
Tworzenie optymizmu i bombardowanie nalotami dywanowymi ciągle a'la Kurski po pewnym czasie tworzy u odbiorców pewien sceptycyzm, co po wypowiedziach kolejnych oficjeli kwitowane jest, jak u mojej córki, kaszubskim wyrazem niewiary – jo, jo...
Cała rodzina zgodnie stwierdziła, że my wszyscy w domu już jesteśmy zarażeni paskudztwem i podobnie jak brytyjski premier Boris Johnson, w odosobnieniu przechodzimy pewne dolegliwości, których mieć nie powinniśmy. Nie jest to tragiczne i bardzo dające się we znaki – kaszel, katar, jakiś ból głowy, czy ucisk w klatce piersiowej. Ale żadna duszność, temperatury też nie ma, a ponieważ ciągnie się to dosyć długo, więc bez paniki.
Ponieważ jestem upierdliwy i natrętny, to cisnę ewentualne źródła wiarygodnej informacji. Cisnąłem telewizyjnych ekspertów na TVP Info.
To poważni i przyzwoici ludzie, lecz publicznie też nieco lawiranci.
Pierwszy mój sukces, to zmuszenie profesorów i doktorów do wycofania się z błędnej opinii, że Aspiryna i reszta z tej grupy, jak powiedzmy Naproksen, lub Ibuprofen, czyli Niesteroidowe Leki Przeciwzapalne (NLPZ) to w przypadku koronawirusa niemalże trucizna. Boli głowa, czy masz gorączkę to bierz wyłącznie paracetamol. Dzisiaj już wiemy, że jest odwrotnie. Już nie tylko "niesteroidowe", ale same steroidy, poprawnie – kortykosteroidy, zalecają włoscy lekarze praktycy już z miesięcznym doświadczeniem z epidemią w walce o życie chorych.
Panowie eksperci u redaktora Gizy pokornie odwołali mylne zalecenia i opinie.
Natomiast jak przedstawiłem te dręczące objawy, jak napisałem na wstępie, a moje kobiety już zdecydowanie uważają za lekko objawowe przechodzenie zakażenia, to autorytety się wyłgały.
Wspomniane kaszle i odkrztuszania zdefiniowali jako nadwrażliwość oskrzelową po przebytej wcześniej grypie, lub którychś z przeziębień. Hmmm... Tyko mamy to praktycznie co roku, ale nigdy nie było tak, jak teraz. Teraz jest zdecydowanie inaczej.
Moja "domowa" pani doktor poradziła mi to i owo, specjalnie nie wykraczając poza standard, a jeżeli kaszel i chrypka będzie dalej dręczyć, to mam się skonsultować z laryngologiem. Dobra rada gdy większość lekarzy specjalistów siedzi w betonowych bunkrach otoczonych fosą pełną krokodyli.
Lecz pewne ważne spostrzeżenie wyciągnięte przez sprytnego Rachonia od naszego bohaterskiego doktora – kapitana na misji niemalże samobójczej we włoskim Bergamo, jak zwykle zostało potraktowane, jak te sterydy milczeniem, lecz ja wyłapałem.
Otóż wkrótce znowu będziemy na gwałt poszukiwać i kupować na świecie, podobnie jak te krytyczne respiratory inne niesłychanie ważne narzędzie lekarskie – przenośne aparaty rentgenowskie, lub RTG.
Niesłychanie ważne dla życia chorych jest wykonanie zdjęcia płuc, by wychwycić pierwsze momenty krytycznego stanu zapalnego.
Dla jakże ważnego świętego spokoju zaraz zacząłem poszukiwać pracowni, która takie zdjęcie może mi zrobić w każdej chwili. Oczywiście z pominięciem szpitali, bo moja życiowa doktryna zakłada, że zawsze trzeba trzymać się jak najdalej od szpitali (nie tylko w Polsce), bo to jest dla chorego najbardziej niebezpieczne miejsce.
Pracownia RTG w mojej zaufanej Spółdzielni Lekarskiej może działa, może nie, nie wiem, bo recepcja nie odbiera telefonu.
Czy prywatne pracownie są w stanie zapewnić mi odpowiedni poziom bezpieczeństwa, gdy mimo maseczki i rękawiczek jednorazowych muszę się rozebrać do pasa i własną piersią dotknąć zimnego metalu? Nie wiem.
Takie to właśnie mamy nowe wyzwania w tym ciężkim okresie.
Międzynarodowe organizacje to lipa
Początkowo mogło się wydawać, że międzynarodowe organizacje takie jak Liga Narodów w 1920, czy dwadzieścia lat później Organizacja Narodów Zjednoczonych mają szczytne cele, jak zapewnienie pokoju i bezpieczeństwa i dbanie o międzynarodowy ład. Jednak dosyć szybko okazało się, że zasadniczo zajmują się zabezpieczeniem hegemonii wielkich mocarstw, w otoczce stwarzanych pozorów, jak pomoc biednym, głodnym i chorym na całym świecie.
Wkrótce pojęliśmy, że raczej jest to organizacja fasadowa i dosyć pasożytnicza,
Po dojściu do władzy prezydent Donald Trump chyba jako pierwsza głowa państwa otwarcie sprzeciwił się rozbuchanemu ego ONZ.
Odmówił zapłacenia zwyczajowej daniny największego państwa członkowskiego w wysokości miliarda dolarów. A potem na forum ostro zadeklarował co sądzi o ideach wspieranych przez tę organizację.
“The future does not belong to globalists; the future belongs to patriots,”
“The future belongs to sovereign and independent nations who protect their citizens, respect their neighbours, and honour the differences that make each country special and unique.”
Otwarcie złamał przewodnią doktrynę, którą również kieruje się ONZ, opanowane przez światowe lewactwo, właściwie krypto-komunistów, która zakłada totalny globalizm, zanik suwerennych państw, zniszczenie trujących miazmatów chrześcijaństwa, potem innych religii, zlikwidowania tradycyjnej rodziny, a na końcu przy pomocy nowoczesnych technologii, przekształcenie samodzielnych ludzi w bezwolny i karny motłoch.
Wykazał też, że w praktyce Organizacja Narodów Zjednoczonych jest właściwie pasożytem, nie będącym w stanie skutecznie przeprowadzić jakiejkolwiek akcji dla dobra ludzkości. W takim kształcie jest zbędna i kosztowna.
Podobnie jest z genewskim WHO – Światową Organizacją Zdrowia, To jest przystawka ONZ. Ma dbać o zdrowie ludzi. Między innymi ogłaszać pandemie. A czym się głównie zajmuje? Rozważaniami, czy e-papierosy są szkodliwe*. To także niby poważna międzynarodowa organizacja, z której jest więcej szkody niż pożytku.
Dzisiaj dobitnie widzimy, że również taką, bardzo istotną dla nas organizacją, szkodliwą i praktycznie niepotrzebną, jest Unia Europejska.
Gdyby zachowano ideowe założenia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali i skupiono się wyłącznie na gospodarce i wymianie handlowej, to mogłoby to być coś dobrego.
Niestety, jak w wielu miejscach na świecie Wspólnotę opanowało lewactwo ze swoim nienasyconym apetytem na władzę i kasę. W rezultacie Unia Europejska już nie jest przedsięwzięciem gospodarczym, tylko stricte politycznym, którym głównym celem jest federalizacja całej Europy, likwidacja suwerennych państw i co najobrzydliwsze – uczynienie z tego tworu struktury hierarchicznej, eufemistycznie nazywanej "Europą dwóch prędkości", gdzie u góry wszystkim zarządzać będą "stare" państwa EWG, choć prawdę mówiąc, właściwie Niemcy, a na dole reszta Europy będzie pracować na wszystkich, w ściśle określonych przez "tych z góry" ramach. O jakiejkolwiek narodowej suwerenności w tym projekcie należy zapomnieć.
Tak jak WHO w ONZ, tak TSUE (Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej) w UE, jest bardzo szkodliwą przybudówką. Co więcej – już dzisiaj bardzo niebezpieczną. Dlaczego? Gdyż na jego fundamentach ma być zbudowany nowy ład światowy – coś na kształt super-monarchii, super-cesarstwa, a Trybunał stanie jako władca – król, czy cesarz, którego decyzje są ostateczne i niepodważalne. O władzy tak potężnej, o jakiej nawet nie marzył generalissimus Stalin.
Nazywam ten niewydarzony ustrój sędziokracją. Bo Trybunał to ludzie. Sędziowie. I to nie wybierani w jakichkolwiek wyborach. Mianowani i dokooptowani. Wąska zamknięta kasta Wielkich Magów.
A na razie, w krytycznym momencie zarazy, czym się zajmują?
- Polska, Czechy i Węgry, odmawiając udziału w tymczasowym mechanizmie relokacji uchodźców, złamały prawo UE - orzekł w czwartek Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w Luksemburgu. **
No właśnie... czas pandemii.
To czas straszny i najgorsza jest niewiadoma – co nas jutro czeka.
Lecz tyle dobrego, że koronawirus w sposób jednoznaczny udowodnił, że cztery wymienione tu wielkie instytucje międzynarodowe, "pracujące dla dobra ludzkości", są zbędne, a nawet bardzo szkodliwe. I powinniśmy się ich jak najszybciej pozbyć. Takie globalne twory się nie sprawdzają wobec różnorodności świata.
Muszę dodać, że wymienione tu ONZ, WHO, UE, TSUE są przeżarte rakiem i skorumpowane. Świadomie kłamią, oszukują i dbają wyłącznie o swoje partykularne interesy. Zgromadzili już taką ilość przywilejów, jakiej nie mieli żadni cesarscy namiestnicy. I bez przerwy wyciągają łapy po więcej.Można się zastanowić, co to spowodowało. Że jest to ludzka natura, to nie jest pełna odpowiedź. Generalnie stoją za tym te wszystkie -izmy rozpoczęte w czasie Wielkiej Rewolucji Francuskiej: socjalizm, komunizm, liberalizm, czy nazizm. O tym napiszę dalej w kolejnej części.
Koniecznie, raz na zawsze musimy się tego, tych Golemów na glinianych nogach, skąpych i nieruchawych pijawek pozbyć. To są podszepty Diabła – czynienie zła w imię czynienia dobra. Klasyczny wilk w owczej skórze.
Z ostatniej chwili
Niestety jest znacznie gorzej, niż jeszcze parę dni temu optymistycznie, w tym ja również, przewidywano.
Potwierdziła to narada Zespołu Kryzysowego premiera Morawieckiego.
Osobiście przewidywałem szczyt epidemii w okolicach miedzy 10-tym a 20-tym kwietnia. Potem powoli miało już tylko spadać. Teraz już nawet nie wiemy, czy proces wzrostu zakończy się w maju, a jeśli nawet się zakończy, to po dwóch, trzech miesiącach nie powróci ze zdwojoną siłą
Wciąż dysponujemy zbyt małą bazą danych, aby prawdziwie modelować i prognozować.
Natomiast bardzo optymistyczne są doniesienia światowe, że nastąpiły przełomy w ratowaniu życia, a nawet zdrowia. Skuteczne leki wkrótce powinny być dostępne, mam nadzieję – dla wszystkich, oraz to, co jeszcze lepsze – jest szczepionka przeciw koronawirusowi. Gdy tylko przejdzie wszystkie wymagane testy i procedury, zostanie udostępniona światu.
Czego potrzebujemy najbardziej? Cierpliwości i wytrwałości.
I jeszcze jedno dosłownie sprzed paru minut:
Wiadomość z Bergamo – Pacjenci nie umierają na żadną głupią grypę, czy koronagrypę, czy COVID-10. Pacjenci umierają na paskudne zapalenie płuc. A to już inna bajka.
Na zapalenie płuc choruje rocznie około 450 milionów ludzi – siedem procent ogólnej liczby ludności świata – a liczba zgonów sięga około 4 milionów.
I jeszcze mała uwaga – respiratory również często wywołują zapalenia płuc...
* W 2019 roku na stronie internetowej agencji Reuters ukazał się artykuł informujący o tym, że według WHO e-papierosy nie pomagają w redukcji częstości występowania raka. Zdaniem naukowców informacje te nie są podparte żadnymi badaniami i wynikają z lobbingu przedstawicieli przemysłu tytoniowego i farmaceutycznego.
** prawo.gazetaprawna.pl
.
Pamiętacie BCG? Byliście zaszczepieni? My staruchy stuprocentowo tak. Dokładnie pamiętam to przejechanie jakby ostrym nożykiem na lewym ramieniu, a potem wyrosła gula wielkości dzisiejszej dwuzłotówki i ślad jest aż do dzisiaj.
Nie wiem jak to było z młodszymi, więc wyjaśnię, że BCG to obowiązkowe szczepienie przeciw gruźlicy.
Jeżeli teraz spojrzysz na mapę zachorowań i zgonów z powodu COVID-19, to zauważysz, że wyraźnie na wschód od linii Łaby, choroba wyraźnie spada. Na linii Łaby była granica DDR i u nas, wówczas za żelazną kurtyną te szczepienia były obowiązkowe. Na zachodzie nie.
Więc nawet jeżeli jesteś po 70-tce to raczej powinieneś spotkanie z koronawirusem przejść zwycięsko z lekkimi objawami.
Ps. Przyjąłem szczepienia od 1945. Nie wiem, jak było wcześniej. Więc nie wiem, co będzie ze starszymi niż 75 lat.
Ten związek będzie wykorzystywany propagandowo do zachwalania szczepień, jednak nie zmienia to istoty sprawy, że są szczepienia ważne jak BCG i kreowane idee szczepień jak w wypadku grypy. To ogłupia i demobilizuje tak samo jak zakaz chodzenia po lesie w związku z obecnością koronawirusa.
Nie wiem kim Pan jest i ja wysoko stoi na drabinie społecznej, czy zawodowej. Nie interesuje mnie też ile się Pan dorobił, jednak czytając Pana przenikliwe komentarze i nadprzeciętną znajomość każdego tematu, jestem pewien, że jeśli Pan nie zrobił kariery, to jak nic, wszystko przed Panem.
Póki co zrelacjonuję Panu w paru zdaniach ubiegłotygodniową, radiową audycję dla siedzących w domu pierwszoklasistów:
nauczycielka tłumaczy dzieciom, że w mieszkaniu jest bezpieczniej niż na podwórku, na podwórku jest wiele więcej możliwości skaleczenia się, nadwyrężania paluszka czy uderzenia przez huśtawkę. Te proste w normalnych czasach skaleczenia w czasie dzisiejszym mogą być ogromnymi problemami dla ich rodziców w czasie obecnym, kiedy nie funkcjonują przychodnie, a wujka lekarza praktycznie nie ma w domu. Dzieci to pojmują w lot.
Niech pan da spokój.
Pański notoryczny sarkazm powoduje, że ludzie widzą pana jako mądralę. A chyba by pan wolał, żeby widzieli mądrego człowieka.
Umiarkowanie nie było nigdy moją mocną stronę za to przekora tak. Mądraliństwo to odpowiedź na konformizm przykryty rozsądkiem.
Pozdrawiam.
Podobno radiolodzy "nie widzą" tego zapalenia na zdjęciu rtg klatki, za to świetnie widzą w tomografii komputerowej. Byłem tym zdziwiony, bo "w szkole" się uczyłem, że śródmiąższowe zapalenie płuc ma typowy obraz szyby mlecznej w rtg. Od tego czasu rentgeny stały się cyfrowe, a wirusy nietypowe.
Dziwi mnie natomiast rzecz inna. Skąd nagle ogniska wirusa w tak specyficznych miejscach jak placówki zamknięte typy domy starców, domy pomocy społecznej (dziś podano kolejny taki przypadek w Polsce) których pensjonariusze nie mają właściwie w ostatnim czasie kontaktów ze światem zewnętrznym... Skoro w takich mocno izolowanych miejscach dochodzi do zakażeń, to ich liczba na zewnątrz musi być naprawdę olbrzymia.
2. o tym że zabija zapalenie płuc a równie często zwykła infekcja wiadomo od połowy stycznia a nie od kilku minut.
3. proszę w dowolnym kraju do dowolnego szpitala zwieść 100 ludzi 70+ z infekcjami, kaszlem, wysoką temperaturą i leczyć ich w ogólnym chaosie to okaże się że większość z nich po dwóch tygodniach uzyska umieralność na poziomie lombardii.
ps. epidemia skończy się tak jak się zaczęła - od płomiennej mowy polityka, i podobnie jak na starcie realne dane będą miały drugorzędne znaczenie. niestety niewiele krajów poszło szwedzkim torem...
To jest odrębna jednostka chorobowa VAP.
Zapalenie płuc występujące u chorego wentylowanego po upływie 48–72 godzin od intubacji dotchawiczej określa się skrótem VAP (ang. ventilator- associated pneumonia, respiratorowe zapalenie płuc) i łączy się ze wspomaganiem wentylacyjnym niewydolnych oddechowo pacjentów. Respiratorowe zapalenie płuc rozwija się u 9–27% wszystkich zaintubowanych wentylowanych chorych, choć na świecie odnotowuje się zróżnicowaną częstość występowania tej choroby. VA P skutkuje wydłużeniem czasu hospitalizacji średnio o 6,5 dnia i jest obciążone śmiertelnością sięgającą 46–50%.
Ad 2. bzdura wyssana z palca. Dowody proszę.
Ad 3. Głupie to i bez sensu. Robi się tyle, jakie się ma możliwości.
Szwecja... Bardzo mądry kraj. Rafik i Ali mi to powiedzieli
ad 1 w tym przypadku to nie VAP. pojęcia bakterii szpitalnej nie będę tłumaczył.
ad 2 proszę popatrzeć na południe Europy - mało dowodów?
ad 3 - pierwsze z brzegu ale jest tego znacznie więcej:
medexpress.pl
ad Szwecja - ocenimy to za kilka miesięcy, póki co Szwedzi żyją, uczą się i pracują normalnie a izolacji są poddawane jednostki szczególnie narażone. my powoli pogrążamy się w czarnej...
=======
Co takiego sprytnego zrobiła Szwecja, kraj z jednym z najmniejszych wskaźników ilości mieszkańców na kilometr kwadratowy - na 195 miejscu w tym rankingu. Chłopie, Szwedzi nie wprowadzając kwarantanny są od zarania świata w permanentnej kwarantannie. 20 Szwedów na 1kmkw to tyle samo co w Gwinei Równikowej albo na Wyspach Salomona. Jeden drugiego musi wypatrywać przez lornetkę. I nie kompromituj się Pan, bo mimo tego mają ca 650 zarażonych na 1mln mieszkańców przy wskaźniku zgonów 38 na ten sam 1mln. To ścisła czołówka.
Zero wiedzy, zero kompetencji, zero pomyślunku, ale swoje 3 grosze trzeba dodać.
no tak, najbardziej to się przez te lornetki wypatrują w dużych miastach, no chyba, że ich tam nie mają. zabłysnąć chciałeś a wyszło jak zwykle.
nie neguje ile mają przypadków ani poziomu śmiertelności. napisałem tylko, że z tego powodu nie wyłączyli kraju z życia na niewiadomo jak długo. naucz się czytać ze zrozumieniem. zresztą kto będzie miał rację to czas pokaże.
Nie do końca rozumiem, o co Panu z tym przenośnym aparatem rtg chodzi? Czy chce Pan, żeby przyjechali do Pana zrobić zdjęcie rtg w domu? Otóż takiej możliwości nie ma. Przenośny aparat rtg sporo waży i łatwiej jest pacjenta z domu do aparatu przewieźć niż aparat do domu pacjenta. Taki przenośny aparat rtg sprawdza się właśnie w szpitalu, dla tych chorych, których ruszyć z łóżka nie można np. leżących pod respiratorem. Każdy szpital jednoimienny musi mieć nie tylko rtg ale i TK. Przenośny aparat rtg oczywiście też by się bardzo przydał ale w braku laku wykonuje się usg - chociaż oczywiście to nie to samo. Co do ambulatoryjnych badań rtg u chorych na COVID-19: objawy kliniczne wyprzedzają zmiany w rtg. Te ostatnie, gdy się już pojawią, to sytuacja jest poważna i może zmienić się w ciągu godzin. Ambulatoryjne badanie rtg, gdzie opis jest następnego dnia a czasem za 2 dni się nie sprawdzi. Można umrzeć czekając na opis badania. Poza tym jakość opisów ambulatoryjnych zdjęć rtg pozostawia wiele do życzenia.
Prawdą natomiast jest to, że diagnostyka chorób innych niż COVID-19 - także diagnostyka radiologiczna - pogorszyła się z uwagi na ograniczenie działania poradni oraz przeciążenie służby zdrowia.
To że WHO to leśne dziadki, to sygnalizowałem już dawno, cieszę się, że Pan to zauważył. Co więcej, są na świecie sprzedajni tzw. naukowcy piszący prace pod zamówienie - każdy może sobie w Pubmedzie poszukać.
Ze sterydami - są argumenty na tak i na nie. Temat zbyt rozległy aby go tu omawiać.
Aha, maseczki już przestały szkodzić. Nawet te ze starych majtek szyte.
Za to proszę unikać lasów - chodzą słuchy, że pojawiły się tam łuskowce i nietoperze.
nonparel
Przenośny to nie znaczy walizkowy przynoszony do domu pacjenta. W optymalnym przypadku są takie w specjalistycznych karetkach, lecz zasadniczo tak, jak Pan mówi.
Sterydy dzisiaj w ciężkich przypadkach dzisiaj chyba pakują do wszystkiego. Jak zobaczyłem po dwóch miesiącach mojego dobrego kolegę z poważną miastenia gravis, to go nie poznałem. Szyi już nie miał.Niewiele mu to pomogło.
Mam teriera na łuskowce, a w nocy nie chodzę, więc nietoperki odpadają.
to szczera prawda, jak napisałem. Na świecie najwięcej ludzi umiera na zapalenie płuc. 4 miliony rokrocznie to przerażająca liczba.
Ale ja wcale tego nie kwestionuję, pokazuję tylko skalę paranoi i w jaki sposób wirus "rozwiazuje" problemy zdrowotne, wszak jeszcze dwa tygodnie temu to onkologia była kwestią zycia i śmierci Polaków.
ależ oni sie wcale nie rzucaja jak małpy w klatce. Wrecz przeciwnie - realizują dawno ustalony plan. Podstawa tego planu jest tak wystraszyć ludzi, by ci sami poprosili min. o szczepienia, kontrole i likwidację gotówki. Nawet nasz kolega bloger - autor wpisu - nie może się doczekać, kiedy w końcu bedzie się mógł zaszczepić na koronaświrusa. To jest po prostu obłęd jak zdaje się inteligentni ludzie dają sie manipulować i nastraszyć. Gdzie te stosy trupów ? Gdyby dali statystyki umieralności za marzec 2019 to okaze sie , że liczba zgonów wcale sie drastycznie nie bedzie różnić. Przypuszczam, że ta histeria i panika jest przygotowaniem do grubego kryzysu gospodarczego. Pzdr
Chyba jasno napisałem, że ja już COVID-19 przechorowałem. W lutym kolega dostarczył z Indonezji, kiedy jeszcze u nas nikt się nie podniecał. Trzy dni na leżąco, bez temperatury, lecz z paskudnym kaszlem i kompletnie połamany. kaszel i chrypka trzyma się do dzisiaj. I tak - zaraziłem resztę rodziny i zareagowali tak samo. Więc na co mi teraz szczepienia.
Od 50 lat, za wyjątkiem chirurgii, okulisty i dentysty leczę się sam. mam też grono kolegów lekarzy (nawet profesor anantomopatolog, zwany powszechnie zimym chirurgiem), z którymi się dokarmiamy informacją.
Histerii nie było. A o panice napisałem już w styczniu. I co? Wpadliście w panikę.
nie zaszkodzi dla pewności sie zaszczepić
" Natomiast bardzo optymistyczne są doniesienia światowe, że nastąpiły przełomy w ratowaniu życia, a nawet zdrowia. Skuteczne leki wkrótce powinny być dostępne, mam nadzieję – dla wszystkich, oraz to, co jeszcze lepsze – jest szczepionka przeciw koronawirusowi. Gdy tylko przejdzie wszystkie wymagane testy i procedury, zostanie udostępniona światu."
Nic dodać nic ująć - WHO, która dba o nasze zdrowie i dobrostan umysłowy proponuje dla pewności szczepić wszystkich i na wszystko. Głównym donatorem WHO jest nasz miłośnik działan prozdrowotnych Bill Gates. Pzdr
WHO jest tak skorumpowana , jak 70% lekarzy w Polsce. Gdzie indziej też.
zrozum, robią co mogą. Myśli pan, że powiedzmy Szumowski został ministrem zdrowia i przyprowadził grupę zaufanych, jako wiceministrów, to reszta ministerstwa, jakieś 2 tysiące urzędników się zmieniła? Oni pamiętają czasy Kopacz, a ich inercja jest olbrzymia. W dobrych, na przykład internetowych firmach, jak następuje zmiana zasadnicza, to się wymienia wszystkich. W państwowych molochach to jest niemożliwe. Wiem nawet o akcjach dywersji w pewnych ministerstwach wobec szefa.
Tyle złodziejstwa i przekrętów na tym świecie. Kiedyś to były bandziory i zbóje. Teraz wymuskana egzekutywa i stado wariatek.
Robią teraz to gwałtownie, by nie dopuścić, by ludzie się przekonali, że taki konserwatyzm to jedyna dobra droga.
Pozwolę sobie na jeden komentarz w tym wątku.
Cieszę się, że sytuacja nadzwyczajna zrewidowała Pańską niezłomna wiarę w telewizję i wyostrzyła krytycyzm. Faktem staje się też, że choroba nie potrwa miesiąc, ani trzy, a - w mojej ocenie - dobrze będzie jeśli potrwa tylko rok. W związku z tym, że mamy - daj Boże - płaską krzywą zachorowań, to ona oczywiście się wydłuży, a to oznacza, że Polska wyjdzie jako jedna z ostatnich w Europie z zapaści gospodarczej. Pomoc rządowa dla firm i pracodawców jest na razie w wymiarze składek ZUSowskich oraz jakichś niewielkich pieniędzy do reki. Problem w tym, że mały przedsiębiorca, do tej pory, podatki i ZUS płacił głównie z konta Vat, na które wpływało 23% dochodów, jako split payment. Teraz tych podatków nie płaci, ale... do kasy na koncie VAT dostępu nie ma. Realnie oznacza to, że pomoc państwowa jest wielkościowo równa zamrożonym pieniądzom na niedostępnym rachunku (fakt, można robić z niego zakupu, ale ile tego teraz jest)... który niekoniecznie jest w polskim banku. Zdarzy się wiec tak i to nierzadko, że pomoc ominie firmę, a zasili obcy bank.
Piszę o tym dlatego, że choroba chorobą, w końcu minie, ale gospodarka stoi, a kasa trafia za granicę. Dobre to nie jest. Jeszcze - co nie daj Boże - będziemy potrzebowali unijnej pomocy... i ją dostaniemy z własnych pieniędzy.
"sytuacja nadzwyczajna zrewidowała Pańską niezłomna wiarę w telewizję i wyostrzyła krytycyzm."
To się nazywa wyczucie zapotrzebowania, inna nazwa to mądrość etapu
Za jakiś czas gdy sytuacja się zmieni teksty jazgdyni nadążą - za sytuacją.
Masz rację. Autor klęczał przed geniuszem Jego, ale biorąc pod uwagę rozwój wypadków, zdaje się, że może wstać z kolan. Czego mu serdecznie życzę...
Nie wiem czy wiecie Waszeci, choć pewnie tak - chodzi o ulokowanie zupełnie nowego produktu na cyber-rynku, znacznie gorszego niż koronawirus+5G. I Chiny bardzo pragną to wygrać. Bo chyba w końcu opanowali kwantówki i Big Data. To niewinnie nazywająca się apka do wszystkich urządeń sieciowych pod już dziś używaną nazwą Twój Asystent, czy coś w tym stylu. Z pełnym wykorzystaniem wszystkich zdolności SI (powinniśmy tak nazywać zamiast AI, choć SI osiadł w pamięci jako układ jednostek miar). Piszę o tym artykuł, a może nawet serię, bo sprawa jest szalenie poważna.
Szanowny Imć Waszeć zapewne zna prymitywną dość Alexę Amazona, która dziś głównie zapala w domu światło, ładnie cię wita, budzi rano wybraną muzyczką i takie tam duperele. Chiński produkt podobno będzie 1000 razy mądrzejszy. Już jest czego się bać, prawda?
Co to jest, nie wiem, bo po ostatnich obostrzeniach ograniczylam uczestnictwo w kościele.
Dla jasności, już znalazłem i wiem dokładnie jak taki kaszel leczyć.
To rezultat jakiejkolwiek choroby dróg oddechowych i nazywa się poinfekcyjna nadwrażliwość oskrzeli. Głupie, że większość lekarzy pierwszego kontaktu nawet o tym nie słyszała.
Człowieku lecz się sam.
Więc ataki już są coraz rzadsze i chyba mnie nie zlinczują.
Na szczęście są jeszcze w szpitalach szczepy uliczne, tramwajowe i sklepowe. Poza tym udomowione szczepy szpitalne.
Typowa kupka to dziennie 2 kilo bakterii out z organizmu.
A naszym problemem, nad którym mamy kontrolę, ale z reguły nam się nie chce cokolwiek robić, to jest ukształtowanie w organizmie takiej biocenozy, która ma być w pełni synergiczna, a nie pasożytnicza, czy nawet szkodliwa. A ponieważ biotopem są jelita to więc jest to kwestia odżywiania. I tu mam inne zdanie o probiotykach (których 80% na rynku jest do d.). Bo można sobie nimi podrasować i nieco zmodyfikować zestaw naszych bakterii, tak by był dla nas bardziej korzystny (szczególnie po stosowaniu antybiotyków).
Niby kwasy żołądkowe stanowią dosyć skuteczną barierę przeciw inwazji bakteryjnej z otoczenia, to jednak nie całkiem.
Choćby te paskudne beztlenowce Helicobacter pylori, które jak na ironię dewastują żołądek, doprowadzając do nadżerek, refluksu i choroby wrzodowej.
Więc bądźmy dobrzy dla naszych bakterii. Jak dla pieska i kotka.