Nie wiem, czy tak będzie, ale wykluczenie tego scenariusza przez opozycję może ją mocno zaskoczyć. Większość komentatorów uważa, że w sprawie przyspieszonych wyborów piłka jest po stronie opozycji. Nic bardziej mylnego. Do przyspieszonych wyborów trzeba jednej z dwóch rzeczy: nieuchwalenia budżetu (został już, mimo konstytucyjnych wątpliwości, uchwalony) albo braku większości rządowej. To oznacza, że przyspieszenie wyborów zależy wyłącznie od obecnie sprawujących władzę. Czyli cały obóz władzy lub jego część musi zdecydować, że idzie na wybory. Liczenie na mniejszych koalicjantów Tuska było błędem.
Przy ich pomocy można zmienić premiera, i to jest jeden z realnych scenariuszy. Donald Tusk właśnie tego się najbardziej obawia. Jego strategia równania z ziemią swoich koalicjantów skutecznie zniechęca ich do przyspieszonych wyborów. W razie samodzielnego startu znikną ze sceny politycznej. Robiąc to z Tuskiem, zostaną wchłonięci. Pozostaje im trwać w tym, co jest, znosząc kolejne upokorzenia, albo zaangażować się w projekt zmiany rządu. Moim zdaniem część posłów obozu rządowego do tego powoli dojrzewa. W przyszłym Sejmie pod wodzą Tuska może zabraknąć dla nich miejsca. Za to w ewentualnym nowym rządzie mogą grać pierwsze skrzypce. Wchodząc w układ z PiS i Konfederacją, mogliby sobie też zapewnić dobre miejsca na listach poselskich.
Logika takiego rozwoju sytuacji jest oczywista, problem leży bardziej w głowach posłów obozu rządowego, w ich charakterach. Jestem przekonany, że moment, w którym Tusk straci – na przykład w wyniku jakiejś frondy w Polsce 2050 – większość, to ostatni moment pobytu w tym rządzie PSL. Wejdzie do nowego. Donald Tusk doskonale wie, że większość rządowa wcale nie jest taka pewna. I ma świadomość jeszcze jednego: akceptacja dla obozu rządowego będzie coraz mniejsza. Represje już nie dają masowego poparcia i coraz więcej osób nie chce mieć z tym nic wspólnego. Co więc Tusk powinien zrobić? Oczywiście uciec w wybory, biorąc na pokład większość koalicjantów. Ryzykowne, ale to jedyny sposób utrzymania władzy. Każdy inny scenariusz pozbawi go, chyba na zawsze, możliwości bycia premierem. Dla opozycji to wariant niebezpieczny, bo jest na to po prostu niegotowa. Trzeba więc mieć z tyłu głowy scenariusz, który jeszcze niedawno był najmniej prawdopodobny.
Tekst z najnowszego wydania "Gazety Polskiej"
Rząd nie pojdzie na wybory,opozycja jest niegotowa [nigdy nie będzie] ,to po co ten artykul???
Setka nie należy?
Takie artykuły są potrzebne żeby opozycję zmotywować do roboty, bo jak na razie, opozycja oprócz tradycyjnego pohukiwania na platfusów, nic konkretnego nie przedstawiła, a jest się czym martwić. Jak zwykle, chodzi o kasę, a ściślej mówiąc, o budżet - państwo ma wydawać ponad 770 miliardów, mając tylko 526 miliardów dochodu. I tu jest pies pogrzebany, rasa nieważna. Zarówno rządzący jak i opozycja wiedzą, że to jest potężna mina ale ponieważ obecnie rządzący Polską, robią wszystko żeby Polskę rozłożyć na łopatki to się tym specjalnie nie przejmują. Natomiast obecna opozycja, która się znacząco do tego kryzysu przyczyniła poprzez rozdawnictwo i przejęcie na utrzymanie skorumpowaną Ukrainę, (kontynuowane zresztą przez obecny zarząd Polski) nie ma pomysłu jak z tego wybrnąć i dlatego do przejęcia władzy się nie spieszy. Polecam artykuł: naszeblogi.pl
Na początek mam prostsze pytanie:
Z jaką prędkością musi biec rudy kundel aby nie słyszeć patelni przywiązanej do swego ogona 😎