Od wczoraj przybyło w Polsce co najmniej 5 milionów językoznawców ze specjalizacją semantyczną, a wszystko przez to, że „prezydent Karol Nawrocki zaliczył wpadkę językową”
Takie i podobne tytuły pojawiły się na wszystkich portalach i belkach w największych telewizjach. Jaką konkretnie wpadkę zaliczył prezydent Karol Nawrocki?
Dokładnie brzmiało to tak: „Dzięki wychowaniu patriotycznemu mieliśmy świętego papieża Polaka, Jana Pawła II, Zbigniewa Herberta i innych wielkich obrońców Monte Cassino, obrońców Westerplatte”.

Jeśli chodzi o obrońców Westerplatte, to językoznawcy nie mieli zastrzeżeń, do Jana Pawła II już były zgłaszane pretensje, Zbigniew Herbert prawie uszedł cało, za to najwięcej zebrali „obrońcy Monte Casino”. Filolodzy ze specjalizacją semantyczną podnieśli alarm, bo w ich przekonaniu prezydent Karol Nawrocki pochwalił Niemców. Skąd takie przekonanie? Z wiedzy semantycznej zaczerpniętej ze sztucznej inteligencji, a w najlepszym przypadku ze słownika PWN:
obrońca
1. «ten, kto broni kogoś lub czegoś przed napaścią, krytyką lub innym zagrożeniem»
2. «osoba upoważniona do obrony oskarżonego w sądzie»
3. «w piłce nożnej, hokeju itp.: gracz należący do grupy broniącej dostępu do bramki swojej drużyny»
W interpretacji filologów Niemcy bronili klasztoru przed napaścią Polaków i cały ten wywód oparty jest na jednym słowie „obrońcy”. Jeśli traktować „obrońców” w taki sposób, to należałoby też zmienić kawał polskiej historii. W 1660 roku Szwedzi byli obrońcami Polski, a wojska Rzeczypospolitej napadły na szwedzkich obrońców. Powstańcy styczniowi i listopadowi napadli na rosyjskich obrońców Polski, a w 1944 roku Powstańcy Warszawscy strzelali do niemieckich obrońców Warszawy. Oczywiście nie chodzi o to, żeby zmieniać znaczenie słów, bo ten, czy tamten polityk mniej lub bardziej precyzyjnie się wyraził, jednak istnieje coś takiego jak kontekst, intencja oraz emocja w mowie i piśmie. Jeśli się ściśle trzymać semantyki, to rzeczywiście należałoby żołnierzy szturmujących klasztor na Monte Casino nazwać napastnikami. Ten kto atakuje jest napastnikiem, ten kto broni, jest obrońcą, niby proste i oczywiste, ale chyba nie w każdej sytuacji. Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, co by się działo, gdyby prezydent Karol Nawrocki zamiast „obrońcy”, powiedział „napastnicy spod Monte Casino”.
O ile można się zgodzić, że słowa prezydenta nie były „słownikowe”, to już ich interpretacja i sugerowane podpowiedzi brzmiały kuriozalnie. Pojawili się „atakujący”, czyli de facto napastnicy, co brzmi jak potwarz, nie jak wyróżnienie i oddanie prawdy historycznej. Puryści powiedzieliby: „Dzięki wychowaniu patriotycznemu mieliśmy świętego papieża Polaka, Jana Pawła II, Zbigniewa Herberta, wielkich bohaterów spod Monte Cassino i obrońców Westerplatte”. Nie znaczy to, że zdanie wypowiedziane przez prezydenta wypacza historię i zamienia pozycje. Trzeba mieć naprawdę dużo złej woli i politycznego zaślepienia, żeby nie zrozumieć tej wypowiedzi zgodnie z emocją i intencją prezydenta Karola Nawrockiego. Polscy żołnierze bronili Monte Casino przed niemieckim okupantem, tak jak wojska hetmana Czarneckiego broniły Polski przed Szwedami, powstańcy broni Polski przed Rosją i Niemcami.
Robienie afery i „wpadki językowej” z emocjonalnej i oczywistej w intencjach wypowiedzi prezydenta, to małostkowość, napastliwa obrona semantyki i brutalny napad na zdrowy rozsądek.