Polskie oddziały śmierci w latach 1920-1922 (1)

Jednym z ochotniczych oddziałów, które zaczęto formować w końcu lipca 1920 roku był dyon „Huzarów Śmierci”.
 
     Zbliżanie się w końcu lipca 1920 roku wojsk bolszewickich do Białostocczyzny sprawiło, iż koncepcja formowania oddziałów ochotniczych znalazła żywy oddźwięk wśród mieszkańców Białegostoku i jego najbliższych okolic.
 
     Wojsku Polskiemu brakowało przede wszystkim oddziałów kawalerii, stąd  w wyniku odezwy Generalnego Inspektora Armii Ochotniczej generała Józefa Hallera rozpoczęto formowanie ochotniczych formacji konnych przy szwadronach zapasowych istniejących już pułków kawalerii.
 
     Jednym z takich oddziałów był ochotniczy Dyon "Huzarów Śmierci" porucznika Siły-Nowickiego, który powstał w końcu lipca 1920 roku Białymstoku. W początkowym okresie wojny polsko-sowieckiej służył w Dywizjonie Jazdy Kresowej mjr. Feliksa Jaworskiego, przemianowanym wkrótce na 4 Wołyński Dywizjon 1 Pułku Strzelców Konnych. W połowie lipcu 1920 roku otrzymał od  mjr. Jaworskiego polecenie sformowania nowej jednostki kawalerii w Białymstoku. Do pomocy w organizacji oddziału otrzymał podchorążego Domagalskiego z 18 pułku, ułanów, który został potem pierwszym adiutantem dowódcy Dyonu "Huzarów Śmierci".
 
     W początkowym okresie istnienia oddział  figurował jako Ochotniczy Dyon Jazdy 1 Armii, jednak wkrótce por. Siła-Nowicki, dążąc do stworzenia elitarnej jednostki kawalerii,  samowolnie zmienił jego nazwę na  Dyon "Huzarów Śmierci".
 
      Oprócz ochotników do powstającej jednostki wcielał żołnierzy, którzy zgubili swoje oddziały. "Siła-Nowicki – wspominał por. Stefan Brzeszczyński - zorganizował swój oddział partyzancki w czasie naszego trzymiesięcznego odwrotu, Gdy mu się spodobał któryś z zabłąkanych wojaków, zatrzymywał go z groźną miną i zapytywał: „Kto ty taki?” Zaskoczony wojak odpowiadał: „Jan Wcisło”. To porucznik go w zęby. „Łżesz, suczy synu, kto ty taki?” Do delikwenta przybliżało się dwóch dryblasów porucznika. Wystraszony wojak odpowiadał czym prędzej: „Melduje strzelec J. W.”. A tu znowu w zęby: „Łżesz, dezerter jesteś, sąd polowy i kula w łeb”. Tu zwykle biedak się załamywał i błagał o łaskę. „Dobrze - odpowiadał ułagodzony porucznik - wezmę cię na próbę do swego szwadronu”. Uszczęśliwiony dezerter przysięgał, że pójdzie „w ogień i wodę” za panem porucznikiem''.
 
       W większości żołnierze rekrutowali się z byłych oddziałów jazdy majora Jaworskiego i Pułku Jazdy Tatarskiej. Prawie połowę dywizjonu stanowili jednak ochotnicy, którzy dość dobrze obeznani byli z jazdą konną, fechtunkiem białą bronią i strzelaniem.
 
      Dwa dni przed zajęciem Białegostoku przez oddziały sowieckie, 26 lipca 1920 roku., słabo jeszcze zorganizowany dyon porucznika Siły-Nowickiego opuścił miasto, udając się w kierunku Małkini, gdzie zakończono organizację oddziału. W dniu 2 sierpnia doszło w Prostyni nad Bugiem do uroczystego zaprzysiężenia żołnierzy oddziału. Dywizjon kawalerii "Huzarów Śmierci" składał się z dwóch szwadronów jazdy i plutonu ciężkich karabinów maszynowych. Liczył łącznie 511 szabel i 20 karabinów maszynowych. Pierwszy szwadron sformowany został w całości z byłych „jaworczyków" i „ułanów tatarskich'', którzy przeszli do dywizjonu z pełnym uzbrojeniem. Drugi szwadron, dowodzony przez podchorążego Pniewskiego, składał się z ochotników. Dowódcą plutonu karabinów maszynowych został chorąży Baran.
 
      Chrzest bojowy "Huzarzy Śmierci" przeszli pod wsią Dzierzby w dniu 30 lipca 1920 roku. W czasie walk zapał i brawura młodych żołnierzy została precyzyjnie wykorzystana w szarży kawaleryjskiej, w wyniku której zdobyto dwa karabiny maszynowe.
 
      W czasie bitwy pod Sokołowem Dyon "Huzarów Śmierci" osłaniał odwrót wycofującej się na przedpole Warszawy XXIX Brygady Piechoty. Podczas kilkakrotnie wykonywanych szarż na pozycje wroga "huzarzy" ruszali do ataku ze śpiewem "Jeszcze Polska nie zginęła ... ".  Następnie tocząc nieustanne potyczki z wrogiem oddział Siły-Nowickiego dotarł do Warszawy. Tam na rozkaz gen. Józefa Hallera został chwilowo odwołany do odwodu w celu reorganizacji.
 
      W wyniku odezwy Rady Obrony Państwa około 80% policjantów II okręgu Policji Państwowej  w Łodzi zgłosiło chęć dobrowolnego wstąpienia w szeregi wojska. W większości mieli oni odpowiednie przygotowanie żołnierskie. Utworzenie ochotniczych oddziałów z funkcjonariuszy PP wymagało jednak specjalnego zezwolenia Komendanta Głównego. 7 sierpnia 1920 roku Władysław Henszel wydał Komendantowi Okręgowemu PP w Łodzi rozkaz utworzenia z podległej mu kadry policyjnej ochotniczego szwadronu Policji Konnej i wysłania go do Warszawy. Już 9 sierpnia 1920 roku szwadron, żegnany przez przedstawicieli władz i mieszkańców miasta, wyruszył na front.
 
      W dniu wyjazdu do Warszawy ochotniczy szwadron Policji Konnej miasta Łodzi liczył 88 ludzi i dwóch oficerów. Jego dowódcą został mianowany komisarz Andrzej Jezierski. Obowiązki zastępcy dowódcy pełnił podkomisarz Stefan Rozumski.
 
      Po przybyciu do stolicy 10 sierpnia 1920 roku szwadron został rozlokowany w koszarach warszawskiej Policji Konnej przy ul. Ciepłej 13. Za zgodą Komendanta Głównego PP szwadron łódzkich policjantów uzupełniono ochotnikami z Konnej Policji m. Warszawy i funkcjonariuszami Kresowej Policji Konnej z Polesia, Wołynia i Białostocczyzny w liczbie 30 ludzi. Ze składu policji warszawskiej przydzielono do szwadronu jednego oficera - podkomisarza Sarneckiego. Ostatecznie sformowany szwadron liczył 118 szeregowych i 3 oficerów. Dowództwo nadal pozostało w rękach komisarza Jezierskiego. Szwadron podzielony został na dwie grupy, tj. półszwadrony. Pierwszym dowodził podkomisarz Sarnecki, drugim zaś - podkomisarz Rozumski. Szefem oddziału mianowany został przodownik Wieczorek.
 
      W skład szwadronu wchodził również pluton karabinów maszynowych pod dowództwem specjalisty tej broni z czasów służby w armii rosyjskiej - st. przodownika Kurowskiego.  Konni policjanci zostali uzbrojeni w bardzo niewygodne dla kawalerzystów karabiny produkcji angielskiej typu Enfield wz. 1428.
 
      W dniu 12 sierpnia Wojskowy Gubernator Warszawy generał Franciszek Latinik wydał rozkaz, w którym zarządził połączenie szwadronu Policji Konnej z oddziałem "Huzarów Śmierci". Od tej pory dywizjon składał się z trzech szwadronów kawalerii i plutonu karabinów maszynowych. Włączony do jego struktur organizacyjnych szwadron Policji Konnej otrzymał oficjalną nazwę 3 szwadronu Dyonu "Huzarów Śmierci". Jednocześnie oficerowie policyjni otrzymali stopnie wojskowe podporuczników, st. przodownik Wieczorek - stopień szefa wachmistrza szwadronu, zaś podoficerowie dowodzący plutonami - stopnie plutonowych, z ·wyjątkiem st. przodownika Pakuły, który otrzymał stopień wachmistrza, pełniąc jednocześnie obowiązki zastępcy szefa wachmistrza szwadronu.
 
      Tego samego dnia oddział został podporządkowany płk. Stanisławowi Małachowskiemu - dowódcy grupy „Zegrze”.  13 sierpnia. Dyon "Huzarów Śmierci" rozdzielony został na poszczególne szwadrony i wysłany w różnych kierunkach z zadaniem pełnienia służby patrolowej.
 
      Udział dyonu w walkach w okolicach Warszawy to temat na osobny esej.
 
CDN.