Ziobro jako czwórduch i czarnoskóry Murzyn

Okres urlopowego luzu sprzyja rozmaitym refleksjom natury obyczajowej, często dalekim od frywolnej nuty typu: turnus mija, a ja niczyja czy daj mi tę noc, tę jedną noc… I do wakacyjnych przemyśleń wkradają się poważne akcenty dotyczące ludzkiej natury. A tekst staje się stosowny wyłącznie, no, raczej, dla dorosłych.
Aż dziw, że UNIA Europejska, niechętna różnorodności, usiłująca normować i ujednolicać co popadnie, z rozmiarami prezerwatyw włącznie, fundamentalne prawa człowieka oddaje w pacht ustawodawstwu lokalnemu. I tak nasz parlament uchwalił niedawno progresywną definicję gwałtu. Otóż gwałtem jest każde zbliżenie intymne, świadome, lub nie kojarzone jako takie, zrealizowane przemocą, lub podstępem, na które jedna ze stron nie wyraziła zgody. Choć mnie korci, nie poddam krytycznej analizie wielości możliwych wariantów, jakże pikantnych, które będą wykorzystywane w sądach przez cynicznych adwokatów do, nomen, omen, obnażania luk w definicji seksualnego zniewolenia. Wręcz odwrotnie, zamierzam zaproponować legislacyjną stabilizację komfortu uprawiania ars amandi, wzmacniając jednocześnie świadomość nieuchronności kary za wszelkie łamanie zasad w tej dziedzinie, od wykroczeń molestowania, po zbrodnie gwałtu.
Zastrzegam dla jasności, że mój pomysł dotyczy tylko jednego segmentu kolizji w stosunkach interpersonalnych, zwłaszcza sytuacji typowych dla prywatek, zwanych przez językowych barbarzyńców domówkami, wyjazdów integracyjnych, zaproszeń do domu na drinka po wspólnym wypadzie na miasto czy przerw na krótki spacer w mrok we dwoje, no, we troje, w trakcie dyskotekowego szaleństwa…
Co pocznie panna Krysia z pensjonatu „Orzeł”, gdy po dancingu pan Mietek zaprosi ją do swojego pokoju? A jak zareaguje ta mała z rozkosznym szmerkiem w pijanej główce rozdająca wszystkim buziaki, gdy zajarzy, że postąpiła o jeden, dwa kroki za daleko i ogarnie ją moralna ambiwalencja? Czy jegomość z Ogrodu Saskiego, który koło fontanny skradł całusa nieznajomej, zorientowawszy się, że ona podgrandziła mu zegarek, zamiast wezwać policję, popełni przestępstwo żądając od złodziejki intymnej gratyfikacji?
Zatem, by nie dochodziło do, nomen, omen, brzemiennego w skutki qui pro quo, proponuję wprowadzić do obiegu prawnego poświadczalną rejentalnie  pisemną zgodę na uprawianie seksu. Taka deklaracja z nieco patriarchalnym mottem: „volenti non fit iniuria”, czyli w języku tubylczym: „chcącemu nie dzieje się krzywda”, zawierałaby personalia uczestników przedsięwzięcia(z numerami PESEL), jego dokładny termin z czasem trwania uniesienia i wykaz zaakceptowanych przez wszystkie strony pozycji z katalogu Kamasutry. Wszystkie strony, bo przecież obcowanie intymne coraz częściej nie ogranicza się do debli i mikstów. I podpis: „nie ma takiego numeru”, pod plątaniną ciał na rysunku Andrzeja Mleczki, trąci dzisiaj anachronizmem.
Owe deklaracje mogliby potwierdzać dyżurujący w hotelach, na leśnych parkingach, w dyskotekach, notariusze, gotowi także za dodatkową opłatą docierać na wezwanie w każde buzujące namiętnościami miejsce. Oczywiście w sytuacjach nagłych zainteresowani mogliby spisywać oświadczenia woli, podobnie jak kierowcy po stłuczce.
Wracając na moment do paremii: „volenti non fit iniuria” i dmuchając na zimne, jej mankamentem jest męska forma podmiotu i tak zwykle chętnego z natury, gdy chętne w sytuacjach spontanicznych nie stanowią reguły.
I właśnie taka rozbieżność intencji przytrafiła się kiedyś Mikeowi Tysonowi. Otóż gdyby w 1991 roku w Indianapolis zachował czujność, miss czarnej Ameryki, z którą spędził noc w pokoju hotelowym, nie mogłaby tak łatwo oskarżyć go o gwałt. Sąd nie dał wiary tłumaczeniom boksera, że dama po prostu się wściekła, bo nie chciał jej odwieźć do domu swoją limuzyną. I skazał go na 10 lat. Odsiedział 3. Ale nie zmarnował czasu w kryminale. I po zwolnieniu warunkowym wywalczył tytuł mistrza świata.
A tak w ogóle, kwestionowanie oskarżeń o przemoc seksualną rzucanych po latach pod adresem znanych postaci, jest absolutnie niepoprawne politycznie i świadczy o braku empatii dla ofiar. Zaś ofiary są bezdyskusyjnie wiarygodne z definicji, bo są ofiarami, jako rzecze Gender.
I już zupełnie na marginesie. Zrozumiałe, że  w UE niekoniecznie musiałyby obowiązywać wzorce Kamasutry. Stać nas chyba na kontynentalny katalog swawoli, na przykład z nieznaną hindusom corridą i układem 69 +1, cokolwiek on oznacza.
Te swawolne rozważania doprowadziły mnie do zaskakującego skojarzenia z polityką. Gdy media ujawniły list Jarosława Kaczyńskiego do Zbigniewa Ziobry w sprawie woluntarystycznego korzystania przez partię ministra z Funduszu Sprawiedliwości, Katoni zarzucili prezesowi, że nie poinformował o nieprawidłowościach prokuratury. Jakże to, zripostował prezes, przecież adresatem pisma był sam prokurator generalny. I rozpoczęła się polemika, w której jurystyczne autorytety przekonywały, że Ziobro jest rodzajem czwórducha w jednym ciele. Dlatego czytając list prezesa jako lider Solidarnej polski nie wiedział o nim jako obywatel Ziobro, a tym bardziej jako minister sprawiedliwości i prokurator generalny. Tę wersję potwierdzają sygnaliści twierdząc, że minister Zbigniew Ziobro dzwonił często do prokuratora Ziobry, a bywało, że także do szefa swej partii, Ziobry oczywiście. Ba, podobno Ziobro obywatel, grywał w brydża z prokuratorem Ziobrą, ministrem Ziobrą i przewodniczącym Ziobrą.
Ta polemika może zostać przekuta w oręż obronny wszetecznych osobniczek pozostających w stałych związkach.
Dla przykładu, mąż Józef Nowak nakrywa w sypialni swoją żonę Mariolę, z domu Kowalską, Nowak z gachem. – Co ten facet robi w naszym łóżku – pyta ostro. Ale żona nie odpowiada kabaretowym grepsem – cuda, Józek, cuda,  lecz oświadcza hardo – to nie jest nasze łóżko, bo ja tu obcuję z przyjacielem wyłącznie jako Mariola Kowalska i nie szargam naszego wspólnego nazwiska.
Niestety, wiarołomni faceci nie będą mogli równie łatwo korzystać z tego wybiegu. I przekonywanie zdradzanej żony tekstem Grechuty, że ta pani w łóżku to Wiosna, która „dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi, zapachniało, zajaśniało. Wiosna, ach to ty”, nie uchroni amanta przed wściekłością połowicy.
Zerkam do notatek z ostatniego tygodnia. I nie pojmuję czemu pstrokata koalicja brnie w detal kropelkując odbieranie immunitetów prawicowym posłom i senatorom? Taka procedura zajmuje czas, który parlamentarna większość mogłaby wykorzystywać dla tworzenia progresywnego prawa. Czyż nie bardziej korzystne dla rozwoju landu byłoby hurtowe pozbawienie przywilejów całej pisowszczyzny? Cóż stąd, że jeszcze nie wszystkim udowodniono przynależność do zorganizowanej grupy przestępczej? Też mi problem. Będą kolesie bez immunitetów, to znajdą się stosowne paragrafy.
Dobrze się stało, że prezes Kaczyński zrezygnował z elastyczności pogrzebacza i Małopolska ma wreszcie marszałka. Teraz pora poluzować śluzy w antykoalicyjnych zaporach.
Zbystrzeni kursanci po pierwszym rozdziale samouczka dla propagandzistów, uznali kompromis za słabość prezesa. Jednak ich radocha, że pisowska Arka, zwana przez elyty III RP tratwą, straciła sterowność, jest zdecydowanie przedwczesna, zwłaszcza jeśli określenie pisowska zamienić na konserwatywna, prawicowa, lub narodowa.
na marginesie politycznej nawalanki przypominam nadgorliwym kursantom, że nadużywanie frazy tłumaczącej draństwa władzy: a PiS wykręcał gorsze numery, jest propagandową nieporadnością, gdyż chwyt erystyczny: a u was biją Murzynów, nie rezonuje już nawet w gazetkach ściennych, pani Dominiko.
A propos Murzynów. Znów dał znać o sobie polski rasizm. Obrzydliwie schejtowano czarną Polkę, Victorię Forrest, miss Rzeszowa. Ale pies trącał troglodytów. Okazuje się bowiem, że rasistowską mentalność sformułowań, zakładam, że podświadomie, przejawiają także obrońcy Victorii. Ba, ortodoksi, którzy jak ognia unikają określeń typu: Murzyn, Żółtek, Cygan, Szwab, pepik, Angol, nie różnicują ludzi w zależności od koloru skóry, na białych i czarnych albo na białoskórych i czarnoskórych, tylko na białych i czarnoskórych. I hiperpoprawność antydyskryminacyjna przekształca się w zidiocenie lingwistyczne.
 
Sekator
 
Ps.

 A co z zielonymi, brunatnymi, czerwonymi, błękitnymi i tęczowymi? - pyta mój komputer. - No i z brązowymi - dodaje, - jako, że kobiety lubią brąz?
- Nie mieszaj porządków, Eustachy, - zauważam. I by dać mu do myślenia podrzucam jeszcze kilka sportowych skojarzeń kolorystycznych. Biało-czerwoni, pomarańczowi, caniarinhos, czerwone diabły, czarne błyskawice, czarne koszule…
 

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika u2

09-07-2024 [20:27] - u2 | Link:

Królowie przekrętów

Les Rois de l'arnaque

Można się podniecać obecnymi przekrętami koalicji 13 grudnia, ale warto wiedzieć kto jest prawdziwym królem przekrętów na CO2:

http://https://fr.wikipedia.org/wiki/Marco_Mouly

Mardoché Mouly, dit Marco Mouly, né à Tunis en mai 1965, est un escroc français. Il est mêlé à plusieurs affaires judiciaires en lien avec le milieu du crime organisé franco-israélien spécialisé dans l'escroquerie et la fraude. Il a notamment été condamné dans l'affaire dite de la fraude à la TVA sur les quotas de carbone.

Obrazek użytkownika NASZ_HENRY

10-07-2024 [13:29] - NASZ_HENRY | Link:

 

@Eustachy...czy  trójkolorowi są pod medialną ochroną także u Sekatora?🌼