Przyznam, że z ulgą przeczytałem wywiad sprzed kilku dni z Tobiaszem Bocheńskim (PiS) na temat PSL. „Politycy PSL wbili rolnikom noż w plecy i zdradzili własny elektorat /.../ To bardzo ważne, by dociskać obecną koalicję, bo jeśli pozwoli im się działać wedle ich woli, to polskie rolnictwo zniknie w ciągu dekady”.
Oczywiście, że tak właśnie jest. A mieszkańcy wsi powinni rozumieć, że ich przyszła niedola, została im zafundowana w ogromnej części przez „partię zielonej koniczynki” która teraz współrządzi. Członkowie PSLu , zwłaszcza wierchuszka, ale i duża część niższej bazy, są tak zabezpieczeni materialnie, już teraz nie tylko na wsi, że przez kilka pokoleń przeżyją spokojnie ( tak jak większość postkomunistów, i oni mają swój duży udział np. w rynku mieszkań na wynajm w dużych miastach ). Żaden Mercosur im niegroźny. W przeciwieństwie do reszty mieszkańców wsi. A przecież każdy PSL-owiec z osobna i wszyscy razem, odpowiadają za to co się dzieje i ma dziać z polskim rolnictwem. I dzieje z polskim sądownictwem.
Przecież od samego początku swego istnienia, od lat czterdziestych, jest tu ciągłość kadrowa i stała pragmatyka postępowania. Zmiana nazwy z ZSL na PSL po 89 r. nic tu nie zmienia.
Dlatego, przyznam, ponad dwuletnie zaloty i umizgiwania się ze strony niektórych polityków Prawa i Sprawiedliwości, do partii rzekomo chłopskiej, wydawały mi się zawsze naiwnością, stratą czasu i wytracaniem energii. To, że np. przy błogosławieństwie tego czy innego księdza biskupa, jest się w towarzyskim za pan brat z PSL-em w swoim województwie, na nic się nie przekłada w sprawach ogólnopolskich.
Piszę tak, bo głównym argumentem jednego ze znanych posłów PiS, byłego ministra, niewątpliwie uczciwego człowieka, prawego ojca rodziny i zapewne dobrego sąsiada, który niedawno określił się jako „narodowiec” (może coś jest na rzeczy), a więc argumentem do miziania się z PSLem , jest czynnik religijny. Bo niby „wspólna wiara”. Jak niedawno stwierdził, „przecież do jednego kościoła chodzimy”. Targowica i Konfederaci Barscy też „do jednego Kościoła należeli”. I chodzili. Katolickiego. Takich polityków jak ten zalecający się do PSL-u, to założyciele i kontynuatorzy tej partii zjadają na śniadanie. Oni uwielbiają wprost polityków szczerych, uczciwych i naiwnych.
Otóż ta „wspólna wiara” jako rzekoma wykładnia polskości została zaimplementowana w polityce na terenach polskich pod zaborem rosyjskim za czasów carskich, dopiero z początkiem XX w. A „wypromowana” później przez strategię polityczną Narodowej Demokracji. Ostatecznie zdefiniowana przez Dmowskiego w latach 30 tych zeszłego wieku. Na stare lata ludzie robią się bardziej religijni. Widzę to po sobie. Tradycją zaś poprzednich kilkuset lat bez zaborów, była wiara jako sprawa osobista, co zostało jakoś zapomniane w czasie późniejszym. Do teraz. I chociaż sam uważam, że narodziny i śmierć Jezusa Chrystusa jest najlepszą rzeczą jaka mogła spotkać ludzkość, i staram się temu wyzwaniu ot, jako tako sprostać, bardzo ułomnie, to na podstawie obserwacji myślę, że przesadne mieszanie religii z polityką niesie z sobą tak wiele strat, a będzie ich więcej, że trzeba od tego odejść. Powrócić do religii jako normalnej sprawy osobistej, nie narodowej. Nie wpływa to przecież w jakikolwiek sposób na prywatne praktyki religijne i nie zaprzecza to niezbędnym praktykom religijnym w życiu państwowym, i krzyżom w szkołach i lekcjom religii. Jeśli są chętni rodzice i dzieci. Ale polityka i religia to inne porządki a jedną z głównych różnic jest m.in. źródło autorytetu, które jest inne dla religii a inne dla polityki. I czas to zrozumieć.
Wydaje się, że gdybyśmy uznali, że głównym źródłem autorytetu dla polityki jest Pan Bóg, to musieli byśmy uznać, i nie chce być inaczej, że na ziemi najważniejszym źródłem także politycznego autorytetu dla Polski jest Papież i ksiądz biskup. A bywają różni. Nie wiem, czy by tego chcieli. Osobiście mógłbym mieszkać i w państwie teokratycznym, ( w czym miało by mi to przeszkadzać? , Kościół był zawsze dla słabości ludzkich wyrozumiały), ale zejdźmy na ziemię. Chyba temu zagadnieniu odpowiadają cytaty, w przybliżeniu „ Królestwo Boże nie jest z tego świata” czy też „Co Boskie Bogu, co cesarskie cesarzowi”? Religia ma wtedy rolę ewentualnie pomocniczą. I dobrze. Ale nie pierwszorzędną.
Patrzę na to jako laik, chętnie przysłuchał bym się dyskusji tzw. „specjalistów”, zwłaszcza, jak bym mógł zadawać pytania. Być może naiwne.
Koniec końców mieszanie z sobą religii i polityki niesie dziś z sobą wiele ryzyk politycznych, także dla katolików w Polsce, czego, tak uważam, doświadczaliśmy w ostatnich dekadach. Druga strona, „targowicka”, bardzo się w tym wycwaniła. A za tym idą wszelkie inne ryzyka i wprost straty, np. społeczne, ekonomiczne itd. To znakomite pole do „mieszania w polskim kotle”.
Inna sprawa, że sam jestem za dwubiegunową sceną polityczną, jak w USA czy Wielkiej Brytanii, każdy musi z czegoś zrezygnować i odnaleźć się w większym zespole, ale na to i Rosja i Niemcy u nas nie pozwolą. Mało realne. A problem istnieje. Co robić dalej. Miziać się, czy walczyć. No, ale od tego są politycy. Do wyborów jeszcze daleko. Zanim się podejmie ostateczną decyzję, warto porozważać różne alternatywy. Sam jestem w tej wygodnej sytuacji, że politykiem nie jestem.
Przyznam jednak że dla mnie polityk nie musi być religijny. Ma być patriotyczny i zorientowany niepodległościowo. Jak wierzy w tego samego Boga co ja, to dobrze, jego sprawa. Ale nie musi Może być trochę lub bardzo praktykujący, albo wcale niepraktykujący lub wręcz niewierzący. Dzisiaj „przepobożni” są przecież w większości partii, czasami jako zakały polskiej niepodległości i sprzedawczyki. „Przepobożni” są dziś i w PO, i w PSLu, w Polsce 2050, i w PiS- ie i Konfederacji, i u Brauna wreszcie. Tu najwięcej, obok jak czytam.… zawodowych „bezbożników”, neopogan, satanistów, gnostyków itp., jak opisuje aktualnie jeden z tygodników. Religią można dziś tak manipulować, że stało się to dla Polski niebezpieczne.
Czas te sprawy zrozumieć. Że religia to sprawa indywidualna każdego człowieka z osobna. Zresztą do nieba idzie się indywidualnie. Nie zbiorowo. Nawet jeśli wspólnota ludzi wierzących tworzy Kościół. Kościół, a nie Państwo.
Aby PSL stał się kiedyś patriotyczny i dla Polski pożyteczny, a nie był to political fiction (przecież zakładany jako ZSL w latach stalinowskich pod nadzorem Rosjan) muszą tego chcieć doły tej partii, by wymienić górę. A nie zrobią tego, jak się będzie z ich liderami miziać. Raczej odwrotnie. Raczej trzeba pokazywać i punktować bezeceństwa tej partii, współudział i firmowanie tego, co się aktualnie w Polsce dzieje. Bo to firmują , i biorą a tym „udział sprawczy” jako współrządzący. A jak ktoś „nadpobożny” politycznie w Prawie i Sprawiedliwości, partii na którą głosuję, jest tak w nich zakochany i liczy na wzajemność, to po prostu jest naiwnym politykiem. I staje się hamulcowym w walce o samostanowienie Polski oraz źródłem politycznej niejednoznaczności i zamętu.
A Tobiasz Bocheński uspokoił mnie, jako wyborcę, jeszcze w innej kwestii, takimi oto zdaniami: /.../”Prezes Kaczyński jasno powiedział, jaki jest plan naszych działań politycznych. Każdy, kto się z niego wyłamie lub wyłamie z jedności PiS, będzie postępował wbrew prezesowi Prawa i Sprawiedliwości” /.../ „Mam jednego lidera i to on wytycza kierunki działań”. Oczywiście. Szukanie liderów na boku, nigdy do niczego dobrego nie prowadzi. Ta partia ma jeszcze zapewne spory potencjał ale w jedności siła. Nawet jak chwilowo nowe i zwodnicze propozycje „polityczno-religijne” dziś wyborcom mieszają w głowach. Do wyborów jeszcze daleko.
abc
Jak się nie wyłamać z nieznanego planu?
Polityk musi przede wszystkim byc oddany służbie interesom kraju, a wypadało by ,aby był w ich reprezentowaniu równiez skuteczny. Nie musi byc religijny, chociaż może, ale musi to pozostawać jego osobistą sprawą i nie może kolidować z tradycyjnymi wartościami uksztaltowanymi przez dominującą większość na przestrzeni wieków historii kraju.
Problem zaczyna się, gdy nawet ci" przepobożni" zaczynaja pod obcym wpływem cichaczem implementowac , lub nawet współtworzyc obcy kult oparty na kompletnie innym dla naszego kręgu kulturowego zestawie wartosci. Wtedy mimo ze sam nie jestem zbyt religijny , to widzę, ze najlepsza reakcją jest rzeczywiscie poszukanie najbliżej zamontowanej gaśnicy, lub innego adekwatnie skutecznego środka.
Chyba w pierwszym rzędzie należy powiedzieć jaki nie powinien być polityk.To co dzisiaj widzimy,żenujące zachowanie, chamstwo,pogardę stwarza wrażenie,że mamy przed sobą pospolitego żula a nie człowieka który trzyma w rękach sprawy Polski. Kampania prezydencka wyraźnie pokazała poziom niektórych polityków kandydujących na najwyższy urząd i poziom ich partyjnych kolegów nie brzydzących się żadnym pomówieniem,posługujacych się kłamstwami i ordynarnym słownictwem.To zostało do dziś i codziennie mamy żenujące spektakle kierowane przeciwko opozycji i prezydentowi. Ci politycy zapomnieli,że zostali powołani głosami elektoratu do rządzenia a nie do plucia,upokarzania i arogancji. Elektorat powinien to wreszcie zauważyć a nie sprowadzać wartości polityka wyłącznie jako gaszącego świece chanukowe. Kłamstwa i obiecanki nigdy nie dotrzymane, bezczelne tolerowanie afer i szukanie afer tam gdzie ich nie ma nie podniesie Polski,nie uratuje gospodarki,nie pomoże w stosunkach mięzynarodowych. Elektorat powinien dojrzeć do tego by wybierać właściwie.
Chodzi o aferę podkarpacką?
Nie,chodzi mi o bezczelne zachowanie marszałkiszcza Czarzastego i Siwca. Obaj kwestionują dotychczasowe uprawnienia prezydenta wynikające z art. 135 Konstytucji RP że to prezydent jako gospodarz RBN decyduje o jej agendzie.Chcą poszerzenia obrad o badanie przeszłości prezydenta pod kątem jego rzekomych związków z kibicami i ,,grupami przestępczymi''. Owa troska tych osobników ma wynikać z dbałości o dobre imię prezydenta i poparcie społeczeństwa.Obaj uwikłani w niejasne powiązania zapomnieli jaki procent poparcia w społeczeństwie ma prezydent a jak postrzegani są oni sami. Pamiętamy pijaniusieńkiego Siwca parodiującego na rozkaz równie pijanego Kwaśniewskiego papieża Jana Pawła II-go/.Takie indywidua o niechlubnej przeszłości razem ze swoim kolegą Murańskim pracują na usunięcie prezydenta ze stanowiska.
Nie ma znaczenia procent poparcia.
To znaczy że wg pana glos społeczeństwa nie ma znaczenia/Pan mie jest członkiem społeczeństwa? To co w takim razie ma znaczenie? Fakt,że że wy tuskodzi z planktonem trzymacie przy wsparciu Niemców władzę,która was już zdemoralizowała i pozwala na arogancję i chamstwo ?
Nie ma co za bardzo opluwać PSL, bo może się okazać, że koalicja z nim jest jedyną dla PiS drogą na dorwanie się do władzy i publicznego szmalu. Bo władza i pieniądze to jest to, co spaja naszych polityków. Nie Bóg, nie honor, nie ojczyzna. Bo to mają gdzieś.
Może być nawet wielka koalicja okrągłostołowa (np. przeciw Braunowi). Jednak czy to znaczy, że pisowcy nie powinni opluwać platfusów i vice versa? Wojna na górze jest koniecznością. Inaczej elektorat się rozpełznie.
To wy w przeciwieństwie do PiS-u nie chcecie władzy i szmalu? Wyznajecie hasło ,,Bóg ,Honor ,Ojczyzna''? Pewnie tak jak poślica Jachira która zdążyła go obrzydliwie sparodiować na ,,bób,humus i włoszczyzna''?