1. Tuż po posiedzeniu Rady Europejskiej w Brukseli w marcu tego roku, premier Tusk na konferencji prasowej zapowiedział, że jednym z ustaleń szczytu jest zobowiązanie Komisji Europejskiej do przygotowania reformy EU ETS. O refomę wnioskowało do KE aż 10 unijnych krajów: Włochy Polska, Austria, Bułgara, Chorwacja, Czechy, Grecja, Węgry, Słowacja i Rumunia, domagając się rozwiązań, które znacząco obniżyłyby ceny energii elektrycznej, zarówno dla gospodarstw domowych jak i przedsiębiorstw we wszystkich krajach UE. Kraje te podniosły jako koronny argument, że ceny energii elektrycznej dla przemysłu w UE są średnio 3-krotnie wyższe, niż w USA, czy Chinach, co oznacza gwałtowne pogarszanie się konkurencyjności unijnego przemysłu. to zresztą dane dotyczące udziału w światowej produkcji przemysłowej, jeszcze w 2010 roku udział UE wynosił około 22 % , po 15 latach w 2025 roku spadł do około 14 %, podczas gdy w przypadku USA przez ten okres, udało się utrzymać go na podobnym poziomie wynoszącym około 18%.
2. Po prawie półrocznych pracach, w ostatni piątek KE przedstawiła propozycje zmian w w systemie EU ETS, z których wynika, że z zapowiadanej dużej chmury, spadł mały deszcz, a wielkiej reformy, zostały tylko zmiany kosmetyczne. KE potrzymała główne założenie, zresztą przyjęte wcześniej bez dyskusji na poziomie państw członkowskich, o redukcji emisji netto CO2 o 90% do roku 2040 w stosunku do roku 1990, co oznacza, że presja na przemysł w UE zostanie utrzymana. Zaproponowano między innymi obniżenie współczynnika redukcji podaży uprawnień do emisji CO2 , co spowoduje, że ich pula nie wygaśnie, tak jak ustalono wcześniej w roku 2039 ,ale będą one dostępne także po tej dacie, przynajmniej do roku 2049, ale niestety oznacza dalsze „duszenie” europejskiego przemysłu w porównaniu z sytuacją przemysłu w USA, czy w Chinach.
3. Przedłużono także dłuższe funkcjonowanie darmowych uprawnień do emisji CO2 przydzielanych poszczególnym krajom członkowskim, zamiast do roku 2034, do roku 2038, ale mimo tego przemysł stalowy czy cementowy w UE, dalej będzie tracił konkurencyjność w stosunku do tych samych branż poza UE i wprowadzony przez UE podatek CBAM ( podatek graniczny, który dodatkowo obciążać import między innymi stali czy cementu spoza UE), tej utraty konkurencyjności także nie rozwiąże. Co więcej KE proponuje wprowadzenia tzw. warunkowości przy przydzielaniu darmowych uprawnień dla przedsiębiorstw, 80% przypadających dla danej firmy, będzie przekazywane z góry, ale tylko pod warunkiem posiadania przez nią planu dekarbonizacji, a pozostałe 20% będzie przekazywane dopiero po realizacji inwestycji. Do tej pory były one przekazywane firmom jako rekompensata za dodatkowe koszty w związku z funkcjonowaniem w systemie UE ETS, teraz wprowadza się dodatkowe warunki, między innymi, takie, że otrzymasz darmowe pozwolenia, jak dokonasz inwestycji i to tylko takich jakie KE zatwierdzi. Trudno także, za posunięcie obniżające obciążenia związane z systemem EU ETS, uznać zaproponowanie przez KE objęcie nim od roku 2031 spalarni śmieci komunalnych, co oznacza dodatkowe obciążenia finansowe dla samorządów i gospodarstw domowych.
4. Eksperci prezydenta ocenili te propozycje reform systemu EU ETS przygotowane przez KE jako zmiany kosmetyczne, które w zasadniczy sposób nie obniżą cen energii dla przedsiębiorstw i gospodarstw domowych i w związku z tym zapowiedział on zwrócenie się po raz kolejny do Senatu o zarządzenie referendum w sprawie unijnej polityki klimatycznej, tym razem z pytaniem, które już nie będzie można podważać, że zawiera jakąkolwiek tezę. Przypomnijmy, że w maju tego roku większość koalicyjna w Senacie odrzuciła poprzedni wniosek prezydenta Nawrockiego z września 2025 roku z pytaniem „ Czy jest Pan/Pani za realizacją polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?” Senatorowie głosujący za odrzuceniem wniosku podkreślali, że zawiera ona tezę , choć przecież nie ulega najmniejszej wątpliwości, że unijna polityka klimatyczna doprowadziła do wzrostu kosztów życia, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej, co więcej jej kontynuacja w kształcie zaproponowanym przez KE w dalszym ciągu będzie tek koszty podwyższała.
5. Przypomnijmy także, że prezydent Nawrocki od listopada 2025 roku zabiega o obniżkę cen energii elektrycznej w Polsce, a dobitnym wyrazem tych zabiegów jest jego inicjatywa ustawodawcza „Tani prąd – 33%”. projekt ustawy jest oparty na 4 filarach, przy czym ten pierwszy- to likwidacja kilku opłat wchodzących w skład rachunków za energię elektryczną: opłaty OZE, mocowej, kogeneracyjnej i przejściowej, drugi- ograniczenie kosztów tzw. zielonych i niebieskich certyfikatów, trzeci- obniżenie opłat dystrybucyjnych i czwarty- to obniżka stawki podatku VAT obciążającej sprzedaż energii z obecnych 23% do najniższej wynoszącej 5% . Jak wyjaśniała po złożeniu tego projektu ustawy w Sejmie, ekspertka pracująca przy tym projekcie Wanda Buk, mimo tego, że zawiera on propozycje, których wartość jest szacowana w przedziale 11-14 mld zł rocznie, to powinien on być obojętny dla budżetu państwa, bo koszty te powinny zostać pokryte z dochodów ze sprzedaży certyfikatów ETS. Dochody z tego tytułu w 2024 roku wyniosły ok 4 mld euro, a więc ponad 16 mld zł i jak należy się spodziewać w kolejnych latach, powinny być jeszcze wyższe, a 80-90% wpływów z nich, przeznaczane byłoby na pokrycie finansowych konsekwencji obniżek cen energii elektrycznej w Polsce.
6. Jak oszacowali wtedy eksperci z Kancelarii Prezydenta wprowadzenie rozwiązań zawartych w projekcie ustawy w przypadku gospodarstwa domowego zużywającego roczne około 2 MWh energii, oszczędność będzie wynosiła około 800 zł. Przy czym ponieważ rozwiązania przedstawione przez prezydenta, nie polegają tak jak tarcze energetyczne na mrożeniu cen, a na obniżaniu kosztów wytwarzania energii, to jeżeli gospodarstwo domowe będzie zużywało mniej, oszczędność ta będzie mniejsza, niż wspomniane 800 zł, a w przypadku zużycia większego, będzie po prostu większa. Oszczędności będą dotyczyły co niezwykle ważne ,także wszystkich innych podmiotów korzystających z energii elektrycznej w tym przede wszystkim przedsiębiorców i wyniosą mniej więcej 1/3 do tej pory ponoszonych na ten cel ich wydatków. W uzasadnieniu tego projektu pokazano także zróżnicowanie korzyści dla poszczególnych rodzajów podmiotów w zależności od rodzaju taryfy po jakiej rozlicza zużytą energie elektryczną , dla gospodarstw domowych, ta obniżka wynosiłaby ponad 35% dla firm produkcyjnych w tym energochłonnych o blisko 30%, dla małych i dużych punktów usługowych o około 25%.
7. Powtórzony prezydencki wniosek o referendum jest także konsekwencją już blisko 9. miesięcznego mrożenia jego projektu ustawy przez koalicję 13 grudnia, której przyjęcie dawałoby realną możliwość obniżki cen prądu o ok 1/3 dla gospodarstw domowych i o ok. 25% dla przedsiębiorstw i to w sytuacji kiedy wprowadzenie tego rozwiązania, byłoby neutralne dla budżetu państwa. Przeprowadzenie referendum w tej sprawie z dającym się przewidzieć rezultatem odrzucenia unijnej polityki klimatycznej, dawałoby rządowi mocny argument w debacie na forum Rady Europejskiej o poważnych zmianach, albo wręcz odejściu o tej polityki, zwłaszcza że w kilku krajach Europy Zachodniej, emocje społeczne w tej sprawie są bardzo podobne jak w Polsce, więc nasz rząd miałby w tej sprawie sporo sojuszników.