SAFE: Strategiczna autonomia czy niemiecki monopol? Analiza „podwójnej gry” Berlina
W europejskiej debacie o obronności coraz głośniej wybrzmiewa akronim SAFE. Program, który w założeniu ma budować „strategiczną autonomię” Europy poprzez finansowanie wspólnych zakupów zbrojeniowych, staje się jednak zarzewiem potężnego konfliktu na linii Warszawa-Berlin. Przyglądając się szczegółom, trudno uciec od wrażenia, że mamy do czynienia z klasycznym przykładem stosowania podwójnych standardów przez rząd kanclerza Friedricha Merza.
Asymetria zobowiązań: Klatka dla jednych, wolność dla drugich
Kluczowy problem programu SAFE leży w jego konstrukcji prawnej i uczestnictwie poszczególnych państw. Michał Kuź, analityk i politolog, słusznie punktuje fundamentalną sprzeczność:
<u>Niemcy nie przystąpiły do programu SAFE. Oznacza to, że Berlin nie jest ograniczony jego rygorystycznymi przepisami i może dowolnie kształtować swoją politykę zbrojeniową. W tym samym czasie Polska, wchodząc do SAFE, nakłada na siebie gorset przepisów, które drastycznie ograniczają suwerenność jej wyborów militarnych.</u>
Efekt? Polska zostaje zamknięta wewnątrz europejskiego (często de facto niemiecko-francuskiego) rynku zbrojeniowego, podczas gdy Niemcy zachowują pełną swobodę operowania na rynku globalnym.
Technologiczna schizma
Podczas gdy polscy decydenci pod presją Brukseli i Berlina mają rezygnować z amerykańskich ofert na rzecz „solidarności europejskiej”, Niemcy robią dokładnie odwrotnie. Berlin w ostatnim czasie zainwestował miliardy dolarów w:
- Myśliwce V generacji F-35,
- Samoloty zwalczania okrętów podwodnych P-8A Poseidon,
- Wieloprowadnicowe wyrzutnie rakietowe.
Wszystko to sprzęt z USA. Niemcy doskonale wiedzą, że w wielu dziedzinach Europa (np. projekt Eurofightera nowej generacji) jest lata za Stanami Zjednoczonymi. Kupując w USA, Niemcy budują najnowocześniejszą armię w regionie. Polska, zmuszona przez SAFE do czekania na europejskie prototypy, ryzykuje powstanie luki technologicznej, której w razie konfliktu nie da się szybko zasypać.
Ekonomiczny protekcjonizm pod płaszczem ideałów
Program SAFE wprowadza wymóg „większościowego kapitału europejskiego”. To uderza bezpośrednio w polskie zakłady zbrojeniowe współpracujące z USA (np. PZL Mielec należący do Lockheed Martin). Polskie ręce do pracy i polska ziemia nie wystarczą, by otrzymać fundusze – liczy się to, gdzie jest zarejestrowany kapitał.
W ten sposób „autonomia strategiczna” staje się narzędziem wypychania amerykańskiej konkurencji z Europy Środkowej, robiąc miejsce dla produktów takich koncernów jak Rheinmetall czy Airbus.
Wnioski: Potrzeba naprawy programu
Nikt nie kwestionuje potrzeby zbrojenia się Europy, jednak program SAFE w obecnej formie promuje rażącą niesprawiedliwość. Jeśli Niemcy chcą przewodzić Europie, nie mogą stosować zasady: „dla nas amerykański Gold Standard, dla was europejskie prototypy”.
Jedyną drogą do uzdrowienia tej sytuacji jest rozszerzenie definicji zakupów w ramach SAFE na wszystkich członków NATO. W przeciwnym razie program ten zostanie zapamiętany nie jako fundament bezpieczeństwa, ale jako „niemiecka pułapka”, która osłabiła wschodnią flankę w imię interesów przemysłowych Berlina. p.s. tekst powstałz inspiracji Jego Ekscelencji doktora Michała Kuź: https://youtu.be/6NI8POY…
zyc ponad stan to okreslenie niemodne, prawie zapomniane. mozna je zastosowac do zbroic sie ponad stan.
czy Polska jest zwiazana jakims ukladem z Niemcami na mocy ktorego moze ingerowac w ich ilosc i jakosc uzbrojenia?
nasi politycy-jurgieltnicy weszli w uklady pozbawiajace nas suwerennosci militarnej, wiec pretensje do sasiada iz ten dba o swoja quasi-mocarstwowa racje stanu niczego nie zmienia.
marna perspektywa, dla Polski? nie musi tak byc. odzyskajmy suwerennosc, odbudujmy przemysl zbrojeniowy.
mozna byc czlonkiem NATO i nie dac sie dymac. dobrym przykladem jest Turcja