Zwolennicy czegoś, co umownie a szeroko, ogólnie można określić jako potrzebę zmian w Polsce często ulegają narracjom sprowadzającym się do hasła „Socjalizm tak – wypaczenia nie”. Według nich obecnemu państwu cechuje niedoskonałość pewnych standardów… brakuje mu jeszcze to i owo… ma ono pewne niedociągnięcia… tu i ówdzie wystąpiły pewne braki budownictwa socjalis… ups, nie ta era. Narracjom tym opartym na eufemizmach towarzyszą dziwaczne rytuały, magiczne zaklęcia, wezwania do (koniecznie bliżej nieokreślonej) samopoprawy – byle bez gwarancji dla Polski - i znamienny upór w lansowaniu rozwiązań pozornych bardziej nawet, niż rzekoma transformacja ustrojowa w Polsce w latach 1989-1991. Skąd biorą się te narracje? Temat warto rozwinąć przy innej okazji; tu jednak warto krótko stwierdzić, że nie idzie o agenturalność ich proponentów. Przynajmniej nie wyłącznie. W wymiarze niesprawiedliwości też słyszymy: Tuleja… Sawicka… śledztwo smoleńskie… - i nikt nie zająknie się o tym, że nie zjawiska to, a symptomy, że nawet nie zapaść ustrojowa to – ci co dojdą do tego wniosku, skądinąd daleko idą, ale niestety i oni błądzą – a fundament, podstawy funkcjonowania, model działania zbrodniczego antypolskiego państwa od roku 1944. Rozwiązaniem pozornym jest lustracja i dekomunizacja w sytuacji, gdy ogromna większość obecnych sędziów i prokuratorów przed 1989 była jeszcze dziećmi; gdy istnieje wciąż niedostępny dla IPN zbiór zastrzeżony; gdy nie istnieją mechanizmy uniemożliwiające służbom specjalnym – a więc Rosji – bezpośredni werbunek tajnych współpracowników współcześnie. Patologii wymiaru niesprawiedliwości uniknąć w tych warunkach wręcz nie sposób. Lustracja i dekomunizacja, skądinąd wskazane, na działanie sądów wpłynąć wręcz nie mogą co do samej zasady. Jedyne rozwiązanie to ustanowienie instytucji dających Polakom powszechni
[...USUNIĘTO: zbyt długa wklejka...]
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
- Odsłony: 2336