Rosyjscy żołnierze na froncie stanęli w obliczu całkowitej blokady komunikacyjnej. Po ograniczeniu dostępu do Telegrama, którego zablokowała Rosja i wyłączeniu terminali Starlink całe odcinki linii walk zostały praktycznie odcięte od stabilnej łączności. Taka blokada uderza nie tylko w komunikację, ale także w logistykę i koordynację ataków. "To jak strzelanie sobie w stopę" — grzmi jeden z żołnierzy rosyjskich.
Rosyjscy żołnierze zaczęli mieć trudności z komunikacją już po wyłączeniu terminali internetowych Starlink. Teraz doszły do tego ograniczenia w dostępie do komunikatora Telegram w całym kraju. Sparaliżowało to jednostki na froncie i doprowadziło do śmiertelnych incydentów ostrzału własnych oddziałów. Trudno powiedzieć, czym kieruje się Putin, odcinając łączność na froncie. Starlinka wyłączył Rosji Elon Musk, ale łączność na Telegramie wyłączyli sobie sami Rosjanie. "Front jest w szoku... Starlink nie działa, Telegram jest zablokowany — jak mamy walczyć? Mamy używać gołębi?" — napisał we wtorek rosyjski propagandysta Iwan Utenkow, oddając nastroje zdesperowanych żołnierzy. Ja powiem tak, zamiast szanować to, co jeszcze Rosji zostało z łączności, to oni blokują ostatnie możliwości łączności, jakie im pozostały na froncie na Ukrainie. Po Polsku to się nazywa sabotaż.
Kiedyś pisałem, że zajęcie całego Donbasu może zająć Rosji nawet 10 lat, ale teraz twierdzę, że Rosja potrzebuje przynajmniej 15 lat, przy takim dowodzeniu. A zdobycie całej Ukrainy zajmie Rosji wieczność.