Orgazm i sraczka elyt

Coraz częściej skrzecząca pospolitość inspiruje mnie do zabawnych skojarzeń. Ot, choćby monolog Donalda Tuska w Audytorium Maksimum UW. Ostatnio tak setnie ubawiłem się w tej szacownej auli przed laty jako widz na akademii czczącej którąś tam rocznicę wybuchu rewolucji październikowej. Publiczność stanowili głównie studenci w mundurach dowiezieni ciężarówkami ze studium wojskowego. Na scenie znana aktorka recytowała z przejęciem patetyczny wiersz o szturmie na pałac zimowy.
Prący na czele krasnoarmiejców niejaki Wasyl kopniakiem otworzył podwoje komnaty. I stanął jak wryty… Aktorka zawiesiła głos i wyskandowała z przepony: “Wasyl pierwszy raz w życiu zobaczył lustro!”. I wtedy kilkuset chłopa ryknęło gromkim śmiechem. Audytorium zatrzęsło się w posadach, zaś gwiazda uciekła z płaczem za kulisy. Ale rechocący studenci nie patrzyli na scenę. Bohaterem chwili był bowiem major Wasyl, pozbawiony niestety poczucia humoru oficer ze studium wojskowego dowodzący naszym pododdziałem. Wasyl to mój kamuflaż. Naprawdę  nosił inne nazwisko, choć też będące rosyjskim imieniem.
Ten rubaszny śmiech sprzed lat pasowałby jak ulał do bon motów Donalda Tuska, zwłaszcza seksualno-optycznych o anatomicznym miejscu Węgier w Unii. Jednak buractwo zdolne zmienić salonowy bon ton elyt stosowny do salonowych bon motów w gromką dezaprobatę, oglądało wtedy defiladę z okazji trzeciomajowego święta.
Rozumiem, że awangarda totalnej opozycji dostawała w trakcie występu spieszonego guru(biały koń pilnie poszukiwany) orgazmu i do dziś odmaczając spuchnięte od braw dłonie pieje z zachwytu. Ale nie pojmuję czemu ten miałki numer estradowy wciąż zaprząta uwagę krytyków. Bo jeśli bez zbędnej zwłoki stwierdzili, słusznie zresztą, że tekst jednym uchem wpadał, drugim wypadał i był groteskowym oksymoronem, tyleż niestrawnym, co zjadliwym, to po co strzępić sobie po próżnicy języki? Na marginesie dodam, że ten monolog w interpretacji Roberta Górskiego wybrzmiałby niewątpliwie bardziej profesjonalnie.
Król Europy przybył wzniecać ducha, sorry, werwę, bo duch zatrąca katolickim fundamentalizmem, w szeregach koalicji europejskiej, ale show zabrał mu inkwizytor a rebours, mniejsza o nazwisko. Potem do dyskursu dołączyła swoje wlepki z tęczową Matką Boską pewna wojująca feministka. Tak oto z aksjologicznego szamba wychynęła nowa Apasjonaria z gwarancją rundy po propagandowych jaczejkach opozycji. Zapewne lada moment na toaletach i śmietnikach pojawi się filozoficzne przesłanie: “Bóg umarł”… Całej anegdoty na ten temat proszę szukać w Wikipedii. A do sieci trafił godny Oscara dokument o klechach pedofilach, swoisty raport post factum do filmu “Kler”. I generatory rzeczywistości urojonej poinformowały w stylu radia Jerewań, że właśnie PiS rozpętał wojnę religijną. Tyle meldunków z frontu.
Przypuszczam jednak, że wielu zagończyków(i zagończyc) tej batalii pamiętając o przygodzie Fidela Castro rankiem z niepokojem spogląda w okno. Otóż Fidel ujrzał kiedyś w oknie swej sypialni wielki zadek. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie, wyjaśnił zjawisko jego osobisty astrolog. Być może wszak teraz Stwórca zmodyfikowałby w niektórych przypadkach formę dezaprobaty, żeby ktoś nie pomylił nagany z ofertą.
A mnie znów ponosi mroczna wyobraźnia inspirowana interpretacyjną ekwilibrystyką, dość eufemizmów, po prostu sraczką postępowych katolików, że o agnostykach i ateistach nie wspomnę. Wedle nich tęcza nad głową Matki Boskiej Jasnogórskiej to nie żadna profanacja gejowską symboliką, lecz powrót do źródeł chrześcijaństwa z tęczą jako znakiem przymierza człowieka z Bogiem. Już widzę rozwydrzone, sorry, progresywne feministki obnażające piersi w kościołach w hołdzie dla wizerunków Madonny Karmiącej. Już słyszę szmer uznania wiernych dla dewiantów, wróć, roznegliżowanych do przepasek na biodrach(wersja soft) prawdziwych mężczyzn wkraczających do świątyń z okrzykiem w stronę Zbawiciela na krzyżu: “kolego, jesteśmy z tobą!”… Stop, szalejąca imaginacjo! Jaka znów imaginacjo? Podobne incydenty już się zdarzały, no może bez tej szczypty metafizyki.
Takim transcendentnym genius loci los obdarzył Lemingrad(dawniej Warszawa) podnosząc znaczenie Podleśnej z ulicy biorącej nazwę od Lasku Bielańskiego do rangi pomnika prześladowanej przez reżym bojowniczki o prawa LGBTitd. Na porównywalną nobilitację czekają ulice Bagno i Topiel.
Tryptyk skojarzeń zakończę refleksją inspirowaną praskim grepsem jeszcze sprzed wojny. “Powiem wam wica, jestem dziewica!”, reklamowała swoje usługi uliczna dziewka spod latarni. Latarniczka? Stare nazwy powracają w nowej roli. Ale to dygresja. Wracam do sedna. Gwiazda gru TVN 24 porównana do dziennikarzy TVP dostała szału. Sugestia, że wszystkie media mają swoje za uszami doprowadziła ją niemal do apopleksji. “Ja sobie nie życzę, ja sobie wypraszam takie szkalujące naszą obiektywną stację i mnie osobiście porównania!”, perorowała wygrażając rozmówcy palcem. A echo niosło po okolicy: “powiem wam wica, jestem dziewica!”.
Chociaż kto wie. Może skorzystała z usług specjalistki? Bowiem: “Pewna szwaczka spod Skierniewic założyła szkołę dziewic i uczyła co sobotę jak skutecznie łatać cnotę”.
 
Sekator
 
Ps.

- Czy my mamy jakieś zapasy? - pyta mój komputer.
- Jakie znów zapasy? - Odpowiadam pytaniem.
- No, mąkę, kaszę, wodę… Bo wojna to nie przelewki - precyzuje.