To nie jest gorsze od KSeF, ale równie grube.
Po analizie kilkunastu wątków sprawy kradzieży danych medycznych połowy Polaków z MyDr wyłonił mi się spójny scenariusz, który nie dość, że najlepiej pasuje do wszystkich informacji, jakie dostaliśmy, to jeszcze w prosty sposób tłumaczy kluczowe nieścisłości oficjalnej wersji. Nie wypracujecie lepszego scenariusza, który by tak idealnie pasował do wszystkiego, o czym się dowiedzieliśmy. W poprzednich odcinkach tej serii podałem wszystkie istotne informacje, którą są publicznie znane oraz wykazałem, że narracja o okupie to ściema. Z tego wnoszę co następuje:
Otóż do rzeczywistego wycieku danych medycznych doszło w kwietniu 2024 roku. Wówczas wykryto lukę, zabezpieczono system i wszczęto niejawne śledztwo. Przez ponad dwa lata służbom nie udało się jednak ustalić sprawców ani odzyskać kontroli nad skradzionymi danymi. W sierpniu 2026 roku zdecydowano się wreszcie ostrzec opinię publiczną, tworząc jednocześnie wygodną legendę o rzekomo świeżym ataku i żądaniu okupu, aby uniknąć politycznych konsekwencji ponad dwuletniej bezradności.
Kluczowym elementem całej układanki pozostaje graniczna data: kwiecień 2024 roku. Z perspektywy bezpieczeństwa państwa najważniejszy komunikat przekazany przez rząd dotyczący 18,8 mln osób oraz ponad 12 tysięcy placówek. Te dane mają nieznani sprawcy. Jest to w pełni wiarygodne i prawdziwe. Każdy urzędnik, oficer służb, polityk czy obywatel musi dziś założyć, że jego historia leczenia, recepty i diagnozy sprzed tej daty znajdują się w rękach niewykrytych hakerów, w tym na pewno obcego wywiadu. Kopie cyfrowe nie znikają, a ich posiadacz zyskuje potężne narzędzie do szantażu, inwigilacji czy precyzyjnego phishingu.
Jedynie pozostaje nam się modlić, że to była akcja od początku przeprowadzona przez obcy wywiad. Bo wtedy ma to tylko jedno państwo i jest duża szansa, że z nikim więcej się tą wiedzą nie podzieli. A jeśli to byli hakerzy, to na pewno w ciągu tych 2 lat sprzedali to wielu wywiadom, o ile nie wszystkim. Dla każdego wywiadu takie dane będą cholernie cenne i zapłacą za to miliony, nawet jeśli wiedzą, że inne wywiady też to dostały.
Ujawnienie sprawy po dwóch latach miało na celu przede wszystkim neutralizację wartości operacyjnej tych danych. W momencie, gdy ofiara nie wie o wycieku, przeciwnik posiada ogromną przewagę psychologiczną. Publiczne ogłoszenie incydentu tę przewagę ogranicza, ponieważ każda próba wykorzystania historii medycznej z przeszłości staje się czytelna i wskazuje bezpośrednio na zasoby MyDr. Cel prewencyjny został więc zrealizowany, jednak szczere przyznanie się do dwuletniej bezowocnej operacji stanowiłoby wizerunkowy upadek rządu. Przez dwa lata od 2024 obce służby danymi medycznymi dysponowały i dzięki nim agentów werbowały. To znaczy, że już wielu polityków Tuska, z nim samym włącznie, jest zwerbowanych. Jednak w służbach znalazł się jakiś rozgarnięty oficer i postanowił to trochę zneutralizować.
Służby specjalne w sierpniu 2026 stworzyły więc uproszczoną narrację o nagłym incydencie kryminalnym, na który państwo rzekomo zareagowało w czasie rzeczywistym. Wersja z okupem zawiera zbyt wiele luk technologicznych, ekonomicznych i procesowych, by ją traktować poważnie. Do tej pory nie przedstawiono twardych dowodów wiążących osoby kontaktujące się z mediami z pierwotnym momentem kradzieży bazy sprzed dwóch lat. Fakt, że ktoś dysponuje próbką danych, potwierdza jedynie ich posiadanie, a nie datę czy metodę ich pierwotnego pozyskania. Służby tymi danymi dysponują, więc mogły świetnie wcielić się w hakerów. Brakuje tu również standardowych elementów wymuszenia, takich jak oficjalne platformy negocjacyjne, jasne terminy czy groźby publikacji, o czym świadczy chociażby powściągliwy komunikat prokuratury pomijający kwestię okupu. To po prostu nasze służby przejęły rolę hakerów i omamiły Zaufaną Trzecią Stronę (Z3S) oraz MyDr.
To oznacza, że kłamstwo jest zaprogramowane tylko przez służby Tuska, tak, że tylko kilku oficerów wie o całej tej ściemie. Z3S i MyDr działają w dobrej wierze, relacjonują to, co naprawdę widzą, bo wydaje im się, że negocjują z prawdziwymi hakerami. Nawet Gramatyka i Domański mogą nie wiedzieć, że to służby udają włamywaczy. To standard, by w taką akcję wtajemniczać jak najmniejsze grono ludzi, a już szczególnie nieroztropne dla służby byłoby wtajemniczenie takich nierozgarniętych patałachów jak Gramatyka czy Domański. Tusk też jest nierozgarnięty, ale jego chyba wtajemniczyli. To on głównie mówił o tym, że to włam kryminalny i że dane nie wypłynęły, bo nie widzą miejsc wypłynięcia. Połowa Polaków od razu widzi, że kłamie, ale połowa mu wierzy i to wystarczy.
Przedstawiona hipoteza zakłada, że prawdziwy incydent miał miejsce wiosną 2024 roku, a obecne działania to kontrolowane spalenie tematu w celu ochrony polityków i urzędników pod przykrywką bieżącego pościgu za sprawcami. Spośród wszystkich dotychczasowych wariantów ten model wymaga najmniejszej liczby założeń i w logiczny sposób łączy kluczowe fakty: tajemniczą cezurę czasową bazy, niejasny wątek szantażu oraz specyfikę państwowych komunikatów.
Rząd Tuska po prostu doprowadził swoją indolencją, bylejakością i głupotą do drugiej co do wielkości afery w dziejach po KSeFie. KSeF to świadome, celowe, legalne oddanie pełnej mapy gospodarczej Polski obcym wywiadom, to ustawowo zatwierdzone oddanie suwerenności cyfrowej obcym. To jawna zdrada, to gorsze niż zabory. A afera MyDr to nielegalny włam, to przejaw głupoty rządu, który oddał dane medyczne Polaków partackiej firmie. Te dwa przypadki pozwalają rozwiązać dylemat: czy rządzą nami debile, czy agenci? Otóż oni są jednocześnie i tymi, i tymi. Teraz obce wywiady mają nie tylko bardzo szczegółowe dane o polskim biznesie, bo znają wszystkie faktury z KSeF, ale mają też dane osobowe i historię medyczną połowy Polaków. Obce służby wiedzą o Was wszystko!

Tusk i każdy jego minister i ministrzyca, to debile i agenci. Wiadomo już od dawna, że każdy kolejny rząd III RP jest gorszy od poprzedniego. Wydawało się, że rząd Morawieckiego, ochoczo uczestnicząc w przekręcie kowidowym, okradając Polaków na miliardy, niszcząc tysiące biznesów i doprowadzając do setek tysięcy nadmiarowych zgonów, jest najgorszy, że gorzej być nie może. Jak widać, Tusk go przebił — jest gorzej. Kaczyński z Morawieckim odebrali wielu Polakom majątek i życie, a Tusk odebrał nam szansę, by to odzyskać. PiS pogrążył Polskę w bagnie, a KO nas przyklepało i zabetonowało, tak, by się wydostać nie dało.
Jeśli wyrazicie taką chęć, to rozpiszę tę aferę MyDr na najdrobniejsze szczegóły. Albo zadawajcie pytania, to odpowiem, która oficjalna informacja to prawda, a która to kłamstwo i czemu to szczegółowo służy. Trzeba też odróżnić fałsz od kłamstwa. Większość uczestników afery powiela fałsz nieświadomie, wierząc, że to prawda, więc oni nie kłamią. Źródłem fałszu są służby Tuska i tylko one kłamią — reszta rozpowszechnia fałsz w dobrej wierze. A prawdą jest tylko i wyłącznie to, że nieznani sprawcy mają dane osobowe połowy Polaków oraz ich historię medyczną do kwietnia 2024. Wszystko inne to fałsz.
Rozpowszechniajcie ten wpis gdzie się da, bo z powodu tego, że uderzam i w KO, i PiS, mam ograniczane zasięgi. Tylko prawda jest ciekawa!
Grzegorz GPS Świderski
Twitter.com/gps65
t.me/KanalBlogeraGPS
PS. Notki powiązane:
- naszeblogi.pl?
- Oficjalna narracja to ściema: x.com
- Tajemnica kwietnia 2024: x.com
Gdyby nie Morawiecki to szukałby pan teraz pustych butelek w koszach na śmieci.
Reszta w porządku.
Morawiecki, ochoczo uczestnicząc w przekręcie kowidowym, okradając Polaków na miliardy, niszcząc tysiące biznesów i doprowadzając do setek tysięcy nadmiarowych zgonów, jest jednym z największych szkodników w Polsce. KSeF, jako świadome, celowe, legalne oddanie pełnej mapy gospodarczej Polski obcym wywiadom, to dzieło rządu Morawieckiego. To, że Tusk jest jeszcze gorszy, w żaden sposób nie usprawiedliwia ogromu destrukcji dokonanej przez Morawickiego.