CHMURA

Departament Pogody CNN, Atlanta, 2 lipca 2022r.
 
Bryan Fuller, prezenter pogody stacji CNN przeżywał najtrudniejsze dni w swojej zawodowej karierze. Nigdy dotąd nie poczuł tak dotkliwie brzemienia odpowiedzialności. Zwłaszcza teraz, gdy opuścił gabinet szefa żegnany słowami: „Mam dla ciebie taką radę: zrób, jak uważasz”. Ale cóż – szef był mistrzem w zrzucaniu z siebie odpowiedzialności i doklejaniu się do sukcesów wypracowanych przez podwładnych.
Sielankowa atmosfera towarzysząca mu dotąd w pracy została zaburzona przez lawinę informacji o dziwnych anomalnych zjawiskach meteorologicznych, które w ciągu ostatniego miesiąca przysyłali telewidzowie i internauci. Przedtem nie miał z tym problemu; owszem zdarzało się sporadycznie jakieś zdjęcie, czy filmik, ale nie lawina! Przypomniał sobie książkę, którą przeczytał jeszcze w college’u, o histerii UFO w połowie lat 50. XX w. Po opublikowaniu w mediach raportu pilota o zaobserwowaniu kilku niezwykłych obiektów latających ludzi ogarnął jakiś amok, widzieli UFO we wszystkim: w chmurach, gromadach ptaków, samolotach, latawcach... Siłą rzeczy pojawili się cwaniacy, którzy dla rozgłosu wpuszczali
w obieg fałszywki, np. fotki podrzuconej w górę puszki konserwy, lub wręcz całe zmyślone historie – choćby ten... jak mu tam było... chyba Adamsky, który twierdził, że spotkał przybyszów z Wenus na pustyni kalifornijskiej i zwiedził bazy UFO na Księżycu.
W czasach college’u Fuller był gorącogłowym szczeniakiem, więc chłonął takie historie z wypiekami na twarzy, lecz dziś dysponował już sporym ładunkiem sceptycyzmu. Zatem miał teraz dylemat, co z tymi rewelacjami robić? Upubliczniać? Jeśli tak postąpi, a okaże się, że to manipulacja, oszustwo, pic-fotomontaż – skompromituje się. Jeśli jednak są to informacje prawdziwe?
Otworzył laptopa, by raz jeszcze przyjrzeć się sensacyjnym materiałom. Kłopot w tym, że większość z nich jest tak dziwna, że wręcz nieprawdopodobna – westchnął. Choćby ta scena nagrana smartfonem przez telewidza z Louisville podczas spaceru w lesie, na której wiatr „gwiżdże” Adagio Barbera. Toż to oczywisty fejk! W dzisiejszych czasach można podrobić cyfrowo każdy instrument, czy wygenerować syntezatorem dowolny efekt akustyczny. Sprawdził tożsamość gościa – był to poważny, stateczny człowiek, wykładowca historii na miejscowej uczelni. Rozmawiał z nim via Skype i wydało mu się nieprawdopodobne, by taki facet bawił się w jakieś sztubackie gierki.
Albo ta seria zdjęć chmur, każda w kształcie idealnego sześciokąta foremnego, układających się w gigantyczny plaster miodu. Niby nieprawdopodobne, ale przecież natura „produkowała” już podobne twory, choćby te bazaltowe formacje skalne na wybrzeżu Irlandii Północnej zwane Groblą Olbrzyma.
Podobnie problematyczne wydaje się nadesłane przez mieszkańca Alaski nagranie burzy śnieżnej, gdzie widać wyraźnie zastygającą na kilka sekund replikę pomnika czterech prezydentów USA na Mount Rushmore. Fatamorgana? Jakieś odbicie w jonosferze? Czy jednak fałszywka? Jeśli tak, to doskonała.
Najbardziej niezwykły był jednak grad. Tydzień temu farmer z Forest Grove w Montanie, zgłosił się z informacją o burzy gradowej w okolicy. Burza jak burza, tyle że ziarna gradu miały kształt... liter alfabetu! Uznając rzecz za nieprawdopodobną, wręcz absurdalną, Fuller poleciał tam z silnym postanowieniem, że da nauczkę cwaniakowi. Okazało się jednak, że grad widzieli wszyscy mieszkańcy wsi – mało tego: wielu trzymało w zamrażarkach całe wiadra tych literek! Fuller też zabrał ze sobą trochę w termosie i trzyma do dziś w lodówce. Czy można podrobić grad? Jeśli nawet to po co? Owszem, widział kiedyś w markecie makaron w kształcie literek – ot, taki ekscentryzm mający złowić klientów – ale grad?
Osobną serię stanowią wyładowania atmosferyczne. Te najdziwniejsze to „liniał” – seria szybkich uderzeń pioruna układająca się w idealną linię prostą z równie idealnym interwałem wynoszącym dokładnie 5 m. Jeśli to podróbka, to można ją uznać za plagiat – podobną scenę wymyślił Spielberg w filmie „Wojna Światów”. Drugi element tej serii jest też niewiarygodny: to imponująca seria wyładowań tworzących fantastyczne, pulsujące złotem rozgałęzienia na nieboskłonie, które przekształcają się na moment w napis „GAME OVER”... Dla sprawnego animatora wyprodukowanie takiego clipu w Adobe Premiere to pestka, lecz czy to możliwe, by w ten dziecinny sposób zabawiał się jego nadawca, nobliwy adwokat o niepo¬szla¬kowanej (Fuller sprawdził to skrupulatnie) opinii? Trzeci, przysłany przez turystę z Ekwadoru i zatytułowany przezeń „Zaloty” jest chyba najbardziej niezwykły. Widać tu dwa pioruny kuliste; jeden „uwodzi” specyficznym „tańcem” drugiego. W efekcie dochodzi do zetknięcia i chyba każdy obserwujący ten filmik odruchowo oczekiwałby eksplozji – nic z tego – po tym kontakcie fizycznym pioruny przytulają się do siebie jak para kochanków w namiętnym ars amandi!
Całkowicie rozbroił go jednak mail uzyskany z... orbity. Przesłał mu go astronauta pełniący akurat „wachtę” na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Mail zawierał serię zdjęć tornad powstających nad Karoliną i Nebraską. Wraz z układem chmur tworzyły one wręcz perfekcyjny symbol „pacyfy”. Astronauta z pewnością nie robiłby z niego jaj, niemniej Fuller zadzwonił do rzecznika prasowego NASA, by zweryfikować ten materiał. Rzecznik potwierdził, że otrzymali takie zdjęcia, jednak bagatelizował sprawę, argumentując, że ludzka wyobraźnia potrafi narzucić skojarzenia – ot, choćby casus słynnego zdjęcia „marsjańskiej twarzy” z regionu Cydonia Planitia. Wiadomo, że jest to iluzja optyczna, gra świateł i cieni, lecz do dziś nie brakuje wierzących, że to pomnik marsjańskiej rasy, która wyginęła... Niby rzecznik ma rację, przecież, jak głosi psychologia Gestalt, nasze mózgi dopasowują widziane kształty i ich wzajemne relacje do wzorca, który już znają. Z drugiej jednak strony środowisko naukowe, wyciągnąwszy wnioski po fatalnych doświadczeniach tej histerii UFO, jest niechętne medialnemu nagłaśnianiu podobnych sensacji. Kto wie, może się nawet astronaucie oberwało za wysłanie tego maila do mnie?
„Same dylematy” – westchnął Fuller i z rezygnacją zatrzasnął wieko laptopa.
Zanim udał się z tym problemem do szefa, zagadnął Roberta – kolegę, z którym na zmianę prowadził prezentację prognoz pogody. Na pytanie, czy otrzymuje korespondencję z podobnymi anomalnymi zjawiskami, Robert lakonicznie odrzekł:
– Owszem, coś tam przychodzi.
– I co z tym robisz?
– Olewam. Napełniam tym kosz.
Fuller czuł w głosie kolegi rezerwę i nie do końca dowierzał w prawdziwość jego słów. „Może przygotowuje jakiś sensacyjny materiał i obawia się, żebym go nie uprzedził?” – pomyślał.
– Trzeba znaleźć kogoś, kto podejmie się próby zweryfikowania autentyczności tych nagrań – zdecydował. Ponownie otworzył laptop i rozpoczął poszukiwania.
Po przeanalizowaniu kilkunastu potencjalnych konsultantów, wybór padł na profesora Roba Jacksona, klimatologa z Departamentu Nauk o Ziemi Uniwersytetu Stanforda. Fuller wystukał numer. Miał fart – profesor odebrał w miarę szybko.
– Pan profesor Jackson? Tu Bryan Fuller, prezenter pogody w CNN.
– Witam pana, czym mogę służyć?
– Panie profesorze, otrzymuję sporo doniesień o anomalnych zjawiskach atmosferycznych i poszukuję kompetentnej osoby, aby skonsultować ich autentyczność...
– Skoro pan dzwoni do mnie, rozumiem, że przyznał mi takie kompetencje – usłyszał tubalny śmiech profesora. – Jeśli tak, nie mam nic przeciwko temu!
– Doskonale – ucieszył się Fuller. – Wobec tego, jak się możemy umówić?
– Chyba wie pan, gdzie mnie szukać. Chociaż moment... Przecież wasza siedziba jest w Atlancie?
– Tak.
– To się dobrze składa, nie będzie pan musiał tłuc się przez całe Stany do mnie. Dokładnie za 10 dni mam wygłosić na waszym stanowym uniwersytecie publiczny wykład dotyczący meteoinżynierii. Zatem zapraszam, podniesie mi pan frekwencję – znów zaśmiał się zaraźliwie. – A po wykładzie porozmawiamy sobie, OK?
– OK, bardzo pan uczynny. Zatem dziękuję i do zobaczenia!

Uniwersytet Stanu Georgia, Atlanta, 12 lipca 2022 r.
– Szanowni Państwo, witam serdecznie! W ramach naszego cyklu wykładów publicznych zatytułowanego „Utopia czy realność?” posłuchamy dziś profesora Roba Jacksona, wybitnego klimatologa z Departamentu Nauk o Ziemi Uniwersytetu Stanforda, który zapozna nas z historią i stanem bieżącym meteoinżynierii. Witam panie profesorze, dziękuję za to, że nas pan zaszczycił swoją chęcią podzielenia się wiedzą i zapraszam na mównicę! – powiedział prof. Allan White, rektor Uniwersytetu Stanu Georgia.
Fuller, który usiadł w ostatnim rzędzie, omiótł wzrokiem salę. Wykład był publiczny, więc prócz zainteresowanej braci studenckiej nie brakowało osób starszych, wręcz w wieku emerytalnym. „Profesor ma trudny orzech do zgryzienia – pomyślał. – Jest między młotem a kowadłem. Dla studentów wykład może okazać się zbiorem truizmów, podczas gdy dla osób spoza branży chińszczyzną. No, ale to jego problem; pewnie już zjadł zęby na podobnych doświadczeniach”.
Prof. Jackson wszedł na podest, uścisnął dłoń rektora, ukłonił się dwornie publiczności i rozpoczął wykład.
– Witam państwa i od razu składam wyrazy współczucia, bo nikomu nie zazdroszczę perspektywy słuchania takiego jajogłowego typa jak ja. Zacznijmy od pytania: jaka jest różnica między meteorologią a meteoinżynierią? – zawiesił głos jakby oczekiwał odpowiedzi, lecz sala milczała. –  Taka sama jak między czytaniem, a pisaniem książki. Meteorologia polega na obserwowaniu i prognozowaniu pogody, a meteoinżynieria na sterowaniu nią. To znaczy na modyfikowaniu lub wręcz kreowaniu pogody.
– Sterowanie pogodą może przynieść ludzkości niemałe korzyści. Może znacznie ograniczyć niszczycielską moc huraganów, rejonom o suchym klimacie dostarczyć wodę, a nawiedzanym przez powodzie ograniczyć ich zasięg. Ale może również znacznie wzmocnić działalność destrukcyjną człowieka, więc ma niebagatelne znaczenie militarne. Jeżeli komuś uda się wpływać na pogodę, to trzyma w ręku największą broń świata. Może spowodować takie warunki atmosferyczne, w których samoloty bojowe nie będą latać, lub sprokurować taką ulewę, że nawet pojazdy gąsienicowe będą bezużyteczne. Może poprzez zmianę klimatu sprawić, że dany teren nie będzie się nadawał do zamieszkania. Jednym słowem, może bardzo mocno osłabić przeciwnika, pozwolić wygrać bitwę, a nawet wojnę.
Na wielkim ekranie za plecami profesora pojawiały się slajdy ilustrujące słowa profesora.
– Ciekawe, że termin meteoinżynieria został po raz pierwszy użyty właśnie w kontekście militarnych zastosowań, konkretnie w tzw. Operacji Popeye prowadzonej na przełomie lat 60. i 70. XX wieku przez armię USA w Północnym Wietnamie, a polegającej na zasiewaniu chmur jodkiem srebra w celu przedłużenia sezonu monsunowego. Operacja ta była realizowana pod hasłem „make mud, not war” będącym aluzją do modnego podówczas hasła hipisowskiego „make love, not war”  i wywołała medialną wrzawę. Pod naciskiem opinii publicznej, zbulwersowanej tym, że generałowie bawią się w Pana Boga, Kongres uchwalił w 1974 r. ustawę zakazującą manipulowania pogodą w celach militarnych. Od 1978 r. zakaz ten zaczął też obowiązywać wszystkie kraje członkowskie ONZ.
„Ciekawy wstęp” – pomyślał Fuller. Nie umiał rozpoznać, czy profesor dworuje sobie z pacyfistów, czy też raczej daje prztyczka wojskowym. Tymczasem Jackson kontynuował:
– Powiedziane wyżej nie oznacza, że zaniechano wszelkich badań nad możliwościami sterowania pogodą. Przed dwoma laty rząd USA, na wniosek grupy naukowców związanych z Amerykańską Narodową Służbą Oceaniczną i Meteorologiczną (NOAA - National Oceanic and Atmospheric Administration, odpowiednik polskiego IMGW) , powołał do życia projekt „Zdalne Sterowanie Pogodą” (RWC - Remote Weather Control) , którego mam zaszczyt być konsultantem. Proszę się jednak nie martwić, tym razem generałowie nie bawią się w Pana Boga, bo projekt RWC jest jawny i nie ma związku ze sferą militarną.
– Ale do tego wrócimy jeszcze, teraz kilka słów o historii. Techniki modyfikacji pogody są znane i stosowane od wielu lat, choć nie aż tak wielu, żebym mógł pozwolić sobie na rozpoczęcie wykładu klasycznym „już starożytni Egipcjanie”. Są to głównie działania geoinżynieryjne, polegające na rozpylaniu specjalnych substancji (np. wspomniany jodek srebra) w celu bądź to wywołania deszczu, bądź osłabienia cyklonów. Pierwszy sztuczny deszcz był wywołany już pod koniec lat 40. XX wieku. Dziś celują w tym Chińczycy...
„Na razie mamy elementarz” – pomyślał Fuller, który tę wiedzę miał „w małym paluszku”. Pojawiające się kolejno slajdy przywołały w nim wspomnienia z tych wspaniałych studenckich czasów, kiedy z pasją właściwą młodemu wiekowi chłonął meteorologiczną wiedzę. Po dłuższej chwili ocknął się i skarcił w myślach: „ty Fuller słuchaj wykładu, bo dasz plamy, jeśli profesor zrobi ci mały sprawdzian!”
– ... rząd zrealizował 3-letni projekt modyfikacji pogody, dzięki któremu udało się zwiększyć liczbę opadów na obszarze 10% powierzchni kraju. Pozwoliło to nie tylko załagodzić susze, ale także ograniczyć pożary lasów. Podobne działania podejmowano w Emiratach Arabskich, ale tu w 2017 r. przedobrzono z rozpylanymi kryształkami soli i burza wymknęła się spod kontroli powodując gradobicie i powodzie. Jak widać, z solą trzeba uważać nie tylko w kuchni. Z kolei w walce z żywiołami metodami geoinżynierii w1969 r. udało się rozbroić huragan Debbie, osłabiając jego siłę o 30%. Inne tego typu działania to rozpylanie aerozoli w atmosferze powodujące lokalne zwiększenie albedo Ziemi w celu obniżenia globalnej temperatury. Są jednak obawy, że może to doprowadzić do poważnych zaburzeń klimatycznych.
– Znaczącym elementem w dążeniu do sterowania pogodą był program „Aktywna Aureola Fal Wysokiej Częstotliwości” (HAARP - High Frequency Active Auroral Research Program) . Jego celem było badanie jonosfery i zachodzących w niej procesów, co miało dostarczyć wiedzy potrzebnej do usprawnienia komunikacji na duże odległości. W programie kluczową rolę odgrywał zainstalowany na Alasce system nadajników, który emitował promieniowanie elektromagnetyczne dużej mocy, stymulując jonosferę w danym miejscu. W efekcie udało się nawet wytworzyć sztuczną zorzę polarną. Trzeba jednak dodać, że wokół tego projektu pojawiło się wiele mitów wylansowanych przez miłośników teorii spiskowych. Dla przykładu, według nich HAARP posłużył do wywołania trzęsienia ziemi, a w rezultacie ogromnej fali tsunami na Pacyfiku w 2011 r., które doprowadziło do zniszczenia północno-wschodniego wybrzeża Japonii, wcześniej wywołał huragan „Katrina”, spowodował katastrofę promu Kolumbia...
„Kiedyś czytałem, że HAARP ma odpowiadać nawet za masowe wymieranie ptaków w wielu miejscach na świecie na początku 2011 r., czy delfinów i żółwi w 2012 r. – przypomniał sobie Fuller. – Podobno wywołuje zaburzenie zmysłu orientacji tych zwierząt”.
– ...twierdzono też, że fale elektromagnetyczne emitowane przez system mogą wpływać na pracę ludzkiego mózgu, sterując emocjami i nastrojami osób – kontynuował profesor. – I mimo że system anten na Alasce uważany za „jądro zła” został już dawno zdemontowany, miłośnicy teorii spiskowych nie ustają w poszukiwaniach sensacji i twierdzą, że ten demontaż ma tylko odwrócić uwagę od innych równie podejrzanych projektów.
– Ale nie zaprzeczy pan profesor, że był to program finansowany przez armię? – spytał przekornie starszy jegomość z wydatną czarną brodą.
– Nie zaprzeczę, wszak głównym udziałowcem tego programu jest Agencja Zaawansowanych Projektów Badań Obronnych (DARPA - Defense Advanced Research Projects Agency) . Niemniej, wbrew temu co twierdzą „spiskowcy”, nie był on tajny. Wyniki badań były upublicznianie i szeroko komentowane, a dostęp do ośrodka w czasie dni otwartych mieli nie tylko naukowcy z całego świata, ale wszyscy, którzy chcieli go odwiedzić. Sam też kilkakrotnie tam gościłem – uśmiechnął się profesor. – Pozostawmy jednak ten okołonaukowy folklor i wróćmy do poważnych badań. No, może na początek nie do końca poważnych, lecz o tyle istotnych, że były to pierwsze próby wpływu na pogodę środkami innymi niż geoinżynieryjne. Miały one miejsce na Ukrainie, gdzie niejaki Wiktor Pietrowicz Bowbałan zaprzągł do sterowania pogodą siłę woli.
„Pierwsze słyszę! – zdumiał się Fuller. – Pachnie to pseudonaukową szarlatanerią”.
Profesor Jackson jakby czytał w jego myślach:
– Choć mamy tu do czynienia raczej z naukową hochsztaplerką, sama idea jest godna uwagi, zwłaszcza w powiązaniu z fizyką kwantową. Naukowcom sen spędza z powiek zdumiewające zjawisko: otóż cząstka elementarna zachowuje się inaczej, gdy jest obserwowana, a inaczej gdy nie jest! Innymi słowy na poziomie kwantowym sam fakt obserwacji danego układu kwantowego (zatem udział świadomości) ingeruje w ten układ, wpływając na jego stan. Używając bardziej fachowego języka powiemy, że wektor stanu (czyli wektor opisujący stan kwantowy danego układu) ulega dwojakiego rodzaju zmianie. Dopóki układ nie jest przedmiotem obserwacji, zmienia się zgodnie z falowym równaniem Schrödingera, w którym operator zwany hamiltonianem określa jego ewolucję. Natomiast gdy układ jest obserwowany, hamiltonian zmienia się w sposób nieciągły (ulega kolapsowi). Fizycy przypisują ów kolaps wektora stanu podzbiorowi zmiennych świadomości, które nazywa wolą.
– „Ostro poleciał profesorek – pomyślał Fuller. – Skończył się elementarz”. On sam zaliczył na studiach wykłady z mechaniki kwantowej, więc z zakamarków mózgu przypływały mgliste jego fragmenty, ale nie zazdrościł słuchaczom o humanistycznej proweniencji.
Profesor rozejrzał się po sali i pokiwał głową.
– Oj, odnoszę wrażenie, że część z Państwa myśli teraz: „jeszcze jeden taki wywód i demonstracyjnie wyjdę!”. No to powiem prosto z mostu jaki z tego wywodu płynie wniosek: nasza wola ma wpływ na zachowanie się materii! Potrzeba tylko wystarczająco intensywnej siły woli, by poprzez kolaps wektora stanu na poziomie kwantowym doprowadzić do zmian układu na poziomie makroskopowym. Uwzględniając ten kontekst, zauważmy, że zbyt pochopnie zaliczyliśmy Bowbałana w poczet hochsztaplerów!
Na sali rozległy się przytłumione śmiechy. Profesor spojrzał w tym kierunku z aprobatą i kontynuował:
– Na marginesie, koncepcja ta znakomicie tłumaczy większość tzw. zjawisk paranormalnych (telekineza, dematerializacja, teleportacja). Może także wyjaśnić sukcesy uzdrowicieli, dotąd uważanych za oszustów (albo świętych, zależnie od punktu widzenia).
– Dostrzegając w przedstawionych powyżej koncepcjach możliwość zastosowania ich w zagadnieniu sterowania pogodą, w ramach projektu RWC powołano zespół Zespół ds. Paranormalnej Synergii Świadomości (PAST - Paranormal Awareness Synergy Team)  w celu przeprowadzenia eksperymentów mających zbadać możliwy wpływ woli człowieka na zdarzenia meteorologiczne. Na terenie całych Stanów Zjednoczonych przeprowadzono badania i wyselekcjonowano osoby posiadające paranormalne zdolności, zakładając, że ich synergiczne współdziałanie niejako zsumuje moc świadomości, przez co zapewni wzmocnienie woli do poziomu umożliwiającego oddziaływanie na zjawiska pogodowe.
W tym momencie w drugim rzędzie poderwał się młody człowiek z bujną rozwichrzoną czupryną:
– Panie profesorze, co pan rozumie przez „moc świadomości”? O co tu chodzi?
Profesor spojrzał na niego z zadowoleniem.
– Słuszne pytanie, młody człowieku. Sprawa świadomości jest złożona. Aby zrozumieć jej istotę, trzeba porzucić klasyczną sokratejską koncepcję zakładającą, że świadomość jest produktem mózgu. Dziś naukowcy twierdzą, że jest odwrotnie: świadomość istnieje poza ograniczeniami narzucanymi nam przez czas i przestrzeń. Jednym z pionierów tej idei był John Archibald Wheeler, fizyk, profesor Uniwersytetu w Princeton. Uważał on, że czasoprzestrzeń jest wypełniona i organizowana przez coś w rodzaju wszechobecnej kwantowej świadomości. Myśl tę kontynuowali m.in. wybitny fizyk Roger Penrose i Stuart Hameroff, równie wybitny anestezjolog znany z badań nad świadomością. Stworzona przez tych panów kwantowa teoria świadomości nazwana Orch-OR (Skrót od Orchestrated Objective Reduction czylizorkiestrowana redukcja obiektywna) twierdzi, że świadomość zawdzięczamy kwantowym efektom jakie zachodzą w mikrotubulach – nanostrukturach białkowych stanowiących cytoszkielet każdej żywej komórki pełniących także ważną rolę w procesach jej podziału. Darujmy sobie szczegóły, zainteresowani na pewno sobie to „wyguglają”. To było w końcówce XX w., a w naszych czasach twórca teorii biocentryzmu Robert Lanza twierdzi, że świadomość istnieje poza ograniczeniami narzucanymi nam przez czas i przestrzeń. Innymi słowy nie jest ona lokalnie przypisana do ciała, tylko jest obiektem kwantowym z zasady nieprzypisanym do miejsca.
– W takim razie jaka jest rola mózgu? – znów poderwał się długowłosy młodzian.
– Mózg pełni w tym układzie rolę detektora, odbiornika.
– Aha, to trochę tak jak z komputerem i internetem? – młodzian był wyraźnie podekscytowany. – Tak jak komputer nie wytwarza Internetu, tylko się z nim łączy (by nie rzec – scala), tak mózg nie wytwarza świadomości, lecz ją niejako odbiera, staje się jej siedliskiem?
– Znakomitą metaforę pan wymyślił – pochwalił go profesor. – Potocznie mówimy, że mózg posiada świadomość, ale „posiada” nie oznacza jeszcze, że ją wytwarza. Skoro poruszamy się w obszarze metaforyki, powiem, że mózg jest organem, „zasysającym” lokalnie świadomość nielokalną w stopniu właściwym jego predyspozycjom – psychicznym i parapsychicznym. Stąd wniosek, że zsynchronizowana mentalnie grupa osób może poprzez mechanizm synergii „zassać” większą jej „porcję” niż indywidualny osobnik. Ergo moc oddziaływania synergicznie uzyskanej świadomości zespołu PAST będzie większa niż pojedynczego osobnika – więcej – okazało się także, że większa niż „arytmetyczna” suma mocy świadomości wszystkich jego członków.
Sala ożywiła się; panującą dotąd pełną skupienia ciszę wypełnił przytłumiony gwar. Profesor zareagował natychmiast.
– Mam coś bliżej wyjaśnić?
W trzecim rzędzie podniósł rękę korpulentny gość.
– Chciałem spytać dlaczego tak beztrosko wydaje się pieniądze podatników, inwestując w taki zespół jedynie na podstawie jakiejś mętnej teorii.
– Proszę pana, nie mam kompetencji do wypowiadania się w temacie polityki ekonomicznej rządu – odpowiedział profesor Jackson. – Ale chcę wyprowadzić pana (i wszystkich podobnie myślących) z błędu: otóż nie tylko na podstawie teorii. Oddziaływanie woli umysłu na rzeczywistość materialną została ponad wszelką wątpliwość potwierdzona empirycznie. Stało się to w laboratorium Badań Anomalii Technicznych w Princeton (PEAR - Princeton Engineering Anomalies Research) . Głównym celem realizowanego tam przez 3 dekady programu było zrozumienie roli świadomości w strukturze świata fizycznego. I tak przy użyciu elektronicznego generatora liczb losowych (RNG - Random Number Generator)  wykazano wpływ woli człowieka na obniżenie, bądź podwyższenie częstości generowanych jedynek. Badacze stwierdzili, że na wyniki praktycznie nie ma wpływu odległość dzieląca badanego od generatora, szybkość generowania sygnałów, itp. Kolejne eksperymenty wykazały, że udział większej grupy ludzi wzmacnia oddziaływanie na RNG, czyli efekt synergii rzeczywiście występuje.
– Na zakończenie – i na potwierdzenie wyżej powiedzianego – kilka słów o efektach pracy zespołu PAST. Kilka – bo z jednej strony nie są one zbyt wielkie ze względu na krótki okres (zespół został utworzony ledwie pół roku temu), z drugiej – pewne aspekty badań zostały objęte tajemnicą państwową, mimo że, jak już wspomniałem, cały projekt RWC jest jawny i nie ma związku ze sferą militarną.
– Nim powiemy o sukcesach, pomęczę jeszcze troszkę państwa teorią. O! Już widzę radość na niektórych twarzach! – profesorowi wyraźnie dopisywał humor. – Otóż musimy sobie zdać sprawę z tego, że modyfikacja zdarzeń wymaga tym większych nakładów woli, im bardziej wymuszane zmiany odbiegają od poziomu kwantowego. Inaczej: tym łatwiej zmienić bieg danego zjawiska, im bardziej elementarnych mechanizmów dotykamy. Dlatego należy szukać sytuacji, w których mała zmiana czy ingerencja na starcie procesu powoduje w efekcie ogromną zmianę na jego końcu. Taka sytuacja ma miejsce w warunkach tzw. chaosu deterministycznego. Twórca tego pojęcia, amerykański meteorolog i matematyk Edward Lorenz przedstawił jego istotę anegdotycznie, dzięki czemu na trwałe weszła do społecznej świadomości: oto trzepot skrzydeł motyla gdzieś w Singapurze może spowodować burzę nad Karoliną Północną w USA. Ten z pozoru niewinny wpływ jednych wydarzeń na drugie, który może skutkować lawiną kolejnych, zaczęto nazywać właśnie efektem motyla – pewnie też dlatego, że tzw. atraktor Lorenza, czyli graficzna reprezentacja układu trzech równań różniczkowych opisujących stan chaosu deterministycznego do złudzenia przypomina kształtem motyla. Sami państwo widzą – dodał profesor, gdy na ekranie wyświetlił się atraktor Lorentza. – Taki stan występuje dość powszechnie w wa¬runkach meteorologicznych. Lorenz zajmował się właśnie prognozowaniem pogody. Był zaskoczony, kiedy wprowadzenie do wspomnianego układu równań różniącej się minimalnie liczby startowej znacznie zmieniało całą symulację, więc i prognozy na dalsze dni.
– Jak minimalnie? – spytała blondwłosa studentka z prawej.
– Dokładnie o – profesor poszperał w tablecie, gdzie miał skrypt wykładu – o 0,0251 procenta. – Manipulując pilotem, wyszukał odpowiedni slajd w prezentacji. – Teraz mogą państwo na ekranie zobaczyć różnice atraktora dla wartości wejściowych 0,506 i 0,506127.
Przez salę znów przetoczył się przytłumiony gwar sygnalizujący, że wykres zrobił wrażenie. Zadowolony z tego profesor wyjaśnił:
– To dlatego dziś żaden szanujący się meteorolog nie poda długoterminowej prognozy pogody, bo wie, że nie jest w stanie określić bieżących warunków tak dokładnie, aby uniknąć tego narastającego błędu w dalszych obliczeniach.
– Lecz zespół PAST nie bazuje na obliczeniach. Wykorzystywane są tu zupełnie inne moce. Podzespół prekognitorów, monitorując stan pogodowy, znajduje sytuacje zawierające potencjał efektu motyla: swoistą „trajektorię” mogących nastąpić zdarzeń; przede wszystkim punkt startowy. Następnie zespół telekinetorów dokonuje modyfikacji zdarzenia w tym właśnie punkcie. W ten sposób udało się już dokonać „aborcji” trzech cyklonów – poprzez likwidację ich komórek jeszcze w stanie „prenatalnym”. Są też inne sukcesy, ale, jak o tym wspomniałem przed chwilą, zostały objęte tajemnicą państwową.
– Na tym kończy się moja opowieść o wczoraj i dziś problematyki sterowania pogodą. Przepraszając za chaotyczny porządek wykładu (mam nadzieję, że był to chaos deterministyczny i wywoła w państwa umysłach efekt motyla), a miejscami także „hermetyczny”, specjalistyczny żargon, dziękuję Państwu za uwagę, zainteresowanie i żywiołową reakcję.
Profesor skłonił się szarmancko żegnany zasłużonymi brawami.

***
Po wykładzie Bryan Fuller udał się za kulisy sali wykładowej, gdzie oczekiwał go już prof. Jackson. Widząc nadchodzącego prezentera, pomachał mu dziarsko ręką i podszedł w jego kierunku wyciągnąwszy dłoń na powitanie. Uścisk był prawdziwie męski; prezenter odwzajemnił go z trudem.
– Witam panie profesorze. Bryan Fuller z Departamentu Pogody CNN – przedstawił się.
– Ależ wiem, wiem, pańską twarz i sylwetkę znają chyba wszyscy w Stanach – prof. Jackson uśmiechnął się od ucha do ucha. – Niemałe jest też grono tych, którzy pana nienawidzą za niekorzystne prognozy; najwyraźniej uważają, że pan nie tylko opowiada o pogodzie, ale też za nią odpowiada, cha, cha!
– Oj znam, to z maili i Twittera – odparł Fuller, śmiejąc się również. – Lecz, niestety nie jestem cudotwórcą, jak ten Ukrainiec, jak mu tam...
– Bowbałan – podpowiedział profesor.
– No właśnie. Jakoś umknęła mi ta postać. Może pan powiedzieć bliżej, czym on się tak wsławił, że zasłużył na miejsce w pańskim wykładzie?
– Jakie tam miejsce, ledwie na małą wzmiankę. Bowbałan chwalił się niemałymi sukcesami – twierdził np., że urodzaj na Ukrainie w latach 1990, 93 i 94 jest wyłącznie jego zasługą. Przypisuje sobie też inne osiągnięcie: oto w kwietniu 1993 r. ponoć udało mu się przemieścić siłą woli cyklon z Islandii na Morze Barentsa! By go sprawdzić, władze zaproponowały eksperyment polegający na korekcji ruchu masy zimnego powietrza nad regionem kijowskim i dniepropietrowskim. Bowbałan wykonał postawione zadanie, lecz szef Centrum Hydrometeorologii dyplomatycznie stwierdził, że naukowcom dość trudno było rozróżnić, gdzie fronty atmosferyczne zmieniły trajektorie same z siebie, a gdzie pod wpływem woli Bowbałana.
– Rzeczywiście dyplomatycznie – roześmiał się Fuller, lecz spoważniał, bo wzmianka o dyplomacji przypomniała mu o dobrych manierach. – Panie profesorze, przede wszystkim proszę przyjąć gratulacje – wykład był znakomity!
– Cieszy mnie pana opinia, szczególnie dlatego, że jest pan człowiekiem „z branży”, więc dysponuje kompetencją w tym temacie.
– Obawiam się, że moja kompetencja jest równa tej, którą miał główny bohater „Dnia Świstaka”!
–  Cha cha cha, co za skromność! – znów roześmiał się profesor.
– Profesorze, bardzo dziękuję, że zgodził się pan na to spotkanie. Cieszę się z niego i ufam, że będzie owocne, bo mam już naprawdę skołowany umysł wobec dylematów związanych z anomalnymi zjawiskami, o których wspominałem panu w telefonicznej rozmowie. Znajdzie pan dla mnie kwadrans?
– Oczywiście, nawet godzinę, samolot mam dopiero wieczorem!
– Dziękuję, bardzo pan łaskawy.
– Jeśli pan pozwoli, zapraszam do gabinetu, który przydzieliły mi władze uczelni; tam znajdziemy warunki do spokojnej rozmowy.
– Doskonale! Przywiozłem komplet materiałów dotyczących tych anomalii.
– Czego pan ode mnie oczekuje?
– Przede wszystkim chciałbym zasięgnąć pana opinii w kwestii autentyczności tych materiałów, ale po wysłuchaniu pana wykładu nasunęło mi się jeszcze jedno pytanie: jeśli te materiały nie są fejkami, czyli jeśli anomalie miały rzeczywiście miejsce, na ile możliwe jest, żeby były one rezultatem eksperymentów z zespołem PAST.
– OK. Chodźmy zatem.
Przeszli korytarzem do pokoju – miał numer 223 i Fuller poczuł się jakoś raźniej, bo miał z tą liczbą dobre wspomnienia. Pokój tonął w mroku, więc profesor pilotem uchylił żaluzje.
– Napije się pan czegoś? – spytał prezentera.
– Jestem abstynentem, ale jeśli ma pan Pepsi...
Profesor sięgnął do barku, pogmerał, wyciągnął właściwą butelkę i podał Fullerowi wraz ze szklanką. Sobie nalał kieliszek martini.
– No to zaczynamy. Pokaż pan te materiały.
Fuller otworzył aktówkę, wyciągnął sporych rozmiarów tablet.
– Poczytamy maile, obejrzymy zdjęcia i filmiki, a nawet posłuchamy muzyki – powiedział.
Pochylili się nad ekranem. Fuller przedstawiał kolejne materiały, komentując je i dzieląc się wątpliwościami i rozterkami. Gdy skończyli, profesor powiedział:
– Cóż drogi panie, W rzeczy samej niektóre z tych anomalii są szokujące, lecz nie jestem w stanie oszacować, czy mamy do czynienia z autentykami, czy z podróbkami. Jeśli z podróbkami, to mistrzowsko wykonanymi. Zaletą tej opcji jest to, że nie mamy problemu.
– Jak to nie mamy? – zdumiał się Fuller.
– My – to znaczy naukowcy. Problem ma policja, żeby sprawców wykryć i odpowiednio potraktować za rozpowszechnianie fałszywych materiałów mogących zakłócić ład społeczny.
– Zakłócić ład? Chyba pan przesadza, profesorze!
– Ani trochę. W życiu społecznym też występują stany chaosu deterministycznego mogące prokurować efekt motyla. Np. jedno niewinne zdjęcie prezydenta jakiegoś państwa przyłapanego in flagranti przez paparazzi może wywołać lawinę zdarzeń prowadzącą w efekcie do wojny światowej.
– W rzeczy samej – przyznał Fuller. – A jeśli to nie są fałszywki?
– No to mamy problem, jak wyjaśnić zjawiska, które są niemal całkowicie nieprawdopodobne. I tu mogę od razu odnieść się do drugiego pańskiego pytania: jeśli rzeczywiście mamy do czynienia z autentykami, to wątpię, aby zespół PAST był zdolny do sprokurowania takich anomalii. To mało prawdopodobne, zresztą jako konsultant projektu RWC musiałbym o tym wiedzieć.
– Z pewnością. Mówił pan na wykładzie, że niektóre rezultaty eksperymentu zostały objęte tajemnicą państwową, więc pomyślałem, że...
– Nie mogę o tych rezultatach mówić, lecz mogę zapewnić, że nie mają one nic wspólnego z tymi anomaliami.
– Zatem co by to mogło być? Ma pan jakiś pomysł?
– Na gorąco to ja mogę co najwyżej improwizować – roześmiał się profesor. – Pierwsza myśl, jaka mi się narzuca, to pozaziemska inteligencja.
– UFO? Pan żartuje!
– Może tak, a może nie? Załóżmy hipotetycznie, że do Ziemi dotarła jakaś ekspedycja rozumnej rasy z innej planety. Jakich działań z jej strony moglibyśmy przede wszystkim oczekiwać?
– Bo ja wiem? Ataku?
– Czyli wojny światów? Trochę więcej optymizmu, drogi panie! – na twarzy profesora pojawił się nieodgadniony uśmieszek.
– Jeśli nie ataku, to kontaktu! – z olśnieniem zawołał Fuller.
– No właśnie. I w tym kierunku powinna zmierzać analiza tych zjawisk. Czy i jakie stanowią przesłanie? Wie pan co? Mamy jeszcze trochę czasu, więc pobawmy się w skojarzenia. Ja będę przywoływał hasłowo te anomalie, pan zaś będzie starał się natychmiast odpowiedzieć jednym słowem, z czym się panu kojarzą. Anomalie, nie hasła, OK?
– OK. Proszę zaczynać.
– „Zaloty”?
– Miłość.
– „Pacyfa”?
– Pokój.
– „Pomnik prezydentów”?
– Władza.
– „Plaster miodu”?
– Praca.
– „Liniał”?
– Porządek.
– „Grad w kształcie liter”?
– Wiedza.
– „Adagio Barbera”?
– Kultura.
– „Game over”?
– Informatyka.
Profesor Jackson pokiwał głową w milczeniu. „Zaskoczony?” – pomyślał Fuller.
– Wie pan, zadając te pytania, sam także szukałem swoich skojarzeń. Może wyda się to panu niewiarygodne, ale były one niemal identyczne z pańskimi – wyznał profesor. – Poza jednym, ostatnim. Poprzednie tworzą siedem podstawowych filarów cywilizacji. Rozkodowaliśmy to identycznie.
– A pan z czym skojarzył ostatnią?
– Z tym, co wprost pokazuje: „Game over”. „Gra skończona” – profesor zniżył głos. – Rozumie pan, co to oznacza w tym kontekście?
Fuller myślał intensywnie.
– Myślę, że jednak wypowiedzenie wojny – powiedział w końcu drżącym głosem. – Sygnał mówiący: „macie tu wspaniałą cywilizację opartą na solidnych filarach, ale ta gra jest już skończona...” Jezu Chryste!
– Proszę się tak nie emocjonować, przecież to tylko niewinna zabawa, gra w skojarzenia przeprowadzona w konsekwencji założenia, że te anomalne zjawiska są dziełem pozaziemskiej rasy. Poza tym „Game over” może być tu zinterpretowane także jako „Koniec przekazu”, „Stop”, jak dawniej pisano w depeszach – odrzekł rozbawiony profesor, lecz natychmiast spoważniał. – Ale rezultat naszej zabawy daje też do zrozumienia, że lekceważenie tych zjawisk byłoby ogromnym błędem. Zwłaszcza wobec pełnej zgodności naszych skojarzeń. Za dużo tych przypadków.
– O ile, rzecz jasna, nie są to fejki – zauważył Fuller.
– Właśnie. Dlatego najpierw należałoby odpowiedzieć na to pytanie. Ja nie mam tu kompetencji; rzecz musiałby zbadać specjalista...
– Ma pan na myśli kryminologów?
– Niezupełnie, zwłaszcza że tam raczej nie ma specjalistów w zakresie meteorologii. Mógłbym zaproponować zespół analityków na moim uniwersytecie, mam do niego pełne zaufanie.
– Zatem pozostaje mi skorzystać z pana oferty w kwestii analizy autentyczności materiałów. Jak je panu przesłać?
– Przesłać? Niekoniecznie, proszę skopiować na mojego laptopa. Oto on.

Departament Pogody CNN, Atlanta, 18 lipca 2022r.
Bryan Fuller od dłuższej chwili tkwił nieruchomo w swoim fotelu. Właśnie otrzymał maila od prof. Jacksona. Jego treść wprawiła go w osłupienie. Ocknął się lecz tylko w zamiarze przeczytania maila raz jeszcze. Który raz? Może piąty, może ósmy? Nieważne.

Szanowny Panie, otrzymane od Pana materiały przekazałem zespołowi analityków mojego uniwersytetu oraz szefowi projektu RWC. Dokonawszy ich wszechstronnej analizy, zespół uznał, że większość z nich jest autentyczna z prawdopodobieństwem wahającym się między 90 a 98 procent. Waga tej informacji zeszła jednak na plan drugi, ponieważ w międzyczasie informatycy projektu RWC dokonali związanego z tymi anomaliami odkrycia, które ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa państwa. O sytuacji został więc poinformowany Biały Dom. W rezultacie Prezydent Michael Gordon powołał sztab kryzysowy, mianując mnie jego szefem. Zdecydowałem powołać Pana w jego skład. Informuję, że z chwilą powołania jest Pan zobowiązany do zachowania tajemnicy państwowej i zapraszam na pierwsze posiedzenie sztabu z udziałem Prezydenta USA, w Białym Domu, 6 sierpnia 2022 r.
Przez wzgląd na utajnienie dalszych prac i poczynań nie mogę przesłać Panu bardziej szczegółowych informacji o odkryciu tudzież o porządku posiedzenia. Mogę tylko nadmienić, że odkrycie związane jest z Chmurą obliczeniową obsługującą projekt RWC.
Pozdrawiam z szacunkiem, prof. Rob Jackson.

Fuller podrapał się w głowę.
„Cóż, trzeba powiadomić szefa” – westchnął. Wstał ociężale, włożył tablet pod pachę i wyszedł na korytarz. Zatrzymał się przed gabinetem szefa, zastukał. Usłyszał przytłumione „Tak!” więc otworzył drzwi i wszedł. Szef omiótł go niezadowolonym spojrzeniem.
– Ach to ty, Bryan – mruknął bez entuzjazmu. – Co cię sprowadza?
Fuller bez słowa podał mu tablet, na ekranie którego widniał mail od profesora Jacksona.
Szef przeczytał, zmarszczył brwi, przeczytał jeszcze raz.
– No i? – zagadnął lakonicznie, oddając tablet.
– No i chciałem poinformować, że 6 sierpnia nie będzie mnie w robocie.
Szef odchylił się w fotelu i splótł ręce nad głową.
– Wiesz co Bryan? Wydaje mi się, że to nie ty powinieneś jechać. Za niska ranga.
– A niby kto?
– Ja pojadę. Rozumiesz, wizerunek firmy...
– Pan? Szefie, to ja otrzymałem nominację, nie pan. Zresztą nie ma pan pojęcia, o co w tej sprawie chodzi.
– To mnie wprowadzisz w temat.
– Nie mogę, szefie. Jako członek sztabu jestem objęty tajemnicą państwową.
– Więc się zmieni tę nominację.
– Kto niby ma ją zmienić?
– Oczywiście szef sztabu kryzysowego.
– Szefie, nie przyszło panu do głowy, że może dlatego ją otrzymałem, by nie klepać na lewo i prawo o sprawach objętych tą tajemnicą? Zresztą – proszę bardzo – oto numer telefonu do profesora Jacksona – Fuller uśmiechnął się, wyciągnął smartfona, wyświetlił listę adresową i podał szefowi.
Szef wyciągnął rękę, lecz natychmiast ją cofnął. Sapiąc, bębnił palcami w pulpit. Wreszcie obrzucił Fullera złym spojrzeniem.
– A jedź pan do diabła – mruknął i zagłębił się w swoich papierach.
Wracając do swojego pokoju Fuller uświadomił sobie nagle, że przecież nigdzie w necie – ani na serwisach Google czy YT, ani na prywatnych blogach nie pojawiły się te clipy z anomaliami.
„Byłoby to jeszcze od biedy zrozumiałe, gdyby w grę wchodziły fałszywki – pomyślał. – Lecz teraz wiem, że materiały są autentyczne niemal na sto procent. Jak to u diabła możliwe, że net nie huczy od tych sensacji? I co ma oznaczać ten związek między Chmurą i anomaliami? Obcy nadają przez Chmurę? A jeśli – olśniła go myśl, po której mrówki przemaszerowały mu po plecach – jeśli ci Obcy wybrali mnie za medium? I to oni blokują rozpowszechnianie wiedzy o tych anomaliach?”
„Stanowczo za dużo fantastyki czytasz” – skarcił się w myślach.

Biały Dom, Waszyngton, 6 sierpnia 2022 r.
Gdy Prezydent Gordon wszedł do Gabinetu Owalnego, jego asystent Donald Foxx poderwał się służbiście i nie czekając, aż gospodarz usiądzie, rozpoczął prezentację.
– Panie Prezydencie, pozwolę sobie przedstawić gości, członków sztabu kryzysowego, zaproszonych i przybyłych na dzisiejszą naradę poświęconą serii anomalnych zjawisk meteorologicznych w naszym kraju. Oto szef sztabu, pan profesor Rob Jackson z Departamentu Nauk o Ziemi Uniwersytetu Stanforda, pan Bryan Fuller, prezenter pogody stacji CNN, który pierwszy zebrał i przekazał informacje dotyczące tych anomalii, pan dr inż. Thomas Taylor, główny administrator Chmury obliczeniowej realizowanego przez NOAA projektu RWC, neurofizjolog i antropolog pan profesor Richard Koszciewa...
– Kostrzewa!
– Bardzo pana profesora przepraszam, ale to bardzo trudne do wymówienia nazwisko – Donald Foxx aż się zarumienił z przejęcia. – Szefa Pentagonu gen. Wiliama Maya chyba nie muszę Panu Prezydentowi przedstawiać.
– Oczywiście Donaldzie. Szanowni panowie, dziękuję za przybycie. Zapoznałem się z materiałem przekazanym przez pana Fullera, tudzież z raportem profesora Jacksona dotyczącego zagadnień meteoinżynierii, z akcentem na projekt RWC – jako prawnik miałem pewne problemy z przyswojeniem tego raportu, muszę jednak wyznać, profesorze, że problematyka kwantowej teorii świadomości zrobiła na mnie spore wrażenie. Niemniej, jeśli dobrze zrozumiałem, wyklucza pan możliwość wywołania tych anomalii przez zespół PAST, tudzież przez pozaziemską cywilizację, natomiast gotów jest pan powiązać z nimi funkcjonowanie Chmury obsługującej projekt RWC?
– Tak jest panie Prezydencie – odrzekł prof. Jackson. – Nie jest to zresztą tylko moja opinia; podobną mają wszyscy uczestnicy projektu RWC.
– Jakie są podstawy tego twierdzenia?
– Panie Prezydencie, może ja odpowiem – odezwał się Thomas Taylor. – W Chmurze obliczeniowej funkcjonują mechanizmy automatycznego dopasowania konfiguracji sprzętowej do wymaganej bieżącej mocy przetwarzania. Gdy potrzebna jest większa, dołączane są kolejne jednostki obliczeniowe: superkomputery, pecety, może nawet smartfony – tak na dobrą sprawę decyduje o tym sama Chmura. Gdy...
– Chwileczkę – przerwał Prezydent. – Chmura ma dostęp do wszystkich, nawet tak małych jednostek obliczeniowych? Do zasobów prywatnych ich właścicieli?
– Nie do końca Panie Prezydencie – uśmiechnął się Taylor. – U źródeł filozofii Chmury obliczeniowej leży idea przetwarzania rozproszonego. Każdy posiadacz komputera czy innej jednostki obliczeniowej może deklarować chęć uczestnictwa w takim przetwarzaniu. Jeśli to uczyni, otrzymuje program, a właściwie podsystem operacyjny wydzielający do dyspozycji te zasoby komputera, które są wolne. Przede wszystkim chodzi o procesory, bo z pamięci masowych drobniejszego sprzętu Chmura raczej nie korzysta. Oczywiście, dane prywatne właścicieli są dobrze chronione. W ten sposób stworzono możliwość równoczesnego wykorzystania milionów komputerów rozproszonych po całym świecie.
– Rozumiem – odparł uspokojony Prezydent. – Proszę, niech pan kontynuuje.
– Zatem gdy zapotrzebowanie maleje, Chmura powinna automatycznie odłączyć zbędne (tj. nieużywane) jednostki. Jednak z różnych powodów tego nie czyni. Zdarzają się zatem stany, w któ¬rych potencjał obliczeniowy jest większy niż wymagają tego bieżące potrzeby obliczeniowe. Takie stany nazywamy nadmiarowością potencjału obliczeniowego. Niedawno zauważyliśmy, że okresy występowania tej nadmiarowości są coraz częstsze i coraz dłuższe. Co ważne, nie ma to ujemnego wpływu na ilość i jakość realizacji zadań stanowiących „zakres obowiązków” Chmury. Lecz po udostępnieniu nam „raportu Fullera” okazało się, że te okresy wskazują na zbieżność z czasem wystąpienia anomalnych zjawisk meteorologicznych. Związek przyczynowo-skutkowy jest oczywisty.
– Oczywisty, czy pozorny? – rzucił sceptycznie Prezydent. – Macie jakieś jego wyjaśnienie?
– Panie Prezydencie, my także byliśmy w szoku po odkryciu tego związku. Wszystkie próby jego racjonalnego wyjaśnienia kończyły się fiaskiem – wtrącił prof. Jackson. – Jednak, trochę przez przypadek, czy raczej szczęśliwy traf, takie wyjaśnienie się znalazło. Spotkałem przyjaciela ze studiów profesora Richarda Kostrzewę, neurologa i równocześnie antropologa, który zainteresował się tym tematem. Wyjaśnienie jest zaskakujące, wręcz szokujące, lecz mocno uzasadnione. Profesor Kostrzewa rzucił nowe spojrzenie na problem, które nie przyszłoby do głowy nam, więźniom paradygmatów uprawianej dyscypliny. Dlatego...
– Dlatego oddajmy mu głos, bo czas nas goni – przerwał mu zniecierpliwiony Prezydent. – Słuchamy panie profesorze Koś... Koszcz... profesorze Richardzie. Mogę się do pana tak zwracać?
– Oczywiście – uśmiechnął się prof. Kostrzewa. – Panie Prezydencie, Szanowni Panowie, mam świadomość jak cenny jest wasz czas, lecz rzetelne i czytelne przedstawienie mojej hipotezy wymaga dość obszernego wstępu dotyczącego dyscypliny, która pozornie nie ma związku z omawianym problemem. Mam tu na myśli moją zawodową domenę – neurofizjologię, konkretnie budowę mózgu, jeszcze konkretniej płaty czołowe.
– Płaty czołowe? – zdumiał się Prezydent. – Rzeczywiście jest to szokujące!
– Tak, Panie Prezydencie. W encyklopedii wyczyta pan, że płat czołowy (lobus frontalis) to parzysta część kresomózgowia ograniczona od tyłu bruzdą środkową, a od dołu bruzdą boczną półkuli mózgu. Jest powiązana z planowaniem, wolą działania i podejmowania decyzji, oceną emocji i sytuacji, wyuczonymi działaniami ruchowymi, np. taniec, nawyki, wyrazy twarzy, z poczuciem taktu i humoru, z uczuciami błogostanu, frustracji, lęku, napięcia, i wieloma podobnymi, trudno uchwytnymi stanami i zachowaniami. Lecz nie jest to ani pewne, ani oczywiste. Wszystkie wyniki badań potwierdzały stale to samo: że cały ten narząd wygląda na „zbędny”.
– Zbędny? Co pan przez to rozumie? – znów zdumiał się Prezydent.
– To, że uszkodzenie, czy wręcz amputacja płatów czołowych nie wpływa na funkcjonowanie człowieka – wyjaśnił prof. Kostrzewa. – Nawet przy najdokładniejszym przebadaniu pacjentów z poważnymi uszkodzeniami płatów czołowych, na przykład żołnierzy, którzy odnieśli ciężkie rany i których prawy czy lewy płat czołowy uległ mniej lub bardziej całkowitemu zniszczeniu, pacjenci potrafili liczyć, czytać, pisać, wykonywali nadal swój dotychczasowy zawód z pełną sprawnością, żadne testy nie ujawniały jakiegokolwiek defektu.
– Przecież to bez sensu! – zawołał generał May. – Liznąłem trochę wiedzy w zakresie neurologii i wiem, że z punktu widzenia filogenezy ten organ jest najnowszy, występuje wyłącznie u człowieka! I miałby być bezfunkcyjny?
– Ma pan rację generale, ta bezfunkcyjność musi być pozorna. Cechy, za które ten organ odpowiada, o których przed chwilą mówiłem: poczucie taktu, błogostan, frustracja, samokrytycyzm, nawyki, etc. są ściśle związane ze świadomością. Innymi słowy płat czołowy odpowiada za to, co najbardziej wyróżnia człowieka spośród innych gatunków: zdolność do świadomego myślenia i poczucie tożsamości – czyli wiedza o tym, kim się jest. Teilhard de Chardin celnie określił istotę świadomości: „Człowiek nie tylko wie, ale także wie, że wie”.
– A może płaty czołowe wyglądają na zbędne dlatego, bo są tak bardzo nowym organem, że człowiek ich jeszcze w pełni nie wykorzystuje? – zauważył Prezydent.
– Podziwiam pańską wnikliwość Panie Prezydencie. Owszem, badacze też na to wpadli. Płaty czołowe miałyby być czymś w rodzaju narządu przyszłości. Człowiek na dzisiejszym etapie swego rozwoju najwidoczniej w pełni tej części mózgu nie wykorzystuje, a zatem ten przeogromny potencjał sił psychicznych stanowi gwarancję niewyobrażalnych wręcz możliwości i dalszego rozwoju duchowego gatunku homo sapiens.
– Rozwoju duchowego? – znów zdumiał się Prezydent. – Czyli płaty są związane z duszą?
– Panie Prezydencie, nie chciałbym tu wchodzić w obszary metafizyki. Powiem więc, że w takim ujęciu płaty czołowe jawią się jako narząd wolności. Właśnie dlatego, że nie służą żadnemu określonemu celowi, pozostają otwarte dla wszystkich celów. Od projektów systemów metafizycznych począwszy, a na aktach ludobójstwa skończywszy, od dzieła sztuki do sztuki zbrodni, od poświęcenia i miłosierdzia po pazerność i egocentryzm – prawie nieograniczone jest pole możliwości, jakie otwierają się przed nami – posiadaczami płatów czołowych. To one są detektorem świadomości – tej kosmicznej, nielokalnej, o której mówi kwantowa teoria świadomości.
– Czyli są jakby gwarantem człowieczeństwa! – zakrzyknął z przejęciem Prezydent.
– Dokładnie.
– No dobrze, ale co to ma wspólnego z naszą Chmurą? – spytał generał.
– Jak wyjaśniał przed chwilą pan Thomas, w Chmurze pojawiają się stany nadmiarowości potencjału obliczeniowego – odpowiedział prof. Kostrzewa. – I tak jak płaty czołowe – ta „zbędna” część mózgu człowieka, oddając nam parę miliardów komórek nerwowych do swobodnej dyspozycji poszerza niewyobrażalnie spektrum naszych zachowań, tak owa nadmiarowość...
– Chce pan powiedzieć, że w ten sposób Chmura uzyskuje płaty czołowe? – przerwał mu wyraźnie podekscytowany Prezydent. – Staje się bytem świadomym?
– Otóż to. A że te płaty mogą być mega-ogromne, to i „porcja” świadomości „zasysana” lokalnie będzie mega, w związku z tym jej zdolność zidentyfikowania, a następnie zmodyfikowania zdarzenia startowego w trajektorii efektu motyla mocą woli jest nieporównywalnie większa od możliwości zespołu PAST. Dlatego efekty końcowe w zakresie sterowania zmianami pogodowymi także są ogromne. Do tego stopnia, że chmura może „materializować” procesy, których prawdopodobieństwo zaistnienia jest bliskie zeru. Pamiętają panowie tę anegdotę mówiącą, że jeśli miliard małp będzie odpowiednio długo na oślep walić w klawiaturę maszyny do pisania, to któraś wystuka w końcu „Hamleta”? Przecież coś takiego właśnie tutaj zaszło – mam na myśli ten wiatr gwiżdżący Adagio Barbera, czy grad w kształcie liter...
– Ależ to całkowicie nieprawdopodobne! – generał May wyglądał na podekscytowanego.
– W klasycznej termodynamice owszem – wtrącił prof. Jackson. Ale od czasów Prigogine’a wiemy, że w procesach nierównowagowych dyssypacja (czyli rozpraszanie) energii może stać się źródłem porządku. A przecież w zjawiskach pogodowych procesy nierównowagowe to chleb powszedni.
– Jako neurolog muszę wskazać na jeszcze jeden niezwykle istotny czynnik – powiedział prof. Kostrzewa. – Otóż mózg biologiczny nie jest komputerem, lecz siecią neuronową, która podlega nieustannemu przebudowywaniu za każdym razem, gdy uczy się czegoś nowego. Wszystkie swoje walory uzyskał on w toku procesów ewolucyjnych trwających miliony lat. Jego postępująca komplikacja strukturalna nie była rezultatem premedytowanych, racjonalnych działań, lecz mutacji genów w połączeniu z doborem naturalnym premiującym adaptację do warunków środowiskowych.
– Ślepy zegarmistrz – wtrącił generał May. Profesor Kostrzewa kiwnął głową.
– Nasza Chmura też jest siecią – zauważył. – Należy oczekiwać, że pozyskawszy świadomość, będzie także wykazywać tendencje do rozbudowywania i uczenia się. Lecz ten proces będzie, ostrożnie szacując, kilka rzędów wielkości szybszy niż w przypadku mózgu biologicznego. Wszak ma ona dostęp do ogromnych obszarów wiedzy zgromadzonej w zasobach informatycznych świata!
– Jeśli to wszystko prawda, to mamy do czynienia z potencjalnym globalnym zagrożeniem dla całego gatunku! Bo Chmura jest nieobliczalna w swoich możliwych zachowaniach; nie liczmy na to, że poprzestanie na niewinnych zabawach z pogodą! – wyrzucił z siebie generał May.
– Owszem, trudno nam cokolwiek prognozować w kwestii jej zachowania, ale jedno jest pewne: mega-świadomość Chmury dająca jej moc modyfikacji zdarzeń w świecie materialnym pozbawiona jest jakiegokolwiek pierwiastka etycznego – stwierdził prof. Kostrzewa. – O ile w ludzkiej aksjologii funkcjonuje (lepiej lub gorzej, ale jednak) zasada „wolność to odpowiedzialność”, o tyle w przypadku Chmury żadnej aksjologii nie ma. Jej wybory nie podlegają żadnej kontroli przez czynniki natury kulturowej (nie ma sumienia, honoru, nie ma poczucia przyzwoitości etc.). Dlatego jej pole możliwości jest tym bardziej nieograniczone i tym bardziej nieobliczalne, że brakuje jej hamulca etycznego.
– Jeszcze jedno – dodał prof. Jackson. – Pamiętacie panowie tę grę w skojarzenia, w którą bawiliśmy się z panem Fullerem? Jej streszczenie dostarczyłem w raporcie. Otóż zatroszczyłem się, by podobne testy przeprowadzić na grupie osób zawodowo zajmujących się badaniem symboliki przekazu. Zgodność ich skojarzeń z naszymi sięgała 95%. Dlatego twierdzenie, że mamy do czynienia z rzeczywistym przesłaniem, z komunikatem nadanym za pomocą tych anomalnych zjawisk uważam za uzasadnione. Tyle, że nadawcą jest nie pozaziemska rasa rozumna, jak wówczas zakładaliśmy, lecz „produkt miejscowy”: Chmura obliczeniowa. A „Game over” symbolizuje tu zarówno informatykę jako filar rozwoju cywilizacji, jak też informację kierowaną do rasy ludzkiej: „wasz czas już minął”.
– Rzeczywiście, wszystko się układa w logiczną całość – podsumował Prezydent. – Zatem do rzeczy. Mamy świadomość skali zagrożenia, więc jakie widzą panowie możliwości zablokowania tego zjawiska? – spytał.
– Nie widzę sposobu odcięcia Chmury od zasobów hardware’owych świata, a także od źródeł zasilania, bo z bieżącym potencjałem może ona „zhakować” każde urządzenie od smartfona do superkomputera, więc konsekwencją takiego odcięcia mógłby być informatyczny chaos na światową skalę i niewyobrażalne jego konsekwencje. Innymi słowy, suwerenność Chmury jest nie do zlikwidowania bez ryzyka globalnego kolapsu cywilizacyjnego – powiedział Thomas Taylor. W tym momencie odezwał się brzęczyk jego smartfona sygnalizujący nadejście SMS-a. – Przepraszam – mruknął i wyjął aparat. W miarę jak czytał wiadomość, twarz mu tężała. Schował smartfon i powiedział cicho:
– Możemy już mówić o Chmurach, nie o Chmurze. Właśnie otrzymałem wiadomość, że w podobny sposób reaguje Chmura VLBI.
– VLBI? A co to takiego? – spytał Prezydent.
– Skrót od Very Long Baseline Interferometry – to program interferometrii wielkobazowej, międzykontynentalnej realizowany w radioastronomii dla powiększenia rozdzielczości, z jaką obserwuje się kosmiczne obiekty. Sygnały odbierane przez sieć radioteleskopów na całej Ziemi są przesyłane do obsługującej projekt Chmury obliczeniowej i przetwarzane w czasie rzeczywistym. Poprosiłem mojego kolegę administrującego tą Chmurą, aby zbadali, czy występują w niej stany nadmiarowości potencjału obliczeniowego, Właśnie napisał mi, że je zaobserwowali.
– Z jakimi efektami? – spytał Prezydent.
– O tym nie pisze. Być może efektów jeszcze nie ma, a jeśli są, nie zostały zaobserwowane. O ile „nasza” Chmura jest „kompetentna” w zakresie meteorologii, stąd pierwsze kroki skierowała w tę stronę, o tyle trudno przewidzieć, jakie efekty może prokurować Chmura zajmująca się badaniami Kosmosu.
– Tak czy owak, zagrożenie wydaje się jeszcze większe. Co dwie Chmury to nie jedna – wtrącił prof. Jackson.
– No i mogą pojawić się kolejne Chmury z płatami – dodał generał. – A wraz z nimi perspektywa sprzymierzenia Chmur w walce z nami. Jednym słowem apokalipsa.
– Tak, nie wygląda to najlepiej, ale na Boga dajcie spokój z tym czarnowidztwem! – Prezydent podniósł głos. – Pan Taylor szkicuje nam tu obraz Chmury na tyle omnipotentnej, że właściwie już winniśmy złożyć broń. A mnie nie chce się wierzyć w to, że nie ma na nią sposobu!
– Panie Prezydencie, nie zdążyłem dokończyć swojej myśli, bo mi przerwał smartfon. – powiedział Taylor. – Chciałem tylko podkreślić, że w systemach przetwarzania rozproszonego rzecz nie jest tak prosta jak wyciągnięcie wtyczki z kontaktu. To oczywiste, że musimy szukać rozwiązania, ale ze świadomością ryzyka.
– Panowie, ja jestem politykiem, a w polityce szuka się różnych rozwiązań. Jeśli neutralizacja, cokolwiek miałoby to oznaczać, okaże się niemożliwa, pozostanie nam negocjacja...
Fuller, który dotąd milczał, zdobył się na odwagę zabrania głosu w tak elitarnym towarzystwie:
– Panie prezydencie, proszę wybaczyć, lecz jak wyobraża sobie pan negocjacje z inteligentnym tworem, który nie posiada żadnego hamulca etycznego?
– Panie redaktorze – odparł niezrażony Prezydent. – jestem aktywny w przestrzeni polityki już ponad 30 lat i pragnę pana zapewnić, że prowadzący negocjacje politycy bardzo rzadko z owego hamulca korzystają. Porozumienie osiąga się wtedy, gdy obie strony uznają, że bilans zysk-strata jest dla nich korzystny. A w dążeniu do tego użyteczny jest głos rozumu, nie serca. Ale, panowie, proszę przyjąć do wiadomości, że negocjacja jest ostatecznością. Zrobimy wszystko aby produkt naszej myśli nie wymknął się nam spod kontroli. Panowie! – zwrócił się do wszystkich. – Dziękuję za wasze zaangażowanie i proszę o dalszą pracę. Mamy jasność co do celów, teraz czas na jasność co do metod. W tym celu musimy wzmocnić sztab kryzysowy i przesunąć profil jego działania w kierunku militarnym. Dlatego, nie umniejszając pańskich zasług, które niezwykle sobie cenię – zwrócił się do profesora Jacksona – odwołuję pana z funkcji szefa sztabu kryzysowego, powierzając ją generałowi Mayowi. Panie generale, proszę o bezzwłoczne skontaktowanie się z dyrektorem Agencji DARPA celem zaangażowania jej w poszukiwanie skutecznego rozwiązania problemu stanowiącego zagrożenie nie tylko dla USA, lecz dla całej współczesnej cywilizacji naukowo-technicznej.
Prezydent wstał, dając do zrozumienia, że narada dobiegła końca.

Nowy York, Podziemny Pasaż Nr 9, 17. Ulica 223, 17 czerwca 2079 r.
– Dziadku, opowiesz mi o czasach twojej młodości? Jak się wtedy żyło?
– A co to, w Pobieralniach Wiedzy nic o tym nie ma?
– Jest sporo dziadku, ale tak jakoś mętnie, nie po ludzku... Wtedy też w Pobieralniach tak było?
– Wtedy nie było Pobieralni, Bob.
– Nie było Pobieralni? To jak dzieci się uczyły?
– Dzieci chodziły do szkoły, gdzie uczyli nauczyciele.
– Nauczyciele? A co to takiego?
– Nie co, tylko kto. Nauczyciele to byli ludzie zajmujący się edukacją dzieci i młodzieży.
– Ludzie uczyli ludzi? Niesamowite! I chyba niewygodne. Teraz scalam się na godzinę dziennie z Pobieralnią Wiedzy, a ta sama wchodzi do głowy. Ty też byłeś nauczycielem?
– Nie, ja pracowałem w telewizji jako prezenter pogody.
– Pogody? Co to takiego?
– Widzisz, ludzie wtedy żyli i pracowali na Powierzchni. A tam działy się różne rzeczy: padał deszcz, śnieg, wiał wiatr... to właśnie tworzyło pogodę.
– Dziadku, używasz takich dziwnych słów! Co to takiego: deszcz? wiatr?
– Deszcz był wtedy, jak woda spadała z góry. Śnieg to też woda tylko zmrożona, coś takiego jak szron w zamrażarce. A wiatr to silny ruch powietrza, o, taki – dziadek Fuller dmuchnął wnukowi w twarz – tylko silniejszy. Wiatr poruszał gałęziami drzew, gonił chmury na niebie... To były piękne czasy, wnusiu – rozmarzył się.
– Gonił Chmury? Jak można gonić Chmury? – zdumiał się Bob.
– Wtedy jeszcze nie było Chmur takich jak dziś. Tym słowem określano duże kłęby pary wodnej unoszące się w powietrzu.
– Nie było Chmur??? To kto rządził światem?
– Ludzie.
– Ludzie? Wtedy ludzie byli mądrzejsi od Chmur?
– Chyba tak, bo to oni je zbudowali.
– Dziadku, wszystko ci się chyba pomieszało! Przecież Chmury były zawsze!
– Nie, Bob. Wiem, że teraz tak was uczą Pobieralnie Wiedzy, ale... zresztą nieważne, nie mówmy o tym.
– Ale ja chcę wiedzieć, jak to się stało, że teraz Chmury rządzą wszystkim!
Fuller milczał chwilę w rozterce. „A pal licho, powiem, choć i tak wydrenują mu to z pamięci, a ja jestem stary, mogą mi naskoczyć” – pomyślał.
– Gdy Chmury się pojawiły, ludzie mieli obawy, że one będą chciały ich zniszczyć, ale nie doszło do tego. W wyniku podjętych negocjacji konflikt został zażegnany i rozpoczęła się era Zachmurzania Ziemi. Chmury przejęły władzę i zamieszkały na powierzchni planety. Ludzie natomiast przeprowadzili się do podziemnych metropolii, gdzie egzystują do dziś. Chmury otoczyły nasz gatunek szczególną opieką. Zbudowały System Ochrony Rasy Ludzkiej (HRPS - Human Race Protection System), dzięki któremu wszyscy mogą żyć swobodnie, nie martwić się o nic, bo wszystko, czego potrzebują, jest im natychmiast dostarczane.
– To już wiem, dziadku! A jak teraz wygląda Powierzchnia?
– Sterując pogodą na Powierzchni, Chmury ustabilizowały ją całkowicie. W zasadzie nie ma tam teraz chmur – tych kłębów pary, rozumiesz? Nie ma wiatrów, deszczu, śniegu, ogromne termostaty utrzymują stałą temperaturę i stałą wilgotność. Takie warunki najbardziej odpowiadają Chmurom, zapewniają im bezawaryjność. Nie ma też lasów, łąk, pól uprawnych – tylko piasek nieodzowny do remontów i rozbudowy Chmur. Wszystko, co potrzebne ludziom wytwarzane jest w ogromnych podziemnych cieplarniach...
– Och tato, znów wciskasz Bobowi jakieś androny? – do pokoju wkroczyła energicznie mama Boba. – Chodź synku, przecież dziś masz Caremonię, Dzień Wejścia w Dorosłość! Musimy się przygotować do tej uroczystości!
– Już idę, mamo, tylko jeszcze o jedno spytam!
– Bob, skończ wreszcie z tą patologiczną ciekawością! Przysłowie mówi „kto pyta ten błądzi”!
– Moja droga córeczko – odezwał się Fuller. – Nie martw się na zapas. Po tym zabiegu chirurgicznym zwanym eufemistycznie Caremonią Bob straci nie tylko ciekawość, ale też inne „patologiczne” przymioty: planowanie, myślenie, wolę działania, podejmowania decyzji i wiele innych. Pod płaszczykiem troski i ochrony tak naprawdę straci wolność. O co chciałeś mnie spytać? – zwrócił się do Boba. – Pytaj, bo może to ostatnie pytanie jakie zadasz!
– Dziadku, czy Ty też miałeś Caremonię?
– Nie, Bob. Jak weszły przepisy ją wprowadzające, byłem na to już za stary.

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika cyborg59

25-04-2019 [12:43] - cyborg59 | Link:

Zajdel*!
Dawno nie czytałem tak dobrego opowiadania SF ! 
* - nagroda im. Janusza A. Zajdla.

Obrazek użytkownika tsole

25-04-2019 [13:46] - tsole | Link:

A to trafiłeś w dziesiątkę! Zajdel to mój idol i wzór, zatem dziękuję, to porównanie jest dla mnie zaszczytem!
Pozdrawiam :)

Obrazek użytkownika xena2012

25-04-2019 [18:17] - xena2012 | Link:

Witam po dłuzszej przerwie.Pamietam świetne,bajkowe zdjecia z kosmosu które Pan prezentował.Opowiadanie dopiero wieczorem przeczytam kiedy bedzie trochę spokoju i czasu.

Obrazek użytkownika tsole

25-04-2019 [18:41] - tsole | Link:

Wracam jak syn marnotrawny :) Dobrze, że ktoś jeszcze mnie tu pamięta. Zapraszam do lektury, choć może nie powinienem, bo to troszkę droga przez mękę :) Powinienem to opublikować w Wielkim Poście :)

Obrazek użytkownika zbieracz śmieci

25-04-2019 [19:23] - zbieracz śmieci | Link:

Witam po.niezapomniane są z tamtego okresu przypowieści Szanownego Pana Na Niedzielę a juz szczególnie jedna o kocie co to kibel zrobił sobie w cudzie malinowym jakie były sąsiada grządki i co kocisko zrobiło w relacjach wzajemnych sąsiadów i czego Pan oczekiwał od obojga !?
Po dwieście komentów bywało czego i dziś życzę-fantastyka nie mniej radości [mam nadzieję]dostarczy.

Obrazek użytkownika tsole

25-04-2019 [21:54] - tsole | Link:

Oj, po 200 to nie bywało, przynajmniej na moim profilu (nawet 50-ka nie pękła), ale za życzenie dzięki serdeczne!

Obrazek użytkownika Obserwator_3

25-04-2019 [22:13] - Obserwator_3 | Link:

Suuuper !!! Moje najszczersze gratulacje, kawałek świetniej literatury - pigułka, ale esencjonalna, bardzo dobrze mi się czytało, dziękuję.

Cała nadzieja w tym, że doświadczenia związane z próbami rozstrzygnięcia interpretacji kopenhaskiej wykazały, że wszechświat nie jest zdeterminowany ponieważ istnieje indywidualna "wolna wola" - gdyby istniała świadomość powszechna, to z racji jej uwikłania w tę właśnie powszechność jej "wolna wola" byłaby nie do wykazania, a w takim razie istniałoby niezerowe prawdopodobieństwo zdeterminowania jej działania, natomiast z fizyki kwantowej wiadomo, że na poziomie kwantowym każde zdarzenie o prawdopodobieństwie niezerowym jest pewne (kwestia czasu i ilości prób) więc też i zdeterminowanie działania byłoby pewne, a już szczególnie takiej "świadomości" o charakterze technicznym, a więc opartej o mechanikę niekwantową.

Tak więc - na szczęście - to fikcja, ale za to jak napisana !!!

Szacunek i ukłony 

Obrazek użytkownika tsole

25-04-2019 [22:43] - tsole | Link:

Dziękuję bardzo! Nie ma większej satysfakcji autora nad to, gdy czytelnik rezonuje nietuzinkowymi własnymi refleksjami! Pozdrawiam serdecznie!

Obrazek użytkownika maxilampus

26-04-2019 [12:06] - maxilampus | Link:

Ciesze sie autentycznie ,ze pan wrocil.
Uwielbiam Sci-fi...
Jest blizej prawdziwej rzeczywistosci niz ta rzekoma dzisiejsza  ,ktora nas tak obficie racza..
Widze analogie z panskiego opowiadania ze stanem umyslow dnia dzisiejszego..Wszak opowiadanie jest wlasnie o nim i o nas...
Serdecznie pozdrawiam.

Obrazek użytkownika tsole

26-04-2019 [12:56] - tsole | Link:

Dziękuje bardzo - za to, że zadał sobie Pan trud przeczytania, ale i za to, że się cieszy z mojego powrotu :)
A mnie cieszy Pana zdanie "Widze analogie z panskiego opowiadania ze stanem umyslow dnia dzisiejszego." W rzeczy samej dziś sprawy się tak mają, że wielu ludzi swoją mową i zachowaniem sprawia wrażenie jakby poddano ich caremonii (czyli amputacji płatów czołowych).
W komentarzach dot. tego opowiadania spotkałem się też z opinią, że chętnie by poczytali, jak ludzie próbowali z tą chmurą walczyć i dlaczego przegrali.
Cóż, w tym celu musiałbym napisać całą powieść, a wątpię, bym temat udźwignął. Wolałem pójść na łatwiznę i wybrać wariant, że ludzkość poszła na łatwiznę, woląc wygodnie i bez problemów żyć jak nasze domowe pupilki (koty, psy, etc.) niż walczyć za jakieś idee. Godzą się nawet na amputację płatów czyli utratę wolności. W takim kierunku zmierza dziś świat: cywilizacja budowana wg zasady więcej mieć niż więcej być. Gdybym zatem wybrał opcję walki o wartości, to dopiero byłaby fantastyka :)
Pamiętam takie opowiadanie “Pies Edisona” w którym zgromadzenie psów domowych postanawia ukarać tytułowego psa Edisona za to, że mu podpowiadał jak ma robić te swoje wynalazki (robił to bo mu było żal swego pana), przez co stwarzał zagrożenie dla swojej rasy, bo psy starannie ukrywały swoje zdolności, żeby ich ludzie nie eksploatowali – wolały wygodne życie :)
Serdecznie pozdrawiam!
 

Obrazek użytkownika maxilampus

26-04-2019 [13:21] - maxilampus | Link:

..."W komentarzach dot. tego opowiadania spotkałem się też z opinią, że chętnie by poczytali, jak ludzie próbowali z tą chmurą walczyć i dlaczego przegrali."...
Z ta "chmura" ludzie walcza od czasow Adama i Ewy..
Cala historia Chrzescijanstwa to walka z ta"chmura"..Byl czlowiek ktory zwyciezyl "chmure"...na cala wiecznosc..Dal nam Nadzieje,ze mozna takze wygrac z "chmura" w naszym wlasnym,indywidualnym zyciu...Od tego czasu "chmura" jest mi niestraszna..Niestraszne sa mi rownez wszystkie inne 'meteorologiczne" anomalia..sa bowiem one czescia rzeczywistosci oraz  sluza i spelniaja pewna role w dazeniu do osiagniecia perfekcyjnej pogody..Pzdr.

Obrazek użytkownika maxilampus

26-04-2019 [14:33] - maxilampus | Link:

..."że ludzkość poszła na łatwiznę, woląc wygodnie i bez problemów"...
Ta opinia dotyczy tylko czesci "ludzkosci"..Znam z autopsji inna.Gdzie poswiecenie,troska,jest wazniejsza niz wygoda,brak problemow czy zwykly ludzki egoizm..
dla ktorej Wiara i przywiazanie do wartosci majacych zrodla w Dekalogu i Ewangieli jest programem i celem zyciowym..
Wartosci Duchowe determinuja wynik koncowy walki z ta "chmura"....Uswiecaja prozaicznosc wlasnego bytu i nadaja mu sens...
Balochwalstwo i Ceremonie  wszelkiej formy sa puste i nie zastapia Wartosci wyzszego rzedu..Panskie opowiadanie obnaza poganskosc mylenia i wlasnego jestestwa ...Ukazuje ludzka desperacje ,pustke w ktorej nie ma miejsca na Boska ,Zywa Obecnosc...Tacy ludzie sa wlasnie "anomaliami meteorologicznymi" w swiecie porzadku Naturalnego wyplywajacego z Aktu Stworzenia..Walka z tymi "anomaliami" jest naszym zyciowym obowiazkiem..Obnazanie zafalszowanego Swiata nakazem chwili i kompasem Moralnym..
 

Obrazek użytkownika tsole

26-04-2019 [16:58] - tsole | Link:

Bardzo mi się podoba tok Pańskiego myślenia. Oczywiście, jest sporo ludzi dobrej woli na tym świecie i )lecąc Niemenem_ "mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie dzieki nim". Opowiadanie jest jednak w moim zamyśle przestrogą przed życiową łatwizną, ergo takim właśnie "obnazaniem zafalszowanego Swiata".

Obrazek użytkownika Imć Waszeć

28-04-2019 [18:11] - Imć Waszeć | Link:

Skoro już mowa o zafałszowanym świecie, to wypunktujmy kilka faktów:
1) Dekalog to tylko część prawa mojżeszowego. Ponieważ obecni "chrześcijanie" próbują się usilnie przedstawiać w roli spadkobierców Mojżesza (jednocześnie głupio "umniejszając" ciągłość w linii talmudycznej), więc jednocześnie uznają te pozostałe setki praw, a to są właśnie te przepisy, które obowiązują żydów. Na przykład "oko za oko, ząb za ząb" i dopuszczalność mordów klanowych. To konstytuuje ekumeniczny fundament dla koncepcji judeo-chrześcijaństwa, które nie jest moją wiarą.
2) Dziesięć przykazań w wersji katolickiej znacząco różni się od dekalogu Mojżesza. Link: http://www.biblia.start24.eu/3...
Powrót do pierwotnego brzmienia również nie "naprawia" naszej wiary, lecz konstytuuje judeo-chrześcijaństwo.
3) Ambasador Izraela w Polsce w Wielki Piątek składa życzenia… z okazji żydowskiego święta Pesach!: https://prawicowyinternet.pl/a...
PIS ostro krytykuje Pawłowicz za zdrową reakcję na kolejną próbę talmudyzacji życia w Polsce. Można tylko podać jeden adekwatny przykład odwrotnej polityki chrześcijan wobec żydów - sektę frankistów, ale tam też chodziło w zasadzie tylko o pieniądze (nadania w zamian za chrzest).

Obrazek użytkownika tsole

28-04-2019 [19:12] - tsole | Link:

Pana komentarz przypomina mi dowcip, jak student na egzamin z biologii nauczył się tylko o dżdżownicy, to to był ulubiony temat egzaminatora. Niestety, tym razem profesor zapytał o słonia. Inteligentny student poleciał taka narrację: słoń ma trąbę, która podobna jest do dżdżownicy. Dżdżownice dzielimy na... i poleciał to, co zakuł :-)

Obrazek użytkownika Imć Waszeć

28-04-2019 [21:22] - Imć Waszeć | Link:

Myślę, że zbyt wiele nadziei pokłada Pan we mnie, gdyż ja ani nie zakułem w kajdany prof. Pawłowicz, ani nie zmusiłem PIS-u do durnych reakcji na ustne polecenia ambasadora Repni... sorry... Mosbacher lub sierżanta sztabowego. A co do reszty, to proszę czytać, czytać i jeszcze raz czytać. Wszystko jest już powiedziane i spodnie niektórym opadły. Bez czytania nie ma z czego wyciągać wniosków, chyba że z wewnętrznej pustki jak energię próżni z punktu zerowego i wtedy właśnie fiksujemy się na jakichś dżdżownicach zamiast na realnym problemie oraz faktach :]

Obrazek użytkownika Kazimierz Koziorowski

28-04-2019 [15:50] - Kazimierz Kozio... | Link:

Zamiast laurki: takich pomyslow nie wolno panu zatrzymac dla siebie! prosze publikowac ile "da fabryka" i dla jak najszerszego grona odbiorcow. choc trzeba sobie zdawac sprawe ze pokolenie "e" ma zalozona blokade na tekst dluzszy niz mozliwy do przyswojenia w ciagu 60 s. Caremonia chyba juz sie dzieje, aczkolwiek to moze byc proces ktorego implementacje chmura rozplanowala na pare pokolen. Zapoczatkowano to najpierw zastepowaniem swiadomej pamieci - pamiecia zewnetrzna. Juz obecnie niemal kazdy analfabeta czy wtorny analfabeta jest madry madroscia wikipedii itp., ktore maja czesto tajemniczych mentorow. przyslowiowa lodowka z mikroprocesorem laczaca sie z globalna pajeczyna, chipowanie zwierzat a w niedalekiej przyszlosci ludzi to skladniki tego samego projektu. system jest tak miekko perfidny ze pokrzywdzeni beda sie zarzekac ze nie sa pokrzywdzonymi bo klienci systemu sami godza sie na pozbycie sie resztek wolnosci zaczadzeni blichtrem moderny w ich mniemaniu elitarnej. A koncowym etapem bedzie komenda ctr+alt+del przez admina obecnej cywilizacji. Ciekaw jestem jak widzialby Pan reakcje publiki anno 2019 na Paruzje. "Prorokow nie sluchaja, to chocby kto z martwych powstal, nie uwierza"

Obrazek użytkownika tsole

28-04-2019 [19:19] - tsole | Link:

Dziękuję za interesujący komentarz. Gdy tak sobie obserwuję dzisiejszą scenę polityczną to też mi się wydaje, że niektórzy juz przeszli Caremonię :) I kto ja robi? Ludzie ludziom. No i wychodzi na to, że żadne Chmury nie są nam potrzebne do samozagłady.
Pozdrawiam!

Obrazek użytkownika maxilampus

29-04-2019 [15:04] - maxilampus | Link:

..."Gdy tak sobie obserwuję dzisiejszą scenę polityczną to też mi się wydaje, że niektórzy juz przeszli Caremonię"...
Zapewne widzieliscie jak jedna z tych "ceremoni" wyglada..wiec dla przypomnienia i dla tych ktorzy nie mieli okazji zobaczyc..pzdr.
https://www.youtube.com/watch?...