„Wielką wam mądrość nieba i ziemi zwiastuję. (…) Rodzenie jest wypadkiem praw przyrodzonych nieba i ziemi, i pospolicie tak łatwe i niewymuszone, jak uszami słyszeć, rękami czuć, a nogami chodzić".
Tak zaczyna się, w tłumaczeniu na język polski, pierwszy z dwóch dawnych traktatów chińskich o sztuce położniczej "Boo-Czan-Da-Szenn". Na trakty te trafił niejaki Rehmann podczas swojego pobytu w Irkucku z poselstwem do Chin.
Napisane w języku mandżurskim, traktaty najpierw zostały przetłumaczone na język rosyjski przez tłumacza poselstwa P. Władygina, a potem już przez tegoż Rehmanna – na niemiecki.
Z niemieckiego na język polski przetłumaczył je Wincenty Woyniewicz, który jako student medycyny przełożył (także z niemieckiego na polski), dwa inne dzieła medyczne: „Fizjologię” Jiri’ego Prochaski i „Farmację praktyczną” Justyna Fischera. Wszystkie te książki ukazały się drukiem w oficynie Józefa Zawadzkiego Typografa Akademickiego w Wilnie.
Traktaty położnicze w języku polskim wydano w 1811 r. pt. „Dwa traktaty o sztuce położniczej w Chinach”. Woyniewicz zadedykował swoje tłumaczenie „Jaśnie Wielmożnej Jeymci Pani Maryi z Andrzeykowiczów, baronowej Bennigsenowej, Prezydentce Instytutu Macierzyństwa Trzeciego Wydziału Towarzystwa Wileńskiego Dobroczynności” – jak napisał: „w dowód uszanowania”.
Czym są te chińskie traktaty położnicze?
Z jakiego okresu pochodzą, dokładnie nie wiadomo. Rok wydania tłumaczenia wskazuje, że sprzed 1811 r. W przedmowie do wydania niemieckiego Rehmann pisze: traktaty te „zdają się być napisane w celu popularnym i dietetycznym i raczej dla brzemiennych i kobiet im usługujących niż dla lekarzy”. Stanowią więc swego rodzaju poradnik, z którego miały korzystać chińskie kobiety, zarówno ciężarne, jak i ewentualnie tzw. babki.
Ale nie tylko. W zamyśle Autora traktatu, będącego praktykującym lekarzem, książeczka ta miała być pożyteczną „każdemu człowiekowi i każdej rodzinie”. Za poradnikowym charakterem przemawia także forma dziełka. Mianowicie treść ułożona jest w szereg pytań i odpowiedzi.
Przybliżymy kilka z nich:
"Pytanie: Jest to prawda, że nie trzeba nic robić, jeśli czas rodzenia nie przyszedł, nie nastąpi nic złego, jeśli ten czas opuścisz?
Odpowiedź: Nie. Nie zdarza się nic, co by rodzeniu przeszkodzić mogło, jeśli pora zwyczajna nadeszła. Pospolicie zdarzyć się to może z niedostatku sił dziecka. W takim razie rodzącą położyć należy w łóżku, a przez to i dziecię w żywiocie (w brzuchu, w macicy – przyp. Filovera) układa się do spoczynku, po czym samo dobrowolnie wychodzi.
Pytanie: Słyszałem tylko jedno prawidło, że silić się nie trzeba. Jeśliby zaś która przez niedoświadczenie siliła się, a dziecię miało rękoma, nogami lub grzbietem wychodzić, jestże przeciwko temu środek jaki?
Odpowiedź: Natychmiast matkę ostrożnie położyć, dać jej to lekarstwo, ręce i nogi dziecka z wolna odchylić, a tak w przeciągu jednej nocy urodzi się.
Pytanie: Gdyby zaś nie mogła leżeć i ani rąk, ani nóg poruszać, co wtenczas robić?
Odpowiedź: W takim razie ja sam nie mam żadnego środka.
Pytanie: Czy akuszerka jest potrzeba?
Odpowiedź: Można ją mieć przy sobie, ale żadnej nie dać władzy nad rodzącą…”.
Sztuka rodzenia, czyli...
Już z tego krótkiego fragmentu wyłania nam się ciekawy obraz zaleceń dawnej, chińskiej sztuki rodzenia. Według Autora traktatu poród jest sprawą natury. W związku z tym należy unikać wszelkich nadużyć sztuki medycznej, które miałyby w nienaturalny sposób wpływać na przebieg porodu, np. przyśpieszać go.
Są też ograniczenia w możliwej pomocy medycznej. A tym, kto najlepiej pomoże rodzącej, jest ona sama, o ile wsłucha się w swoje ciało, a w czasie ciąży przestrzegać będzie odpowiedniego trybu życia i przygotuje się odpowiednio do porodu.
Dlaczego na kwestie „naturalności porodu” Autor tak bardzo zwraca uwagę w całej pracy? Pewne wyjaśnienie wyłania się następującego fragmentu:
"Wielu jednak mówi teraz, że wielkie trudności z tym (rodzeniem - przyp. Filovera) są połączone, mianowicie jeśli dziecię powoli na świat przychodzi. Czy nie pochodzi to stąd, że porządek nieba, przez ludzi do nieporządku został przyprowadzony?”.
Jak wynika z tego cytatu – to sami ludzie, zupełnie niepotrzebnie, wprowadzają nieporządek do natury. Jak twierdzi Autor, nie zawsze tak jednak było:
„Dawniej było łatwą rzeczą rodzić, ludzie sami to utrudnili: było to zwyczajną i łagodną pracą, ale teraz zrobili okropną, i stąd też nieszczęśliwe połogi wzięły początek”.
Ciekawe, co Autor chińskich traktów powiedziałby o dzisiejszych, tak bardzo zmedykalizowanych porodach europejskich?
I ciekawe, co powiedziałby o porodach na SOR? ;-)
______________
A tu inny temat, mianowicie o tym, co nam tyka w każdej komórce i dlaczego w rytmie Ziemi, czyli o zegarach biologicznych. Zapraszam na wpis "Zegar tyka w rytmie Ziemi" na moim blogu OPOWIEŚCI WEDROWNE.
W Warszawie powstało chyba nawet rondo Praw Kobiet. A Sewek Blumsztajn trzymał onegdaj wymowny transparent pt. "Pier*olę, nie rodzę".
michalkiewicz.pl
Seweryn Blumsztajn nie tylko „pier*oli”, ale i „rodzi”!
Felieton • serwis „Nowy Ekran” (www.nowyekran.pl) • 19 marca 2012
Nie denerwuj się synu, dziecko samo na świat wychodzi, tfu przychodzi 😉
BTW... Też się nie denerwuj - kwanty nie gryzą:
ksiegarnia.pwn.pl
Pozdrawiam serdecznie 🌼
To są argumenty za porodami na SOR, a nawet w domu. Pewnym niedopowiedzeniem jest wskaźnik śmiertelności rodzących i noworodków.
Stare podręczniki należy cenić, bo skoro przetrwały próbę czasu to z talentem przekazują wiedzę, a anatomia i fizjologia człowieka się nie zmieniły.
Wzmianki o szkołach i sposobach rodzenia mamy nie tylko w Chinach. Ludy od wieków praktykują własne metody porodu o czym można się dowiedzieć z badań etnografów.