Program SAFE miał ponoć uruchomić gigantyczny potencjał „polskiego przemysłu obronnego”. Brzmiało dumnie. Patriotycznie. Wręcz husarsko. Dopóki człowiek nie przeczytał, że korzyści ma odnieść blisko 12 tysięcy firm. Dwanaście tysięcy. To już nie przemysł zbrojeniowy — to narodowy program aktywizacji każdego, kto posiada pieczątkę, NIP i dostęp do ekspresu do kawy.
W tym tempie za chwilę okaże się, że do obrony ojczyzny strategiczne znaczenie ma nie tylko produkcja amunicji, ale również solarium „Golden Ibiza”, salon paznokci „Patriot Nails” i wypożyczalnia skuterów wodnych „Foka Jet Ski”. Bo przecież nowoczesna wojna to wojna hybrydowa. Żołnierz XXI wieku musi być opalony, zrelaksowany i gotowy do desantu na Mazury.
Co ciekawe, prawdziwy przemysł zbrojeniowy w Polsce wcale nie wygląda jak katalog lokalnych działalności gospodarczych z CEIDG. Faktycznych spółek związanych z obronnością jest w Polsce kilkaset — głównie podwykonawcy drobiazgów, a nie dziesiątki tysięcy. Trzon stanowi Polska Grupa Zbrojeniowa — moloch skupiający około 67 spółek oraz udziały w kolejnych kilkudziesięciu podmiotach związanych z sektorem stoczniowym, nowymi technologiami i przemysłem strategicznym. To tam produkuje się broń, amunicję, radary i systemy obronne. Reszta kraju najwyraźniej uznała jednak, że skoro jest program z pieniędzmi, to każdy może zostać komandosem przedsiębiorczości.
Powstanie nowa mini marynarka wojenna. Flota składająca się z jachtów kupionych „na cele szkoleniowe”. Kapitanowie będą ćwiczyć manewry bojowe między Mikołajkami a Giżyckiem, popijając prosecco z kubków z napisem „Silni Razem dla Bezpieczeństwa”. A gdy ktoś zapyta, czemu kuter patrolowy ma jacuzzi i teakowy pokład, usłyszy: „To komponent maskowania”.
Najbardziej wzrusza jednak skala tego cudu gospodarczego. Jeszcze wczoraj przedsiębiorca sprzedawał kebaby albo montował klimatyzacje, ale dziś — dzięki unijnemu programowi i magicznej pieczątce „dual use” — staje się filarem bezpieczeństwa narodowego. Budka z goframi? Mobilne centrum logistyczne. Producent leżaków? Wsparcie dla wojsk odpoczynkowych. Firma od tablic edukacyjnych? Oczywiście strategiczny partner NATO, bo przecież bez tablicy Mendelejewa nie da się wygrać współczesnego konfliktu.
I nagle wszyscy są ekspertami od obronności. Marszałek, który rok temu nie odróżniał moździerza od miksera, dziś opowiada w telewizji o „potrzebie synergii sektora prywatnego z architekturą bezpieczeństwa regionu”. Tłumacząc z urzędniczego na polski: „Dajcie pieniądze, a kupię nowego SUV-a”.
Oczywiście wszystko odbędzie się pod hasłem patriotyzmu. Bo w Polsce każda wielka operacja transferu publicznych pieniędzy musi mieć sztandar, hymn i konferencję prasową z dramatyczną muzyką. Potem przyjdą raporty, audyty i komisje, które odkryją, że połowa projektów zakończyła się zakupem laptopów, leasingiem luksusowych aut i „wizytami studyjnymi” na południu Europy. Ale spokojnie — bezpieczeństwo kraju zostało zachowane. Zwłaszcza bezpieczeństwo finansowe kuzynów, znajomych i kolegów od partyjnych grilli.
A obywatel? Obywatel dostanie wzruszający spot reklamowy. Czołg na tle zachodu słońca, dzieci z flagami i narrator mówiący grobowym głosem: „Polska rośnie w siłę”. I rzeczywiście rośnie. Szczególnie liczba firm, które odkryły, że najskuteczniejszą bronią XXI wieku nie jest rakieta. Tylko faktura.
A może zamiast tej pożyczki niemcy zapłacą wreszcie Polsce kwotę 6 bilionów 220 miliardów złotych (ok. 1,3–1,5 bln euro) jako reparacje za ludobójstwo i zniszczenie gospodarki i infrastruktury Polski i wymordowanie 6 mln ludzi, nie wspominając o całkowitym okradzeniu majątku narodowego latach 1939 - 1945. Kiedy ?