Abstrakcyjny Felieton Aktualny - 4tygodniUFFka

Nic nie boli tak jak miłość. Hit co się zowie – trafna fraza na refren,  oprawiona w chwytliwe riffy gitarowe, dynamika wykonania bez zarzutu etc. Rockmanie Kukiz, wyprzedał pan posłów, co się dało i co dalej? Daj pan sobie siana z polityką, rób człowieku piosenki, nic nie boli tak jak prawda. Może jeszcze boleć kaleczenie polskiego pięknego języka. Jak słyszę pana Schudricha czy Weissa to nabieram uzasadnionych gramatycznie wątpliwości czy ich przodkowie żyją z nami od tysiąca lat, kiedy to wg „leśnika” z muzeum Polin - rósł jeno las w niedorzeczu Odry i Narwi. Znajomy aktor Teatru Muzycznego, który studiował ( Baduszkowiec) z późniejszym pantokratorem Teatru Atelier przekonywał mnie, że jego kolega operował rapsodyczną polszczyzną. A potem „tradycyjnie” zgubił gramatykę pospołu z akcentem. Lingwiści to nazywają żydłaczeniem.  A co o tym mówił Julian Tuwim? Cytuję: "Daleki oczywiście od antysemityzmu, zawsze byłem, jestem i będę przeciwnikiem umundurowanych brodaczy i ich hebrajsko-niemieckiego bigosu oraz tradycyjnego kaleczenia mowy polskiej. Najwyższy czas, panowie, obciąć długopołe kaftany i kręcone pejsy, a także nauczyć się szacunku dla języka narodu, wśród którego mieszkacie". Niedawno w InFernecie na FB zachwycił mnie robotnik z Zanzibaru o imieniu Doe, którego polszczyzna była rodem z „Kwiatów polskich” rzeczonego Juliana. Można? Można! A może Zanzibarczycy są zdolniejsi..?..
Przestaję słuchać Trójki, bo oprócz erupcji muzycznych rozplenił się tam lewościek. Jak jakiś pisarzyna – to Kuczok od michNike, jak teatr to Nowak, Lupa, jak sztuka to Mein Kampf. Noo jakieś pozory proporcji wypada zachować. Ale RMN z panem Czabańskim zajmuje się zwierzątkami futerkowymi. I to na poważnie – bo fejsbucznie…I aby zremisować tematycznie – kącik patentów. Toaleta przy cmentarzu w Wejherowie otwiera się po wrzuceniu monety i to jest OK.(A śmierć i sranie – gdzie zastanie). Kiedy zaś mija precyzyjnie odmierzony czas na istotne ablucje, nie ma zmiłuj się, drzwi otwierają się nagle na oścież, ku uciesze tych przestępujących z nogi na nogę. Dobre, co?! Tym razem szturwysyństwo kpi z programu 500+. Ej oscarki, oskareńki, okruszki…a prościej mówiąc – gównomóżdże komedianckie. Popatrując na geniuszy trenerki futbolowej – b.selekcjonera Nawałkę i obecnego Brzęczka stwierdzam, że to ich prezes i chlebodawca Boniek nie ma pojęcia o desygnowaniu na ten zaszczytny stołek. Bo nie(k!). A o jego IQ może świadczyć fakt, że reaguje na fake newsy o kapusiu Bolku sprzed ośmiu lat, czyli tyle ile nasza ekstraklasa jest w fazie za średnią ligą europejską.
Szwecja przestaje istnieć. Szwedzi uciekają do Polski. 41-letni Denis Lisov wywiózł córki, bo tamtejsze służby socjalne odebrały mu je i umieściły w muzułmańskiej, imigranckiej rodzinie zastępczej. W poadamowiczowskim Gdańsku prezydent (Ołeksandra) Dulkiewicz będzie lokowała imigrantów. Jak tych ze Skandynawii to OK. A szwedzki MSZ może jeno popatrzeć niczym towarzysz Lenin na burżuazję. O! Białorusini w Rzeczycy zmienili ulicę Adama Mickiewicza na Jewgienija też Mickiewicza acz KGB-istę. U nas też w Borowskich – Bermanach i Cimoszewiczach trudno się połapać.
Nasz premier M.Morawiecki tak poetyzował ostatnio – „kiedy zakwitną kasztany, program nasz (13 emerytura zwana „Jarkowym”) będzie kontynuowany”. Ba! Ale wg teorii jednego ironisty z Redy – poeta to nieudany satyryk. Czekamy zatem na kolejne rymy z przepastnych wyżyn władzy. Władza tam ma ciągłe problemy z energetyką. Mocy zainstalowanej mamy tyle co kot czy b.minister Grad napłakał. Koncepcje mnożą się niczym kalorie w buzującym czajniku. I nic z tego nie wynika. Lokalizacji elektrowni jądrowej dalej nie widać, a mądre pomysły ratunkowe wyfruwają na kopach z drzwi ministra Tchórzewskiego wraz z konceptualistami. Otóż mamy w kraju ok. 40 bloków energetycznych o mocy 200MW. Powstał projekt rewitalizacji tych bloków z przejściem na tzw. parametry nadkrytyczne. I nagle wyleciał ten projekt z ME wraz z autorem – znanym profesorem energetykiem z Wrocławia. A  Francja i Niemcy są gotowi sprzedawać nam MWh. Ale jak mówi Ferdek Kiepski – to nie są tanie rzeczy. Bo sąsiedzi zza Odry miewają i rzeczy droższe. Jak twierdzi guru lewicy pisarz Heinrich Theodor Böll : „W każdym niemieckim domu jest pamiątka przywieziona z Polski”. Miał na myśli ,,pamiątki" z II WŚ. Nie można powiedzieć, bywają i porządni przedstawiciele tego awanturniczego narodu. Niemiecki politolog prof. Andreas Nölke w rozmowie z T.Walczakiem z “Super Expressu” ostrzega nasz kraj przed wejściem do strefy euro i coraz większym uzależnieniem od Berlina. A mądrego to i warto posłuchać. Tak tylko by the way to zauważam, bo niebawem nie będzie komu zwracać nam tych pamiątek, tam współczynnik dzietności już jest bliski jedności. A to znaczy wymarcie nacji. Statystykę nadrabiają uchodźcy. A może by nasi niechętni prokreacji sąsiedzi zastosowali patent rodem z NRD. Kiedy jako objektleiter Rohbau na KKW Nord budowałem im atomówkę, zauważyłem, że w piątek o 13 wyją syreny fabryczne. Raz, drugi, trzeci…przyciśnięty do muru inżynier Niemiec – z trudem wybąkał – das ist bumsentag. Niemki szły legalnie dwie godziny wcześniej do domu, aby przygotować uroczystą Abendessen (kolację) ze sznapsem , by w przyjaznym klimacie w imię poświęcenia dla kraju  Liebe machen ( inaczej kopulieren). Bumsen brzmiało i brzmi nieco ordynarnie, ale skutecznie. A uszczęśliwiany podówczas małymi dederonkami ojciec narodu Erich Honecker mógłby powtórzyć za profesorem Czesławem Buraczewskim (PG), iż „jego wdzięczność przekracza granice przyzwoitości”.
 
Tadeusz Buraczewski