Darski wygrał z Michnikiem

„Oczywiście można powiedzieć, że redaktor Michnik w niespodziewanym napadzie uczciwości postanowił zlikwidować w Polsce korupcję, którą poprzednio usprawiedliwiał, jeśli korzystali na niej komuniści”. Tak napisał Jerzy Targalski, na portalu Naszeblogi.pl znany jako Józef Darski, w „Gazecie Polskiej” w 2005 roku, komentując sprawę Rywina.
9 maja br., po ośmiu latach procesu, Michnik wycofał powództwo cywilne wytoczone za te słowa przeciwko Targalskiemu, podtrzymując powództwo przeciwko redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej”, Tomaszowi Sakiewiczowi.
Ostra, jednoznacznie negatywna opinia Targalskiego była nieprzyjemna dla dawnego opozycjonisty i człowieka, który dał twarz powołanej przez Okrągły Stół gazecie, tej zawiedzionej nadziei milionów solidarnościowców. Nie dziwi mnie, że Michnik nie mógł przyjąć takiej krytyki. To byłoby bardzo trudne; gdyby uznał argumenty Targalskiego, musiałby zmienić dotychczasowe wieloletnie postępowanie, politykę redakcyjną i narazić uwikłania towarzyskie i polityczne. Lepsze – i naturalne – byłoby dla niego podjęcie polemiki, ale wtedy musiałby znaleźć kontrargumenty, a o to nie byłoby łatwe. Niełatwe dla redaktora gazety, który początkowo drukował artykuły, jak namiętny apel Jerzego Szperkowicza, by darować komunistom dorobek materialny, by tylko „sobie poszli” (niestety, nie poszli, tylko zostali z pieniędzmi i spółkami), a skończył nazwaniem funkcjonariuszy bezpieki peerelowskiej „ludźmi honoru” tylko dlatego, że odstąpili od opresji wobec społeczeństwa polskiego, przerzucając się na nowocześniejsze sposoby podporządkowywania go interesom swoim i swoich mocodawców.
Cała sprawa pokazuje jak w soczewce spór o podstawy powołania i bytu III RP. Państwa, w którym byłym komunistom praktycznie włos nie spadł z głowy za 45 lat agenturalnych rządów, za setki ludzi więzionych i pomordowanych, Polaków, którym złamano życie, którym odebrano niepodległość, własność i możliwość odbudowy stanu posiadania, odebrano możliwość swobodnego kształtowania swego losu narodowego i osobistego.
Czy wolno wypowiadać ostre, nieprzyjemne dla dawnych legend opinie o ich postępowaniu? Na tym polega wolność słowa. Prof. Bralczyk wykazał niegdyś w swojej analizie językowej dla sądu, że wolno nawet najostrzej oceniać czyjeś poglądy, jeżeli zaznaczy się, że podaje się własną opinię, a nie twierdzi, że są to fakty. Targalski, nie znając jeszcze tej zasady, wyraźnie to zaznaczył: „można powiedzieć, że...” itd. Targalski nie przyczepił się do wyglądu, figury czy sposobu mówienia Michnika. Nie podał fałszywych informacji. Nie twierdził, że Michnik wzywał kiedykolwiek do dawania łapówek komunistom. Napisał, jakie wnioski wyciągnął z wieloletniej lektury tekstów zamieszczanych w gazecie Michnika. Te teksty znane są każdemu, linia gazety również nikomu nie jest obca. Użył słowa „korupcja” w szerszym znaczeniu słownikowym. Słowniki opisują je znacznie szerzej niż łapówki, bywa np. korupcja polityczna i różne bywają korzyści przyjęte w jej wyniku.
Proces ciągnął się latami, a Targalskiemu urozmaicały życie inne procesy, które sam wytoczył pracownikom gazety Michnika za liczne pomówienia i oszczerstwa pod swoim adresem. Sądy uznały to, co chciały, jak to dzisiejsze niezawisłe sądy, odrzucały np. zeznania kluczowych świadków, ale w wyniku ugody Targalski ostatecznie otrzymał odszkodowanie od Agory.
 Pół roku temu pani sędzia Gromek nie pozwoliła usiąść w czasie rozprawy ciężko choremu Jerzemu Targalskiemu, ściganemu już wtedy blisko osiem lat za kilka gorzkich słów o postawie Michnika. Targalski wtedy zemdlał, a akcję pani sędzi opisano dokładnie na blogach i w prasie niezależnej. Lekarz zezwolił Targalskiemu uczestniczyć w rozprawach nie dłużej niż dwie godziny dziennie. Pani sędzia robiła wrażenie stronniczej. Wystarczy zauważyć, że odrzucała wszystkie wnioski dowodowe pozwanego, nawet przyjęte przez poprzedniego sędziego. Tym razem zaniedbała procedur, co wróżyło ciągnięcie się procesu wiele miesięcy a może i lat.
W tej sytuacji mec. Rogowski, pełnomocnik Michnika, wycofał powództwo. Widać było, że na wygraną nie ma żadnych szans.
Wygrana Targalskiego to ważny sygnał dla pozywanych przed sąd za słowa. Ważny sygnał dla prof. Andrzeja Nowaka, prof. Zybertowicza i tylu innych, pozywanych przez tamto środowisko za wyrażane opinie. Każdy ma prawo bronić przed sądem swego dobrego imienia, jednak szczególnie komuś, kto dysponuje masowymi mediami, nie godzi się posługiwać paragrafami, by ukarać polemistów za krytykę.