
Ach, ci Rosjanie – wieczne ofiary i wybawiciele w jednym
Gdy na Wołyniu w 1943 roku banderowska hołota z UPA (wspomagana przez „zwykłych ukraińskich chłopów z kosami i siekierami”) urządzała Polakom rzeź godną najgorszych koszmarów – mordując 100-150 tysięcy cywilów, w tym kobiety, dzieci i starców, paląc żywcem, gwałcąc i ćwiartując – Moskwa nie stała z boku z popcornem. Ona podsycała ogień, licząc zyski. Klasyczna bolszewicka perfidia w stylu „dziel i rządź, a potem zgarnij resztki”.
Sowieccy partyzanci (Kowpak i spółka) wlewali się na Wołyń po Stalingradzie, atakowali ukraińskie wsie, brali wsparcie od polskich osadników – a UPA dostała idealny pretekst: „Polacy to bolszewicka agentura!”.
Efekt?
Eskalacja rzezi, której kulminacja w lipcu-sierpniu 1943 to prawdziwe piekło. Raporty AK wprost oskarżały Sowietów o prowokacje i inspirowanie konfliktu. Im więcej polskich i ukraińskich trupów, tym słabsze oba narody i tym łatwiej Stalinowi „wyzwolić” Kresy.
Niektórzy dowódcy sotni UPA to byli faceci z Armii Czerwonej lub agenci NKWD. Przykładowo Wasyl Lewoczko („Dowbusz”), który masakrował Polaków w Porycku (ponad 200 osób podczas mszy), później spokojnie został kapitanem specgrupy NKWD i dalej mordował – już pod czerwoną gwiazdą. Cudowna kariera.
Sowieci nie wydali rozkazu „Kłym Sawur, rżnij Lachów”. Po co? Wystarczyło podlać benzyną istniejące napięcia, podesłać „ekspertów wojskowych”, zaatakować tu i ówdzie w przebraniu, a potem patrzeć, jak Ukraińcy kończą robotę za nich.
Po wejściu Armii Czerwonej w 1944 dokończyli dzieło: deportacje Polaków, rozbijanie AK, wykorzystywanie resztek polskich samoobron do walki z UPA, a potem likwidacja i tych.
Perfekcyjny plan.
Dziś Putinowski Kreml odtajnia „dokumenty” FSB dokładnie wtedy, gdy chce wbić klin między Polskę a Ukrainę. Bo Rosja zawsze była taka sama: kat, który płacze nad grobami swoich ofiar i oferuje „sprawiedliwość”.
Ironia losu?
Ci sami „bracia Słowianie”, którzy w 1939-41 już wyrżnęli polskie elity na Kresach, w 1943 pomagali (pośrednio i bezpośrednio) dokończyć czystkę. A potem przez dekady w sowieckiej propagandzie udawali, że to „niemiecka prowokacja” albo w ogóle o tym nie mówili.
Głównymi rzeźnikami byli Ukraińcy z OUN-UPA. Ale Rosjanie/Sowieci to ci cwaniacy, którzy podrzucili zapałki, polali benzyną, zarobili na wzajemnej nienawiści i do dziś udają, że są jedynymi, którzy „pamiętają Wołyń”.
Typowo moskiewska hipokryzja – zero wstydu, maksimum korzyści. Krew Polaków i Ukraińców lała się strumieniami, a nad tym wszystkim czerwony kat uśmiechał się szeroko.
Nic nowego pod słońcem.
Gdy Rosja dziś mówi o "braterstwie słowiańskim", "denazyfikacji" czy "historycznej prawdzie" – plujcie im w ryj. Ich ręce są brudne nie tylko krwią Ukraińców dziś, ale też Polaków i Ukraińców wtedy. Wołyń to nie tylko ukraińska hańba. To wasza, ruskie sukinsyny, perfidia w czystej postaci. Historia was osądzi – i my, potomkowie ofiar, też nie zapomnimy.
Nigdy.
Historia Wołynia pokazuje, jak wygląda ich prawdziwy ryj.
ps.
Notka na podstawie wspomnień moich i moich kolegów z IDF i GRU. Więcej moich tekstów znajdziecie na salon24.pl i na niepoprawni.pl.
(Wysłuchał i spisał Potomek Radzieckich Wołyniaków)
Z Tel Awiwu z dumą
Mirek Wasz bloger z Izraela
Potomek Radzieckich Wołyniaków
Am Yisrael Chai!

ps.
Jeśli ktoś zamierza bezczelnie podszywać się pod moja tożsamość, to uprzedzam że to przestępstwo z art. 190a § 2 k.k.
W myśl art. 190a § 2 k.k. karze do trzech lat pozbawienia wolności podlega ten, kto, podszywając się pod inną osobę, wykorzystuje jej wizerunek lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej