rozmaite Marysie czy Kasie ze wsi, często niepiśmienne, które prowadziły dom. Do ich obowiązków należało robienie zakupów. Szła więc taka Marysia czy Kasia na rynek, zachodziła do sklepiku Izaaka Goldmana i pytała po ile są ziemniaki — a gdy usłyszała cenę mówiła "phi, u Rosenbluma jest taniej" - i odwracała na pięcie do wyjścia. Na co Goldman wybiegał za nią ze sklepu wołając: Zaraz, niech pani dziedziczka nie odchodzi, porozmawiajmy! To ile pani dziedziczce Rosenblum daje? Ja dam grosza taniej!
Tak było. Pamiętamy.
Przewijamy film do czasów dzisiejszych. W krajach bałtyckich podłączono sieci energetyczne do unijnych. A potem Bałtowie doszli do wniosku, że nie chcą być podłączeni do sieci energetycznych rosyjskich — bo nie. No i odcięli połączenia z liniami przesyłowymi z Rosji. Nie będą brać prądu z Rosji, bo jest niekoszerny. I co?
Rzepa pisze (15 lutego 2025):
I okazało się, że momentalnie prąd podrożał. Dopóki byli podłączeni do sieci rosyjskich mieli w ręce argument wobec dostawców zachodnich: Będziecie nam liczyć za dużo — to kupimy prąd z Rosji. A gdy sobie ten argument sami wyjęli z ręki — to zachodni dostawcy zaczęli ich momentalnie doić. Dlaczego podnieśli im ceny? Bo mogli. Odcinając się od sieci rosyjskich Bałtowie pokazali, że są frajerami dobrowolnie zdającymi się na łaskę i niełaskę swoich dostawców. A frajerów trzeba doić.
Lenin mówił, że kucharka będzie mogła zarządzać państwem. Czy naprawdę to nie wiemy — ale wiemy, że przedwojenna Kasia czy Marysia, gospodynie domowe, nie zrobiłyby takiego błędu jak Bałtowie. One wiedziały, że jak pójdą do Goldmana mówiąc: Panie Goldman ja do Rosenbluma na pewno nie pójdę więc daj mi Pan zniżkę - to nic z tego nie będzie — tylko Goldman je wydoi.
Co z tego wynika dla Polski?
Otóż Polska dawniej kupowała ropę i gaz w ZSRR co dawała Moskwie możliwość ingerowania w polską politykę poprzez zakręcanie kurka. To była sytuacja niebezpieczna — i od zawsze polskie rządy usiłowały to zmienić. Najpierw Gierek zbudował rafinerię gdańską, aby choć trochę mieć alternatywę wobec dostaw z ZSRR. Potem po upadku komuny zbudowano gazoport, a potem rurociąg z Morza Północnego. A potem zakręcono kurki na rurach ze wschodu i odcięto się od dostaw z Rosji. Bo tak.
Każdy, kto zwraca uwagę, że jest to głupota — jest wyzywany od ruskich onuc.
Tym niemniej nie należy się dać terroryzować histerią "Wodzu, wpisujecie się w narrację Putina" - tylko głośno mówić: Polska musi odnowić kontrakty na dostawy węglowodorów z Rosji — i odbudować rurociągi. Nie wolno w Rosji kupować za dużo — żeby nie dawać im narzędzia do uzależnienia Polski — ale należy kupować trochę — aby mieć bat na innych dostawców: Podniesiecie nam ceny za bardzo — to pójdziemy do ruskich.
Do tego dochodzi druga kwestia: Wielki Wódz od dawna ostrzega, że Europa Zachodnia zmierza do wojny. Rzut oka na mapę pozwala zrozumieć, że po jej wybuchu polskie szlaki dostaw ropy i gazu — z Morza Północnego przez Danię rurociągiem i tankowcami przez cieśniny duńskie — zostaną odcięte. Trzeba mieć plan awaryjny.
Zapewniamy Państwa: Samo tylko rozpoczęcie negocjacji z Rosją na temat dostaw gazu sprawi, że rozmowy na temat renegocjowania układu na temat dostaw z Morza Północnego staną się dużo łatwiejsze.
Nie mówiąc o tym, że gdy w Kijowie dowiedzą się, że Polska rozpoczęła z Rosją rozmowy na temat ponownego uruchomienia rurociągów — to tamtejszy prezio Z momentalnie stanie się w stosunku do Polski grzeczniejszy i podatny na tresurę. Obiecujemy to Państwu.
Wniosek: Pierwszą rzeczą, jaką powinien zrobić rząd prawicy po przejęciu władzy jest zaproponowanie Rosji rozmów na temat dostaw węglowodorów.
Niestety: Obawiamy się, że Polacy są za głupi, aby to zrozumieć.
Ale Putin musiałby być głupszy od Wodza,zeby sie dał nabrać na taką prowokację :-)))