
W ubiegłym tygodniu byliśmy świadkami zjawisk paranormalnych w Sali Kolumnowej! Okazuje się, że nowo powołani sędziowie TK opanowali sztukę iluzji – potrafią ślubować „wobec Prezydenta”, którego fizycznie nie ma w pomieszczeniu. Zupełnie jak dworzanie z bajki Andersena, którzy z zachwytem podziwiali niewidzialne szaty, nasze prawnicze elity z pełną powagą złożyły przysięgę... tynkom i stiukom Sali Kolumnowej. Wspaniały pokaz instytucjonalnej magii!
Jest takie powiedzenie: „król jest nagi”. To określenie pochodzi z bajki Andersena „Nowe szaty cesarza”. Bajka opowiada o tym, jak oszuści wmówili władcy, że uszyją mu szaty niewidzialne dla osób głupich lub nienadających się na urząd, który mają objąć. W efekcie wszyscy ludzie, a szczególnie dworzanie, udawali zachwyt nad strojem króla, którego wcale nie było. Udawali go, żeby nie wyszło na jaw, że są głupi. Aż któregoś dnia, podczas królewskiej parady, dziecko krzyknęło: „Patrzcie, on nie ma nic na sobie!”. I sprawa się wydała – dworzanie kłamali, by zachować pozory.
Oglądając w czwartek transmisję ze „ślubowania” nowo powołanych sędziów TK, przypomniała mi się ta bajka. Otóż ustawa o TK mówi, że sędziowie przed objęciem urzędu składają ślubowanie „wobec Prezydenta”. Kluczowe jest tu znaczenie słowa „wobec”. Zgodnie ze Słownikiem języka polskiego PWN, znaczenie jest następujące: „przyimek ten komunikuje o obecności danej osoby w czasie zdarzenia”. Mówiąc językiem potocznym: składają ślubowanie przed Prezydentem i do Prezydenta.
Ale Prezydenta w Sali Kolumnowej Sejmu nie było. I sędziowie doskonale o tym wiedzieli. Żeby była pewność, że mają tego świadomość, jeden z posłów kilkakrotnie, głośno im o tym przypominał. A mimo to, sędziowie głośno recytowali, że składają ślubowanie „wobec Prezydenta”. W rzeczywistości składali je wobec ścian Sali Kolumnowej, a nie wobec głowy państwa.
W bajce Andersena rzekomy strój miał być niewidzialny dla niekompetentnych. Toteż dworzanie, aby dostać stanowisko, udawali, że widzą coś, czego nie ma. Wczoraj sędziowie, twierdząc, że ślubują „wobec Prezydenta”, również udawali, że są w obecności Prezydenta. Widzieli Prezydenta, mimo że go tam nie było.
Chyba bardzo im zależy na tych stanowiskach – tak samo jak królewskim dworzanom, którzy bali się wyjść na głupich, żeby stanowisk nie utracić. W rzeczywistości, zachwycając się nad pięknem szat, pokazali coś zupełnie odwrotnego. A co pokazali w czwartek sędziowie? Czy nie to samo co tamci dworzanie? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam PT Czytelnikom.
Warto jednak dodać sprawę znacznie poważniejszą, niezależnie od intencji i motywacji sędziów, ślubowanie złożone do ścian Sali Kolumnowej zamiast do Prezydenta jest ślubowaniem nieważnym.
PS: Niezależnie od skojarzeń z bajką Andersena o królewskich dworzanach, którzy widzieli ‘piękne szaty’, gdy żadnych szat nie było, to co się dzieje po tym przedstawianiu nazwanym ‘ślubowaniem’, niesie jeszcze inne skojarzenia. W mediach głównego nurtu, trwa nachalna propaganda odwracająca znaczenie słowa ‘wobec’. Według głoszonej tam propagandy, to słowo już nie znaczy ‘w obecności’ lub ‘przed’. Różnica między wyrażeniami „wobec” a „w obecności” jest co prawda subtelna, ale znacząca i polega na tym, że … i dalej idzie pseudojęzykoznawczy żargon, którego nie warto powtarzać. Brawo propagandowi językoznawcy.
Ale wróćmy do skojarzeń. Otóż mistrzami świata w odwracaniu znaczenia słów byli komuniści. Komuniści, swoje totalitarne rządy nazywali ‘demokracją ludową’, zbrojna napaść na Czechosłowację była ‘bratnią pomocą’, opresyjna cenzura była ‘wolnością słowa’. To nie był przypadek. Język opisuje rzeczywistość ale język, również kreuje rzeczywistość. Takie zabiegi językowe miały kluczowe znaczenie – pozwalały przedstawiać system jako sprawiedliwy i racjonalny … I utrzymać władzę.
Tekst opublikowany na portalu Merkururiusz24.pl https://www.merkuriusz24…
Językowy zabieg ,,demokracja walcząca'' Tuska jest źródłem kolejnych i nie łudźmy się będą dalsze takie chwyty jak ze ślubowaniem ,,wobec''. Pan Czarzasty jeszcze nie powiedział ostatniego słowa w drodze do swej wymarzonej prezydentury, bo przecież po to zainscenizowano całe obrzydliwe zajście z sługusami zwanymi sędziami ,odsunięcie prezydenta Nawrockiego jest celem tej szemranej ferajny. Staremu aparatczykowi Kaliszowi aż się trzęsą tłuste policzki z radości na taki scenariusz i jest gotowy do intensywnych działań. Tyle,że cyrk się nie skończył i trwa nadal pod hasłem ,,zrobiliśmy krok w obronie praworządności.'' To wg tych sędziulków i sędziulek praworządność ma być taka jak oni ją rozumieją".Nie uznają prezesa Trybunału udając ,ze nie znają nazwiska,usiłują zawłaszczyć tę instytucję dla swoich celów bycia Trybunałem na telefon.Pokazali tylko tyle ,że nawet nie spełniają podstawowego wymogu art19 ust.1 Konstytucji o ,,wyróżnieniu się wiedzą prawniczą''.
Piszesz, całkiem słusznie, że sędziowie zachowali się jak dworzanie z bajki Andersena. Pozwolisz, że pójdę o krok dalej i zapytam, czy dokładnie tak samo, jak sędziowie, nie zachowali się posłowie całej opozycyjnej okrągłostołowej sitwy? Czyż swoją nieobecnością i brakiem aktywnego protestu nie udowodnili wszem i wobec, że cały ten sejmowy cyrk na wiejskiej, jest dokładnie tym samym co postawa dworzan w bajce Andersena – udawaniem przed narodem idiotów dla stanowisk i własnych korzyści? Dlaczego nie protestował nikt z największej partii opozycyjnej? Gdzie był Kaczyński, Morawiecki, czy Czarnek? Gdzie Bosak z Mentzenem? Gdzie Braun z szerokim frontem gaśnicowym? W bajce Andersena, było kilkadziesiąt osób udających idiotów i jedno dziecko. W czterdziestomilionowym kraju na 560 posłów i senatorów jeden Kmita się odważył. Ciekawe czy już zebrał opierdol od karakana z Żoliborza za gorliwość i brak zrozumienia mądrości etapu.? Ciekawi mnie też, czy moja muza, też OPR mi spuści, za niesłuszną krytykę jedynie słusznej?