Komentarze pod pierwszym tekstem okazały się cenniejsze niż się spodziewałem. Nie dlatego, że wniosły nowe argumenty.
Tylko dlatego, że pokazały skalę kompletnego niezrozumienia, czym w ogóle jest dług publiczny, państwo i pieniądz.
Pojawiły się tezy, że:
- dług można „po prostu unieważnić”,
- że to wszystko jest nielegalne, bo nikt z nas nie podpisywał umowy,
- że ktoś Polskę „doi”, żeby doprowadzić ją do upadku,
- że inspiracją do rozwiązania problemu długu mogą być Niemcy z 1939 roku,
- że za wszystkim stoją tajemnicze banki, agentury i złoto ukrywane w nieznanych miejscach.
To nie jest dyskusja ekonomiczna. To jest mieszanka emocji, mitów, propagandy i kompletnego braku wiedzy o tym, jak działa państwo. A to jest o tyle ważne, że pokazuje dlaczego w ogóle tak trudno rozmawiać o realnym problemie długu. Bo większość ludzi widzi go w kategoriach moralnych, spiskowych albo magicznych a nie systemowych.
Dlatego warto wrócić do pytania z poprzedniego wpisu, już na spokojnie i na twardym gruncie.
Skoro długów nie da się „po prostu spłacić”, a historia zna sposoby ich rozwiązywania, to czy Polska mogłaby zrobić coś sensownego sama?
Nie fantazję. Nie rewolucję. Nie „reset jednym dekretem”. Tylko realną, techniczną operację.
Czego Polska zrobić nie może.
Nie jesteśmy USA. Nie mamy waluty rezerwowej. Nie możemy dodrukować bez konsekwencji kursowych. Nie możemy ogłosić umorzenia obligacji, bo rynki zamkną finansowanie w tydzień. Czyli klasyczny jubileusz monetarny odpada.
Co Polska może zrobić - i tu zaczyna się ciekawa część.
Bo jubileusz w XXI wieku nie musi być monetarny. Może być prawny i instytucjonalny.
Państwo ma pełną kontrolę nad:
- prawem upadłościowym,
- zasadami restrukturyzacji długów,
- egzekucją zobowiązań,
- instytucjami takimi jak BGK, PFR, fundusze celowe.
I to są dokładnie te narzędzia, którymi współczesne państwa „czyszczą” system z nadmiaru długu, nie rozwalając banków i waluty.
Jak wygląda nowoczesny jubileusz w praktyce.
Nie jako darowanie wszystkiego. Tylko jako:
- łatwiejsze i szybsze upadłości konsumenckie i firmowe (legalne czyszczenie długów),
- wydłużanie okresów spłat tak, by dług przestał niszczyć ludzi i firmy,
- wykup złych kredytów przez instytucje państwowe i ich restrukturyzacja,
- przenoszenie części ryzyka z rynku do „wnętrza państwa”,
- ciche oddłużanie przez inflację - co już się wydarzyło w latach 2021–2023.
To nie brzmi spektakularnie. Ale dokładnie tak wyglądał jubileusz Niemiec w 1953 roku, tylko innymi narzędziami.
Dlaczego nikt tego tak nie nazywa? Bo słowo „jubileusz” brzmi jak rewolucja i chaos. A to jest czysta technika zarządzania systemem, który inaczej się zapętla.
Najważniejsze pytania, które naprawdę warto dziś postawić.
Nie:
„kto nas doi?” „kto za tym stoi?” „dlaczego nie unieważnić wszystkiego?”
Tylko:
Czy nasze prawo pozwala systemowi czyścić dług, zanim zniszczy ludzi i firmy? Czy używamy instytucji państwowych do restrukturyzacji, czy tylko do zamiatania problemów pod dywan? Czy ktoś w ogóle myśli o długu jako o problemie systemowym, a nie moralnym?
I wreszcie najważniejsze:
jak Polska mogłaby dziś wejść na ścieżkę kontrolowanego oddłużania systemu, nie rozwalając finansów, waluty i zaufania?
To jest rozmowa, którą warto zacząć. Problem tylko w tym, czy ktokolwiek jest do takiej rozmowy zdolny i gotowy?
Mjk1
Dlug kreuje pieniądz. W systemie pieniądza dłużnego nie sam dług jest problemem tylko odsetki, które muszą być wypracowane w realnej gospodarce.
W Polsce obecnie obciążenie budżetu odsetkami to zdaje się ca. 80 miliardów złotych.
I tu jest pies pogrzebany gdyż to obciążenie będzie rosnąć z roku na rok, powodując obniżenie standardu życia Polaków.
Co mozna zrobić?
Generalnie niewiele, gdyż każdy rząd, ktory zaproponuje obniżenie standardu życia jest skazany na porażkę.
Nie zgadzam się Mazurze z tezą, że rosnące odsetki od długu automatycznie muszą oznaczać spadek poziomu życia społeczeństwa. To rozumowanie bierze się z patrzenia na budżet państwa jak na budżet domowy, a to są dwie zupełnie różne rzeczywistości.
W gospodarstwie domowym odsetki to czysty koszt, który znika. W państwie odsetki są elementem obiegu pieniądza w całej gospodarce. To, czy stają się one ciężarem dla ludzi, zależy nie od samego ich istnienia, ale od konstrukcji systemu finansów publicznych, struktury wierzycieli i sposobu ochrony dochodów ludzi.
Dlatego sam fakt wysokich odsetek nie przesądza jeszcze o zubożeniu społeczeństwa. To zależy od tego, jak państwo tym mechanizmem zarządza.
Niestety komentarze pod tym i poprzednimi wpisami jasno pokazują, że ludzie nie mają o tym bladego pojęcia. Jakbym jeszcze do tego dodał, że w kierunku redukcji naszego zadłużenia najwięcej zrobił, ostro krytykowany tu przeze mnie Mateusz Morawiecki, to już wszyscy zgłupieliby do reszty a szczególnie zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości.
Mjk1
Napisz jak rosnące zadłużenie wpływa na dobrobyt społeczeństwa i ich następców to dostaniesz Nobla.
Dodam , ze metoda Adolfa też się okazała tylko na krótką metę dobra.
Spróbuję Ci to naświetlić Mazurze.
To, jak rosnące zadłużenie wpływa na dobrobyt społeczeństwa, nie jest zagadką ani „tematem na Nobla”. To jest od dawna opisane w ekonomii publicznej i historii gospodarczej. Problem polega na tym, że w potocznym myśleniu dług państwa traktuje się jak dług rodziny, a to prowadzi do fałszywych wniosków.
Kluczowe są cztery rzeczy.
Jeśli gospodarka rośnie szybciej niż dług, to realny ciężar długu maleje, nawet gdy nominalnie dług rośnie. Tak było po II wojnie światowej w USA i Wielkiej Brytanii. Długi były gigantyczne, a mimo to społeczeństwa się bogaciły, bo wzrost gospodarczy „przerastał” zadłużenie.
2. Kluczowa jest struktura wierzycieli.
Jeśli odsetki płaci się głównie własnym obywatelom i instytucjom krajowym, to nie jest to utrata bogactwa narodowego, tylko jego redystrybucja w środku systemu. Problem zaczyna się wtedy, gdy dług jest w obcej walucie i wobec zagranicy - wtedy faktycznie trzeba oddawać realne dobra za granicę. To był problem Grecji czy krajów Ameryki Łacińskiej, nie Polski dziś.
3. Największym zagrożeniem nie jest dług, tylko sposób reagowania na dług.
Jeśli państwo próbuje „zaciskać pasa” jak gospodarstwo domowe: tnie wydatki, podnosi podatki w recesji i hamuje gospodarkę, to wtedy rzeczywiście poziom życia spada, a ciężar długu rośnie. Historia pokazuje, że takie podejście pogłębia kryzysy (lata 30., Grecja po 2010).
4. Dług staje się problemem dla następnych pokoleń tylko wtedy, gdy nie idzie za nim rozwój.
Jeśli dług finansuje: konsumpcję bez efektu, złe inwestycje i korupcję, to przyszłe pokolenia dziedziczą rachunek bez majątku. Jeśli jednak dług finansuje rozwój infrastruktury, gospodarki i kapitału ludzkiego, to przyszłe pokolenia dziedziczą zarówno dług, jak i większą zdolność jego obsługi.
Co do „metody Adolfa”. III Rzesza na początku sobie świetnie radziła. Niestety Adolf nie był po to, aby uzdrowić system, ale aby go rozwalić. Dlatego III Rzesza wywołała wojnę i zamiast kontynuować rozwój zajęła się rabunkiem majątku, militaryzację gospodarki i grabieżą innych państw, co ostatecznie zdyskredytowało system. To nie był model ekonomiczny, tylko gospodarka wojenna oparta na przemocy. Nie ma to nic wspólnego z normalnym funkcjonowaniem państwa w czasie pokoju.
Reasumując, Rosnące zadłużenie nie musi obniżać poziomu życia społeczeństwa ani ich następców.
Obniża go tylko wtedy, gdy: dług jest zagraniczny i w obcej walucie, gospodarka nie rośnie, państwo reaguje polityką zaciskania pasa a pieniądze z długu są marnowane.
W innych warunkach historia wielokrotnie pokazała, że wysoki dług może współistnieć z rosnącym dobrobytem.
I to akurat jest u nas możliwe, ale to już temat na osobny wpis.
Mjk1
Piszesz o efekcie dźwigni. I w tym się zgadzam. To co może działać w mikroekonomii, niekoniecznie sprawdza się w makro na poziomie państwa.