Gdyby czas oczekiwania na wizytę do specjalisty był dyscypliną olimpijską, Polska miałaby więcej złotych medali niż Norwegia w biegach narciarskich. Ale w naszej służbie zdrowia nie chodzi o podium, tylko o przetrwanie. I to przetrwanie w warunkach, których nie powstydziłby się Bareja, gdyby tylko dożył ery e-zdrowia.
Dawniej, w czasach słusznie minionych, scenariusz był zawsze ten sam. Budzik dzwonił o 4:30. Nie po to, by pobiegać dla zdrowia - to by było zbyt logiczne. Dzwonił, by zdążyć pod drzwi przychodni przed Panem Marianem, który był weteranem „bitwy o numerek”. Pod drzwiami formował się komitet kolejkowy. Temat rozmów? „Kto ostatni?” oraz „Czy doktor przyjmie dziś siedmiu czy ośmiu?”.
Dziś żyjemy w czasach, gdzie algorytmy podpowiadają nam, jaką pizzę zjemy za tydzień, a przelew do Chin dociera w sekundy. A w polskiej ochronie zdrowia czas jakby zatacza koło.
System e-zdrowie, owszem, jest. Możesz dostać w POZ e-receptę, nawet bez wizyty u lekarza, ale żeby dobić się do specjalisty, coraz częściej musisz fizycznie udowodnić swoją determinację, koczując na mrozie, by zapisać się w kolejkę do kolejki. Bo najpierw lekarz POZ, potem okienko do rejestracji u specjalisty, a jeszcze bardziej potem długo długo nic, a na koniec – jak Bóg da i NFZ – specjalista.
Uff, udało się! Dostajesz skierowanie z dopiskiem cito. W słowniku łacińskim oznacza to „szybko”. Ty myślisz: jestem szczęściarzem! W słowniku NFZ oznacza to: „może zdążymy przed odczytaniem testamentu”. Kiedy dzwonisz do rejestracji, Twoja bańka szczęścia pęka, bo słyszysz głos pełen współczucia, ale i rutyny: „Najbliższy wolny termin na marzec... 2027 roku”.
To nie jest porada medyczna, to prognoza demograficzna. Do tego czasu Twój organizm albo sam się wyleczy (oby!), albo problem przestanie być aktualny z przyczyn ostatecznych (oby nie!).
No cóż, polska medycyna cierpi na chorobę nielogicznej logistyki stosowanej. Mamy wielu świetnych lekarzy, nowoczesne procedury i... system, który traktuje pacjenta jak intruza zakłócającego spokój statystyki, bo jest on tak skonstruowany, by generować ruch, a nie dawać efekty.
I Pan Marian to zrozumiał. Dziś już coraz częściej nie czeka cierpliwie w kolejce do kolejki, tylko idzie prosto na SOR, „umierając” z powodu kataru, skąd jest odsyłany do NPL, no bo sor-ry, ale kataru pomiędzy zawałem a złamaną nogą się nie leczy.
W NPL - najczęściej o drugiej w nocy - okazuje się, że katar to była wymówka, a tak naprawdę chodzi o oko, ucho, tarczycę i wszelkie inne części ciała, które (być może) wymagają przeglądu specjalisty.
Być może, bo częściej wymagają dobrej opieki podstawowej, u lekarza, który zna Pana Mariana od podszewki, a nie tylko z pierwszego, nocnego widzenia.
I tak oto kolejki spod gabinetów lekarskich wszelkich poradni przenoszą się coraz częściej na sory i inne enpeele. Ruch jak się patrzy!
________
Ale jeśli - zamiast stać w kolejce lub czekać na SOR - wolisz kij podróżny, który mierzy, to zapraszam tu: A NA DROGĘ KIJ PODRÓŻNY :-)
Kij podróżny. Ile dokładnie mierzył, nie wiadomo, skoro jednak miał służyć do podpierania się podczas wędrówek, mógł mieć ze 130 cm długości. Ale najciekawsze jest to, że był wielofunkcyjnym przyrządem mierniczym. Dziś jego technologicznym spadkobiercą jest… telefon komórkowy. (czytaj dalej...)
A może jeszcze coś innego? Jak sosnowe igły ratowały życie? Zajrzyj tu: SOSNOWE IGŁY LEKARSTWEM?
Drastyczne niedobory witaminy C w organizmie są dziś rzadkością. Dawniej jednak, przy mało zróżnicowanej diecie, w szczególnie trudnych warunkach – np. wojennych, wcale rzadkie nie były. I prowadziły do wyniszczającej choroby – szkorbutu. Ludzie ratowali się więc, jak mogli. I pomagały w tym sosnowe igły. (czytaj dalej...)
Przyznam się, że nadal czekam na Pani odpowiedź na pytanie Pana Kazimierza Koziorowskiego, zamieszczoną pod wpisem, pt. Tak uśmiechają się anioły. naszeblogi.pl
Odpowiedziałam teraz. Proszę zajrzeć.
world-scam.com
@Edeldreda
wlasciwie to wiemy iz moje pytanie bylo retoryczne. w naszej polskiej mentalnsosci solidarnosc zawodowa jest ponad wszystko i dotyczy kazdej profesji.
dzieki cennym felietonom, jak ten dr Filovery, wiemy ze srodowisko jest swiadome co w systemie wymagaloby pilnej korekty, a to przeciez stopien konieczny do, wierze, przyszlej reformy.
Pytanie nie było retoryczne, było konkretne, a ja odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
"... pacjent w ruchu." - ruch to zdrowie.
Kiedyś mówili - sport to zdrowie ;-)