Ogólnie znane fakty, że Włodziemierza Czarzastego „wyzwoliła armia radziecka” urosły do rangi problemu, gdy marszałka potępił ambasador USA Tomasz Rose. Nie jest to pierwszy przypadek traktowania kondominium z buta i nie tylko przez ambasadorów USA. Kolejka znanych z tego, że nie zostali na kopach odesłani jako persona non grata jest długa. Tak to już jest, gdy obcy namiestnicy dyrygują agenturami na podległych ziemiach. W kondominiach starcia namiestników i agentur są na porządku dziennym, bo kondominium z natury rzeczy oznacza terytorium zarządzane wspólnie przez dwa lub więcej państw.
Sprawy istotne załatwiane są po poważnych kuluarowych uzgodnieniach, więc dla „suwerenów” w kondominiach zostaje kibicowanie pyskówkom.
Zaczęło się od wypowiedzi Donalda Trumpa o sojusznikach z NATO, którzy w Afganistanie „stali z tyłu”, co wyzwolony przez armię radziecką skomentował: „Prezydent Trump odniósł się w sposób pogardliwy do żołnierzy innych niż amerykańscy, którzy walczyli na misjach. To jest wypowiedź skandaliczna”.
Można się było spodziewać zatem po marszałku Czarzastym co myśli o nagrodzie Nobla dla prezydenta Donalda Trumpa. Stąd „misterna” intryga Kongresu USA i Knesetu, które zwróciły się do Sejmu RP o poparcie dla starań dla Donalda Trumpa o Nagrodę Nobla.
Zgodnie z przewidywaniami odpowiedź marszałka Sejmu była negatywna:
„"Nie poprę wniosku o pokojowego Nobla dla prezydenta Trumpa, bo na niego nie zasługuje”.
I nie jest zaskakująca merytorycznie, bo prezydent Trump rzeczywiście „destabilizuje sytuację w UE, NATO, ONZ i WHO” i rzeczywiście robi to przez „łamanie polityki zasad, wartości, często łamanie prawa międzynarodowego”. Pomijając wystąpienie z WHO, bo nie tylko nie łamie to żadnych zasad, ale odcina od ich łamania przez WHO. Cel destabilizacji i obalenia porządku światowego, który nie sprzyja racji stanu USA był zresztą zapowiadany za I kadencji, przed wyborami w USA i po wyborach, a zrealizowany w pierwszym roku prezydentury.
Reakcje w Polsce są oczywiście „plemienne”. Jak ktoś ze stronnictwa pruskiego, to przeciw ambasadorowi Rose, który myli dyplomację z propagandą, co zresztą nie zaskakuje u wydawcy Jeruzalem Post w latach 1997-2005. Lepiej nie sprawdzajmy jak to czasopismo pisało o nas w tym czasie.
Jak ktoś ze stronnictwa żydowsko-amerykańskiego to za ambasadorem a przeciw niezlustrowanemu i nie zdekomunizowanemu od ładnych paru lat, czyli od wyprowadzenia sztandaru PZPR.
„Zaprzestajemy utrzymywania kontaktów oraz komunikowania się z Marszałkiem Sejmu Czarzastym” oznajmił Tomasz Rose w imieniu amerykańskiego sojusznika. Osobno zagroził wycofaniem wojsk i uzbrojenia, co jest stałym i przewidywalnym elementem gry. Reset Obamy (przedstawiany jako reset Tuska, jakby Tusk mógł zresetować coś więcej niż smartfona) świetnie pamiętamy, gdyż symbolicznie „17 września 2009 roku prezydent USA Barack Obama ogłosił, że Stany Zjednoczone wycofują się z planu administracji Busha dotyczącego budowy tarczy antyrakietowej w Europie Wschodniej.”
Było to poprzedzone sekwencją zatargów i ustępstw w polityce amerykańsko-rosyjskiej:
„Przed resetem stosunki amerykańsko-rosyjskie ucierpiały w wyniku rosyjsko-gruzińskiego kryzysu dyplomatycznego w Osetii w 2008 roku , który doprowadził do natychmiastowej reakcji administracji Busha w 2008 roku , a później do wojny rosyjsko-gruzińskiej . W prywatnych rozmowach kilku urzędników administracji Obamy wyraziło wątpliwości co do resetu i obawiało się, że jest on zbyt optymistyczny, zwłaszcza sekretarz stanu Hillary Clinton, sekretarz obrony Robert Gates i ambasador USA w Rosji John Beyrle . [ 4 ]
W lipcu 2009 roku prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew ogłosił, że siły zbrojne i zaopatrzenie USA mogą przemieszczać się przez rosyjską przestrzeń powietrzną w drodze do Afganistanu.”
Z kolei później
„W marcu 2010 roku USA i Rosja zgodziły się na redukcję swoich arsenałów nuklearnych.”
10 kwietnia 2010r. nie trzeba przypominać. Oczywiście artykuł piąty, ani nawet czwarty, sojuszu NATO nie został uruchomiony.
Za to „W maju 2010 roku główne mocarstwa, w tym Stany Zjednoczone, Chiny i Rosja, zgodziły się na nałożenie sankcji na Iran . Trzy dni później administracja Obamy anulowała sankcje wobec rosyjskiej państwowej agencji eksportu broni, na którą nałożono sankcje za eksport broni do Iranu. [„
Wracając do walki lokalnych stronnictw przytoczę wypowiedź zawodowego patrioty i „realisty”:
„Przemysław Czarnek zwrócił uwagę na fakt, że „dzisiaj nie żyjemy w czasach pokoju, gdzie na zewnątrz nic się nie dzieje i w zasadzie nie ma żadnego zagrożenia”.
Żyjemy w czasach niezwykle trudnych geopolitycznie i wiemy, że naszym największym sojusznikiem są Stany Zjednoczone. Sytuacja wygląda bardzo prosto. O ile nie mamy pewności, że USA nam pomogą na wypadek agresji ze strony Rosji, to mamy pewność, że tylko Stany Zjednoczone mogą nam pomóc, dlatego że potencjał militarny wszystkich innych, na których się Czarzasty powołuje, jest niższy w stosunku do potencjału USA. Konic kropka. My musimy dbać o bezpieczeństwo
— powiedział były minister edukacji i nauki.
My dzisiaj nie oceniamy przekroczenia czy nieprzekroczenia granic dyplomacji przez marszałka Czarzastego, czy Thomasa Rose’a. Tylko oceniamy to, w jakiej sytuacji – bardzo trudnej i niebezpiecznej – znalazła się Polska w wyniku nieodpowiedzialnego zachowania Czarzastego
— dodał Przemysław Czarnek.”
Okazuje się, ze stosunki polsko-amerykańskie i nasze bezpieczeństwo nie wynikają z wiarygodnych porozumień i polskich zdolności militarnych, tylko z wiszenia u klamki. W tej konkurencji poseł Czarnek i tak nie przebije ani Włodzimierza Czarzastego, ani Donalda Tuska, ani Mateusza Morawieckiego. Może tylko zabrać głos w pyskówce w obronie Wielkiego Brata, który może się na nas rozsierdzić. Pamiętamy pierwsze przykazanie towarzyszy w czasach poprzedniego rozdania geopolitycznego: „nie drażnić niedźwiedzia”.
Sytuacja się zmieniła. Trwa przesilenie. Wzajemne relacje polsko-amerykańskie oparte na tzw."murzyństwie" i "robieniu łaski" zamiast poszanowania i zrozumienia tak obopólnych, jak i sprzecznych korzyści, nie rokują dobrze ani dla USA, ani dla Polski. Czarzasty jest zresztą konsekwencją amerykańskiego parasola ochronnego dla przewerbowanych postsowieckich agentur. Pora by Amerykanie zrewidowali swoją własna politykę, a będą mieli z kim poważnie rozmawiać w Polsce.
Autor zdaje się w swoim wpisie zapominać jaki jest prawdziwy powód tej awantury w obronie ,,czci'' marszałka Czarzastego.Ostra rzeczywiście wypowiedź ambasadora Rose nie może nam przykrywać początków konfliktu w którym to nasi politycy swoje wygłaszali o wiele bardziej ostre opinie już grubo wcześniej.Niewydarzony psychiatra Kloch udający ambasadora w USA nazywał publicznie Trumpa osobą psychicznie chorą, wypowiedzi premiera o agenturalności na rzecz Rosji Trumpa,cały chórek ujadaczy z małżeństwem z Chobielina prostu chciał osłabić albo całkiem zerwać stosunki polsko-amerykańskie. Wywołanie awantury pod pretekstem niefortunnej wypowiedzi ambasadora jest kolejnym etapem uderzenia w prezydenta Nawrockiego by usunąć go z Pałacu Prezydenckiego.Trafiono na twardego przeciwnika odpornego na ordynarne posunięcia wobec niego,na próby odebrania jego prerogatyw, prawa weta,szacunku należnego głowie państwa i miejsca w polityce .Uderzenie w prezydenta pod pozorem jego ,,murzyńskości'' miałoby doprowadzić do zastąpienia go jakąś miernotą z obozu rzadzącego ale wspartego Brukselą. Byłabym ostrożna z tą ,,murzyńskością'' prezydenta widząc odrażające się płaszczenie się naszej patoelity wobec Niemiec i UE. ,,Męczeństwo'' marszałka ma wywołać efekt w postaci protestów społeczeństwa przeciw imperialnej polityce USA.Szkoda,że nie widzimy tu imperialnej polityki naszych sąsiadów.
Sprawa Klicha, Sikorskiego i Applebaumów jest stara i nie wywoływała takich reakcji ze strony USA. Te osoby należa do stronnictwa pruskiego i pseudoliberalnego zarazem, więc ich sojusz z amerykańskimi komunistami, tzw.demokratami, zwalczającymi trampa jest ideologiczny i oczywisty.
Podobnie druga lewica, pseudokonserwatywna, ma swoje fronty i międzynarodówki. Z tego powodu popiera Trumpa niezależnie co zrobi. Żeby było bardziej absurdalnie i kompromitująco pseudoprawica pseudokonserwatywna nie realizowała i nawet nie zamierza zmienić lewicowej polityki wewnętrznej na taka jaką Donald Trump prowadzi w USA w przeciwko np. migrantyzmowi i klimatyzmowi, tylko unijną.
Prezydenta RP proszę nie ruszać w tym kontekście, bo chyba jeszcze się ie wypowiedział, najwyżej kluczył sposobem poprzednika Dudy. O twardości świadczy podpisywanie ok.90% ustaw Koalicji 13 grudnia.
Jednym słowem Pani pasuje tylko to co plemienna poprawność dyktuje. Polsce potrzeba zaś tego, czego żadne z plemion nie oferuje, czyli realizacja polskiej racji stanu opartej na etyce, faktach i logice.
Pojęcie plemion jest zupełnie chybione,choć w dyskusjach nadużywane. Po prostu reżim nakazuje nienawidzieć tych których pan nazywa pseudoprawicą czy pseudokonserwatystami .Niech pan nie miesza etyki,logiki i polskiej racji stanu do polityki tych co dziś uważają się za władców Polsk ibo te są dla nich obce..Pan sobie tak lekko stwierdza,że zachowania Klicha ,Tuska, Applebaumów to sprawy stare i nie warto o nich mówić, ale przecież ich zachowania dziś się też nie zmieniły. To też nie wokno mówić ? Co w takim razie wolno?