów. Emocje buzują, komentarze lecą tysiącami, ludzie nakręcają się wzajemnie coraz bardziej. Tylko że w tym całym politycznym kabarecie prawie nikt nie rozmawia o tym, co naprawdę może zdecydować o przyszłych wyborach.
O pieniądzach.
Nie o Trybunale Konstytucyjnym. Nie o sporach o prokuraturę. Nie o awanturach w telewizji. Nie o kolejnych „taśmach”, „aferach” i internetowych wojnach plemiennych. Ludzie mogą godzinami kłócić się o ideologię, ale głosują w większości portfelem. I jeśli Tusk pokaże przed wyborami konkretne inwestycje finansowane z SAFE, a prawica nadal będzie odpowiadała opowieściami o „IV Rzeszy”, to może się okazać, że ogromna część społeczeństwa po prostu wzruszy ramionami. Zwłaszcza że członkostwo Polski w UE popiera dziś około 80% ludzi. To jest polityczny fakt, którego nie zmienią nawet najbardziej dramatyczne wpisy o „niemieckim okupancie”.
A teraz najważniejsze. Moim zdaniem SAFE nie jest celem samym w sobie. Jest tylko środkiem. Prawdziwy cel może być znacznie większy. W poprzedniej kampanii Donald Tusk mówił o siłowym usunięciu prezesa NBP. Nie zrobił tego. Dlaczego? Bo nie musiał. Dużo wygodniej jest poczekać. Jeśli obecny obóz wygra kolejne wybory i utrzyma władzę wystarczająco długo, obsadzi również Narodowy Bank Polski. A wtedy domknie cały system instytucjonalny państwa:
Rząd, parlament, prokuraturę, media publiczne i bank centralny.
I właśnie dlatego obecna strategia prawicy przypomina momentami dzieci bawiące się z zawodowym szachistą. Podczas gdy komentatorzy ekscytują się kolejnym internetowym memem albo okrzykiem „Tusk to Niemiec”, druga strona może spokojnie budować społeczną akceptację dla własnego modelu władzy, poprzez pieniądze, inwestycje i poczucie stabilizacji. To jest właśnie największy paradoks tej całej sytuacji. Prawica od miesięcy przekonuje swoich wyborców, że przeciwnik jest niezwykle groźny, inteligentny i bezwzględny. A jednocześnie zachowuje się tak, jakby ten przeciwnik był idiotą, który za chwilę sam wpadnie do własnego dołu.
Polityka tak nie działa.
Jeśli naprawdę wierzy się, że po drugiej stronie siedzą ludzie cyniczni i skuteczni, to trzeba zacząć myśleć równie chłodno i strategicznie. Inaczej można obudzić się po wyborach w rzeczywistości, w której będzie już za późno nie tylko na internetowe tyrady, ale nawet na zadawanie pytań. Bo wtedy okaże się, że podczas gdy jedni walczyli o emocje i symbole, drudzy po prostu zdobyli władzę totalną i to metodą znacznie prostszą niż „zamach na demokrację”.
Przez kredyty, inwestycje i ludzkie portfele.
A historia uczy, że społeczeństwa znacznie częściej oddają władzę za poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji niż jest im ona odbierana czołgami.
Klasyka chyba. Począwszy od słynnych lata temu, a tragicznych ze względu na konsekwencje w ostatnich etapach wyborczych "wyścigów" : wiem, ale nie powiem", a dalej tak jak wspomniałeś, poprzez "odkrywcze" pomysły dla gospodrki, aż do obecnego, to już jest jakaś prawidłowość.
Ale "najlepsze" w tym jest, że autorem tego czegoś o kryptowalutach jest produkujący się tutaj- ekonomista ponoć
"Najlepsze", to jest to, że do pisowskiej sekty nic nie dociera. Albo kompletnie lekceważą ewentualna wygraną Tuska, albo tylko krytykę PiS widzą i ta krytyka ma być winna porażki PiS w najbliższych wyborach. Są tak fantastycznie porąbani, że nawet nad naprawą sytuacji dyskusji nie chcą podjąć. Wszędzie tylko krytykę jedynie słusznej i pochwałę KO widzą.
A jakąż to dyskusję nad naprawą państwa można z wami podjąć?Przecież nie potraficie nic oprócz obrażania i wyzwisk i nadęci własną wielkością nawet nie słuchacie argumentów,które każdy z tej ,,sekty pisowskiej''ma chyba prawo przedstawić.Chcecie naprawiać ale sami nie wiecie co,bo realia traktujecie jako temat drugorzędny. Szkoda na was czasu dęciaki.
A nie mówiłem ES, że niekumaci?
MJK1 = Może Jestem Kosmitą nr 1 napisał:
"do pisowskiej sekty nic nie dociera"
Wszędzie widzisz pisowską sektę? Jednak Sake2020 ma rację, strasznie nadęty jesteś na punkcie PiS, choć z PiS-u na NB śladowe ilości użytkowników :)
Całe szczęście ,że głupotę nas niekumatych zrównoważy wasz olbrzymi intelekt. Przyda się rządowi,bo właśnie zrezygnował z 5mld złotych z funduszu KPO przyznanych Polsce na inwestycje.Wiceminister funduszy i polityki regionalnej Szyszko oświadczył na Kongresie Gospodarczym w Katowicach że rządzący rezygnują,bo nie było na nie popytu. Jakież to dla was i waszej inteligencji pole do pomocy koledze. Na pewno znajdziecie jakąś przydatną Polsce inwestycję.
... to na kogo Jasiu@mjk by głosował gdyby mógł?