W świecie alchemików i magii, gdzie precyzja słów decydowała o przetrwaniu, czarodziej Alojzy stanął nad jeziorem płynnego kwasu. Rzucił zaklęcie transmutacji, a żrąca ciecz zamieniła się w czystą wodę. Z groźnego akwenu kwasowego powstał wreszcie bezpieczny akwen wodny.
Podróżując przez wymiary, trafił do komnaty z odwróconą grawitacją, gdzie anomalia rzucała wchodzących na sufit. Alojzy musiał użyć butów magnetycznych, by wbrew fizyce tego miejsca swobodnie spaść w dół. Ponieważ ładunki w tym pomieszczeniu naturalnie opadały w stronę sufitu, zignorował to i z użyciem siły fizycznej postanowił podnieść do góry każdą ze skrzyń.
W karczmie na skraju światów obsługiwał go kosmita rasy, która komunikowała się ruchem macek, co nazywano mimiką ciała. Alojzego to dezorientowało, gdyż dla niego czytelna była wyłącznie ludzka mimika twarzy. Podczas rozmowy z oberżystą dyskutowali o historii. Czarodzieja nie interesowała geneza powstania wszechświata, lecz wyłącznie zbrojna geneza powstania lokalnych chłopów przeciwko królowi. Z kolei, gdy zapytano go, czy podróżuje z córką wodza o imieniu Maj, odparł, że powodem jego wizyty nie była dziewczyna, lecz kalendarzowy miesiąc maj.
Później wsiadł do swojego parowego wehikułu, który stał na stromym zboczu. Z powodu awarii układu, po wrzuceniu biegu wstecznego auto zsuwało się pod wpływem grawitacji w stronę maski, cofając de facto do przodu. Alojzy musiał odpalić magiczny dopalacz, by pojazd mógł o własnych siłach cofać do tyłu. W trakcie ucieczki analizował param etry maszyny. Na manometrze odczytał okres drgań tłoka, ale o wiele ważniejszy był dla niego uciekający okres czasu, po którym zaklęcie silnika miało przestać działać.
Na targu zatrzymał się, by kupić zestaw magicznych pucharów z winem. Handlarz podał mu puste naczynia, ale czarodziej rzucił na ladę sakiewkę złota, stanowczo żądając, by wydano mu wypełniony po brzegi, pełny komplet.
Chwilę później wdał się w pojedynek z miejscowym szermierzem-nekromantą. Gdy przeciwnik zaatakował, pchnięcie Alojzego (kłuta riposta) chybiło, ale jego następna, uderzająca ostrzem z ukosa cięta riposta trafiła do celu. Nekromantę zazwyczaj udawało się zabić jedynie na chwilę i odesłać do zaświatów, jednak tym razem magiczne ostrze pozwoliło go ostatecznie zabić na śmierć.
Mając do wyboru zgłębiać lokalne tajemnice w mieście lub ruszyć w dzicz, czarodziej postanowił kontynuować dalej. W przeszłości wyruszał na misje bez artefaktu o nazwie „Powrót”, jednak teraz, mając ten teleportacyjny talizman w kieszeni, mógł w razie niebezpieczeństwa bezpiecznie wracać z powrotem w dłoni.
Jego przewodnikiem w dziczy był duch lasu, który zazwyczaj wymuszał na podróżnych współpracę jednostronną, czerpiąc z nich energię. Tym razem jednak obie strony dzieliły się magią po równo, więc była to autentyczna, wzajemna współpraca. Wieczorem Alojzy postanowił opisać tę przygodę w dzienniku. Ponieważ obszerny raport zająłby dziesiątki stron, a jemu zabrakło inkaustu, na pergaminie ostatecznie znalazła się tylko krótka wzmianka.
Grzegorz GPS Świderski
Twitter.com/gps65
t.me/KanalBlogeraGPS