We wrześniu napisałem tu o nowym projekcie światowego ładu – wydarzenia wokół wizyty Donalda Trumpa w Wielkiej Brytanii uznałem za „przejaw tworzenia, czy też odtwarzania, projektu sojuszu mocarstw morskich wobec zagrożenia, jakim jest powstająca oś Pekin–Moskwa–Teheran, wspierana przez Pjongjang”. Pisałem dalej: „Naturalnym sojusznikiem dla USA powinna być Unia Europejska, ale problem polega na tym, że nim być nie chce. UE woli się pozycjonować jako konkurent USA, a jej niebezpieczna gra z Moskwą doprowadziła do wybuchu największego konfliktu zbrojnego w Europie od czasów II wojny światowej”.
Akcja sił amerykańskich w Wenezueli to oczywisty gest samoobrony zaatakowanego w sposób hybrydowy mocarstwa. Zalew rynku amerykańskiego twardymi narkotykami, organizowany m.in. przez aresztowanego na początku stycznia dyktatora Nicolasa Maduro, powoduje co roku śmierć dziesiątek tysięcy Amerykanów. Mniej więcej tyle samo ginęło ich co roku w czasie II wojny światowej. Do tego Wenezuela była ogromnym motorem napływu nielegalnej imigracji do USA.
W działaniach Trumpa widać przede wszystkim politykę długofalową. Wenezuela w koncepcji polityki dominacji Waszyngtonu na półkuli zachodniej, określonej w 1823 roku przez prezydenta Monroe, stanowi niezwykle istotny element. Decydują o tym jej położenie, wielkość i zasoby naturalne. Ale Trump nie realizuje tylko doktryny Monroe’go. Być może jego działanie ma uśpić opory izolacjonistów, którzy koncepcję tę traktują jako „poszerzoną izolację”.
Prezydent Donald Trump odbudowuje potęgę amerykańskiego imperium, łamiąc kanony postępowania poprzedników, którzy Pax Americana chcieli zastąpić wprowadzaniem rządów liberalnej lewicy. Skończyło się to szeregiem lokalnych wojen, masową migracją do Europy i USA oraz osłabieniem Waszyngtonu wobec Rosji i Chin. Trump tam, gdzie może, wymusza oczywiście pokój, ale przede wszystkim buduje narzędzia przywrócenia kontroli świata przez USA. Można się oburzać na arbitralność tych decyzji, ale wyraźnie alternatywą jest współrządzenie ze zbrodniczymi przywódcami Rosji i komunistycznych Chin. Dla Polaków wybór jest dosyć oczywisty. Potrzebujemy amerykańskiej przewagi, by w tej części Europy nie dominowała Moskwa w jakiejś szemranej spółce z Berlinem.
Narzędziami amerykańskiej supremacji są: zabezpieczenie otoczenia Stanów Zjednoczonych – Wenezuela, Grenlandia, Kuba; kontrola znaczącej części źródeł energii – Wenezuela, Iran, Arktyka; kontrola szlaków morskich i powietrznych – US Army; wzrost gospodarczy i technologiczny; oraz otwarcie rynków, przede wszystkim europejskiego, na produkty i usługi ze Stanów Zjednoczonych. W tym ostatnim Polska wraz z Ukrainą może być kluczowa. Problem polega na tym, że najważniejszym harcownikiem w Unii Europejskiej, organizującym opór przeciwko USA, jest polski premier. Fakt, że Polacy wybrali proamerykańskiego prezydenta, pokazuje Waszyngtonowi, że w naszym narodzie mają partnera. Problem w tym, iż obecnego szefa rządu pomogli wybrać Polakom amerykańscy poprzednicy Trumpa. Stąd potworny lęk Donalda Tuska, że Waszyngton przestawi wajchę. Na razie go tylko ignoruje. Ale oczekiwanie wyraźnie psuje Tuskowi nerwy.
Tekst z najnowszego wydania tygodnika "Gazeta Polska"
Poniżej graficzna ilustracja doktryny Donalda Trumpa ;-)
[USUNIĘTO: base64]😡
Troll czy tylko naćpany jesteś
To jest ten obrazek: assets.zerohedge.com
Na tym portalu wszyscy są niespecjalnie rozgarnięci.
➡️ Panie Redaktorze Sakiewicz - może zatrudnić GPS'a do poprawy kodu portalu NB aby nie był on nazywany Nasze Babole
➡️ Do @GPSa - nadużywanie dużego kwantyfikatora (wszyscy) to niespecjalnie dobry pomysł na NB. Jednak do @Tezeusza - mały kwantyfikator miałby zastosowanie 😉
1.„powstająca oś Pekin–Moskwa–Teheran”
USA i Izrael robią wszystko, by Teheran był sojusznikiem Moskwy i Pekinu. Efekt marny dla Tehreranu, więc ta fałszywa przyjaźń musi wynikać z porozumień mocarstw.
2. „Naturalnym sojusznikiem dla USA powinna być Unia Europejska”
Unia Europejska była sojusznikiem ideologicznym USA, a geopolitycznym w sposób trwały być nie może, ponieważ inne jest położenie chociażby Polski, a inne Niemiec.
3.„UE woli się pozycjonować jako konkurent USA, a jej niebezpieczna gra z Moskwą doprowadziła do wybuchu największego konfliktu zbrojnego w Europie”.
UE uzależniła się od rosyjskiego gazu z powodów ideologicznych (klimatyzm), a Rosja postąpiła wbrew swoim długofalowym interesom, za to na korzyść USA i Chin.
4.” Akcja sił amerykańskich w Wenezueli to oczywisty gest samoobrony zaatakowanego w sposób hybrydowy mocarstwa.”
Kak Rosija.
5.” Potrzebujemy amerykańskiej przewagi, by w tej części Europy nie dominowała Moskwa w jakiejś szemranej spółce z Berlinem.”
My tak, Ameryka nie przejawia takich zainteresowań, skoro pacyfikuje nas w interesie Berlina i Moskwy od zjednoczenia Niemiec.
6.” otwarcie rynków, przede wszystkim europejskiego, na produkty i usługi ze Stanów Zjednoczonych. W tym ostatnim Polska wraz z Ukrainą może być kluczowa.”
No właśnie – kondominium.
7. „ęk Donalda Tuska, że Waszyngton przestawi wajchę”
No właśnie – kondominium.
Trudną ma Pan rolę redaktorze, a właściwie niewykonalną. Opcja Jagiellońska, wyparta po 10 IV 2010r. przez koncepcję Międzymorza, leży w interesie geopolitycznym USA, ale nie w interesie ideologiczno-politycznym deep state.
Należy spodziewać się przejęcia Międzymorza przez USA i Izrael dla kontroli Eurazji.
Warto podkreślić, że owa samoobrona Ameryki nie różni się niczym od samoobrony Rosji, prócz skuteczności. I co, Putin teraz dobry, jak Trump?
Tu jest też tekst Pana Nadredaktora Sakiewicza...radzę sie przygotować na wstrząs!!!
niezalezna.pl
Moja „chłopska” uwaga do tego tekstu jest taka: fajnie się to czyta jako plan wielkiej strategii, ale w praktyce Pax Americana zawsze wygląda tak samo — pokój jest wtedy, kiedy Ameryka ma przewagę i pilnuje interesu. A interes bywa różny od naszych życzeń. Zgoda, że dla Polski amerykańska siła jest potrzebna, bo alternatywa to powrót do układu „Berlin coś dogada z Moskwą, a my mamy siedzieć cicho”. Tylko ja bym nie kupował na ślepo tezy, że akcje typu Wenezuela/Grenlandia to czysta „samoobrona” i „porządkowanie świata”. To są też twarde narzędzia nacisku: kontrola okolicy USA, energii i szlaków — czyli klasyka imperialnej polityki.
A UE jako „harcownik” przeciw USA? Tu jest sporo racji, że Bruksela lubi grać na własną podmiotowość, ale to nie znaczy, że automatycznie mamy klaskać na wszystko, co przyjdzie z Waszyngtonu. Najrozsądniej jest: trzymać się USA w bezpieczeństwie, ale pilnować swojego interesu w gospodarce i energii. Bo „otwarcie rynku” zwykle oznacza, że ktoś ma sprzedać, a ktoś ma kupić — i nie zawsze wygrywa ten słabszy.
Krótko: Ameryka jest nam potrzebna, tylko nie jako „zbawca”, a jako sojusznik, z którym trzeba umieć twardo rozmawiać, żeby z „Pax Americana” nie zrobiło się „Pax — ale cudzym kosztem”.