Incydenty przed ambasadą rosyjską miały miejsce już po ogłoszeniu decyzji o delegalizacji Marszu Niepodległości. Niezależnie od ustaleń dotyczacych odpowiedzialności za demonstrację, z chwilą jej zakończenia pełna odpowiedzialność za bezpieczeństwo uczestników i mienia spada na władzę.
Premier i podległe mu służby nie zapewniły bezpieczeństwa rosyjskiej placówce dyplomatycznej mieszczącej się na terenie Warszawy. Ambasador Rosji Aleksander Aleksiejew domaga się przeprosin od polskiego rządu*.
Na czele rządu stoi Donald Tusk, który "ufa swoim ministrom i bierze za wszystko odpowiedzialność". To znaczy mówi, że bierze, ale jak do tej pory nikt jej skutecznie od Tuska nie wyegzekwował. Może Putinowi się uda?
--
*) tvp.info
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
- Odsłony: 5498
Pozdrawiam :)