W swoim niedawnym tekście zatytułowanym: "Polexit! Uciekajmy z UE i to najszybciej jak tylko się da!" [1] stwierdziłem, że ""tak naprawdę ta budowa Jednego Sfederalizowanego i Scentralizowanego Państwa Europa była prowadzona "krok po kroczku" i niejako "w ukryciu". Dopiero bowiem 1 marca 2017 roku KE "odkryła karty" i formalnie w tzw. "Białej księdze w sprawie przyszłości UE" jednoznacznie wymieniła tylko jedno źródło ideowe jej dalszego rozwoju – napisany w duchu ideologii marksistowskiej Manifest z Ventotene. Jego autorzy zakładają federalizację i centralizację Europy, niezależnie od woli mieszkańców kontynentu"" [2].
Jakże symptomatyczne jest to totalitarne określenie "niezależnie od woli mieszkańców kontynentu" i jakże podobne do określenia twórcy ideowego nazizmu i komunizmu Karola Marksa: "Klasy i rasy, które są zbyt słabe, żeby opanować nowe warunki życia, muszą zniknąć...".
Parszywe i niosące śmierć dla ludzkości: nazizm i komunizm miały jednych marksistowskich ojców i jedne były narodowym socjalizmem a drugie klasowym socjalizmem. I w takich socjalistycznych, lewackich łepetynach rodziły się anaturalne idee wiecznej beznarodowej szczęśliwości w postaci jakichś wielkich państwowych unii jak ZSRR (Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich)
czy III Rzesza Niemiecka a obecnie UE czyli Związek Socjalistycznych Republik Europejskich.
O podobnej do dzisiejszej UE nie marzyli tylko wskazani przeze mnie postkomunistyczni i marksistowscy autorzy Manifestu z Ventotene: Altiero Spinelli i Ernesto Rossi "ideowo wspierani" przez marksistowsko-neoheglowską tzw. Szkołę Frankfurcką, ale o wiele wcześniej także sam socjalistyczny pragmatysta Adolf Hitler czy jego propagandysta Joseph Goebbels:
https://youtu.be/eGOQsGleNNM?si=6-17kVSfeFs1BrZA
Ciekawe, prawda?
I tak sobie myślę, że to właśnie pragmatyczni Niemcy realizują marzenia m.in. nazistowskich, niemieckich przywódców i dziś na zgliszczach krajów europejskich i więdnącej Unii Europejskiej budują swoją IV Rzeszę Niemiecką a tak naprawdę tę Rzeszę zaczęli budować zaraz po II Wojnie Światowej.
Smutna to konstatacja, ale jak ktoś tego nie zauważa jest politycznym ślepcem.
"Niemieccy politycy w niemal nieskrywany sposób dążą do centralizacji Unii Europejskiej pod niemieckim kierownictwem (...).
Niemiecki polityk Manfred Weber, szef Europejskiej Partii Ludowej (EPL/EPP) – największej obecnie grupy w Parlamencie Europejskim, aktywnie promuje silniejszą, bardziej zintegrowaną UE, która zmniejsza zależność od USA.
Weber w obliczu zagrożeń postuluje zwiększenie niezależności i skuteczności UE, w tym poprzez utworzenie europejskiego dowództwa wojskowego, co ma zapewnić większą suwerenność europejską.
Jego wizja obejmuje silniejsze Niemcy w kontekście zjednoczonej Europy (...) M. Weber np. chce, żeby stanowiska przewodniczącego Komisji Europejskiej i przewodniczącego Rady Europejskiej zostały połączone (...) "Politico" zapytało, czy Weber będzie kandydował na stanowisko przyszłego "prezydenta Europy". Polityk nie wykluczył takiego scenariusza, zaznaczając, że nie odpowie teraz na to pytanie (...)
Weber przypomniał też wielokrotnie wygłaszane przez zwolenników centralizacji Unii opinie, że państwa członkowskie powinny przejść na głosowanie większością kwalifikowaną w kwestiach polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, zamiast głosowania jednomyślnego. Żądanie to pojawia się od kilku lat, ponieważ niektórzy szefowie rządów, m.in. Viktor Orbán na Węgrzech i Robert Fico na Słowacji, nie słuchają się Brukseli, co mainstreamowe media nazywają sprzeciwem wobec dalszej "integracji europejskiej" [3].
"Niemcy realizują plan politycznego opanowania Europy. Z niezrozumiałych dla mnie powodów Polacy w większości nie są w stanie tego zrozumieć – mówi Magdalena Ziętek-Wielomska (...) Polska we wspomnianych planach ma być prowincją europejskiego imperium – język polski, polskojęzyczne urzędy, biało-czerwone flagi, ale najważniejsze decyzje polityczne nie będą zapadać w Warszawie. – Chodzi o to, że mamy nie mieć tożsamości narodowej, mamy zadowolić się statusem mieszkańców imperium, które będzie zarządzane przez określone centrum" [4].
Ku Państwa zastanowieniu, przebudzeniu i pamięci o tysiącletniej Polsce oraz o tym kto zawsze był naszym wrogiem i że nie uda się zbudować IV Rzeszy Niemieckiej bez zniszczenia naszego narodu!
[1] https://krzysztofjaw.blogspot.com/2026/01/polexit-uciekajmy-z-ue-i-to-najszybciej.html
[2] https://osrodekanaliz.pl/publikacja/altiero-spinelli-ernesto-rossi-manifest-z-ventotene-wraz-z-przedmowa-e-colorniego-tekst-tlumaczenie-komentarz/ – polecam lekturę tego komunistycznego bełkotu,
[3] https://dorzeczy.pl/opinie/838742/centralizacja-ue-niemiec-weber-zglosil-szokujace-zadanie.html
[4] https://dorzeczy.pl/opinie/756744/plan-niemiec-zietek-wielomska-polska-prowincja-imperium.html
Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)
Dziękuję Panie Krzysztofie za ten wpis.
Od dawien dawna głoszę słuszną tezę, że największym zagrożeniem dla istnienia Polski jest UE (czyt: Berlin).
Proszę się nie zrażać negatywnymi komentarzami, piszą je wrogowie Polski.
Panie Krzysztofie, to nie zaczęło się w 2017 roku. Zaczęło się wcześniej. I nikt tego specjalnie nie ukrywał. Przypomnę pana Mariana Piłkę, który pisał:
Ideą przewodnią zarówno traktatu konstytucyjnego, jak i traktatu lizbońskiego, była zasadnicza zmiana ustroju Unii, polegająca na prawnym zaakceptowaniu nierówności państw członkowskich i budowaniu hegemonii niemiecko-francuskiej. Przyjęcie traktatu lizbońskiego sformatowało obecną naszą rolę w Unii, redukując pozycję w strukturze decyzyjnej Unii. Jest to bardzo istotny krok w kierunku federalizacji Unii. Proces ten jest dziś największym zagrożeniem zarówno suwerenności naszego państwa, jak i cywilizacyjnej tożsamości naszego narodu.
Z czego wynikają obecne problemy z Unią Europejską oraz z PRZYMUSOWĄ propagacją w Polsce gnostyckiej, antychrześcijańskiej herezji panseksualizmu? Nie miejmy złudzeń, UE zbudowana wg niemieckiego wzorca wszechwładzy i biurokracji państwowej (statolatria) i realizująca interesy niemieckiej dominacji ekonomicznej jest wrogiem Polski i prowadzi do jej stopniowego wyniszczenia. UE jest antyłacińska, a więc niosąca anihilację Polsce. I jest aż do fundamentów i EX DEFINITIONE socjalistyczna. Rodzinne mity i kulty przyczyniające się do utrwalania wasalizacji Polski wobec tego imperialnego projektu niszczą ją. Nie ma socjalizmu nie będącego międzynarodowym, zaś międzynarodowy znaczy "zbudowany na trupach narodów".
Ideą przewodnią zarówno traktatu konstytucyjnego, jak i traktatu lizbońskiego, była zasadnicza zmiana ustroju Unii, polegająca na prawnym zaakceptowaniu nierówności państw członkowskich i budowaniu hegemonii niemiecko-francuskiej. Było oczywiste, że zgoda na legalizację prawną hegemonii niemieckiej w sposób istotny osłabi pozycję Polski w strukturach unijnych. Do rozpoczęcia nowych negocjacji potrzebna była zgoda wszystkich państw członkowskich.
Ta kwestia była głównym tematem rozmów kanclerz Merkel z prezydentem Lechem Kaczyńskim na Helu w kwietniu 2008 roku. Kaczyński wyraził zgodę na rozpoczęcie negocjacji nowego traktatu, który miał być oparty na odrzuconym traktacie konstytucyjnym, przy kosmetycznych jego zmianach – tak, aby nie wywoływały one oporu opinii publicznej, zaniepokojonej zagrożeniem budowy europejskiego superpaństwa. Same negocjacje przebiegały bardzo szybko. Co prawda prezydent Kaczyński podnosił kwestię tzw. pierwiastka, co było tylko próbą nieznacznej poprawy siły polskiego głosu, czy kwestie tzw. formuły z Joaniny, ale było to tylko szukanie formuł, które pozwoliłoby przedstawić nowy traktat polskiej opinii publicznej jako sukces negocjacyjny.
Na co się zgodził prezydent i rząd PiS? Otóż przede wszystkim nastąpiła zmiana siły polskiego głosu w RE. Gdy poprzednio wartość polskiego głosu była równa 93 proc. wartości głosu niemieckiego, to w nowym traktacie spadła do poziomu 48 proc. Ale najważniejsze, że nasz kraj wypadł z kręgu państw decyzyjnych, a możliwości zablokowania podejmowanych decyzji spadły właściwie do zera. Co najwyżej można je było tylko odłożyć w czasie i na tym polegała tzw. formuła z Joaniny. Faktycznie w historii Unii nigdy nie odegrała istotnej roli.
Zgoda na tak radykalną redukcję siły polskiego głosu oznaczała zarówno polską zgodę na niemiecką hegemonię w Unii, jak też zgodę na podrzędną, peryferyjną pozycję naszego kraju w strukturach unijnych. To największa klęska w polskiej polityce zagranicznej od czasu upadku systemu komunistycznego, tym bardziej gorzka klęska, bo możliwa do uniknięcia.
Wzmocnieniu niemieckiej hegemonii, za parawanem unijnych instytucji miało służyć także sformułowanie nowego art. 7 w nowym traktacie mającym na celu dyscyplinowanie państw opornych wobec unijnej dominacji. Nasze obecne problemy z UE wynikają zarówno z wprowadzenia tego artykułu, jak też z niemożliwości stworzenia mniejszości blokującej, co ma zasadnicze znaczenie zwłaszcza przy kwestiach ekonomiczno-klimatycznych ograniczających konkurencyjność naszej gospodarki. Prezydent zgodził się także na wprowadzenie do treści traktatu tzw. konceptu antydyskryminacyjnego, który służy KE do wymuszania na naszym kraju polityki antydyskryminacyjnej, której istota polega na akceptacji propagandy homoseksualnej w edukacji młodego pokolenia.
Przyjęcie traktatu lizbońskiego sformatowało obecną naszą rolę w Unii, redukując pozycję w strukturze decyzyjnej Unii. Jest to bardzo istotny krok w kierunku federalizacji Unii. Proces ten jest dziś największym zagrożeniem zarówno suwerenności naszego państwa, jak i cywilizacyjnej tożsamości naszego narodu".
Tenże traktat ratyfikował pan Prezydent RP Lech Kaczyński, bo go do tego upoważnił sejm, nie decydując się na referendum w tej sprawie. Za solidarnie głosował i Jarosław Kaczyński, i Donald Tusk. Tak dla przypomnienia:
Sejm przyjął ustawę przy 384 głosach "za", 56 "przeciw" i 12 wstrzymujących się. Można sprawdzić, kto był za, kto przeciw. I z jakiej partii.
Powstaje pytanie - czy wówczas rządzili nami idioci, którzy nie wiedzieli nad czym głosują i jakie będą tego konsekwencje? Czy też przeciwnie, doskonale zdawali sobie sprawę z tego, co robią?