Libertarianin nie twierdzi, że ideały istnieją i że da się mieć państwo bez przemocy. Twierdzi, że każde państwo stosuje terror, tylko czasem w mniejszej liczbie dziedzin, czasem w większej — i że im więcej wolności, tym więcej realnego dobrobytu, co w praktyce widać choćby przy porównaniu krajów bardziej liberalnych gospodarczo z socjalnymi molochami.
W istocie w stosunkach międzypaństwowych libertarianizm już istnieje: państwa względem siebie żyją w rodzaju bezpaństwowego ładu, gdzie nie ma jednego globalnego suwerena. Jedyne, co libertarianie chcą w tym zmienić, to zmniejszyć obszary tych suwerennych podmiotów, które względem siebie kierują się prawem międzynarodowym uzgodnionym dobrowolnie przez dwa, lub więcej państw, a nie prawem narzuconym od góry przez jakiegoś kierownika kuli ziemskiej czy światowego hegemona.
Dążenie do utworzenia takiego hegemona jest złe. I złe jest też to, że takich hegemonów jest dziś dwieście. Powinny ich być setki tysięcy — każda rodzina powinna być suwerenna, każda działka niepodległa, a stosunki między rodzinami powinno regulować prawo międzyrodzinne, które przyjmuje się w drodze pertraktacji i zgody, a nie w drodze militarnej. Jeśli dla dwustu podmiotów jest to możliwe, to będzie możliwe dla setek tysięcy.
Jeżeli chcemy na serio dyskutować o państwie, to musimy uczciwie przyjąć, że państwo jest terytorialnym monopolem na przymus, a realny spór dotyczy tego, czy taki monopol można moralnie usprawiedliwiać i jak bardzo go rozciągać na kolejne obszary życia. Dopóki ludzie nie zrozumieją, że inicjowanie aktów przemocy wobec niewinnych jest niemoralne, nie ma sensu rozważać ekonomicznych skutków tej niemoralności.
Państwo to organizacja, która właśnie to robi. A dokładniej nie stosuje przemocy przy każdym akcie grabieży zwanej podatkiem, tylko stosuje terror — czyli groźbę użycia przemocy, by obywatel sam oddał owoce swej pracy. Obywatel jest zastraszony i nie musi do niego przyjść policja, żeby wymusić haracz zwany podatkiem — on sam robi przelew, bo boi się, że przyjdzie policja z komornikiem. To jest klasyczny terror. Terror jest bardziej precyzyjnym słowem niż przymus, bo państwo stosuje przede wszystkim groźbę użycia przymusu i to zastraszenie w większości przypadków wystarcza, by osiągnąć swój grabieżczy cel.
Każde państwo idealnie spełnia definicję terroryzmu: działania władz państwowych to planowane i zorganizowane akcje, których celem jest wymuszenie od mieszkańców danego terenu określonych zachowań i świadczeń, naruszających dobra osób niewinnych. Działania te są realizowane z całą bezwzględnością, za pomocą różnych środków (nacisk psychiczny, przemoc fizyczna), w warunkach specjalnie nadanego im rozgłosu i celowo wytworzonego w społeczeństwie lęku przed władzą polityczną.
O definicje nie ma się co spierać, bo są oczywiste. Żeby być uczciwym w dyskusji, musimy postawić sprawę jasno: niemoralny terror, który stosuje aparat przemocy zwany państwem, by grabić niewinnych obywateli, zbierając od nich haracz zwany podatkiem, jest niezbędny, konieczny, nieusuwalny. Ludzi trzeba terroryzować i hodować jak bydło, bo inaczej się nie da. Ludzie zawsze i wszędzie są terroryzowani i grabieni, i tego się zmienić nie da. Jak już to ustalimy, to możemy pójść dalej w takiej dyskusji, by zrozumieć, że jednak się da inaczej — że terytorialny monopol na terror jest do likwidacji.
Grzegorz GPS Świderski
Twitter.com/gps65
t.me/KanalBlogeraGPS