Szanowni
Korzystając z panoszącej się zimy, śledzę - oczywiście z uzasadnionym niepokojem - różne sygnały z różnych miejsc i śpieszę się podzielić refleksjami, jakie się nasuwają na "naszym odcinku" globu, nieśpiesznie krążącego wokół wspólnego środka ciężkości ze Słońcem i innymi planetami w niezmiennym cyklu, raczej niezbyt podatnym na rozmaite działania zamieszkujących wspomniany glob ludzi, a już szczególnie niewielkiego "cycka" na zachodnim końcu największego kontynentu, uważanego zresztą za dwa oddzielne.
Ta refleksja skali jest konieczna, aby traktować dziejące się tu i ówdzie rzeczy "cum grano salis", bo nie bez kozery Jan XXIII, idący przez Watykan i pogrążony w zadumie o ciężarze odpowiedzialności za Kościół Powszechny, za sobór, za dyskusje itd., i gdzie tu ma się znaleźć on, w sumie wiejski proboszcz, dźwigający nagle na swoich barkach przyszłość miliardów ludzi - i kiedy tak zastanawiał się, jak tu temu zadaniu podołać, usłyszał nagle z góry: "Giovanni, Giovanni, nie bierz siebie tak serio" (tak przynajmniej mówił p. Mazowiecki kiedy został premierem, więc być może tak rzeczywiście było).
Ponieważ suma idiotyzmów serwowanych w ramach legisraczki unijnej w postaci dyrektyw, opinii wiążących i nie wiążących, gloss wszelakich i aktów strzelistych, w tym wyrażanych przez TSUE, już dawno przekroczyła możliwości nie tylko analizy, ale nawet przeczytania (i to nie treści, a nawet samych tytułów), pojawia się zasadne pytanie, a po co to wszystko?
Nieco światła na sprawę rzuca znajomość losów kariery p. Mogherini, która obecnie piastuje miejsce w pierdlu wydobywczym, z szansą na dłuższy pobyt, już w pełni formalny.
Ponieważ pani Ursula też zaczyna mieć kłopoty, zaś o lotności umysłów pozostałych urzędników UE również krążą rozmaite opinie, można postawić tezę, że idzie ogromne przetasowanie pod hasłem "hop-siup i odnowa", tyle że nie Polska (no i nie "Ludowa").
Ponieważ p. Mertz wystąpił wczoraj z przemówieniem świadczącym o konieczności zwierania szyków i koncentrowania się dookoła przywództwa Niemiec w Europie, to można sobie wyobrazić totalny chaos, jaki się z tego mógłby wykluć, gdyby nie spodziewany "as w rękawie", o którym nawet wspomniana pani Ursula napomknęła nieśmiało w swoim niedawnym wystąpieniu.
"As w rękawie" polegać ma na tym, aby zachęcić mieszkańców Europy do masowego porzucania dobrodziejstw legisraczki unijnej, w zamian za akceptację zjednoczenia, co - w świetle różnych "Zielonych Ładów", dyrektyw "śmieciowych" (wszystkie są śmieciowe, ale tu akurat nie chodzi o wartość merytoryczną, ile obejmowany obszar), "budynkowych", antytransfobicznych, imigracyjnych itd. - wcale nie jest trudne i zapewne większość ludzi w podskokach zamieni paszport krajowy na unijny w zamian za uwolnienie z jarzma sterty idiotyzmów.
Na początek pewnie powstaną "przedsiębiorstwa unijne" (naturalnie innowacyjne, się zadekretuje i od innowacji aż będzie furczało), które w zamian za niewielki, prosty podatek, ale płacony bezpośrednio do kasy unijnej, będą wyłączone z regulacji krajowych, tym różnych ETSów etc., bo ETSy dotyczą przecież państw unijnych i podmiotów w państwach unijnych, a nie Unii jako takiej i podmiotów unijnych.
Jest stary jak świat szmonces, jak do rabina przychodzi ojciec rodziny i zaczyna narzekać, że w mieszkaniu ciasno, że dwie izdebki, szóstka dzieci, nie ma jak żyć i co z tym zrobić. Rabin mu doradził, żeby sprowadził do domu trzy kozy i przyszedł za miesiąc. Po miesiącu przychodzi zmarnowany ojciec i mówi: "Rebe, teraz to już w ogóle żyć się nie da". "Nie da?" - pyta rabin. "Nie da, zupełnie". "No to wyprowadź kozy i przyjdź za trzy dni". Po trzech dniach wbiega rozpromieniony ojciec rodu i od progu woła: "Rebe, jest cudownie, wreszcie mamy jak żyć".
Tak to metodą wprowadzania kóz do domu, można będzie wszystkich przyszłych poddanych Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego v.4.0 doprowadzić do całkowicie dobrowolnego porzucenia pojęcia "Naród", "Państwo", "suwerenność" a nawet "wolność".
No bo uwolnienie od idiotyzmów swoją drogą, ale "porządek musi być" (nieważne że głupi, na początku ważniejsze będzie, że kozy wreszcie zniknęły).
Pewnie dlatego że Polacy-buntowszczyki, mamy w Polsce KSeF w najgłupszej w Unii formie, dlatego ETS2 akurat nas najbardziej uderza itd., bo trzeba nas bardziej dociążyć, żebyśmy sprawniej porzucili złudzenia i jeszcze się cieszyli.
A jak komuś się nie podoba i chce pozostać dalej ze starym paszportem? Proszę bardzo, ETS, "Zielony Ład", "śmieciowa", "budynkowa", planowanie przestrzenne, ZUS i KSeF, a jak mało, no to jeszcze będzie SAFE do spłacenia...
I w taki sposób nas wszystkich załatwią...
Kij ma dwa końce. Nie mam nic przeciwko temu by unijczycy płacili ETF (wyodrębniony na rachunkach), byle nie podżegali do zdrady stanu i nie szerzyli poglądów totalitarnych (unijnych).
Teza, że w Polsce mogą działać prawa sprzeczne z racją stanu opartą na etyce i elementarnej rzeczywistości nie jest prawdziwa, o ile Polska spełnia warunek samostanowienia.