Armageddon cz. 14 - druga fala: uwaga, znowu będą pomagać...

Bardzo mnie rozradowała wiadomość, że W.Cz. PT wiceminister finansów p. Piotr Patkowski, potwierdził, że rząd p.Premiera Morawieckiego przewidział dla podmiotów najbardziej dotkniętych restrykcjami specjalną dotację na przebranżowienie. Moja radość jednak została szybko stonowana do właściwych proporcji, kiedy doczytałem, że chodzi o dotację w wysokości 40.000 PLN (słownie: czterdzieści tysięcy złotych).

Gdyby p Minister był łaskaw jeszcze powiedzieć, jak za tę oszałamiającą kwotę mają w środku kryzysu przebranżowić się właściciele np. małej knajpki w wynajętym od miasta lokalu albo rodzinnego pensjonatu tak, aby "...nowa forma działalności gospodarczej, którą podejmą, dawała możliwość rozwoju i zarabiania...", to byłbym wdzięczny, bo w zasadzie od niepamiętnych czasów wszyscy prowadzący działalność gospodarczą szukają takiej branży, która będzie "...dawała możliwość rozwoju i zarabiania...", co jest niełatwe nawet w czasach prosperity, a co dopiero z kryzysem na karku. Może by tak p. Minister raczył wziąć do ręki ołówek i zrobić mini biznes-plan takiego przekształcenia? Czegokolwiek istniejącego w cokolwiek sensownego, niekoniecznie akurat weselnego zespołu muzycznego (klapa i lockdown) w zakład pogrzebowy (gdzie ma być nie widziane od lat prosperity)?

Ciekaw jestem czy sprawa tej dotacji została uzgodniona z prezesem Kaczyńskim i dzisiejsze wystąpienie p. Szefernakera, przepraszającego za błędy twórców nagłych zmian oraz sumitującego się, że "...wszyscy jesteśmy tylko ludźmi...", dotyczy jedynie zamknięcia sklepów meblowych, czy też nie i być może przeprosiny należy traktować rozszerzająco jako odnoszące się również do tego pomysłu? Warto przy okazji nadmienić, że lekarze, kolejarze, piloci etc. (nie mówiąc o saperach), ba, nawet zwykli kierowcy, też są "...tylko ludźmi..." i co z tego?

W.Cz. PT wiceminister finansów p. Piotr Patkowski już któryś raz z kolei szczerze ukazuje wszystkim, w tym zainteresowanym, fundamenty swojego rozumienia świata, którą to szczerość można złożyć na karb młodości (żadna wada, szczególnie że w pewnym okresie swojego życia nikt nie jest od niej wolny), ale te fundamenty to już raczej nie.
Dużo starszy od niego W.Cz. PT podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, p. Marek Niedużak, też zdaje się nie rozumieć w ogóle pojęcia "klasy średniej", co wyszło na jednym spotkaniu, już nie mówiąc o jakichś ujęciach cywilizacyjnych (że w Turańskiej to średni szczebel czynowników władcy, że w Bizantyńskiej średnio zarabiający, zaś w Łacińskiej - niezależni ekonomicznie, co warunkuje niezależność intelektualną), a ich mniemania o prowadzeniu małych przedsiębiorstw w Polsce mają najwyraźniej tyle wspólnego z rzeczywistością, ile tzw. "mały ZUS", zresztą prowadzony właśnie przez W.Cz. PT podsekretarza stanu w Ministerstwie Rozwoju p. Marka Niedużaka. No, ale po angielsku mówi biegle, ostatecznie robił w Anglii maturę i kończył Cambridge (jakby kto pytał jaki to ma związek z tymi fundamentami, to uprzejmie informuje, że Anglia od Henryka VIII to separowana "szklanymi sufitami" mieszanka cywilizacji: na samym dole resztki Łacińskiej, głównie dzięki prawu precedensowemu, ale co do istoty jest to "be" i dla motłochu, warstwa średnia jest mocno bizantyńska, a wyższa - w zasadzie turańska).

Nic do nich nie mam, są tylko przykładem przedstawicieli środowiska decydentów, piastujących kluczowo ważne stanowiska w sytuacji zaostrzającej się wojny cywilizacyjnej, przetaczającej się nie tylko przez polskie ulice, którą nawet jak dostrzegają (a trudno nie widzieć wandali na ulicach) to jej przyczyn nie rozumieją. Obserwując działania i słuchając wypowiedzi przedstawicieli administracji gospodarczo-finansowej, można postawić tezę, że o zagadnieniach cywilizacyjnych w ogóle nie słyszeli, a gdyby nawet, to zbyliby rzecz wzruszeniem ramion. Sprawą wtórną jest czy zagadnień tych zrozumieć nie mogą czy też nie chcą, bo efekt jest ten sam. 

Swoją drogą też muszę posypać głowę popiołem, ale nie za cudze "błędy sprośne i niebu obrzydłe", jak p. Szefernaker, lecz za swoje, ze wstydem stwierdzając, że moje głębokie przekonanie o wiodącym negatywnym wpływie na gospodarkę starej kadry w administracji rządowej resortów zarządzanych przez szeroko pojęte "gowinięta", zdążyło się przez ostatnie dwa lata dyskretnie zdezaktualizować, co mi - mea culpa - kompletnie umknęło, a przecież być może pozwala to w innym świetle spojrzeć na felonię p. Emilewicz...

Rzecz jest taka, że stopniowo realna władza, polegająca przecież nie na kontroli spółek Skarbu Państwa czy zarządzaniu ogólną legisraczką, lecz na kontroli przepływu pieniądza w Państwie i nadzorze nad procesem kluczowych dla tego ustaw, przechodziła w ręce ludzi p. Morawieckiego. W połowie października był na ten temat ciekawy artykuł (w plugawym "Przeglądzie" zresztą, bo w żadnym medium prorządowym lub choćby prawicowym, słowa o tym się nie znajdzie - i nic dziwnego, przecież żyć z czegoś trzeba), ale trochę zajęło mi sprawdzanie zawartej w nim faktografii, dlatego o tym wcześniej nie pisałem. Niemniej zdaje się, że co do faktów jest on w miarę rzetelny, a to powoduje, że w analizach należy uwzględnić jedną taką dodatkową zmienną-niewiadomą, która do tej pory nie była raczej brana pod uwagę.

O ile co do p. Morawickiego i jego intencji trudno mi się wypowiadać, bo zamieniłem z nim parę zdań coś trzy razy w życiu, to obserwując jego aktywność publiczną skłonny jestem postawić tezę, że chciał sobie zbudować ekonomiczno-polityczne zaplecze niezależne od "starej gwardii" PiS (W.Cz. pp. Terlecki, Suski, Krasulski etc.), aby w sytuacji "przejęcia schedy" nie musieć się każdorazowo im tłumaczyć ze wszystkiego co robi, w czym miałby zresztą moje pełne zrozumienie.
Sam człowiek wszystkiego nie załatwi, musi więc korzystać ze współpracowników, osób sobie znanych i zaufanych (a przynajmniej przewidywalnych), lecz tu jest pewien kłopot, na który wpływ ma życiorys zawodowy p. Premiera. Mianowicie większość życia spędził w środowisku bankowym, takich ma znajomych i takim ludziom - w tym środowisku - ufał.
No i problem polega na tym, że w tym środowisku osób rozumiejących dalekosiężne cele też w zasadzie nie ma i też ze względu na selekcję (choć innego rodzaju niż tę tworzącą "starą gwardię" w PiS). Można by wręcz powiedzieć, że p. Premier wpadł "z deszczu pod rynnę", gdyby nie jeden istotny szczegół rozróżniający te dwa zbiory osób - "stara gwardia" to ludzie bezwarunkowo ufający p. Kaczyńskiemu i jemu wierni, którzy zostali przy nim przez (często) trzydzieści lat politycznego rollercoastera i są motywowani raczej więzami osobistymi, natomiast środowisko bankowe to ludzie o mentalności zaakceptowanej przez działy HR banków oraz ukształtowanej przez lata funkcjonowania w tym bagnie, w najlepszym wypadku motywowani korzyścią banku, a zwykle swoją (tam akurat jakiekolwiek "dalekosiężne cele" inne niż zyski, to taka bardziej fikcja dla maluczkich, zaś samodzielność w tym zakresie nie jest przesadnie mile widziana).

Ile z tych osób reprezentuje mentalnie tzw. "opcję niemiecką", nie mam pojęcia, ale w bankach jest preferowany (a w zasadzie wymagany) sposób myślenia właściwy dla Cywilizacji Biznatyńskiej, a to czyni podatnym na takie wpływy. Ktoś przecież musiał p. Morawieckiemu przygotowywać ustalenia szczytu UE w lipcu, co to wrócił przekonany że wraz z Węgrami będziemy mieli "trzymanie" nad pomysłami odnośnie unijnego bata "praworządności" poprzez wymóg jednomyślności, a właśnie się dowiedział, że został przez Niemców potraktowany jak... Gdyby Premier miał wiedzę o cywilizacjach, to by wiedział, że w Cywilizacji Bizantyńskiej moralność w kontaktach międzypaństwowych nie istnieje i ufać drugiej stronie można pod warunkiem, że w gotowości ma się czołgi (ale takie, do których amunicja jest w magazynach w Polsce a nie w Berlinie).

Co gorsza, znaczna część kadry bankowej to produkty uniformizacji w SGH, gdzie pierwsze skrzypce grają ludzie ze stajni Balcerowicza, a jak dzięki nim działa nasz system bankowy, no to sobie można poczytać i pooglądać, bo przecież już nawet filmy o tym kręcą.
 
I teraz trudno się dziwić, że dla p. Borysa, prezesa PFR, "tarcza" jest okazją do różnych "akwizycji", trudno się dziwić, że już w pierwszej "tarczy" znalazł się zapis, pozwalający PFR na skup akcji różnych spółek i ładowanie pieniędzy w kieszenie dotychczasowych udziałowców (może by tak sprawdzić od kogo są kupowane?), trudno się dziwić że "tarcze" są tak skonstruowane, jak umowy z bankami - trzydzieści stron bełkotu i w połowie, małym druczkiem, kilka zdań robiących z nieszczęśnika niewolnika na pokolenia (będą kontrole zasadności ubiegania się o pomoc i niech ktoś wykaże, że bez pomocy by upadł, jak przetrwał - no i wtedy "zahlen Sie zuruck, bitte", weksle są, Pan sobie znajdzie jakieś wolne drzewo, byle nie na widoku).

Trudno też się dziwić, że przy "drugiej fali" pandemii pomysły na "drugą tarczę" są dokładnie takie same jak na pierwszą, bo przecież o jej zapisach decydują ci sami ludzie, znowu "tarcze" będą "chronić miejsca pracy", "zwalniać z ZUS" itd., ale realnie nie pomogą, bo ci ludzie nie mają pojęcia o realnych problemach (wersja uprzejma) lub mają je w nosie (wersja realistyczna). 

Konkretnie to w skład "drugiej tarczy" mają wchodzić:

a) subwencje w ramach tarczy finansowej PFR w wysokości do 70 proc. niepokrytych przychodami kosztów stałych pod warunkiem spadku przychodów o 30 proc. względem tego samego okresu w 2019 roku (ciekawe skąd ma się wziąć środki na 30% "niepokrytych przychodami kosztów stałych", szczególnie w wypadku branży turystyczno-gastronomicznej, o eventowej nie mówiąc);

b) umorzenie części subwencji z tarczy finansowej PFR dla MŚP dla sektorów objętych restrykcjami sanitarnymi pod warunkiem skumulowanego spadku przychodów od marca 2020 r. do marca 2021 roku o co najmniej 30 proc. (znowu wymagają zatrudnienia proroka, bo składając teraz wniosek o umorzenie subwencji, trzeba by mieć wiedzę odnośnie tego co będzie za bez mała dwa kawartały, a obecnie to wróżenie z fusów - chyba że chodzi o stworzenie perspektywy, a wtedy nie należy się dziwić, że każdy przeprowadzi szybki bilans czy aby nie opłaca mu się nic nie robić albo ograniczyć działalność żeby za dużo nie zarobić, na co wskazywałoby wskazanie na marzec 2021 r. jako kończący okres analityczny, no bo od 1 kwietnia ma szansę ruszyć ruch turystyczny związany z Wielkanocą)
c) wydłużenie programu tarczy finansowej dla dużych firm co najmniej do wiosny 2021 roku (zdaje się że tak są nafutrowane pieniędzmi, że trzymają na kontach);
d) kontynuacja gwarancji de minimis dla MŚP i gwarancji płynnościowych dla dużych firm (żeby skorzystać z takich gwarancji, trzeba mieć zdolność kredytową, inaczej banki nie chcą nawet gadać);
e) kontynuacja dopłat do miejsc pracy z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych w postaci postojowego i obniżonego wymiaru czasu pracy (już wiadomo że grozi nam lockdown, całej Europie też, więc powstaje pytanie, czy marża zysku za ten rok pozwoli pokryć swoją część kosztów "miejsca pracy", no bo skądś pieniądze na to trzeba wziąć);
f) przedłużenie wypłaty postojowego (bardzo dobrze, ale w branży turystycznej działalność jest sezonowa, w tym sezonie bardzo wielu mikropodmiotom nie udało się zarobić tyle, aby przetrwać do przyszłego roku, działalności są już pozawieszane od miesiąca/dwóch, żeby kosztów ZUS nie ponosić, albo i karty podatkowej, więc pytanie czy jest dla nich coś przewidziane); 
g) przedłużenie zwolnień ze składek na ZUS ("Mogą być przedłużane poza listopad, zależy od tego, jak mocno wciśnięty będzie hamulec bezpieczeństwa" - tłumaczył premier) - no i dobrze, szkoda że na tak krótko, przynajmniej od właścicieli mikro- i małych przedsiębiorstw, może w końcu rządzący do tego dorosną;
h) dofinansowanie zmiany zakresu działalności w ramach dotacji na biznes dla tych, którzy będą chcieli się przebranżowić (no to już pisałem powyżej);
i) polityka drugiej szansy (chodzi o kontynuację tego "toru przeszkód"?);
j) dofinansowanie leasingu (może zdążą, szkoda że dopiero teraz...).
 

Pocieszające jest to, że zaczyna się przebąkiwać, że: "...do rozważenia są też instrumenty ukierunkowane na pobudzenie akcji kredytowej. Dostępny obecnie kredyt wekslowy jest bowiem narzędziem martwym..." (to p. Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista banku Millenium, ciekawe co powstrzymuje bank Milenium przed korzystaniem z niego, chętnie przeczytam), zaś p. Piotr Bielski, ekonomista banku Santander: "...spekuluje, że może np. rozważane są jakieś sposoby ożywienia martwego w praktyce instrumentu kredytu wekslowego..." (ale czemu Santander nie rzucił się na niego z oskomą, no to też dyskretnie milczy, a szkoda).

 

Może ktoś tym naszym geniuszom po SGH podsunie (ale dyskretnie) opracowanie GfK pt. "Purchasing Power Europe 2020" żeby sobie przeczytali gdzie rzeczywiście leży problem i wreszcie zaczęli myśleć nad tym powszechnym debetem w rachunku w ramach kredytu wekslowego, ale takiego jak Pan Bóg przykazał, a nie tej parodii którą z niego zrobiono?

Niestety, ciąg dalszy nieubłaganie nastąpi, jeżeli w USA wygra Biden, wtedy "wzmocni relacje z Europą" (czyli z Niemcami), czego warunkiem będzie zdjęcie sankcji na NS2 oraz danie Niemcom "wolnej ręki" jeżeli chodzi o porządkowanie sytuacji w Europie Środkowej (tak, to o nas mowa). Rosja już przebiera nogami, choć jeżeli informacja o chorobie p. Putina jet prawdziwa, to może sprawy będą przebiegać inaczej (ale wcale nie znaczy, że dla nas i V4 dobrze), więc banda niedouczonych technokratów bez pojęcia o problemach cywilizacyjnych na kluczowych stanowiskach administracyjnych w środku globalnej wojny cywilizacyjnej i kryzysu gospodarczego spowodowanego pandemią, grozi m.in. podaniem Polski Niemcom na tacy.

Czy o to chodzi?

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika Marek1taki

08-11-2020 [09:08] - Marek1taki | Link:

Czy o to chodzi?. O zgnojenie nas. I nie podejrzewam o deficyty intelektualne.

Obrazek użytkownika angela

08-11-2020 [18:56] - angela | Link:

Taaa, jak nic, chcial.
Marek wie, cały czas wie, że chciał. 

Obrazek użytkownika Marek1taki

08-11-2020 [19:06] - Marek1taki | Link:

Coś chce Pani powiedzieć ale nie może się wygadać. Głupota czy sabotaż władzy?