Weto prezydenta w sprawie niemiecko-brukselskiego programu SAFE nie kończy sprawy, bo rząd Tuska jak zwykle nie mogąc przeprowadzić projektu zgodnie z prawem, zamierza go wprowadzać bezprawnie. To oczywiście trochę zmniejszy jego negatywne skutki, ale ich nie zatrzyma. Najpoważniejsze argumenty, które padały przeciwko projektowi unijnemu, dotyczyły polskiej suwerenności, i zgadzam się, że to powód numer jeden, oraz racjonalności ekonomicznej projektu. Pojawiły się też analizy, że SAFE jest sam w sobie niezgodny z polskim i unijnym prawem. Dodatkowym problemem jest też sensowność zakupu samej broni. Zamiast wyboru tego, co najlepsze, kupowalibyśmy to, na co nam pozwolą.
Trochę na bok odstawiono jeden z najważniejszych argumentów w tej sprawie, czyli niemal całkowitą dewastację sojuszu z USA. Dlaczego SAFE był taki niebezpieczny pod tym względem? Dlatego że jest to jego podstawowy cel. Po to stworzono europejski SAFE, żeby przy pomocy strumienia pieniędzy odsunąć zakupy, i przez to powiązania militarne w Stanach Zjednoczonych, i stworzyć cały system układów, które zmuszą nas do budowy infrastruktury militarnej wewnątrz Unii Europejskiej. Jak bardzo agresywny był to projekt wobec naszego głównego sojusznika, pokazuje przykład fabryki śmigłowców w Mielcu, która produkuje słynne na całym świecie Black Hawki. Produkcja jest w znacznej mierze spolszczona, ale projekt wypadł z finansowania SAFE, bo jest u źródeł amerykański. Rzeczywiście licencja jest amerykańska, ale potencjał produkcyjny został w znacznej mierze przeniesiony do nas. Zablokowanie Mielca nie miało więc na celu zwiększenia potencjału europejskiego, a agresywne zrywanie więzi z USA. To jednak bardzo duża różnica.
Ten przykład jest wystarczającym dowodem na to, że zapowiedzi antyamerykańskich oszołomów z UE miały być zrealizowane właśnie przy pomocy SAFE.
Warto uświadomić, że uruchomienie nawet dziesięciu SAFE nie zmieni realnej sytuacji militarnej Europy. Stany Zjednoczone wydają w tej chwili na obronność prawie bilion dolarów (tysiąc miliardów). Cała Unia Europejska około 400 mld dolarów. Projekt SAFE jednorazowo dla całej UE to w dolarach około 170 mld. Trzeba tu jeszcze dodać, że do niedawna wydatki państw UE były o połowę mniejsze i przepaść, jaka powstała pomiędzy Europą a USA, wymaga do nadrobienia dziesiątek lat. Przepaść jednak nie będzie się zmniejszać, tylko zwiększać, bo widzimy różnice nawet w obecnych wydatkach. Co może zmienić owe 170 mld dolarów rozłożone na wiele lat pomiędzy kraje UE? Coś by zmieniło, gdyby to połączyć z potencjałem amerykańskim. Jednak jeżeli skutkiem będzie wycięcie tego potencjału, to ten projekt dla naszego bezpieczeństwa ma po prostu wartość ujemną. Nie nadrobi to nawet gigantycznej przewagi USA w samolotach, w lotnictwie, w siłach nuklearnych, rakietach, a nawet dronach.
O ile wielu ekonomistów, nawet sprzyjających obecnej koalicji, dostrzegło toksyczność tego projektu z punktu widzenia ekonomii, to zdumiewa brak reakcji wojskowych na jego toksyczność pod względem obronności. To wystawienie Polski, i być może całej Europy, na ogromne niebezpieczeństwo w imię mrzonek imperialnych Niemiec. Pomijam już to, że te mrzonki nad Wisłą nie budzą dobrych skojarzeń.
Tekst pochodzi z najnowszego wydania "Gazety Polskiej"
W wywiadzie dla defence24 powiedział, między innymi:
"SAFE to kredytowa pułapka. SAFE to nie są „dodatkowe” pieniądze, które spadają nam z nieba. To "pożyczka", która często zastępuje środki, które już mieliśmy zaplanowane w Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. Mówimy o gigantycznym zadłużeniu – 180 miliardów złotych kredytu głównego plus drugie tyle kosztów obsługi przez 44 lata. To oznacza, że przez niemal pół wieku będziemy płacić 4 miliardy rocznie samej raty z budżetu MON. To zabierze tlen przyszłym pokoleniom i w efekcie będzie balastem dla modernizacji armii."
Polecam cały artykuł:
defence24.pl