Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

Niemcy, Niemcy… i Zachód

Teresa Bochwic, 02.01.2026

Lata siedemdziesiąte XX wieku (wspomnienia, cz. I) 

Europa Zachodnia była wtedy rajem. Dla nas, potomków powstańców warszawskich, wygnańców z Kresów polskich zduszonych przez potęgę Związku Radzieckiego, przez sfałszowane wybory. Dla studiujących z „punktami za pochodzenie” dzieci zubożałych przez socjalistyczną utopię warstw polskich chłopów, robotników i bezpunktowych dzieci „inteligencji pracującej”, która się jeszcze ostała po Katyniu i morderczych akcjach antyinteligenckich obu najeźdźców, po wywózkach na Sybir, do Auschwitz, do Dachau, Gusen i Ravensbrück. Po ucieczce najzdolniejszych i najenergiczniejszych wyciekających latami na Zachód, do Ameryki tej czy innej, Australii i innych przyjaźniejszych ziem. 

W latach siedemdziesiątych, mijając czym prędzej radziecki Berlin Wschodni, z Europy Wschodniej parły tam jak do Ziemi Obiecanej, tłumy młodych ludzi zza żelaznej kurtyny, którzy po latach oczekiwań i udręczeń urzędowych dochrapali się wreszcie paszportu. Władze dawkowały paszporty jak najdroższe leki, bo nie chciały, by ludzie zobaczyli, jak tam wygląda normalne życie i jak MOŻE u nas wyglądać.

W latach siedemdziesiątych XX wieku świat europejski był podzielony na dwa. Na zachodni i „socjalistyczny”. 

*

W 1966 roku w trzy czy cztery osoby wybraliśmy na studiach lektorat niemiecki. Do tej pory znaliśmy ten język tylko z filmów wojennych, gdzie gęsto padało „Hände hoch!”, „polnische Schweine”, „schissen”, „scheissen” itp. Znaliśmy historie wojenne z I i II wojny wszystkich członków rodziny i znajomych. Słuchaliśmy babcinych legend o Kraku i „Wandzie, co nie chciała Niemca”, uczyliśmy się o Bolesławie Chrobrym ukoronowanym diademem przez zaprzyjaźnionego cesarza Ottona III, o bitwie pod Grunwaldem i rozbiorach Polski. Ze zdziwieniem przyjmowaliśmy uwagi rodziców i dziadków, że uważają język niemiecki za piękny, i że Niemcy mają wspaniałą literaturę i muzykę, chociaż to naród butny i wywyższający się; a w ogóle Hitler był Austriakiem, dodawała babcia z zamyśleniem. Znaliśmy mnóstwo wspomnień i odpowiedniej literatury, ale w pewnym momencie chyba uznaliśmy, że ona pochodzi z Niemiec Zachodnich, bo w XIX wieku Weimar przecież sprzeciwiał się zaborom i był czym innym niż Prusy, choć w XX wieku wylądował razem z Turyngią w Niemczech Wschodnich. 

Na pierwszych zajęciach lektoratu padło parę podstawowych sformułowań niemieckich, kilkanaście słów. Nie mogliśmy znieść twardego akcentu lektora przy słowach „ich studiere” i temu podobnych niewinnych zwrotach. Zrezygnowaliśmy z niemieckiego, poprzestając na angielskim, łacinie i greckim z elementami hebrajskiego. Francuskiego uczyliśmy się wcześniej w domu. 

 Najbliżej Zachód to były Niemcy. Dwa państwa niemieckie, NRD i NRF, do 1970 roku, bo potem, po wizycie Brandta zaczęło się w prasie polskiej pisać RFN. RFN to był owoc powojennego karnego podziału Niemiec przez aliantów na cztery strefy – amerykańską, angielską, francuską i radziecką, choć Churchill doradzał profilaktyczne bombardowanie Niemiec co 50 lat. Trzy pierwsze weszły w skład RFN, z radzieckiej powstało państwo NRD. Związek Radziecki wprowadził w NRD na swoją modłę socjalizm, ustrój „szczęśliwości robotników i chłopów”. Zachodni alianci z kolei mieli uczyć Niemców demokracji i pokojowego nastawienia do innych narodów, zakazali armii, odbudowali im gospodarkę bogatym planem Marshalla i stworzyli warunki liberalnego rozwoju. 

W NRD, czyli państwie-członku podległej Związkowi Radzieckiemu grupy „krajów demokracji ludowej”, było ciut lepiej niż w Polsce pod względem ciuchów dla dzieci („samorosnące” z dzieckiem bluzeczki) i zaopatrzenia w żywność, choć kawa była tam wyjątkowo paskudna. Wyraźnie zaś gorzej było w NRD pod względem zamordyzmu; nieraz chodziliśmy pod Bramę Brandenburską od enerdowskiej strony, oglądać ślady ucieczek Berlińczyków wschodnich na zachodnią stronę. Chyba już wtedy Niemcy zachodni ustawili tam wielką tablicę, na której wyświetlali liczbę ofiar śmiertelnych wśród uciekinierów. Szło to w setki osób. Jak się okazało po zjednoczeniu w 1990 roku, społeczeństwo enerdowskie było przeżarte agenturą, zorganizowaną opresją i donosicielstwem. 

W 1972 roku Gierek na fali przemian politycznych z Grudnia 1970 dał Polakom coca-colę, odbudowę Zamku Królewskiego, papier toaletowy i masowo dostępne w ramach Sovjetzone wkładki paszportowe do NRD i na Bałkany oraz szerszy dostęp do paszportów na Zachód; wybrani, dość liczni, mogli otrzymać paszport z prawem wyjazdu turystycznego raz na rok na Zachód i prawo do zakupu 130 dolarów na pobyt, po cenie trzykrotnie wyższej niż kurs oficjalny, ale o połowę niższej niż kurs czarnorynkowy. Trudno sobie dziś wyobrazić, jak bardzo poprawiło to Polakom poczucie wolności i przynależności do Zachodu. 

Najważniejsze, że można było wyjechać choć na parę tygodni z PRL. Wykładali siedzenia swych małych Fiatów 125p namiotami, materacami dmuchanymi, kuchenką na tabletki spirytusowe i śpiworami, na górny bagażnik szły walizki czy plecaki, do bagażnika z przodu konserwy z mielonki i makaron na miesiąc pobytu, coś na sprzedaż na miejscu (na Bałkany perfumy „Być może” i pościel z polskiego płótna, na Zachód kryształy, polska czysta wódka, a jak się udało, to parę słoiczków kawioru), żeby wyjazd się „zwrócił”, i hajda, do Jugosławii, bo najtańsza, z żoną obok kierowcy i dwójką dzieci na tylnym siedzeniu. 

Niemała była też emigracja ówczesnej młodzieży na Zachód. Była powolna ale obliczano, że w ciągu 8-10 lat siedemdziesiątych wyciekło z Polski około miliona wykształconych młodych ludzi, a licząc rok 1981, gdy niemal wszystkim dano paszporty na „wsie strany mira”, było to może i ponad dwa miliony. Wyjazd na Zachód był mentalnym pożegnaniem z „socjalizmem”, możliwością zrzucenia choć na chwilę, choć na miesiąc czy dwa, okowów komunistycznej opresji, uwieńczeniem wieloletnich marzeń o podróżach, o wolności, i miejscem spełniania ich wreszcie szybko i w miarę bezboleśnie. Drzwi te zatrzasnął na kilka lat stan wojenny. 

W NRD wszyscy młodzi Niemcy marzyli o wyniesieniu się do RFN, do Niemiec Zachodnich, które oglądali w telewizji Springera, wyświetlającej gazetę elektroniczną na szczycie wieżowca koncernu na Kochstrasse, tuż obok Checkpoint Charlie, przejścia granicznego Berlin Wschodni-Zachodni w środku miasta. Zaraz po zjednoczeniu 3 października 1990 (od tej pory miałam kłopoty ze swą datą imienin, nie chciałam świętować dnia zjednoczenia Niemiec), wyniósł się do zachodnich Niemiec kto mógł, pozostawiając nawet całkiem dobre domy i zdając władzom przydziałowe mieszkania.

W Rosji nastała już wtedy pieriestrojka Gorbaczowa. Zimą 1989 w Polsce rozpoczęły się rozmowy okrągłego stołu i nastał opozycyjny premier, w Rumunii zabili Ceausescu a tamtejsza ambasada RFN wydawała masowo zachodnioniemieckie paszporty Niemcom wschodnim, wracającym z wakacji w Bułgarii i na Węgrzech. W końcu też byli Niemcami. W listopadzie 1989 padł mur berliński. 

A na razie, w latach siedemdziesiątych tam, w Berlinie Zachodnim, młodzież pragnęła pokoju. Nienawidziła wojny, działała w organizacjach pacyfistycznych. Władimir Bukowski, dysydent w ZSRS, napisał nawet ostrzegawczą broszurkę pt. Pacyfiści kontra pokój, wskazując, jak bardzo te ruchy zinfiltrowane są a nawet inspirowane przez Rosjan. 

Piękni, modni, w wygodnych butach, wypoczęci, dobrze odżywieni i zadowoleni z życia młodzi ludzie, którzy nigdy nie byli nazistami (a ich rodzice najczęściej nie wspominali, kim byli w młodości), chodzili czyściutkimi ulicami odbudowanego miasta, w 1945 roku zniszczonego przez aliantów. Tymczasem w 30 lat po wojnie ciągle miejscami w ruinach leżała Warszawa. Zajmowali się protestowaniem przeciwko kapitalizmowi i walką o socjalizm, dyskutowali o anarchistach i terrorystach z grupy Baader-Meinhof z Rote Armee Fraktion (RAF), czyli Frakcji Czerwonej Armii, zwalczali USA i kapitalizm; zwalczali też tradycyjne małżeństwa, kobiety żądały wolności od klatki Kirche-Kinder-Küche i jeżeli rodziły dzieci, to w wolnych związkach. Powstały pisma dla feministek, które walczyły o swobodę wyboru dla kobiet i wywalczyły prawo do usuwania ciąży, choć pod pewnymi warunkami. 

Niektórzy jeździli własnymi, zdezelowanymi, śmiesznie tanimi samochodami, takimi co to trzeba było się trzymać z całej siły kierownicy, żeby nie wypaść dziurami w zardzewiałej podłodze. Kosztował to ich parę, paręnaście wieczorów zmywania w nocnej knajpie. Samochód – marzenie każdego Polaka, który nie znał metra, tylko rozklekotany tramwaj czy autobus, a dla którego w kraju aptekarskie ilości siermiężnych Syrenek a potem maluchów Fiata 125p znajdowały się poza sferą jakiejkolwiek rzeczywistości; na wolnym rynku taki malutki Fiacik, w Polsce symbol rozpasanego dobrobytu, ale i wolności, kosztował kilkadziesiąt dobrych pensji i długo było na to stać głównie artystów i partyjnych. 

Ta miła i piękna, życzliwa młodzież paliła hodowane na parapetach zakazane „trawki” własnej produkcji, symbol zachodniego zawrotu głowy wolnością. Transwestyci „ujawniali” się i pracowali w kabaretach jako tancerki. Wieczni studenci na niekończących się kolejnych stypendiach, w cywilu niedzielni kucharze i kelnerzy, których za pracę weekendową w całonocnych knajpach stać było na pokój w komunie i utrzymanie przez resztę tygodnia, mieszali się z transwestytami, łysymi misjonarzami Hari Kriszny i demonstrującymi Kurdami, tworząc barwny i przyjazny tłum. Nienawidzili mieszczańskiego stylu życia, który kazał rodzinom zmieniać co trzy lata umeblowanie i zasłony, wyrzucać używane krótko pralki i lodówki, zarazem oszczędzać i jeszcze raz oszczędzać każdą „mareczkę”. Polacy zabierali potem ze śmietnika lub wprost z ulicy te zupełnie dobre kanapy, stoły, fotele i szafki kuchenne do Polski. 

Dyskutowali o modnej w tych latach książce Alice Miller „Gdy runą mury milczenia”, o prawach dziecka, o strasznych losach dręczonych dzieci, z których wyrośli zbrodniarze jak Hitler czy Ceausescu. Szukali przyczyn okropności hitleryzmu w bajkach braci Grimm, które od stu lat wpajały niemieckim dzieciom lęki i wzory przemocy w opowieściach o czarownicy, co paliła dziećmi w piecu, i o królu, co więził swą piękną córkę na wysokiej szklanej wieży, żeby nikt do niej nie dotarł. Odreagowywali przeszłość swoich dziadków i rodziców, którzy urządzili Europejczykom krwawą łaźnię I i II wojny światowej. 

Z wystaw wylewały się sterty coraz to nowych i modnych bajecznie kolorowych ubrań, a ze sklepów z żywnością stosy rzadko widywanych w Polsce szynek, pęta kiełbas, czerwone jak komunizm mięso, które w Polsce wkrótce miało być na kartki z 2,5 kg miesięcznego przydziału; sery francuskie, holenderskie, owoce z całego świata 

i kawa, kawa! W Polsce w drugiej połowie lat 1970. władze wymyśliły „brazylijkę”, mieszankę kawy prawdziwej ze zbożową, niektórzy uważali, że ze znacznym dodatkiem kory brzozowej, jednakże szybko zrezygnowały z tego erzacu. Kawiarnie i cukiernie często były własnością byłych służb milicyjnych, które przechodziły na emeryturę po 15 latach pracy i miały specjalne prawa własności w kraju o teoretycznie zniesionej własności prywatnej. 

Rodził się zupełnie nowy styl życia. Wolność, wolność! Wieloosobowe komuny seksualne albo chociaż przyjacielskie, hodowle kilkumetrowych krzewów marihuany na parapetach starych śródmiejskich kamienic w sektorze amerykańskim i francuskim. Coraz liczniejsze parady homoseksualistów, podczas których na ulicach bębniła z gigantofonów najnowocześniejsza muzyka, wywieszających sześciobarwne tęczowe ręczniki na balkonach swych mieszkań, nie budziły specjalnych refleksji a coraz liczniejsze zastępy imigrantów z różnych stron świata pytań o dalsze demograficzne losy kulturalnej  Europy. Nie budziły zdziwienia niewielkie ciemne kina z filmami pornograficznymi, łagodnymi zresztą w porównaniu z tym, o czym opowiadali ci, co byli w Szwecji. 

Wszystko było wspaniałe. Co pewien czas szum ulicy zakłócał ogłuszający ryk lśniącego ostrą zielenią niewielkiego czołgu amerykańskiego, na którym siedzieli podobni młodzi ludzie, błyskający wspaniałymi białymi zębami. W bazach amerykańskich po znajomości można było załatwić sobie amerykańską pastę do zębów i także lśnić.  

 

 

  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 442
Grzegorz GPS Świderski

Grzegorz GPS Świderski

01.01.2026 22:57

Warto przy okazji tego opisu Niemiec zauważyć, że pod względem liczby wyznawców islamu oni mniej więcej w 1961 roku byli w takim stanie, w jakim my dziś jesteśmy. W 1987 doszli już do poziomu 2,7% muzułmanów w RFN. Dziś mają ich tylu, że już tworzą nieformalne szariackie kalifaty w postaci stref no-go, a w ciągu dekady te kalifaty będą już duże i praktycznie niepodległe. Gdyby u nas rozwijało się to w takim samym tempie, to mamy jeszcze na to 50 lat. Ale to tak samo oczywiście nie będzie. 

Za 10 lat Niemcy będą masowo do nas uciekać — a będą to najbogatsi, najbardziej wykształceni rdzenni Niemcy, bo islamiści będą takich mordować w pierwszej kolejności. Tych głupszych i biedniejszych uczynią niewolnikami w swoich haremach. Więc już dziś powinniśmy uczyć się jak asymilować Niemców w Polsce. Mamy w tym bogate doświadczenie z czasów zaborów, gdy trwała germanizacja. Niemieccy osadnicy przyjeżdżali wtedy do Polski, by nas zniemczyć, a skutek był odwrotny, to oni się polonizowali. Teraz musimy to umieć powtórzyć i przygotować się na dużo większą skalę tej niemieckiej imigracji. Niemcy już dziś powinni się uczyć polskiego i przyjaźnić się z Polakami, którzy u nich mieszkają, bo ci będą ich do nas wprowadzać.

Alina@Warszawa

Alina@Warszawa

02.01.2026 17:11

Dodane przez Grzegorz GPS Ś… w odpowiedzi na Warto przy okazji tego opisu…

"(...) już dziś powinniśmy uczyć się jak asymilować Niemców w Polsce. Mamy w tym bogate doświadczenie z czasów zaborów, gdy trwała germanizacja. Niemieccy osadnicy przyjeżdżali wtedy do Polski, by nas zniemczyć, a skutek był odwrotny, to oni się polonizowali. Teraz musimy to umieć powtórzyć i przygotować się na dużo większą skalę tej niemieckiej imigracji. Niemcy już dziś powinni się uczyć polskiego i przyjaźnić się z Polakami, którzy u nich mieszkają, bo ci będą ich do nas wprowadzać." (...) 

- ucz się GPS, ucz... Niemiecki już znasz? 

Żenujący pomysł. Niemcy jeśli tu przyjadą, to jako dziady pozbawione majątków, bo jako niewierni nie będą mieli prawa niczego mieć, islamiści nie będą się cackać, tylko jednym przepisem pozbawią ich majątku. 

W takim razie w Polsce możemy ich ostatecznie przyjąć i zatrudnić do odrabiania szkód jakie poczynili ich przodkowie w czasie II wś. Czyli trzeba utworzyć obozy pracy dla Niemców i za zupę niech zasuwają przy jakiejś masowej produkcji np. rolnej. 

Grzegorz GPS Świderski

Grzegorz GPS Świderski

02.01.2026 17:45

Dodane przez Alina@Warszawa w odpowiedzi na "(...) już dziś powinniśmy…

Atak ad pesonam jest nierzeczny. Jak chcesz rozmawiać, to się naucz elementarnej kultury dotyczącej kontaktów międzyludzkich. 

Alina@Warszawa

Alina@Warszawa

02.01.2026 23:08

Dodane przez Grzegorz GPS Ś… w odpowiedzi na Atak ad pesonam jest…

Znowu piszesz do siebie? 

Zbyszek_S

Zbyszek

02.01.2026 07:34

Ciekawy tekst.

  1. Niemcy - takie moje odczucie - nie do końca słusznie postrzegani są jako "naród". Przez długie okresy historii to była mozaika ludów mówiących tym samym językiem (jak Austriacy), ale bynajmniej nie tworzących narodu. Może dopiero Bismarck i Prusy, to początek Niemiec jako narodu?
  2. W tekście - takie moje odczucie - jest nadreprezentacja aspektów zachowań tzw. lbgtq i tak dalej. Może będąc dopuszczalne i akceptowane, stanowiły jednak zupełny margines, nie wpływający na ton i obraz rzeczywistości.
  3. Od zakończenia II wojny św. toczyła się wojna między Zachodem a ZSRR w naturze zimna, ale jednak. Zachód MUSIAŁ wygrać, więc dał ludziom wolność, bo wolni ludzie są najbardziej twórczy, aktywni, efektywni, pomysłowi itd. Czy nie jest tak, że po WYGRANIU tej wojny (zimnej) Zachód nie potrzebował już ich efektywności do rywalizacji i tę wolność zaczął im wyjątkowo perwersyjnie odbierać i coraz mniej wolno? Ostatnio większość Sejmu RP zabroniła Polakom dawać ogłoszenie "zatrudnię opiekunkę do dziecka", bo to zawiera wskazanie płci w ogłoszeniu.
Ijontichy

Ijontichy

02.01.2026 15:14

Niemcy...

Skocznia w GA-PA...przed skokiem zawodnika z logo KAUFLANDU teoretycznie Niemca,,,,spiker zawodów 

wrzeszczy coś: 

I CAŁY STADION MACHA NIEMIECKIMI FLAGAMI...DRESZCZE...TAK SĄ WTRESOWANI BEZ HITLERA!

Oficjalnie maja 700 miliardów na zbrojenia,w tym roku do wydania 100 miliardów...

Nawet Rokita ostrzega,to nie na murzynów w Burkino Faso...to na nas!!!

Od Wilhelma II mają nas WYRŻNĄĆ na zawsze!

Marek Michalski

Marek Michalski

02.01.2026 15:19

Nie trzeba było wyjeżdżać na Zachód, by wiedzieć, że Zachód też jest czerwony, tylko zapóźniony i dlatego poziom życia odbiega u nich od sowieckiej normy. Nie potrzeba było zachodnich rozgłośni, bo z PRLowskiego dziennika telewizyjnego można było się dowiedzieć, że w Europie Zachodniej na zmianę rządzą komuniści z socjalistami i tymi co modlą się pod figurą, czyli chadekami. O ile jasne były powiązania międzynarodówki terrorystycznej od IRA, przez RAF po OWP) czy bojowników o pokój w Wietnamie, albo pikietujących pod bazami NATO, to był pewien dysonans poznawczy w sprawie kto organizował rebelie studenckie w 1968r. na wszystkich kontynentach, czy walkę z apartheidem.

Było jak było, ale takiej jatki jaką mamy dzisiaj, to przewidywali tylko Orwell, Wells czy Raspail. Myślałem, że pod koniec mojego życia komuna w wyniku stagnacji będzie się normalizować.

Teresa Bochwic

Teresa Bochwic

02.01.2026 22:51

Dodane przez Marek Michalski w odpowiedzi na Nie trzeba było wyjeżdżać na…

Wyjazdy na Zachód dały mi wiele konkretnych obserwacji, których raczej nie znajdowałam w Dzienniku telewizyjnym w PRL ani nawet w zachodnich rozgłośniach czy w literaturze. Zawsze ceniłam i nadal cenię własne doświadczenie, jeden rzut oka na okolice przejścia granicznego na Friedrichstrasse czy obecność na zachodnioberlińskiej Love Parade więcej mówił o sposobie zamknięcia w komunizmie czy o zjawiskach społecznych na Zachodzie niż tysiąc godzin filmów. 

Alina@Warszawa

Alina@Warszawa

02.01.2026 23:29

Dodane przez Teresa Bochwic w odpowiedzi na Wyjazdy na Zachód dały mi…

Ja nie miałam okazji wyjeżdżać na Zachód. Ale pamiętam jak byłam zszokowana, kiedy pierwszy raz wyjechałam do Czech i na Węgry i to już po 2000 roku! Dlaczego? Bo w naszych mediach, prasie, szkole nie było prawie nic! Teraz nie ma nawet czeskich seriali jak kiedyś czechosłowacki "Żena za pultem" (Kobieta za ladą) ze słynnym żółwiem "Sprinterką". Nie ma żadnych filmów czeskich, węgierskich, białoruskich, rosyjskich, rumuńskich, bułgarskich. TVP wciska ludziom seriale tureckie! Był jeden turecki genialny, historyczny "Wspaniałe stulecie". Niestety teraz nadają jakieś badziewie, tak nudne jak flaki z olejem. Jedyna zaleta tych seriali to piękni Turcy (z kobiecego punktu widzenia) i całkiem nie brzydkie dziewczyny dla męskiej widowni. Ale to mało, żeby oglądać! 

Teraz na szczęście młodzież ma w programach szkolnych jakąś wymianę i bezpośrednio poznają świat. 

My, starsi,  byliśmy zamknięci w PRL-u jak w obozie koncentracyjnym, bo nawet jak udało się dostać paszport, to średnia pensja wynosiła ok. 20$, więc na Zachód wyjeżdżali tylko ci, którzy mieli tam punkt zaczepienia, czyli rodzinę, albo znajomych i robotę. Stamtąd można było pomóc rodzinie. Dlaczego tak się działo - wyjaśnia chociażby sprawa "przywilejów emerytalnych" dla emerytów "resortowych". To różne resorty pilnowały, żebyśmy pracowali jak niewolnicy na ich przywileje. To te przywileje, które rząd PiS odebrał UB-ekom, a które  Donald Tusk i jego koalicja "zwrócili" - ciężkie miliardy zł! Pieniądze za katowanie Polaków, za inwigilowanie, czytanie listów, mordowanie jak ks. Popiełuszkę, Suchowolca i innych.

wielkopolskizdzichu

wielkopolskizdzichu

02.01.2026 17:51

"choć Churchill doradzał profilaktyczne bombardowanie Niemiec co 50 lat. "

Jak na razie jest to tylko przypisywane Churchillowi bez wskazanie kiedy i gdzie to powiedział lub napisał.

Znam inny cytat z Premiera UK.

"Byłoby nieszczęściem tak przekarmić polską gęś niemieckim jadłem, żeby zdechła z niestrawności"

Ijontichy

Ijontichy

02.01.2026 18:05

Dodane przez wielkopolskizdzichu w odpowiedzi na "choć Churchill doradzał…

Stalin miał inny pomysł,ale "alianci" sie nie zgodzili.mianowicie chciał wszystkich niemców,którzy przeżyli

zabrać na Sybir,mężczyzn,kobiety dzieci...mówił: 

Tam mnogo miejsca,za parę lat nie będzie kwestii niemieckiej.

NU,NIE POSŁUCHALI...

Teresa Bochwic

Teresa Bochwic

02.01.2026 22:34

Dodane przez wielkopolskizdzichu w odpowiedzi na "choć Churchill doradzał…

A to o gęsi to kiedy powiedział, w którym roku? 

sake3

sake2020

02.01.2026 18:40

W Niemczech ukazała się książka niemieckiego publicysty Grzegorza Rossolińskiego-Liebe promowana przez wpływowe instytucje niemieckie ,,Polscy burmistrzowie- i Holocaust''.W tej kotrowersyjnej publikacji można się dowiedzieć,że za zamordowanie 90% Żydów odpowiedzialni są Polacy.Autor wybiela Niemców pisząc, że wprawdzie ograniczali prawa Polaków,zamykalo uczelnie i uniwersytety i wysyłali na przymusowe roboty jako robotników do Rzeszy,ale zabijali wyłacznie tych którzy działali w ruchu oporu.Autor twierdzi,że w GG Polakom żyło się całkiem dobrze bo wzbogacali się zabijając Żydów i zagarniając ich mienie. Skandaliczna publikacja spotkała się z ostrą krytyką polskiego IPN ale bezskutecznie.Dlaczego polscy historycy  (poza IPN) nie protestują,nie ma reakcji MSZ ani premiera ,listów otwartych, jakiejlilwiek dezaprobaty? W tej książce już prawie całkowicie odpowiadamy za Holocaust i za obozy.Ta nędzna niemiecka autorzyna wsparta pieniędzmi niemieckiego rządu z pewności pójdzie dalej w swych oskarżeniach. Dlaczego nie wytacza się sprawy sądowej temu indywiduum tylko proponujemy pisanie wspólnego podręcznika  polsko- niemieckiego dla szkół.?

Teresa Bochwic

Teresa Bochwic

02.01.2026 22:37

Dodane przez sake3 w odpowiedzi na W Niemczech ukazała się…

Naprawdę nie dostrzegł Pan Listu Otwartego w tej sprawie, Fundacji Kulskich i 150 osób z kręgów intelektualnych, w tym Polskiej Akademii Nauk, do którego dopisywali się następni sygnatariusze? 

Przepraszam, niechcący Pana zgłosiłam, pomyłkowe naciśnięcie guziczka. 

Jan1797

Jan1797

02.01.2026 22:17

 Dobrze napisane, oby z kontynuacją Pani Tereso,

 Przez krótką chwilę, chyba rok czy dwa lata przejeżdżaliśmy (przechodziliśmy) do Berlina zachodniego, wschodni jeszcze nie mogli. Nawet nie staram się przypomnieć, jak to się nazywało. Byłem raz. Polska rozwijała się dynamicznie, ale tylko przez dwa może trzy lata.  Pozdrawiam.

Teresa Bochwic
Nazwa bloga:
Blog Teresy Bochwic
Zawód:
Sokole Oko
Miasto:
Warszawa

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 590
Liczba wyświetleń: 2,331,478
Liczba komentarzy: 2,808

Ostatnie wpisy blogera

  • O Konkursie Chopinowskim inaczej – rzut oka wstecz
  • Jeszcze raz "Pieśń wigilijna 1951". Uzupełniona
  • Opowiadanie świąteczne, przyda się przed Wigilią

Moje ostatnie komentarze

  • Wyjazdy na Zachód dały mi wiele konkretnych obserwacji, których raczej nie znajdowałam w Dzienniku telewizyjnym w PRL ani nawet w zachodnich rozgłośniach czy w literaturze. Zawsze ceniłam i nadal…
  • Naprawdę nie dostrzegł Pan Listu Otwartego w tej sprawie, Fundacji Kulskich i 150 osób z kręgów intelektualnych, w tym Polskiej Akademii Nauk, do którego dopisywali się następni sygnatariusze? …
  • A to o gęsi to kiedy powiedział, w którym roku? 

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • Chcieli Europy, wybrali polski los
  • Poradnik męża zaufania wybory samorządowe 2014
  • Gdzie było nieproporcjonalnie dużo nieważnych,wysokie ryzyko

Ostatnio komentowane

  • Alina@Warszawa, Ja nie miałam okazji wyjeżdżać na Zachód. Ale pamiętam jak byłam zszokowana, kiedy pierwszy raz wyjechałam do Czech i na Węgry i to już po 2000 roku! Dlaczego? Bo w naszych mediach, prasie, szkole…
  • Alina@Warszawa, Znowu piszesz do siebie? 
  • Teresa Bochwic, Wyjazdy na Zachód dały mi wiele konkretnych obserwacji, których raczej nie znajdowałam w Dzienniku telewizyjnym w PRL ani nawet w zachodnich rozgłośniach czy w literaturze. Zawsze ceniłam i nadal…

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności