Realizacja traktatu ryskiego (1)

Bolszewikom udało się opóźnić o kilka miesięcy rozpoczęcie procesu realizacji postanowień traktatu ryskiego.
 
     Po wymianie 30 kwietnia 1921 roku dokumentów ratyfikacyjnych nastąpił kilkumiesięczny okres wzajemnych oskarżeń o naruszenie traktatu. Jeszcze w połowie kwietnia Cziczerin wysłał Sapieże notę z zarzutem, że w Polsce formowane są „bandy kontrrewolucyjne”, które dokonują napadów na terytorium państwa sowieckiego. Generał Bułak-Bałachowicz oraz „białoruski komitet kontrrewolucyjny” formują takie bandy na Białorusi, a Petlura robi to samo na Ukrainie. „Polskie władze wojskowe” nie tylko pozwalają na taką działalność, ale niekiedy nawet ją wspomagają. Z kolei Krystian Rakowski, jako ludowy komisarz spraw zagranicznych Sowieckiej Ukrainy, zarzucał Polsce udzielanie pomocy „organizacji występującej pod nazwą „rządu Ukraińskiej Republiki Ludowej”, która formuje na polskim terytorium „bandy”, które przechodzą na terytorium Sowieckiej Ukrainy.
 
     W odpowiedzi Jan Dąbski odrzucił bolszewickie zarzuty, podkreślając, że wojska Petlury zostały w Polsce internowane, a on sam i jego ministrowie otrzymali azyl polityczny. Równocześnie wyraził zaniepokojenie istnieniem na sowieckiej Ukrainie dwóch pułków piechoty i dwóch pułków kawalerii, noszących nazwę „galicyjskich”. „Można mieć wrażenie – pisał Dąbski – że wyżej wymienione formacje zostały zorganizowane w celach akcji zbrojnej, skierowanej przeciw Polsce”.
 
     Niemniej nie ulegało wątpliwości, że każda polska pomoc dla organizacji antybolszewickich po wymianie dokumentów ratyfikacyjnych będzie naruszeniem traktatu pokojowego. W celu uniknięcia bolszewickich protestów, Oddział II Sztabu Generalnego sugerował, by rozmaite organy Ukraińskiej Republiki Ludowej zakamuflować jako „organizacje dobroczynne”. Sam Petlura powinien opuścić Polskę, nie wykluczano jednak jego późniejszego powrotu „incognito pod cudzym nazwiskiem”. Pewną część internowanego wojska ukraińskiego chciano zachować jako „niezbędną kadrę dla przyszłej ewentualnej armii ukraińskiej”, a ukraińską „grupę wywiadowczą” pod dowództwem generała Jurka Tiutiunnyka wykorzystać jako „organa wywiadowcze i w razie potrzeby dywersyjne”.
 
     Rząd Ukraińskiej Republiki Ludowej oficjalnie ogłosił opuszczenie terytorium RP, choć jego struktury w istocie pozostały w Polsce pod nazwą Ukraińskiego Komitetu Centralnego, organizacji rzekomo charytatywnej, która w rzeczywistości prowadziła tajną działalność polityczną.
 
     Po uzyskaniu w czerwcu 1921 roku przez Oddział II informacji, że Moskwa – wbrew postanowieniom traktatu ryskiego – postanowiła udzielić czynnego poparcia ukraińskiemu ruchowi separatystycznemu w Galicji Wschodniej kwestia dalszej pomocy dla Petlury nabierała większego znaczenia. O ile znaczna część polskich oficerów uważała, że pozostawienie ukraińskich sprzymierzeńców swojemu losowi nie było rzeczą właściwą, to większość polskich polityków myślała jednak inaczej. Jak wykazała debata ratyfikacyjna w Sejmie, posłowie byli przekonani, że klęska polskiego federalizmu wynikła głównie z braku masowego poparcia wśród Ukraińców i Białorusinów. Polacy zrobili wszystko, co było w ich mocy, i dlatego nie mają żadnego powodu do poczucia winy. Ponieważ polski federalizm należał już do przeszłości, posłowie wszystkich partii zgadzali się, że Polska musi przestrzegać traktatu ryskiego.
 
     Podejmowane przez ministra spraw wojskowych gen. Sosnkowskiego orz szefa Sztabu Generalnego gen. Sikorskiego próby nakłonienia organizacji Petlury, Sawinkowa i Bałachowicza do działania w ukryciu, nie powiodły się. Organizacje te były bowiem zinfiltrowane przez agentów sowieckiego wywiadu, zajmujących w nich wysokie stanowiska.
 
     Od początku maja do połowy września 1921 roku Sowieci wysłali kilka not z zarzutami naruszenia traktatu ryskiego. Twierdzili, że Bałachowicz i Petlura formują „bandy kontrrewolucyjne” na polskim terytorium w pobliżu granicy ryskiej. Co więcej, Rosyjski Komitet Polityczny Sawinkowa – scharakteryzowany jako „najważniejsza spośród organizacji wrogich rządowi rosyjskiemu” – ma siedzibę w Warszawie i współpracuje z Oddziałem II Sztabu Generalnego oraz Ministerstwem Spraw Wojskowych.
 
     W odpowiedzi Warszawa wysyła własne noty, w których zarzucała Sowietom wielokrotne bezpośrednie naruszenia traktatu ryskiego. I tak Zakordot, organizacja terrorystyczna i wywiadowcza finansowana przez Wydział Zagraniczny Komitetu Centralnego partii bolszewickiej na Ukrainie, dokonywała aktów sabotażu na Wołyniu Zachodnim i w Galicji Wschodniej. Sowieckie jednostki wojskowe na Ukrainie przygotowywały się do przekroczenia granicy w celu przeprowadzenia „powstania” w Galicji Wschodniej, a Rewolucyjno-Wojskowa Rada Frontu Zachodniego z siedzibą w Smoleńsku organizowała siatkę sabotażystów na polskiej części ziem białoruskich. Od lipca 1921 roku około 300 sowieckich agitatorów, specjalnie wyszkolonych w centrum propagandowym w Humaniu na Ukrainie, rozpowszechniało ulotki w polskiej części Kresów, nawołując do włączenia tego regionu do państwa sowieckiego.
 
     Moskwa starała się opóźnić termin wejścia w życie traktatu ryskiego. Oprócz ww. oskarżeń strony polskiej o wspieranie organizacji antybolszewickich wykorzystano spór o obsadę stanowisk dyplomatycznych. Warszawa zgodziła się na kandydaturę zastępcy ludowego komisarza spraw zagranicznych Lwa Karachana, natomiast Moskwa nie zaakceptowała kandydatury Witolda Jodko-Narkiewicza (członka PPS,  znanego osobiście wielu bolszewikom).
 
     Dopiero w lipcu 1921 roku bolszewicy zgodzili się, aby szefem polskiej placówki dyplomatycznej w Moskwie został Tytus Filipowicz. W następnym miesiącu dyplomaci obu krajów przybyli odpowiednio do Warszawy i Moskwy.
 
     Szef sowieckiej dyplomacji Cziczerin miał wszelkie powody do zadowolenia. Zdołał opóźnić wejście traktatu w życie o kilka miesięcy, obwiniając o to Polaków. Natychmiast też wrócił do dawnych oskarżeń Warszawy o udzielanie pomocy dla Sawinkowa i Petlury. W wywiadzie dla francuskiej gazety komunistycznej „L’Humanité” oświadczył, że Rosja Sowiecka nie będzie realizować traktatu ryskiego, dopóki Polska będzie udzielała poparcia antybolszewickim przywódcom. Jednocześnie wręczył Filipowiczowi notę z żądaniem powołania komisji mieszanej w celu sporządzenia listy rosyjskich, ukraińskich i białoruskich działaczy antybolszewickich, których należy „niezwłocznie przepędzić z polskiego terytorium”.
 
     Polskie przedstawicielstwo w Moskwie było bezradne, gdyż – jak zauważył Roman Knoll, zajmujący w nim stanowisko radcy – Polacy nie mieli prawie żadnych środków nacisku na Sowietów w celu zmuszenia ich do przestrzegania traktatu. „Jedyną chyba presją, jaką na Sowiety możemy wywrzeć – dowodził – jest groźba zerwania stosunków dyplomatycznych, o utrzymanie których przeciwnikowi bardzo chodzi”.
 
     W tej sytuacji Filipowicz przedłożył Cziczerinowi notę, w której zaznaczył, iż rząd polski „pragnąc za wszelką cenę uniknąć nie tylko wojny, ale także zaostrzenia stosunków”, domaga się, by do 1 października Sowieci: (1) repatriowali wszystkich polskich jeńców wojennych, zakładników, internowanych oraz więźniów cywilnych; (2) zapłacili dwie pierwsze raty – co powinni byli zrobić 1 lipca oraz 1 września – kwoty 27 milionów rubli należnej Polsce za tabor kolejowy podlegający reewakuacji, lecz mający pozostać w Rosji; oraz (3) utworzyli sowieckie delegacje do mieszanych komisji reewakuacyjnej i specjalnej. Spełnienie tych żądań było koniecznym warunkiem dalszego utrzymywania stosunków dyplomatycznych, „gdyż przy obecnym stanie rzeczy istnienie pomiędzy Polską i Rosją tych stosunków nie odpowiada głównemu swemu zadaniu, którym jest wykonanie traktatu”.
 
     W odpowiedzi Cziczerin obiecywał zaakceptować zasadniczo polskie „żądania” pod warunkiem, że Polacy: 1) usuną ze swego kraju osoby zaangażowane w organizowanie „bandyckich i kontrrewolucyjnych napadów” na terytorium sowieckie; 2) postawią przed sądem osoby biorące udział w tych napadach; 3) usuną internowanych kontrrewolucjonistów rosyjskich z rejonów przygranicznych; 4) zwolnią oddziały kozackie ze służby granicznej; oraz 5) przedyskutują z Karachanem kwestię „winy” oficerów Wojska Polskiego.
 
    Ostatecznie w wyniku rokowań między Dąbskim a Karachanem, na początku października 1921 roku podpisano tajny protokół, w którym ustalono, że mieszane komisje reewakuacyjna i specjalna odbędą swe pierwsze posiedzenia 8 października, a Sawinkow wraz ze swymi współpracownikami do tego dnia opuści Polskę. Równocześnie Petlura z towarzyszami oraz Bułak-Bałachowicz wyjadą z Polski do 20 października, a Sowieci do tej pory wpłacą pierwszą, 10-milionową ratę na poczet 27 milionów rubli należnych jej z tytułu taboru kolejowego.
 
     Porozumienie to było ważnym sukcesem sowieckiej dyplomacji, gdyż potwierdzało naruszenie traktatu ryskiego przez Polskę oraz zmuszało ją do całkowitego porzucenia swoich sprzymierzeńców. Właśnie dlatego zostało przyjęte z niezadowoleniem przez polską opinię publiczną, a także wywołało wielką burzę w prasie i w sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Krytycy trafnie podkreślali, iż rola rosyjskich, ukraińskich i białoruskich działaczy antybolszewickich w Polsce porównywana była do roli polskich komunistów w państwie sowieckim i dlatego porozumienie skierowane tylko przeciwko tym pierwszym uznano za niesprawiedliwe. W obliczu tej krytyki Dąbski zrezygnował ze stanowiska wiceministra.
 
     Wydalenie siłą dawnych sprzymierzeńców było niemożliwe ze względów politycznych Warszawa mogła jedynie zwrócić się do nich z prośbą, by wyjechali „dobrowolnie”. Sawinkow uczynił to 20 października, a Bułak-Bałachowicz skorzystał z prawa opcji polskiego obywatelstwa i w rezultacie Warszawa pozwoliła mu pozostać, gdyż nie był już obcokrajowcem. Petlura natomiast przebywał potajemnie w Polsce do 1923 roku.
 
     W tym samym czasie, gdy Moskwa oskarżała Polskę o udzielanie wsparcia antybolszewickim ugrupowaniom, sama wysyłała za polską granicę oddziały „partyzanckie”, złożone z regularnych żołnierzy Armii Czerwonej przebranych za miejscowych chłopów białoruskich. Operacja ta koordynowana była przez zastępcę ludowego komisarza do spraw wojny E.M. Sklanskiego. Leninowi tak przypadł do gustu ten „wspaniały plan”, że ustalił on nawet dla tych „partyzantów” specjalną „premię” w wysokości 100 tysięcy rubli za każdego powieszonego kułaka, popa lub obszarnika.
 
     Informacje wskazujące na liczne naruszenia traktatu przez Sowietów Warszawa przekazała  zaprzyjaźnionym rządom, co było niewygodne dla Moskwy, która bardzo pragnęła wziąć udział w zbliżającej się międzynarodowej konferencji w Waszyngtonie.
 
     Nie bez znaczenia dla złagodzenia polityki Moskwy była straszna klęska głodu na Powołżu. Moskwa nie będąc w stanie dać sobie rady z nią zwróciła się w sierpniu 1921 roku z prośbą o pomoc międzynarodową. Polska natychmiast odpowiedziała na ten apel. Polacy udzielili również pomocy w zwalczaniu zarazy bydła, jaka dotknęła Sowietów jesienią tegoż roku.
 
         Nazajutrz po wyjeździe z Polski Sawinkowa i jego grupy Sowieci wpłacili pierwszą ratę 10 milionów rubli zgodnie z porozumieniem zawartym przez Dąbskiego i Karachana. Tym samym zainicjowany został proces wcielania traktatu ryskiego w życie.
 
 
 
CDN.